0:00
04 listopada 2021

“Baba jak inkubator. A dziecko też się męczy, nie ma czym oddychać” - pisała Izabela przed śmiercią

„Tragedia. Moje życie zagrożone. A ja mam czekać” - pisała Izabela niecałe 9 godzin przed śmiercią. Jej rozmowa z matką to wstrząsające świadectwo cierpienia, strachu i bezradności pacjentki w obliczu bierności lekarzy. Dziennikarze TVN rozmawiali z panią Barbarą, matką zmarłej Izabeli

Wydrukuj

O śmierci 30-letniej Izabeli z Pszczyny stało się głośno pod koniec października. “Konsekwencje wyroku TK z 22.10.2020 r., sygn. K 1/20 w praktyce. Pacjentka 22 tydz., bezwodzie. Lekarze czekali na obumarcie płodu. Płód obumarł, pacjenta zmarła. Wstrząs septyczny” - napisała 29 października na Twitterze Jolanta Budzowska, radczyni prawna zajmująca się sprawami błędów medycznych.

Dwa dni później pełnomocniczka rodziny zmarłej opublikowała pełniejszy komunikat. Ciężarna kobieta zgłosiła się do Szpitala Powiatowego w Pszczynie z powodu odpłynięcia płynu owodniowego. Przy przyjęciu stwierdzono bezwodzie i potwierdzono zdiagnozowane wcześniej wady wrodzone płodu. W toku hospitalizacji płód obumarł, a po niecałej dobie - 22 września - zmarła też pacjentka. Przyczyną śmierci był wstrząs septyczny.

“Zmarła w wiadomościach wysyłanych do członków rodziny i przyjaciół relacjonowała, że zgodnie z informacjami przekazywanymi jej przez lekarzy, przyjęli oni postawę wyczekującą, powstrzymując się od opróżnienia jamy macicy do czasu obumarcia płodu, co wiązała z obowiązującymi przepisami ograniczającymi możliwości legalnej aborcji” - pisała pełnomocniczka.

"Pacjentka pisała do rodziny dramatyczne smsy. Sama czuła, że coś jest nie tak. Że lekarze, zamiast ją ratować, po prostu czekali" - mówiła w rozmowie z OKO.press Kamila Ferenc z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, która była w kontakcie z bratem zmarłej.

3 listopada program Uwaga TVN ujawnił część wiadomości, jakie Izabela wysyłała swojej matce w ciągu doby przed śmiercią. Z wiadomości wynika, że kobieta wyraźnie wiązała brak adekwatnej reakcji personelu medycznego z antyaborcyjnym prawem.

“Nie mogą nic zrobić, bo by było, że specjalnie” - pisała 20 godzin przed śmiercią.

Poniżej publikujemy treść przytoczonych w programie wiadomości. To wstrząsający obraz cierpienia, strachu i bezradności, w obliczu pogarszającego się gwałtownie stanu zdrowia i bierności lekarzy.

"Aż serce przestanie bić"

“Wnuczka przewróciła się podczas zabawy i rozbiła nos. Był duży krwotok. Córka pojechała z nią do szpitala do Bielska-Białej. Jak wracała ze szpitala, zadzwoniła i powiedziała, że chyba odeszły jej wody, pewnie ze stresu. Dostała skierowanie do szpitala w Pszczynie” – opowiada dziennikarce TVN pani Barbara, matka Izabeli.

Izabela zgłosiła się do szpitala w Pszczynie rano we wtorek 21 września.

W programie TVN matka przytacza ich trwającą przez cały dzień konwersację smsową.

„Dziecko waży 485 gramów. Na razie dzięki ustawie aborcyjnej muszę leżeć. I nic nie mogą zrobić. Zaczekają, aż umrze lub coś się zacznie, a jeśli nie, to ekstra, mogę spodziewać się sepsy” - pisze Izabela o 09:31, niedługo po przyjęciu do szpitala. “Przyspieszyć nie mogą. Musi albo przestać bić serce, albo coś się musi zacząć”.

“W sumie może być tak, że każdej chwili dostanę sepsę. Ja jeszcze czekam na przyjęcie. Nie mam pokoju, od rana” - pisze o 11:50. “Nie mogą nic zrobić, bo by było, że specjalnie”.

Chwilę później opisuje swój stan. “Ja się ogólnie czuję, jakbym miała stan zapalny jakiś. Kości mnie bolą. Zimno mi. Jakoś dziwnie, jak na chorobę”.

Matka pyta, czy dają jej jakiś środki, żeby wywołać poród?

Izabela: “Nie mogą dać. Muszą czekać, aż samo zacznie. A jak nie, to czekamy, aż serce przestanie bić”.

“Szkoda gadać” - pisze matka. “Wiem, ale takie mają procedury” - odpisuje córka.

“Baba jak inkubator” - cytuje wiadomość od córki pani Barbara patrząc w ekran telefonu. “A dziecko też się męczy, nie ma czym przecież oddychać”.

Wieczorem, o godz. 20:55 Izabela pisze do matki: „Dali kroplówkę, bo z gorączki się trzęsłam. Dobrze, że termometr wzięłam, bo nikt nie mierzy. Miałam 39.9”.

O godz. 22:41: “Makabra. Jeszcze tak nie miałam".

Prosi pacjentkę, która leży na sali razem z nią, o zawołanie lekarza, bo sama nie jest w stanie. Dopiero wówczas dostaje dzwonek, którym może wzywać personel szpitala.

"CRP miałam podwyższone [badanie poziomu białka C-reaktywnego stosowane m.in. do wykrywania infekcji wewnątrzmacicznych związanych z przedwczesnym pęknięciem worka owodniowego - przyp. red]. Jutro powtórzą. Bo mówili, że nie było aż tak złe".

Matka: "No bo masz stan zapalny. Szkoda, że nic więcej nie robią."

Córka: "Noo. Nie mogą. Trzeba czekać".

Matka: "Bo jeszcze coś ci się stanie".

Córka: "Aż przestanie serce bić".

"To okropne co oni robią" - pisze pani Barbara do córki.

Izabela o 22:56: "Tragedia. Moje życie zagrożone. A ja mam czekać".

Córka kończy wymianę smsów z matką o godz. 23:02: "Noo. Idę spać. Buźki mamuś".

Dziennikarka TVN przegląda dokumentację medyczną i czyta na głos: "O godzinie 4.20 telefonicznie zgłoszono lekarzowi dyżurnemu pobolewania dołu brzucha bez krwawienia. O 4.39 akcja skurczowa. Wolnego płynu w jamie brzusznej nie stwierdza się. Zdecydowano o wykonaniu cięcia cesarskiego.

Zgon ciężarnej: godz. 7.39".

Udostępnij:

Bartosz Kocejko

Redaktor OKO.press. Kieruje działem społeczno-ekonomicznym. Czasem pisze: o pracy, podatkach i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne