15 października 2020

Babcia Polska do Kaczyńskiego: "Gdzie jest wrak, facet?". "Postanowiłam cała poświęcić się ulicy"

"Kaczyński patrzył zdezorientowany, jak to możliwe, że ktoś krzyczy na niego z tak bliska". A ile razy była pani na ulicy przeciwko rządom PiS? "Na pewno kilkaset". A numer z telefonem "na wnuczka"? "Wyszłam z kościoła i wołam: Kacperku! Kacperku!" [WYWIAD]

Piotr Pacewicz, OKO.press: "Gdzie jest wrak prezesie Polski, pod Trybunał Stanu pójdziesz, facet" - krzyknęła pani Kaczyńskiemu prosto w twarz. Film z tej sceny, a potem kilka minut przepychanki z policją, nakręcony przez Roberta Kowalskiego podczas 126. miesięcznicy smoleńskiej 10 października, w pięć dni ma 8,4 mln wyświetleń. Jak się pani udało dojść tak blisko do Kaczyńskiego?

Katarzyna Augustynek*: Od początku byłam zaskoczona, bo jak szliśmy z panem Robertem i panem Kacprem od stacji metra Uniwersytet, było podejrzanie pusto, a Krakowskie Przedmieście na wysokości Placu Piłsudskiego i kościoła seminaryjnego wyglądało inaczej niż przy poprzednich miesięcznicach. Podeszłam między samochodami, zupełnie bez problemu do bocznej lewej furty, jak zwykle.

Jak zwykle?

Podejmowałam już próby wejścia na mszę smoleńską, ale się nie udawało. Zazwyczaj było tam mnóstwo policji, zwolenników Kaczyńskiego i to całe partyjno-rządowe towarzystwo uczestniczące we mszy i później wędrujące pod - jak to nazywam - czarne schody do piekła [pomnik ofiar katastrofy na pl. Piłsudskiego - red.], więc wiedziałam, że nie da rady. A tym razem pusto. To mnie zachęciło.

Funkcjonariusze SOP [Służby Ochrony Państwa, która w 2017 roku zastąpiła BOR] mnie nie zatrzymali, a przecież tam byli, szczególnie jedną twarz rozpoznałam, pani, która jest bardzo charakterystyczna i zawsze... więcej o niej nie powiem. Otworzyłam drzwi kościoła, weszłam bez kontroli.

Przeczekała pani całą mszę i wyszła przed Kaczyńskim?

Nie, bo wystąpiły komplikacje. Pan Robert, którego znałam z widzenia na poprzednich miesięcznicach nie podłączył mi mikrofonu.

Robert Kowalski chciał podłączyć mikrofon, żeby mieć lepszy dźwięk do materiału o pani proteście. Ale gdy podeszliście do kościoła sam był długo sprawdzany pod pretekstem, że może być osobą ukrywającą się. Nie pomogła argumentacja, że chyba ukrywający się nie przyszedłby do zamkniętej przez SOP strefy.

Jak już byłam w środku Robert zadzwonił i zapytał, czy mogę wyjść z kościoła i czy dam radę wrócić. Zaryzykowałam. Wyszłam, odeszliśmy na bok i pan Kacper podpiął mi mikrofon z kabelkiem do małego nadajnika. Gdy wchodziłam drugi raz, SOP-ista sprawdził mnie wykrywaczem. Trochę się wzbraniałam, bo niektórzy nie byli sprawdzani. Ale poddałam się.

I oczywiście namierzył mikrofon i to małe urządzonko. Pyta, co to jest, a że wcześniej znalazł telefon w torebce, więc mówię, że dostałam od wnuczka drugi telefon, bo ten stary często się psuje. No to, niech pani pokaże, jak się z tego dzwoni. Mówię, że się nie znam. Wnuczek mi dał, żebym się czuła bezpieczniej, mogę zawołać wnuczka. Wyszłam na próg kościoła i wołam "Kacperku, Kacperku!". Chwila minęła zanim pan Kacper...

...czyli operator OKO.press

...zanim się zorientował, o co chodzi. Ale przyszedł. Ten mój, powiedzmy wnuczek, Kacper coś tam niby majdruje z pudełeczkiem, aż w końcu SOP-ista uznaje, że to nie zagraża bezpieczeństwu. Muszę tylko zostawić flagi, które miałam w torbie z akcesoriami protestacyjnymi i - dla jasności - z napisem „Opozycja uliczna”. Znowu wchodzę do środka, siadam w ostatnim rzędzie. Przez całą mszę modliłam się na różańcu, żeby w tym nie uczestniczyć.

A plakat z napisem "Rząd miał ściągnąć wrak, więc ściągnął do rządu Jarka. Obietnica dotrzymana”?

Cały czas był w torbie, razem z innymi, bo to nie był mój jedyny plakat na sobotę. Oni tych treści nie czytali, to ich nie interesowało.

Fot. Robert Kuszyński/OKO.press

Czy zna pani określenie „numer na wnuczka”? Oszuści wyciągają pieniądze od starszych pań, opowiadając, że biorą dla ich wnuka.

Korzystam z tego (śmiech) tyle, że na odwrót, bo to starsza pani starała się przechytrzyć policję. Ja jestem samo-swoja, działam na swój sposób. Skoro wszyscy mnie nazywają babcią, czy starą babą, to w akcjach ulicznych będę się powoływać na wnuki i wnuczki. Których w rzeczywistości nie mam.

Jak pani krzyknęła, to Kaczyński aż przystanął, jakby go prąd przeszedł.

Patrzył zdezorientowany, jak to możliwe, że ktoś krzyczy na niego z tak bliskiej odległości.

Stał tam jakiś koleś z flagą narodową. Był za Kaczyńskim?

Nie, stał bardziej po mojej prawej, z tyłu...

...ale w sensie politycznym.

To tak, oczywiście. Tam zawsze są wyznawcy Kaczyńskiego. Niemal rzucają mu się do rąk, a jedna kobitka kiedyś go pocałowała. Jak ktoś ma taką ochotę, to nie poradzisz nic.

Pani chyba nie jest entuzjastką prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, wicepremiera polskiego rządu.

Boże kochany, co za pytanie, chyba retoryczne? (śmiech) Mam na niego kilka dosadnych określeń, ale publicznie ich nie używam. Jest największym nieszczęściem Polski i to od dziesiątków lat.

Ale czy ten napis nie był ejdżystowski? Powiedzieć, że ktoś starszy wiekiem jest już wrakiem.

Co pan mówi?! W ogóle nie miałam takich myśli. Tekst znalazłam na Facebooku, skorzystałam, bo ja niespecjalnie umiem wymyślać fajne teksty. Napisałam nawet do autora, czy można.

Gubię się, kiedy pani żartuje, a kiedy nie.

To ma pan problem.

On ma 71 lat, a pani?

65 za chwilę.

Ja za chwilę 68. Wiek pomaga pani w protestowaniu? Jakby pani była młodsza, to by pani nie wpuścili.

No nie wiem, w sierpniu [2020] podczas protestów z "tęczowymi" [w obronie praw osób LGBT, po zatrzymaniu aktywistki Margot - red.] dziewięć razy próbowałam wejść do kościoła św. Krzyża, a byłam w tym samym wieku, co teraz. I nic. A czy wiek pomaga w protestowaniu? Nie.

Dlaczego?

Długie stanie, długie chodzenie, dźwiganie patyczaków, tkwienie bez ruchu w upale, w deszczu i zimnie, jak teraz pod Sądem Najwyższym [protest 12 października 2020 przeciwko rozprawie Izby Dyscyplinarnej odbierającej immunitet sędzi Beacie Morawiec - red.]. W wieku 60 plus to wszystko niekoniecznie człowiekowi dobrze robi. Ja trenuję chodzenie od „Czarnych parasolek” jesienią 2016 roku. Tegoroczne lato [2020] z kolei było straszliwie upalne, stanie pod PAD [czyli pałacem prezydenckim; PAD to w żargonie twitterowym prezydent Andrzej Duda], w tym żarze, zawsze pod słońce, nie jest łatwe, ale ważna jest idea, dla której się stoi.

Jak tak stoję pod PAD, czy pod św. Krzyżem, po prostu wylewa się na mnie ściek, przechodzący ludzie, a dokładniej ten procent niewielki, który w ogóle reaguje, rzuca obraźliwe słowa, odnoszące się do wieku i do płci.

Typu "stara baba"?

To najłagodniejsze, bywają naprawdę paskudne. Dawniej źle znosiłam, bo jak ktoś mnie tak opluwał, to udawałam, że pada deszcz. Jak ktoś brzydko się do mnie zwracał, to mówiłam "ja panią też lubię" albo "pan też ładnie wygląda", jak ktoś się odnosił do mojego wyglądu czy stroju. W pewnym momencie przestałam być damą. Schamiałam na tej ulicy niestety. Odpowiadam mniej więcej na poziomie tych ludzi. Trudno dorównywać, ale staram się. Przynajmniej mogę się rozładować, bo wcześniej kumulował się ten stres. Niby z jakiej racji mam wszystko grzecznie znosić?

A od „Czarnego protestu”, ile razy była pani na ulicy przeciwko rządom PiS?

Pierwszy mój protest to był 3 grudzień 2015 r. pod Trybunałem Konstytucyjnym. Poszłam pod TK, choć nie wiedziałam jeszcze, co oni zrobią z Polską i o co w tym wszystkim chodzi. Po prostu usłyszałam w tramwaju rozmowę dwóch osób. Nie miałam wtedy źródeł informacji, telewizora, komputera, nie miałam nawet smartfona, tylko tyle, co TOK FM słuchałam, bo radio akurat mam.

A ile razy w sumie? Nie do policzenia. Na pewno kilkaset. Musiałabym wziąć kalendarze, bo ja wszystko notuję.

W 2015 - 2016 było kilka marszy. Potem marsz parasolek, bo temat praw kobiet zawsze był mi szalenie bliski. Ale naprawdę duża częstotliwość zaczęła się na wiosnę 2017 w obronie wolnych sądów. Chodziłam też protestować przeciw marszom narodowców, na pierwszym byłam jeszcze za rządów PO i PSL, bo niestety tamte władze Warszawy też na to pozwalały [prezydentura Hanny Gronkiewicz-Waltz 2006-2018]. Po prostu ze zdziwieniem skonstatowałam, że przez moje miasto, tak strasznie skrzywdzone przez nazizm, idą współcześni naziole. Pomyślałam, że tak nie może być. Ale w 2012 roku to nie było jeszcze aktywne protestowanie, po prostu stałam z flagą polską i unijną. Jeszcze nie miałam nawyku transparentów, tekturek z napisami. Już w 2010 roku chodziłam patrzeć na ten krzyż przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu, jak spadł prezydencki samolot i obserwowałam ze zdziwieniem, co się dzieje.

Grupa młodych demonstrantów żartowała sobie wtedy z pierwszych przejawów "kultu smoleńskiego".

Tym, co mówili ci młodzi też byłam zniesmaczona. Mnie ruszyło mówienie, że oni polegli, a przecież nie było wojny. To mnie zmobilizowało, chodziłam, ale nie za dużo, bo wtedy jeszcze pracowałam. Od jednego takiego zadzierzystego starszego pana, oberwałam w splot słoneczny. Nie wiem, na ile specjalnie, po prostu machnął łokciem i walnął. Pomyślałam wtedy, że troszkę, Kasiu, musisz uważać, trzeba zadbać o bezpieczeństwo.

Jeszcze kiedyś fizycznie pani ucierpiała?

Przez te pięć lat? Ależ oczywiście. Do tej pory noszę ślady na ciele.

Od demonstrantów prorządowych, czy od policji?

Jeden ślad, który mam, to pamiątka spod Sejmu w lipcu 2017 roku [protest przeciwko tzw. reformom sądowniczym, zawetowanym chwilowo przez Dudę]. Taka lipcowa trzydniówka pod Sejmem, staliśmy w grupie starszych osób pod biurem przepustek i staraliśmy się tam dostać jako widzowie, kiedy były głosowane te weta. Wtedy Arłukowicz [Bartosz, poseł KO] i jeszcze paru posłów zbierało listę chętnych na wejście do Sejmu, oczywiście niczym się to nie skończyło. Pojawiły się ciężkie metalowe ogrodzenia, dochodziło do szarpaniny. Myśmy nie pozwalali odsunąć się od Sejmu, policja i straż marszałkowska spychała barierki na nas. To był jeden z tych dni, kiedy Kasprzak [Paweł, jeden z liderów Obywateli RP] wjechał do Sejmu w bagażniku, a ja oberwałam buciorem policyjnym.

Leżąc na ziemi, gdy tupaliście w barierki?

Nie. Ja po prostu jestem niska i broniłam ogrodzenia, którym nas odpychali. Ono miało taki wzmacniający ukośny pręt metalowy. Może ten policjant nie uderzył mnie specjalnie, ale jakoś tak butem się zapierał, duży był, i noga zsunęła mu się z metalu i z całej siły mnie kopnął. Dostałam też solidnie 1 sierpnia 2018 roku pod kolumną Zygmunta od nazistów. Kość ogonowa boli mnie do dzisiaj. Oberwałam w Hajnówce 23 lutego 2020 roku na demonstracji przeciwko pochodowi nazistów wychwalających Burego. Policjanci zepchnęli mnie na jezdnię, bo protestowałam na chodniku, a potem mnie wynosili i upadłam. Oberwałam jeszcze kilka razy. Także z tej soboty [10 października] mam ślad na prawym ramieniu, tam gdzie mnie szarpali.

Fot. Robert Kuszyński/OKO.press

W sobotę policja przez dłuższy czas blokowała pani drogę pod smoleński pomnik.

Protest pod pomnikiem jest zawsze moim podstawowym celem na miesięcznicach.

Na filmie tłumaczy pani policji, że w katastrofie zginął pani krewny i chce go pani uhonorować. To też był wybieg?

Wybieg częściowy. Jedna z osób, która zginęła, jak poznałam po nazwisku, była spokrewniona z rodziną mojej mamy, na poziomie, że tak powiem ósmego pokolenia, moja pra, pra, prababka z domu właśnie tak się nazywała. Czyli krewny w linii prostej, ale daleki. Wiem, że moja mama i babcia miała z nim kontakty w dawnych czasach. Postanowiłam to wykorzystać. A z drugiej strony, jako obywatelka mam prawo wejść wszędzie na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej, deptać każdy chodnik i każdą jezdnię w granicach prawa. I tego dalekiego krewnego, po prostu użyłam jako pretekst. Jakby mnie normalnie wpuścili, to bym nie musiała.

Proszę mi tak od swojej strony opisać przepychankę z policją. Długa scena, pełna ekspresji i zwrotów akcji. Pani niby odchodzi, ale wciąż próbuje ich ominąć, trochę żartuje, kokietuje, nagle staje się pryncypialna, krzyczy.

Zawsze się tak zachowuję, z dawką uśmiechu i dowcipu, ponieważ nie można na nikogo nieustannie warczeć i obrażać, a chcę załatwić swoje. Nie tylko na miesięcznicach, ale i w innych sytuacjach, jak jestem otoczona przez policjantów i okoliczności temu sprzyjają, bo nie wszystkie sprzyjają, staram się trochę tu się przemknąć, tam przepchnąć, tu coś powiedzieć, tam odnieść się do jakiejś cechy policjanta, wzrostu, wieku, urody, szarży, czegokolwiek, co mi akurat wpadnie w oko.

Pani odmawia wylegitymowania się i mówi, że zapomniała, jak się nazywa, oni grożą zabraniem pani na komendę, ale finał jest niespodziewany. Zjawia się dowódca, i mówi, że my panią przecież znamy, więc proszę sobie już iść.

No tak, my się z panem komisarzem, znamy nie od dziś. Tego na filmie już nie ma, ale po interwencji pan komendant torował mi drogę, poszłam za nim jak kaczuszka za kaczką, na Plac Piłsudskiego. Z powodu tego blokowania byłam spóźniona, oficjele już się rozchodzili spod pomnika. Ale zobaczyłam jeszcze performance Lotnej Brygady Opozycji, zdążyłam dołączyć.

Jak się nazywa komisarz?

Ej, żadnych nazwisk. On jest naprawdę w porządku, nie chcę mu pochwałami zaszkodzić, ale panu powiem, że są przyzwoici policjanci. Nie wiem, jakimi są ludźmi, nie znam ich prywatnie. Ja ich znam z ulicy.

Na koniec pani mówi: "No i co, chłopaki?". Bo pani wygrała tę potyczkę.

Ha, ha, ha. W jakiś sposób.

Fot. Robert Kuszyński/OKO.press

Powiedzmy: remis ze wskazaniem na panią.

Może gdyby pan komisarz nie podszedł, to bym wylądowała na komendzie. Moje dane osobowe są im niestety znane, choć nigdy nie legitymuje się, ani się nie przedstawiam.

A ile razy trafiała pani na dołek?

Na komendzie lądowałam wszystkiego dwa razy. Byłam spisywana na ulicy, mandatowana, z przekazaniem wniosków do sądu, bo ja nigdy nie przyjmuję mandatów. Na szczęście zwykle udaje mi się jakoś przesmyknąć. Poza tym wypatruję sytuacji groźnych i unikam ich. Nie siadam na przykład z uporem maniaka na środku jezdni, to nigdy nie jest moim celem.

To jaki jest ten cel?

Pokonanie zjednoczonej prawicy, przywrócenie praworządności i demokracji w moim kraju. Nic więcej (śmiech). I jeszcze - spokojnie dożyć swoich lat. Naprawdę w fajnym kraju, wśród fajnych ludzi. Ale już wiem, że fajnych ludzi nie ma zbyt dużo.

To motywacja ideowa, patriotyczna można powiedzieć.

O, zdecydowanie tak. Prawica udaje, że ma monopol na patriotyzm. To nieporozumienie. Na jednej z tabliczek mam hasło "Nacjonalizm to nie patriotyzm".

Mam wrażenie, że panią też bawi taka zabawa, gra, żeby się z władzą przekomarzać, jak w bajce, gdzie prosty chłop czy baba potrafi przechytrzyć złego króla.

Może złego wilka? No, być może. Nigdy bym na to nie wpadła, ale jak to pan ubrał w słowa, to jest coś z prawdy. Jeśli ktoś w stosunku do mnie postępuje niezgodnie z prawem, bo policja często tak postępuje w stosunku do nas, niezgodnie ze ślubowaniem, bo chroni nie tych i broni nie tych, którym ślubowała, to ja staram się wywalczać coś, co mi się należy po prostu i zwyczajnie: ludzkie traktowanie.

Uprawia pani praktyczne ćwiczenia w prawach człowieka i obywatela, w formach poważnych i lekkich.

Zdecydowanie. Opieram się na Konstytucji RP i na europejskiej Konwencji praw człowieka i obywatela, to są dwa akty prawne, którymi się posługuję w kontaktach z policją, szczególnie na kontrmiesięcznicach, na przykład, jak była pierwsza ruchawka przedsiębiorców w maju 2020, kiedy tłumy policji szalały po ulicach Warszawy i wyczyniały straszne rzeczy.

Po obejrzeniu filmu koleżanka w redakcji pytała, z jakiej pani jest planety. Bo takich ludzi nie Ziemi nie ma. To z jakiej?

Patriotycznej. Mam w sobie taką potrzebę, przez całe życie, potrzebę swobody, wolności. Jeśli ktokolwiek, z jakiegokolwiek powodu, lub bez powodu mnie ogranicza, to staję dęba. Tak było dawniej, jak byłam dzieckiem, i za komuny, i na studiach.

W szkole musiała mieć pani ciężko.

Momentami. Pamiętam, jak w liceum - Boże, jak to było dawno - nauczyciel poruszył temat prostytucji. Trzeba o tym mówić, choć się o takich rzeczach w latach 70. nie mówiło, ale wypowiedzi i nauczyciela, i kolegów były straszliwie poniżające, obraźliwe dla kobiet. Więc powiedziałam, że prostytutka to człowiek taki jak my wszyscy, warto poznać motywację, okoliczności, a dopiero potem oceniać. Ponieważ powiedziałam to niezbyt grzecznie, to wyleciałam z klasy. Na innej lekcji - historii - wyrwało mi się, jak straszne rzeczy zdarzyły w Katyniu.

Jak z panią rozmawiam, to jakbym słyszał koleżanki z redakcji, które są w wieku moich synów. Skąd się wziął pani feminizm?

To oczywiste, kobiety zawsze były, są i niestety będą jeszcze długo gnębione, na gorszej pozycji, gorszym sortem, ja zawsze to odczuwałam w różnych okolicznościach życiowych i z tym nie walczyłam, bo nie miałam świadomości, że można. Czasem tylko się buntowałam, kiedy to bezpośrednio mnie dotyczyło. Nie wiem, czy bym to nazwała feminizmem, ale zawsze miałam prawa kobiet na uwadze, ponieważ byłam też swojego rodzaju mniejszością, więc odkąd pamiętam ujmowałam się za tymi gnębionymi, poniżanymi, wykluczonymi, tak jak jest teraz w wypadku "tęczowych", których wspieram od lipca, czy Białorusinów. Wcześniej był Majdan ukraiński, a w 2018 przez wiele tygodni wspieraliśmy protest w Sejmie rodzin i dorosłych osób z niepełnosprawnością, zresztą w LITERIADZIE [forma demonstrowania przy pomocy "żywych liter" - red.] mamy takich fajnych trzech chłopaków. Myślę, że to stąd wykiełkowało, że pewna dyskryminacja była obecna w moim życiu.

Jaka dyskryminacja?

Nie mogę powiedzieć. Ale nie jestem ze środowiska LGBT, żeby nie było tu jakiś domysłów, chociaż nie miałabym nic przeciwko temu, jakby tak było. Byłam pewnego rodzaju mniejszością, broniłam się zawsze uciekając w siebie. To mi zostało.

Dlatego jestem w zasadzie taka samo-swoja. W zasadzie, bo dołączyłam najpierw do LITERIADY. Potem stworzyłyśmy Polskie Babcie, w reakcji na marsz narodowców 11 listopada 2018, a potem dołączyłam do TVP Łże po śmierci Pawła Adamowicza, najpierw dorywczo, od 2020 roku na stałe. Ponieważ przez całe życie jakoś udawało mi się walczyć o swoje, pomimo wykluczenia, to teraz kiedy dzieją się straszne rzeczy, przenoszę moje doświadczenie na grunt dzisiejszych zmagań. Nie postrzegam tego, jako walki, raczej opór czynny, tak bym to nazwała, to nie jest wojna. Czynny opór.

Czytelnicy umrą z ciekawości, co to za mniejszość...

Trudno, niech uruchomią wyobraźnię, co to może być takiego.

Znane są protesty i ruchy matek, albo w obronie dzieci, albo przeciwko ofiarom na wojnie, ale ruch babć to jest chyba wasz wynalazek.

Najpierw była idea, bo większość osób aktywnych było 60 plus. Mamy też wśród nas niejedną prababcię. W polskiej tradycji babci można skłamać, można jej podebrać trochę kasy z portmonetki, takie zwyczajne rzeczy, ale babci się nie obraża, na babcię się nie pluje, babci się nie uderzy. Poza tym osoby w naszym wieku mają wiedzę, doświadczenie życiowe, potrafią wyciągać wnioski, to jest plus babć. Chodziło nam o to, żeby dać czytelny przekaz ulicy, przede wszystkim do młodych ludzi i o młodych ludziach, czyli z troski o nasze wnuki. Chodziło też o odczarowanie skojarzenia, że babcia to słuchaczka Radia Maryja.

Mówi pani często "my", "w naszym środowisku". Kto to są "my"?

Opozycja uliczna. Ludzie, którzy regularnie spotykają się na demonstracjach i kontr-demonstracjach. Znamy się też z Marszu Pamięci w rocznicę zagłady Getta czy Marszu Milczenia dla uczczenia wybuchu Powstania Warszawskiego.

W masowych protestach 2016 czy 2017 roku ludzi młodych prawie nie było.

Zgadza się. Zachęcaliśmy, zawsze było hasło „Chodźcie z nami”, ale młodzież tylko dziwnie się uśmiechała, a jak się kogoś zagadnęło, to "my nie wiemy o co chodzi, to nas nie dotyczy". Teraz ci młodzi się ruszyli, robią extinction rebellion [ruch wzywający polityków do natychmiastowego ratowania planety], „Stop bzdurom”, walczą przeciw dyskryminacji i wykluczaniu osób LGBT+. I teraz, jak ci młodzi zaczęli się ruszać, to część starszych osób z opozycji ulicznej nie chce ich wesprzeć. Pytają, gdzie młodzi byli wtedy, gdy walczyliśmy o sądy.

Nieformalną liderką extinction rebellion jest Greta Thunberg, 16-letnia Szwedka.

Mogłabym mieć taką wnuczkę, chciałabym. Niestety, znowu jest podział pokoleniowy, ale ja uczestniczę w akcjach młodych ludzi, nawet jak jestem jedna jedyna starsza. Bo to, że oni nas nie poparli, to nie znaczy, że ja mam ich nie poprzeć. To jest walka o ich przyszłość. Ja pewnie przeżyję najbliższe zmiany klimatyczne, ale młodzi? Nie wiadomo.

Czyli jest pani wyrozumiałą babcią.

Tak by wynikało, generalnie rozumiem ludzi, którzy popełniają błędy, robią głupoty, mówią niedobre rzeczy. Wszyscy jesteśmy ludźmi, zwykle dosyć słabymi.

Jak pani patrzy ze swojej perspektywy, przepraszam za słowo, ulicznicy...

Ja sama się tak określam, proszę się nie przejmować.

... jak pani patrzy na społeczeństwo, to czy pani nie boi się efektu, który przypisujemy Węgrom Orbána: zniechęcenia, apatii, poczucia bezsilności.

Znowu pytanie retoryczne. Przecież od 2017 roku, nieustannie - z marszu na marsz, z protestu na protest - przychodzi coraz mniej ludzi. Nas bywa czasami garstka. Pan pyta, kiedy przyjdzie zniechęcenie. Ono już jest. W ostatnich wyborach 10 mln poparło Trzaskowskiego, ale ponad 10 mln Dudę plus 8 mln niegłosujących. Obojętne, przekupione troszkę forsy, zniechęcone do myślenia i analizowania, 18 mln zadowolonych.

