Polityka historyczna Dyrekcji Dróg i Autostrad: "Oddział w Opolu GDDKiA opiniuje negatywnie nazwanie przedmiotowego ronda imieniem Władysława Bartoszewskiego (...) w ocenie tut. Oddziału, ulicom, placom, rondom, itp. należy nadawać nazwy, które nie budzą jakichkolwiek kontrowersji". Taką opinię dostał burmistrz Krapkowic, ale decyzja należy do gminy

Władysław Bartoszewski ma swoje ulice, skwery i place m.in. w Warszawie, Łodzi, Gdańsku, Biłgoraju i Szczecinku, ale nie wiadomo, czy będzie miał w Krapkowicach nad Odrą, bo w roli cenzora historii wystąpili tamtejsi spece od dróg krajowych i autostrad. Opolska GDDKiA uznała, że Bartoszewski „budzi kontrowersje”, a rondo jego imienia mogłoby „wywołać konflikty społeczne”.

Jak informował 23 listopada „Tygodnik Krapkowicki”, klub radnych KWW Macieja Sonika (starosty i dwukrotnego kandydata na burmistrza) w Krapkowicach w październiku 2017 wystąpił z inicjatywą, by rondo na skrzyżowaniu drogi krajowej nr 45 i ulicy Prudnickiej nazwać imieniem Władysława Bartoszewskiego.

Decyzja w tej sprawie należy do gminy, ale ponieważ jedna droga jest krajowa, a druga wojewódzka, burmistrz Andrzej Kasiura, polityk mniejszości niemieckiej, zwrócił się 3 października o opinię do Zarządu Dróg Wojewódzkich oraz Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych. Zarząd wątpliwości nie miał, ale opolski oddział GDDKiA wysmażył 17 października pismo zdumiewającej treści:

„W odpowiedzi na Pana wniosek (…) w sprawie wydania opinii dotyczącej nadania dla ronda u zbiegu ulicy Prudnickiej – drogi wojewódzkiej nr 409 i drogi krajowej nr 45 w m. Krapko nazwy Władysława Bartoszewskiego, Oddział w Opolu Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad opiniuje negatywnie nazwanie przedmiotowego ronda imieniem Władysława Bartoszewskiego.

W ocenie tut. Oddziału, ulicom, placom, rondom, itp. należy nadawać nazwy, które nie budzą jakichkolwiek kontrowersji.

W rozpatrywanym przypadku nazwanie przedmiotowego ronda imieniem Władysława Bartoszewskiego mogłoby prowadzić do konfliktów społecznych, dlatego też tut. Oddział nie może wydać opinii pozytywnej w tym zakresie”.

Jak pisze „Tygodnik Krapkowicki” – sprawa wywołała też „awanturę” na posiedzeniu komisji spraw społecznych przed sesją Rady Miejskiej zwołaną na 16 listopada.

(poniżej cały list opublikowany przez  Macieja Sonika).

Ataki na Bartoszewskiego

To nie jest pierwszy zamach na pamięć Władysława Bartoszewskiego w czasach „dobrej zmiany”. Szczególnie skandaliczne były insynuacje m.in. posła PiS Stanisława Pięty, że zwolnienie Władysława Bartoszewskiego z Auschwitz jest jakoś… podejrzane. OKO.press wyjaśniało Pięcie, że całą rzecz szczegółowo opisał sam Bartoszewski, a w pierwszym okresie działania obozu zwolniono z niego ok. 2 tysiące więźniów politycznych i ok. 9 tys. tzw. „więźniów wychowawczych”.

Podobne insynuacje pojawiały się w opanowanych przez PiS mediach publicznych, a skandal wywołały wypowiedzi dziennikarza „Wiadomości” Michała Adamczyka.

Ataki PiS na Bartoszewskiego – zadeklarowanego krytyka skrajności polskiej prawicy – zaczęły się jeszcze w epoce rządów PO-PSL. Był regularnie wygwizdywany przez prawicowych manifestantów podczas obchodów rocznicy wybuchu powstania warszawskiego na Powązkach.

Portale takie jak Salon24 czy Niezależna snuły podejrzenia, że Bartoszewski to kolaborant, fałszywy bohater, w dodatku Żyd. Sekretarz Bartoszewskiego, Marcin Barcz, zwrócił uwagę, że źródłem tych aluzji był tekst  antysemity prof. Jerzego Roberta Nowaka opublikowany w „Naszym Dzienniku”.

Z czasem elementy tej opowieści zaczęły trafiać do wypowiedzi polityków. Zaczęto się doszukiwać podejrzanych związków Bartoszewskiego z Niemcami. W 2014 roku Jarosław Kaczyński stwierdził, że przyjęcie przez Bartoszewskiego nagrody finansowej od niemieckiej fundacji jest „nie do zaakceptowania”, choć jeszcze w 2007 roku przekazywał  Bartoszewskiemu „z okazji 85. urodzin wyrazy głębokiego szacunku i uznania dla Pańskiej działalności, która dla Polaków jest przykładem autentycznego patriotyzmu, prawdziwej odwagi i żywej postawy chrześcijańskiej”.

Znany z temperamentu Bartoszewski ostro ripostował. Ostrzegał przed „dyplomatołkami” z PiS, mówił o „frustratach i dewiantach psychicznych”, wytykał Jarosławowi Kaczyńskiemu „polityczną nekrofilię” (smoleńską).

Dotkliwe było też pominięcie Władysława Bartoszewskiego „w apelu pamięci” wśród nazwisk zasłużonych powstanców odczytywanych 1 sierpnia 2016. Mimo wniosku prezydent warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz i wielu apeli i protetsow, decyzją ministra Antoniego Macierewicza Bartoszewskiego na liście zabrakło.

OKO.press opublikowało wtedy mema: „Nie szkodzi. My pamiętamy”.

Walczył z dwoma totalitaryzmami (i z PiS)

We wrześniu 1940 Bartoszewski znalazł się w Auschwitz (nr 4427), skąd został zwolniony w kwietniu 1941 roku. Od 1942 roku działacz Rady Pomocy Żydom „Żegota”, żołnierz Armii Krajowej, uczestnik powstania warszawskiego od pierwszego do ostatniego dnia. W czasie powstania dwukrotnie odznaczony (Srebrnym Krzyżem Odznaki z Mieczami oraz Krzyżem Walecznych), na początku października 1944 roku awansował na podporucznika.

Po upadku powstania działał w antykomunistycznym podziemiu. Po ujawnieniu wstąpił do opozycyjnego wobec komunistów PSL. Jako jeden z pierwszych, już w 1946 roku, opublikował cykl tekstów – „Dni walczącej stolicy” – poświęcony powstaniu.

Szybko stał się wrogiem władzy komunistycznej. Dwukrotnie więziony, w 1948 roku skazany za „szpiegostwo” na osiem lat więzienia. Większą część wyroku odsiedział w niesławnym więzieniu przy Rakowieckiej.

W latach 1972-1983 był prezesem PEN Clubu. W 1976 roku jako jeden z pierwszych podpisał list protestacyjny przeciw zmianom w Konstytucji PRL. Wykładał w podziemnym Towarzystwie Kursów Naukowych.

Aktywny w „Solidarności”, internowany 13 grudnia 1981, wyszedł w lipcu 1982.

W wolnej Polsce był rzecznikiem pojednania polsko-niemieckiego i polsko-żydowskiego. W 1995 roku wygłosił słynne przemówienie – jako jedyny mówca zagraniczny – do połączonych izb niemieckiego parlamentu.

Ceniony w całej Europie, dwukrotnie był ministrem dyplomacji. Sekretarz stanu w rządach Tuska i Kopacz, wspierał Bronisława Komorowskiego w kampaniach 2010 i  2015 roku. Autor około 50 książek i 1500 artykułów.

Mówca o wielkim temperamencie, w latach 2005-2007 przeciwstawiał się IV RP. Przestrzegał przed rządami PiS: „Ja kategorycznie wypraszam sobie rządzenie Polską przez niekompetentnych ludzi, działaczy partyjnych, niekompetentnych dyplomatołków” – mówił podczas konwencji PO w Krakowie w 2007 roku. PiS nigdy nie zapomniało tych słów, podobnie jak określenia prezesa Kaczyńskiego mianem „hodowcy zwierząt futerkowych”.

Zmarł w kwietniu 2015 roku. Jego życiowe motto „warto być przyzwoitym” stało się częstym hasłem demonstracji i protestów przeciw polityce PiS.

 

 

 

 

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym