Decyzję o budowie elektrowni atomowej rząd ma podjąć do końca roku. Jeśli miałaby być pozytywna, to będzie to kolejna dziedzina, w której Polska pójdzie w przeciwną stronę niż UE. W Europie Zachodniej od atomu się już odchodzi. Powód? Ekonomia, głupcze!

„Sądzę, że ta decyzja musi być podjęta w tym roku” – powiedział minister energii Krzysztof Tchórzewski zapytany przez „Nasz Dziennik” o termin decyzji ws. energetyki jądrowej w naszym kraju.

Refleksja nad atomem ma słuszne podstawy. Już teraz polski węgiel jest nieopłacalny, a kopalnie deficytowe. Coraz bardziej nieuniknione regulacje chroniące powietrze i klimat jeszcze rachunek pogorszą. Zdaniem rządu, nowy blok węglowy w ostrołęckiej elektrowni ma być ostatnią tego rodzaju inwestycją w naszym kraju. Co w zamian?

Energetyka odnawialna nie ma na prawicy dobrej prasy. Skoro Niemcom wychodzi, to musi być podejrzana. Jest też promowana przez Brukselę. A poza tym turbiny wiatrowe trzeba importować. Zgrabnie wszystkie te fobie podsumował związany z Januszem Korwin-Mikke tygodnik „Najwyższy Czas”. Na okładce numeru ujawniającego „Nazistowskie korzenie energii odnawialnej” widać hajlującego Adolfa Hitlera na tle wiatraków.

Zresztą wiatraków czy paneli fotowoltaicznych musiałoby być w Polsce dużo. Bardzo możliwe, że kontrolę mieliby nad nimi obywatele. Niektórzy nazywają to nawet demokracją energetyczną. Demokracja w energetyce chyba nie podoba się obecnej władzy. Z tej perspektywy lepiej postawić jedną olbrzymią elektrownię, która pozostanie w rękach potężnej firmy. Najpewniej państwowej. To kontrolować łatwiej.

Nie tylko odpady atomowe

Sprzeciw wobec energetyki atomowej zwykle kojarzony jest z nierozwiązanym do dziś problemem długofalowego zabezpieczenia wysoce radioaktywnych odpadów lub obawą przed awarią reaktora na wzór Czarnobyla. Jednak w świecie zachodnim energetyka jądrowa jest w odwrocie z wielu powodów, przede wszystkim ekonomicznych.

Kiedy w 2003 roku fiński rząd wyraził zgodę na budowę nowego bloku w elektrowni atomowej Olkiluoto, była to pierwsza tego typu decyzja w kraju „starej” Unii Europejskiej od 15 lat. Od tego czasu w Europie zachodniej rozpoczęto budowę  tylko dwóch reaktorów: we francuskiej elektrowni Flamanville i w angielskiej Hinkley Point. Żaden z tych projektów nie został do dziś ukończony.

Zachodnioeuropejska flota atomowa starzeje się więc i kurczy. Średni wiek reaktora przekroczył już 30 lat. To dużo – zwykle planowano je na lat 40. Między rokiem 1989 i 2015 liczba reaktorów w Europie Zachodniej spadła z 177 do 127. Perspektywa na przyszłość jest jeszcze gorsza. Francja, lider energetyki jądrowej na świecie, planuje zmniejszyć z 75 proc. do 50 proc. udział elektrowni jądrowych w energetyce. To oznacza zamknięcie 17 elektrowni atomowych. Drugie na liście atomowych potęg w Europie Niemcy zamkną ostatnie reaktory w 2022 roku.

Finowie mają problem

Kiedy w 2005 roku na budowie fińskiego reaktora wbijano pierwsze łopaty, branża mówiła o „renesansie energetyki jądrowej”. Koszty planowano na 3,2 miliarda euro, a koniec budowy na 2009 rok. Później zaczęły się schody. Najpierw były to uchybienia w wylewaniu betonowych fundamentów. Potem błędy w wykonaniu elementów stalowych odpowiedzialnych za powstrzymanie radioaktywnego wycieku oraz wytrzymania uderzenia w reaktor samolotu, np. porwanego przez terrorystów.

Poprawki ciągnęły się przez lata. Późniejsze dochodzenia ujawniły, że szwankowały zarządzanie i nadzór. Nie jest to zaskoczenie, kiedy dużą część prac realizowali podwykonawcy nie znający specyfiki energetyki jądrowej. Komunikacji nie ułatwiło zaangażowanie pracowników 55 narodowości!

Dziś zakłada się, że produkcja energii wystartuje w 2019, czyli z dziesięcioletnim opóźnieniem. Oficjalnie koszt ma wynieść co najmniej 8,5 miliarda euro, choć eksperci twierdzą, że na tym się nie skończy. Od kilku lat firmy zaangażowane w projekt sądzą się o to kto pokryje dodatkowe koszty.

Równie problematyczny jest jedyny nowy reaktor budowany od 2007 roku we Francji – Flamanville-3. Przy dobrych wiatrach rozpocznie produkcję w przyszłym roku – 6 lat po planowanym terminie i z trzykrotnie przekroczonym budżetem. Trudno sobie wyobrazić, by w Polsce, która nie ma żadnych doświadczeń z atomem w energetyce, poszło szybciej. By obyło się bez wielkich opóźnień, niespodziewanych kosztów i politycznych zawirowań wokół projektu.

No i pozostaje kwestia kosztów. Jeden reaktor mocy 1600 MW we Francji to 10,5 miliarda euro, czyli prawie tyle co dwuletni koszt programu 500 plus. Minister Tchórzewski twierdzi, że potrzebujemy w Polsce trzech takich reaktorów.

Trudny biznes

Planowanie inwestycji na kilkadziesiąt lat do przodu jest skrajnie trudne. Kiedy rozpoczynano budowę nowych reaktorów we Francji i Finlandii mało kto spodziewał się, że produkcja energii z wiatru i słońca tak przeobrazi europejski rynek radykalnie obniżając hurtową jej cenę.

W marcu 2011 miała miejsce katastrofa w japońskiej Fukushimie na skutek trzęsienia ziemi oraz tsunami. Ponad 80 tysięcy osób ewakuowanych w jej następstwie do dziś mieszka w tymczasowych schronieniach. W rezultacie regulacje dotyczące bezpieczeństwa elektrowni atomowych zaostrzyły się również w Europie.

Inwestycja, która trwa kilkanaście lat, nakłady zwracają się przez kolejnych 20 lat, a warunki prowadzenia biznesu zmieniają się co kilka lat, to nie jest dobry interes. Nic dziwnego, że żadna firma prywatna nie weźmie na siebie całości ryzyka inwestycyjnego. Nie wspominając nawet o ubezpieczeniu kosztów awarii. Wsparcie państwa jest niezbędne. I to wielkie wsparcie.

Jak wielkie, pokazuje przykład z Wielkiej Brytanii, gdzie rozpoczęto właśnie budowę pierwszych od 2007 roku reaktorów. Francusko-chińskie konsorcjum odpowiedzialne za projekt otrzymało iście cieplarniane warunki. Zgodnie z podpisaną przez brytyjski rząd umową inwestor ma zagwarantowaną cenę sprzedaży energii na 35 lat od momentu rozpoczęcia produkcji. Wynosi 92 funty za megawatogodzinę, czyli ponad 2 razy więcej niż obecna cena rynkowa na Wyspach. Tyle wynoszą dziś realne koszty atomu.

Wiatr i słońce są tańsze

Jakaś forma wsparcia budowy nowych elektrowni jest dziś w Unii Europejskiej normą. Tak jak w Wielkiej Brytanii zagwarantowano odpowiedni przychód dla atomu, tak w Niemczech odgórnie ustalono poziom wsparcia dla energetyki odnawialnej. Według wyliczeń niemieckiej organizacji Agora Energiewende poziom wsparcia w przeliczeniu na jednostkę energii jest w przypadku atomu większy zarówno w porównaniu z turbinami wiatrowymi (50 proc. ceny angielskiego atomu), jak i panelami fotowoltaicznymi (75 proc. ceny).

Częstym argumentem przeciw energetyce opartej na wietrze i słońcu jest nieprzewidywalność produkcji i, w związku z tym, konieczność posiadania innych elektrowni, które będą w stanie dostarczyć energię w przypadku zbyt niskiej produkcji ze źródeł odnawialnych. Energetyka jądrowa, choć zapewnia przewidywalną produkcję energii, również wymaga wsparcia przez inne elektrownie. Po prostu zapotrzebowanie na energię w ciągu doby się zmienia. W Polsce między godziną 6, a 9 rano wzrasta o 1/3. Natomiast produkcja energii w dużych blokach atomowych jest cały czas taka sama.

W analizie Agory również to wzięto pod uwagę. Porównano dwa hipotetyczne systemy energetyczne. Jeden oparty o wiatr i słońce, a drugi o atom. Oba wspomagane przez elektrownie gazowe. Okazało się, że i tu energetyka odnawialna wygrywa. Jest tańsza o 20 proc.

Polski konsensus atomowy

Minister Tchórzewski twierdzi, że konieczność rozważenia inwestycji w atom, to efekt presji na obniżenia emisji dwutlenku węgla z polskiej energetyki. Świetnie. Nauka jest jednoznaczna. Jeśli chcemy uratować naszą planetę dla przyszłych pokoleń, spalanie węgla, a potem gazu i ropy, powinno zacząć spadać w przeciągu kilku lat. Jednak warto wcześniej przyjrzeć się doświadczeniom innych krajów. Polska nie jest Finlandią, ani Francją, a i tam, mimo wieloletnich doświadczeń z technologią, atom ostatnio po prostu się nie udaje.

Tchórzewski wolał jednak szukać inspiracji na polskim podwórku. Już w 2006 roku Jarosław Kaczyński w swoim exposé jako szef rządu wzywał do postawienia na atom „Przyjdzie taki czas, w którym nasza, oparta głównie o węgiel brunatny energetyka będzie już bardzo trudna do przyjęcia w Unii Europejskiej ze względu na ochronę środowiska. Czy nie powinniśmy już dzisiaj myśleć o energetyce atomowej? (…) Powinniśmy tego rodzaju wysiłki podjąć”.

Trzy lata później rząd Donalda Tuska poszedł w jego ślady. Specjalna uchwała o rozpoczęciu prac nad Programem Polskiej Energetyki Jądrowej oznajmiła, że elektrownia jądrowa powstanie do 2020 roku. Nic z tego nie wyszło, poza stratą setek milionów złotych na różnego rodzaju studia i badania oraz na płace dla studiujących i badających.

Dobry pomysł ma wielu ojców. W polskiej energetyce wielu ojców mają niestety głównie pomysły złe.



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym