"Musimy sprawić, by produkcja wyrobów odzwierzęcych była trudniejsza i droższa” - napisała na Twitterze Sylwia Spurek z Wiosny, po czym posypały się na nią prawicowe gromy, oskarżające ją o próbę "weganizacji" Polski i ograniczanie dietetycznych wyborów Polaków. Ale wbrew temu, co mówi prawica, jedzenie mięsa nie jest czysto prywatną sprawą

„Musimy doprowadzić do zmian instytucjonalnych, na przykład poprzez tworzenie nowych praw […]. Musimy sprawić, by produkcja wyrobów odzwierzęcych była trudniejsza i droższa” – napisała na Twitterze eurodeputowana Sylwia Spurek z Wiosny, relacjonując swoje spotkanie z Tobiasem Leenaertem, wegańskim aktywistą i autorem książki „Jak stworzyć wegański świat”.

Prawicowy Twitter wpadł w szał. W dyskusji pod wpisem pojawiło się ponad 800 postów, część z nich to po prostu wulgarne ataki. Pojawiły się też głosy bardziej merytoryczne, wśród których przodował argument, który można streścić w haśle „nie zaglądaj do mojego talerza i nie narzucaj mi, co mam jeść”. Subtelniej wyraził go publicysta „Do Rzeczy” Marcin Makowski:

Prawicowy dziennikarz popełnił nawet felieton dla Wirtualnej Polski, w którym oskarżył polityczkę o zamiar „stosowania inżynierii społecznej w kontekście preferencji żywieniowych”, bo tak – jego zdaniem – należy nazwać „ideę sztucznego zawyżania ceny mięsa”. „Przejście na praktykowaną przez byłą zastępczynię RPO dietę wegańską oznaczałoby zatem ratunek dla matki Ziemi, wyeliminowanie cierpień zwierząt, zdrowszą populację, szczęśliwszych ludzi, mniej smogu, zazielenienie się świata i ogólną idyllę” – ironizuje Makowski.

Abstrahując jednak od tego, czy Spurek rzeczywiście ma zamiary, o jakie podejrzewa ją Makowski, to twitterowa burza po wpisie eurodeputowanej wskazała na istotny problem

współczesnego sporu o weganizm, wegetarianizm i w ogóle o jedzenie mięsa – a tego wydaje się nie rozumieć prawicowa „bańka” – nie da się zredukować jedynie do kwestii „preferencji konsumpcyjnych”.

Owszem, do pewnego stopnia można się zgodzić, że mięso na moim talerzu jest moją prywatną sprawą. Ale droga, jaką ono pokonuje zanim znajdzie się przede mną, jest już ważną sprawą publiczną. I właśnie o to chodzi.

Dlaczego tanie mięso jest złe

Wszyscy ci, którzy tak ochoczo oskarżyli Spurek o niecny plan „weganizacji Polski” poprzez podniesienie cen mięsa, wpierw powinni zapytać, dlaczego ono jest tak tanie, bo – przykładowo – surowego kurczaka w dużym markecie można kupić za niewiele ponad 10 zł? Odpowiedź jest prosta:

dobrostan zwierząt hodowlanych został poświęcony na ołtarzu ekonomizacji procesu produkcyjnego w dużych, przemysłowych fermach, z których pochodzi zdecydowana większość mięsa spożywanego w Polsce i na świecie.

O realiach tego rodzaju hodowli w OKO.press pisaliśmy już wielokrotnie:

  • o hodowli cielaków na tzw. białe mięso, polegającej na podawaniu im pokarmu mlekozastępczego o niskiej zawartości żelaza, by wpędzić je w anemię;
  • o wypalaniu bądź wycinaniu krowom na żywca rogów, by nie raniły się stłoczone w budynkach hodowlanych;
  • o nakładaniu bażantom plastikowych nakładek na dzioby, by nie zadziobywały się trzymane po kilka ptaków w ciasnych klatkach;
  • o krowach stojących przez całe życie na nienaturalnym dla nich betonowym podłożu, co w końcu prowadzi do bolesnych problemów z racicami i kośćcem;
  • o wręcz taśmowej inseminacji krów mlecznych, aż do całkowitego wyeksploatowania ich organizmów kolejnymi ciążami;
  • o tuczeniu brojlerów w tak szybkim tempie, że w końcu nie są w stanie utrzymać się na nogach, bo są tak ciężkie.