Jak stoję pod PAD, już teraz rzadziej, bo pogoda nie sprzyja, ale w lecie stałam codziennie, w weekend mijały mnie tysiące ludzi, to reaguje jeden, dwa procent, większość obrzydliwie i troszkę tych, którzy popierają, uśmiechem, czy kciukiem do góry. 98 proc. obojętnych a przecież ja poruszam różne tematy, czy to "tęczowe", czy w sprawie nienawiści, faszyzmu, albo coś o Dudzie, zachęcam, żeby podejść i porozmawiać, a ludzie są albo obojętni, albo bluzgają. Takie jest nasze społeczeństwo. Zaskorupiałe w jakiejś skorupce orzeszka, w której jest im dosyć wygodnie, jak przypuszczam. Mnie nie jest wygodnie, ale im jest. Ktoś powinien rozbić tę skorupkę. Ale mój kartonik, mój plakacik widocznie na to jest za słaby.

Pani stoi dokładnie pod lwem.

Tak, pod prawym lwem. Jak wybuchła pandemia w marcu 2020, straciłam źródło dorabiania do emerytury i postanowiłam już nie wracać do pracy, poświęciłam się w całości, jak to nazywam, ulicowaniu. Już 30 kwietnia 2020 żegnaliśmy pod Sądem Najwyższym prof. Małgorzatę Gersdorf. W pewnym momencie coś mnie zbulwersowało i doszłam do wniosku, że stanę pod PAD z kartonikiem, napiszę na nim krótkie hasło i poprotestuję. Starałam się reagować na kolejne wydarzenia. Pod lwem poznałam kolegę "tęczowego", który po wyborach stał z odezwą do Kingi Dudy, po tym, jak ona wsparła ojca przed wyborami. Stałam codziennie aż do teraz, kiedy się popsuła pogoda i robi się szybko ciemno. Skończyły się też wakacje, nie ma już turystów, a ja przecież stoję dla ludzi, żeby im przekazywać moje hasło, poglądy, zachęcić do rozmowy, przekonać do swojej racji. Teraz stoję już tylko w piątek, sobotę i niedzielę, chyba że leje.

Jestem osobą samotną, mogę swobodnie dysponować czasem, to mi pozwala uczestniczyć w rzeczach cyklicznych, jak TVP łże, LITERIADA, Polskie Babcie, w wydarzeniach, jak Białorusini czy tęczowi, ale najlepiej czuję te moje jednoosobowe pikiety, najczęściej pod PAD, ale od lipca 2020 też pod kościołem św. Krzyża, to jest najtrudniejsze miejsce.

Utrzymuje się pani z emerytury oraz tłumaczeniami z angielskiego i hiszpańskiego.

Nie, nigdy nie byłam tłumaczką. Kiedy w nowej Polsce straciłam pracę i nie mogłam zdobyć etatu, to doszłam do wniosku, że wykorzystam znajomość języków, znalazłam dwa stypendia, wyjechałam zdobyć kwalifikacje nauczycielskie do Anglii i Hiszpanii i później uczyłam tych języków. Ale to się skończyło 2009 roku. Już nie dorabiam do emerytury, teraz zresztą nie bardzo jest jak. Postanowiłam się cała poświęcić ulicy.

Soros panią finansuje?

Często to słyszymy: "Kto wam płaci". Niestety nikt. A ja bardzo oszczędzam, panie redaktorze.

*Katarzyna Augustynek, emerytka, od 2015 roku jedna z najaktywniejszych uczestniczek opozycji ulicznej, współtwórczyni ruchu "Babcie Polskie", uczestniczka "LITERIADY", "TVP łże" i dziesiątek innych protestów i kontrmanifestacji, prowadzi też jednoosobowe pikiety z tekstami wypisanymi na tekturowym plakacie, skończyła prawo i historię sztuki, pracowała jako nauczycielka hiszpańskiego i angielskiego.

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne