Niewątpliwie atom jest rozwiązaniem lepszym dla klimatu, a więc dla naszej przyszłości, niż pozostanie przy węglu czy gazie. Tu nie ma sporu. Jednak nie jest to jeszcze powód, by w ślad za Adamem Błażowskim wierzyć, że Europa wybrała drogę atomu lub że atom jest tańszy niż inne przyjazne klimatowi rozwiązania

W sprawie budowy nowych elektrowni atomowych więcej w Europie się mówi niż robi. Skoro tak mało buduje się nowych reaktorów, to wiek tych w użyciu rośnie. Dziś w Unii Europejskiej wynosi ponad 30 lat. W nieskończoność działały nie będą. Jeśli nie doczekamy się istotnego zwrotu akcji, czas atomu w Europie się skończy. O tym przede wszystkim był mój artykuł – pisze Piotr Trzaskowski w odpowiedzi Adamowi Błażowskiemu.


„Rząd PiS chce budować elektrownię atomową, gdy w Europie Zachodniej od atomu się już odchodzi. Powód? Ekonomia, głupcze!” – napisał w OKO.press Piotr Trzaskowski, publicysta specjalizujący się w energetyce i ochronie klimatu oraz działacz społeczny. Już sam tytuł  jego tekstu „Atomowa studnia bez dna. Rząd PiS chce budować elektrownię atomową, gdy cały Zachód je zamyka” jednoznacznie definiował poglądy autora.

Tekst wywołał ożywioną dyskusję. OKO.press opublikowało tekst Adama Błażowskiego, eksperta i przedsiębiorcy z branży efektywności energetycznej, który dowodził, że „podstawowa teza tekstu Piotra Trzaskowskiego jest fałszywa”.

„Europa Zachodnia nie odchodzi od energetyki jądrowej, bo nie może tego uczynić. Powód? Klimat, głupcze!” – twierdzi Błażowski.

Na te zarzuty odpowiada poniżej Piotr Trzaskowski. Podtrzymuje tezę o wysokich kosztach budowy energetyki jądrowej, wyższych niż pozyskiwanie energii z innych niewęglowych źródeł. A także broni tezy, że energetyka jądrowa na Zachodzie raczej się zwija, niż rozbudowuje.

Nie kończymy tej debaty na łamach OKO.press na temat przyszłości – lub jej braku – energetyki jądrowej. Do końca roku ma zapaść decyzja rządu PiS, czy w Polsce będzie zbudowana elektrownia jądrowa.


Piotr Trzaskowski

Kto o atomie tylko gada

Przyjrzyjmy się najpierw tym krajom, które Błażowski wskazuje jako nadzieje dla przemysłu jądrowego: „Całkiem nowe elektrownie stawiać będzie Finlandia (po ukończeniu opóźnionej Olkiluoto 3), Czechy, Węgry, Rumunia i Słowacja”.

Czeski atom – w połowie lat 30.

W 2008 roku ČEZ, czyli czeski państwowy koncern energetyczny, twierdził, że dwa nowe bloki w elektrowni Temelin powstaną do 2020 roku. 10 lat później, żadnych śladów nowych bloków jak w Temelinie nie było, tak nie ma. Za to ČEZ ma pomysł na dwa bloki w drugiej czeskiej elektrowni atomowej Durkovany, ale w połowie lat 30. Oczywiście nie ma jeszcze ani niezbędnych pozwoleń, ani planu jak tę gigantyczną inwestycję sfinansować. Nie mówiąc już o jej spłaceniu.

Słowacja – 30. rocznica rozpoczęcia budowy

Słowacja to jeszcze ciekawszy przypadek. Tam trwają prace nad budową dwóch nowych bloków w elektrowni Mochovce. W tym roku obchodzona jest… 30. rocznica rozpoczęcia budowy! Tak, trwa od 1987 roku. Długa niczym wznoszenie średniowiecznej katedry. Jak dobrze pójdzie, to nowe bloki będą oddawane do użytku za rok lub dwa. Jak dobrze pójdzie. Przez 30 lat kilka razy terminów już nie dotrzymano. Gdyby biznes był tak świetny, jak twierdzi Błażowski, to pewnie potężny włoski koncern ENEL nie sprzedałby w ostatnich latach kontrolnego pakietu w słowackiej firmie budującej elektrownię.

O następnych blokach czasem się u naszego południowego sąsiada wspomina, ale nic dziwnego, że Słowacy nie palą się do kolejnej inwestycji. We wrześniu tego roku słowackie Ministerstwo Gospodarki oświadczyło, że kolejne inwestycje w atom nie są planowane. Słowacja ich nie potrzebuje skoro niedługo ma oddać do użytku nowe reaktory w Mochovcach i inwestuje w energetykę odnawialną.

Finowie rozważają

W moim artykule pisałem o problemach z budową nowego bloku w fińskim Olkiluoto. W branży energetycznej to źródło niekończących się żartów. Budżet inwestycji przekroczono co najmniej 2,5 razy, firmy zaangażowane w projekt ciągają się po sądach, a opóźnienie zakończenia budowy sięga już 10 lat! Po tym doświadczeniu Finowie nie spieszą się z konstrukcją kolejnego reaktora. Rozważają ją, ale decyzja inwestycyjna jeszcze nie zapadła.

W Rumunii – mówi się od 10 lat

Rumunia, podobnie jak Czechy, Słowacja i Finlandia, ma działającą elektrownię atomową. Od prawie dziesięciu lat mówi się tam o budowie kolejnego bloku. Mówi się… To charakterystyczne dla europejskiej energetyki jądrowej. Konstrukcja nowej elektrowni jądrowej to koszmarnie złożony proces. Trzeba znaleźć kogoś kto wyłoży dziesiątki miliardów złotych, wymyślić jakiś sposób, by potem te pieniądze się zwróciły, przełamać opór społeczny, wybrać technologię, przejść przez długoletni proces uzyskania wszelkich pozwoleń… No i zwykle kończy się na deklaracjach. Deklaracjach, które Adam Błażowski traktuje zbyt poważnie.

Węgierskie światełko w rosyjskim tunelu

Wyjątkiem w środkowo-wschodniej Europie są Węgry. Tam Viktor Orbán wraz z Władimirem Putinem najpewniej wybudują nowe reaktory. Pieniądze są rosyjskie, technologia i wpływy polityczne też. Nie sądzę, by wielu w Europie chciało iść tą drogą. Na pewno nie w Polsce.

Remonty starych reaktorów

Zupełnie inną kwestią są inwestycje w przedłużenie użytkowania starych reaktorów. Tego typu działania podejmowane są w kilku krajach, m.in.: na Ukrainie, w Belgii i Francji. Jak słusznie zauważa Błażowski, nad Sekwaną właśnie odżyła debata o tym, czy i kiedy zmniejszyć zależność od atomu. Niezwykle popularny minister środowiska Nicolas Hulot ma ambicje, by w ciągu 15 lat zamknąć nawet 25 z 58 francuskich reaktorów.

Dużo słów, mało faktów

Jednak w sprawie budowy nowych elektrowni atomowych więcej w Europie się mówi niż robi. W budowie są dramatycznie opóźnione reaktory w Finlandii oraz Francji. Poza tym wspomniane reaktory na Słowacji i właśnie rozpoczęta inwestycja w Wielkiej Brytanii. Już zresztą opóźniona i ze znacznie przekroczonym budżetem. Skoro tak mało buduje się nowych reaktorów, to wiek tych w użyciu rośnie. Dziś w Unii Europejskiej wynosi ponad 30 lat. W nieskończoność działały nie będą.

Jeśli nie doczekamy się istotnego zwrotu akcji, czas atomu w Europie się skończy. O tym przede wszystkim był mój artykuł.

Faktyczne, wbrew życzeniom Błażowskiego, inwestycje idą natomiast w stronę energetyki odnawialnej oraz gazu. Poniższy wykres z raportu organizacji Wind Europe (opublikowanego w lutym 2017) porównuje ile mocy wytwórczych w rożnych rodzajach energii wybudowano i zamknięto w Unii Europejskiej od 2000 do 2016 roku.

Powyżej osi są te rodzaje energii, których jest w systemie energetycznym coraz więcej. Poniżej te, których ubywa. Na osi pionowej moc w gigawatach

Niemcy kontra Francja

Błażowski dużo miejsca w swojej polemice poświęca krytyce niemieckiej polityki energetycznej. Pełna zgoda, że Niemcy mają z węglem problem. O tym czy, i w jakim stopniu, się z nim uporają zależy sukces klimatycznego wymiaru niemieckiej transformacji energetycznej.

Autor cytuje wysokie koszty wsparcia dla energii odnawialnej u naszego zachodniego sąsiada i porównuje je do tańszej w detalu energii elektrycznej we Francji. Popełnia jednak błąd metodologiczny. Porównuje jabłka do gruszek.

Po pierwsze, cena detaliczna nie jest miarą opłacalności inwestycji w atom. W Unii Europejskiej średnio 35 proc. (w Niemczech ponad 50 proc.) tego co konsument płaci za prąd, to różnego rodzaju podatki i narzuty. Na rachunkach znajdziemy też opłatę za utrzymanie sieci przesyłowych i inne egzotyczne pozycje typu polska opłata przejściowa  czy pomysł z „abonamentem węgłowym”.  To bardzo odległe od kosztów konkretnych inwestycji.

Ponadto skoro Błażowski przygląda się niemieckim dopłatom do energetyki odnawialnej, powinien porównać je z różnego rodzaju wsparciem dla energetyki atomowej we Francji, i to na przestrzeni kilku dekad. Francuskie elektrownie budowano w latach 70. i 80. i było to od początku do końca przedsięwzięcie państwowe. Temu Błażowski się nie przyjrzał.

Poza tym patrząc na cenę energii, niezależnie czy na rynku hurtowym czy detalicznym, porównujemy całość systemu energetycznego, a nie poszczególne inwestycje. Nie daje nam to więc odpowiedzi na to czy dla uratowania klimatu taniej inwestować w atom czy źródła odnawialne.

Dlatego właśnie tak wartościowe jest porównanie kosztów inwestycji, które realnie mają miejsce w ostatnich latach w Wielkiej Brytanii i Niemczech. Na nie powołałem się w moim artykule.

Po prostu atom wychodzi dużo drożej. Drożej wyszedłby i w Polsce. A to tylko jeden z wielu powodów, by na atom nie stawiać.


OKO pisze o polskiej gospodarce.
Wesprzesz nasze finanse?

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press