Mięsożerstwo to nie tylko sprawa prywatna

Polskie prawo mówi jasno, że zwierzętom należy się humanitarne traktowanie, które ustawa o ochronie zwierząt w art. 4 pkt 2 określa jako postępowanie „uwzględniające potrzeby zwierzęcia i zapewniające mu opiekę i ochronę”.

Tymczasem cały system hodowli przemysłowej zwierząt jest po prostu pogwałceniem tego nakazu – nie respektuje ich naturalnych potrzeb oraz nie chroni ich przed niepotrzebnym cierpieniem, a wręcz systemowo je multiplikuje.

Dlatego podejmowana przez różne organizacje kampanie – jak „Koniec epoki klatkowej” Compassion Polska – mające na celu walkę z przemysłowymi praktykami hodowlanymi mają nie tylko solidną podstawę moralną, ale również prawną.

Jeśli więc spojrzymy w tym szerokim spektrum na mięsożerstwo Polaków, to okazuje się, że nie można go rozpatrywać wyłącznie jako abstrakcyjnego prawa oderwanego od konkretnych sposobów produkcji mięsa, z którymi jego spożywanie jest związane.

Do tego wątku etyczno-prawnego dochodzą jeszcze kwestie związane z wpływem przemysłu hodowlanego na środowisko, również w kontekście katastrofy klimatycznej. Według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa produkcja zwierzęca odpowiada za ok. 18 proc. wszystkich światowych emisji gazów cieplarnianych, w tym 9 proc. CO2. Z tego względu w ostatnim raporcie Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) mówi się wprost:

by powstrzymać degradację przyrody niszczonej na potrzeby przemysłu hodowlanego musimy ograniczyć spożycie mięsa.


OKO podgrzewa dyskusję o zmianach w klimacie.
Wesprzyj nas, też chcemy przetrwać.

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Komentarze

  1. Janusz Janczewski

    Hodowla zwierzat w zgodzie z przepisami i elementarnym poczuciem troski o ich dobrostan -TAK. Szuczne zawyzanie cen miesa – NIE. Ono i tak bedzie duzo drozsze jesli bedzie pochodzilo z hodowli gdzie stwarza sie najblizsze naturalnemu warunki bytowe.
    Po raz kolejny, tym razem w tym miejscu, powtarzam. Dlaczego nie mowi sie, ze ludzi jest po prostu za duzo. Zacznijmy o tym mowic otwarcie. Ludzkosc, zeby przetrwac, MUSI ograniczyc swoja liczebnosc. Bedzie to z pozytkiem tak dla przyszlych pokolen jak i dla calej planety.

  2. Kamil Spalim

    Ja bardzo nie zgadam się z panią Sylwią Spurek, wynika to nie z jej poglądów na temat hodowli zwierząt przeznaczonych do konsumpcji, ale ze stanowiska które pani piastuje, to jest bycia eurodeputowaną. Robienie tego pod groźbą przemocy nie sprawi, że ludzie przekonają się do ograniczenia jedzenia mięsa. Może podchodzi to pod "mój talerz, moja sprawa", ale wykorzystanie aparatu przemocy państwowej do realizacji własnych celów, jakoś mi nie jest po drodze, bo jak inaczej stworzyć szybko "wegański świat”, niż siłowo.
    Pytaniem jest to zrobić z ludźmi, którzy potrzebują w swojej diecie mięsa ?
    Odnosząc się także, do pana Janusza Janczewskiego, że ludzi jest za dużo, to jakie rozwiązanie Pan proponuje? Abstrahując od tego, że trzeba uważać ludzkość za chorobę i być naprawdę negatywnie nastawionym na życie. Jak rozwiązać ten problem i kogo przekonać, żeby przestał się rozwijać jako cywilizacja/kultura. Polacy? Niemcy? Amerykanie? Chińczycy? Hindusi? Kto ma ograniczyć się? Wszyscy?

  3. Anna Kwasowska

    W końcu gehenna zjadanych, po uprzednim dręczeniu i zabijaniu zwierząt, trafiła do polityki. Czekałam na to od dzieciństwa. Tak jak ostrzeżenia na paczkach papierosów, na opakowaniach wszystkich produktów odzwierzecych i przy stoiskach mięsnych powinny się znajdować zdjęcia z poszczególnych etapów ich "produkcji". Ponadto, mięso i odzwierzęce produkty nie są wcale zdrowe – nie w takiej postaci i nie w takich ilościach! Także dziękuję Pani europoseł za wywołanie tej dyskusji. Oby nie skończyła się na fali hejtu, tylko na zmianach w prawie na miarę naszych czasów, wiedzy i … wrażliwości .

  4. Remigiusz Mikuta

    Pani Spurek nic nowego nie wymyśliła. Niemieccy "Zieloni" mają to w programie od dawna, a ponieważ są coraz silniejsi – SPD jest na ich usługach – należy się spodziewać, że w niedługim czasie narzucą weganizm całej UE. Oczywiście Niemcy zrobią na tym kokosowy interes. Jedzmy więc dużo mięsa, póki nie zakażą. Potem już tylko szczaw i mirabelki.

  5. Michał Kozłowski

    Wszystkim zwolennikom taniego mięsa proponuje prześledzenie zwiększającego się spożycia mięsa w ostatnich kilkudziesięciu latach. Być może część osób potrzebuje go do życia ale na pewno nie w takich ilościach w jakich spożywane jest obecnie. Nie jest to normalne że kilo warzyw kosztuje więcej niż kilo mięsa.

  6. Marzenna Kielan

    Artykuł bardzo ważny, poleciłam go na swojej stronie na FB, ale jednocześnie między mną a moją córką wywiązała się dyskusja i pytania, które chciałabym postawić a które dotyczą rzetelności artykułu. Pozwolę sobie na cytat, moja córka pisze tak "Pisanie o wycinaniu krowom rogów na żywca, brzmi bardzo efektownie, ale jest bzdurą. Dekornizacja jest prostym zabiegiem, polegającym na usunięciu zawiązkow rogów. A jeśli chodzi o racice – przeprowadza się regularne korekcje racic i dba o ich stan, bo inaczej spada wydajność krów". Chciałabym więc zapytać, skąd wzięły się w tekście informacje o wycinaniu rogów, zamiast o usuwaniu zawiązków, a także informacje o przerośniętych racicach? Jestem naprawdę żywo zainteresowana tematem, mocno ograniczyłam spożycie mięsa w swoim domu i od co najmniej 15 lat kupuję jajka z kurnika, który znam. Polecając tekst, który ma wspierać zmianę zachowań u konsumentów, chciałabym więc wierzyć, że jest on napisany z całą rzetelnością.

  7. Konrad Antos

    Marzenna Kielan już odpowiadam skąd te informacje.
    Otóż Robert Jurszo nie jest żadnym dziennikarzem, jak mogłaby sugerować jego tekst na portalu wyglądającym na profesjonalny.

    Jurszo jest aktywistą-ekstremistą, którego nie interesuje dyskusją czy argumenty, ON JUŻ WSZYSTKO WIE.

  8. Agata Bar

    Po pierwsze produkcja mięsa zostawia bardzo duży ślad ekologiczny. W przypadku wołowiny z hodowli przemysłowej ilość powstałych zanieczyszczeń jest 12-krotnie większa, niż przy wołowinie z krów hodowanych metodą tradycyjną. (Badania Uniwersytetu oksfordzkiego i szwajcarskiego instytutu badawczego Agroscope). Podobnie jest z resztą w przypadku warzyw uprawianych przemysłowo lub tradycyjnie.
    Po drugie mięso i warzywa z produkcji przemysłowej są dużo mniej wartościowe jeśli chodzi o zawartość energetyczną przez co je się więcej. W przypadku mięsa zawierają dużo antybiotyków, które spożywamy. Czyli wpływają na zdrowie jedzącego.
    Problemem nie jest przeludnienie, tylko nadmierna konsumpcja dóbr wszelkich. Nie tylko żywności. 20% całej populacji na ziemi, zużywa 80% wszystkich dóbr. Te 20% to między innymi najbogatsze kraje Europy ale również spora część Ameryki północnej.

  9. Marcin Szporko

    No tak. A pamiętam jak się nabijano z Waszczykowskiego, za "wegan i cyklistów". A facet miał rację. Niestety, będę musiał zagłosować (ze wstrętem i zatykając nos) na kaczystów. Lubię mięso i nie mam zamiaru przestać go jadać. A trawożercy zawsze przekonują jak to ich szeregi rosną, coraz ich więcej – ale jak widać chcieli by przyspieszyć. Zacznie się od "zmian instytucjonalnych", a skończy na mięsnej prohibicji. Która (ta w USA) także wynikała z jak najszlachetniejszych zamiarów…

  10. Konrad Antos

    Agata Bar no i co z tego że zostawia śla? alternatywą jest uprawianie tradycyjnego pola i tradycyjny hów zwierząt. Czyli wracamy do 80% ludzi pracujących w rolnictwie po 8 godzin dziennie.

    Tego chcesz? Cofnięcia się w rozwoju?

  11. Marzenna Kielan

    Marcin Szporko, dość płytkie uzasadnienie na postawienie krzyżyka na karcie do wyborów w tym, czy w tamtym miejscu. Sprzedać wolność za kawałek taniego mięsa, co za przemyślany wybór 😉

  12. Marzenna Kielan

    Konrad Antos, a czego Ty chcesz? Nie wiem czemu, ale przypomniał mi się film Wielkie Żarcie (Marco Ferreri), pewnie dlatego, że my też popełniamy powolne samobójstwo przeżerając jedyne miejsce, jakie mamy do życia.

  13. Marcin Szporko

    Marzenna Kielan – No dobrze, może rzeczywiście trochę przesadziłem 🙂 ale aż mnie szlag trafia gdy postępowcy próbują mnie na siłę zapędzić do wegańskiego raju. Zresztą nie tylko chodzi o weganizm – także o samochody, nachodźców, LBGTQWERTY i inne problemy postepowego obozu. Zaznaczam że nie jestem pisopatą, ani katotalibem, ale kierunek przyjmowany przez obecną lewicę niepokoi mnie coraz bardziej…

    • daniel sadowski

      "inne problemy postepowego obozu."

      Ktoś się musi problemami zajmować i szukać rozwiązań. Chowanie głowy w piach nie rozwiąże problemów.

      Jakoś nie wyczytałem w artykule, żeby ktoś zmuszał kogoś do weganizmu. Osobiście wyczytałem, ze produkcja mięsa jest bardzo szkodliwa dla środowiska.
      Uważam, ze system produkcji mięsa jest za bardzo subwencjonowany. Opłaca się wypalić las w Brazylii, zasadzić tam soję, wyprodukować karmę dla zwierząt, przetransportować do Europy, nakarmić zwierzynę, profilaktycznie naszprycować antybiotykami, zabić, zapakować itd., po czym sprzedać taniej od warzyw.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press