Projekt Kodeksu Pracy przedstawiony przez komisję kodyfikacyjną przewiduje możliwość zwolnienia kobiety w ciąży w firmie zatrudniającej do 10 pracowników. To na szczęście tylko propozycja, a do jej realizacji długa droga. Dla setek tysięcy kobiet ciąża wiązałaby się z jeszcze większym ryzykiem niż obecnie. Bo w mikrofirmach kobiety i tak są dyskryminowane

Gdy rządząca prawica robiła kolejny krok w kierunku zakazu aborcji nawet w przypadku ciężkiego uszkodzenia płodu, Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy przedstawiła projekt nowego kodeksu pracy, który m.in. osłabia ochronę pracownic w ciąży przed zwolnieniem. Projektem zajmie się teraz Rada Dialogu Społecznego i rząd, więc jest jeszcze dużo czasu, by zmienić jego zapisy.

Jeśli jednak pomysł się utrzyma, setki tysięcy kobiet będą miały jeszcze jeden powód, by obawiać się zajścia w ciążę.

Jak jest

Według obowiązującego Kodeksu Pracy z 1974 roku pracownica w ciąży podlega szczególnej ochronie. Podstawową formą tej ochrony jest zakaz zwalniania. W myśl artykułu 177 pracodawca ma prawo wypowiedzieć umowę w trakcie trwania ciąży lub urlopu macierzyńskiego wyłącznie w dwóch przypadkach:

  • w razie ogłoszenia upadłości lub likwidacji zakładu pracy,
  • gdy zachodzą przyczyny uzasadniające rozwiązanie umowy bez wypowiedzenia z jej winy i reprezentująca pracownicę zakładowa organizacja związkowa wyraziła zgodę na rozwiązanie umowy

Ponadto – umowa o pracę zawarta na czas określony lub na czas wykonania określonej pracy albo na okres próbny przekraczający jeden miesiąc, która uległaby rozwiązaniu po upływie trzeciego miesiąca ciąży, ulega przedłużeniu do dnia porodu.

Jak (być może) będzie

Projekt nowego kodeksu pracy, nad którym przez wiele miesięcy pracowała Komisja Kodyfikacyjna zastępuje stary, całkiem zwięzły klarowny artykuł 177 długim i nieco chaotycznym  art. 390. Czytamy w nim m.in.:

“Pracodawca nie może wypowiedzieć ani rozwiązać umowy o pracę w okresie ciąży, a także w okresie urlopu macierzyńskiego pracownicy, chyba że zachodzą przyczyny uzasadniające rozwiązanie umowy bez wypowiedzenia z jej winy i reprezentująca pracownicę organizacja związkowa, a w przypadku, w którym pracownica nie wskazała reprezentującej ją organizacji związkowej, właściwy okręgowy inspektor pracy wyrazi zgodę na rozwiązanie umowy. Pracodawca we wniosku o wyrażenie zgody wskazuje przyczynę uzasadniającą wypowiedzenie albo rozwiązanie umowy o pracę.”

To przepis bliźniaczo podobny do starego, z jednym wyjątkiem – w przypadku braku związku zawodowego (wskaźnik uzwiązkowienia jest niestety w Polsce bardzo niski), zgodę na zwolnienie może wyrazić Inspekcja Pracy. Niby wszystko w porządku, ale w jednym z kolejnych paragrafów pojawia się zastrzeżenie.

Wypowiedzenie umowy o pracę pracownikowi, o którym mowa w § 1 (w tym, który wyżej cytowaliśmy – przyp. OKO.press) i 5, jest dopuszczalne u pracodawców zatrudniających nie więcej niż 10 pracowników po uprzednim wykazaniu przez pracodawcę, że przyczyna wypowiedzenia nie dotyczy pracownika i uzyskaniu zgody na wypowiedzenie umowy o pracę reprezentującej pracownika organizacji związkowej albo właściwego okręgowego inspektora pracy”.

Innymi słowy, zwalnianie kobiet w ciąży byłoby możliwe w mikrofirmach. To akurat te miejsca pracy, gdzie sytuacja pracownic i tak jest kiepska.

Mikrozarobki w mikrofirmach

O sytuacji w takich firmach mówi nowy raport GUS oparty o dane z 2016 roku. GUS bierze pod uwagę podmioty zatrudniające 9 i mniej osób, czyli nieco mniej niż zapisano w projekcie Kodeksu Pracy.

W 2016 roku w mikroprzedsiębiorstwach pracowało 3957,2 tys. osób, tj. o 193,0 tys. (5,1 proc.) więcej niż rok wcześniej. Dla 84,4 proc. osób było to główne miejsce pracy.

W 2016 roku przeciętne wynagrodzenie w mikroprzedsiębiorstwach wyniosło 2577 zł brutto. Najniższe płace są w jednostkach zajmujących się leśnictwem i rybactwem (2100,4 zł) oraz w zakwaterowaniu i gastronomii (2130,6 zł). W handlu, w którym pracuje prawie jedna trzecia wszystkich zatrudnionych w mikrofirmach, przeciętne miesięczne wynagrodzenie wyniosło 2541 brutto.

W podmiotach należących do osób fizycznych – to ponad 90 proc. mikroprzedsiębiorstw w Polsce – przeciętne wynagrodzenie wyniosło 2172 zł brutto.

A jak jest z zarobkami kobiet w mikrofirmach? Możemy się domyślać, że są znacznie niższe od zarobków mężczyzn, a więc są też poniżej podawanych przez GUS przeciętnych zarobków. Jeśli spojrzymy na cały rynek pracy w najgorszej sytuacji są kobiety z wykształceniem zasadniczym zawodowym – w 2014 roku różnica płac między kobietami a mężczyznami z takim wykształceniem wynosiła 27,1 proc.  Jednak kobiety zarabiają gorzej bez względu na wykształcenie – np. kobiety z wykształceniem wyższym zarabiają 19 proc. mniej.

Polki są znacznie lepiej wykształcone od Polaków, dlatego często słyszymy, że “surowa” luka płacowa jest w Polsce względnie niska. To jednak nie powinno nas zmylić. Takie czynniki jak wykształcenie bierze pod uwagę tzw. skorygowana luka płacowa. Z badań dr Karoliny Goraus i prof. Joanny Tyrowicz wynika, że w Polsce wynosi ona 20 proc. W sektorze prywatnym jest ona wyższa niż średnia europejska (w publicznym jest z kolei niższa, ale mikrofirmy nie należą do sektora publicznego).

A jak z warunkami pracy w mikroprzedsiębiorstwach? Prawdopodobieństwo, że w takiej firmie zagości Państwowa Inspekcja Pracy jest znacznie mniejsze niż w większej firmie – mikroprzedsiębiorstw jest po prostu bardzo dużo, a PIP jest instytucją niedofinansowaną.  Jeżeli jednak PIP już przyjdzie, to właśnie w takich firmach najczęściej wykrywa nieprawidłowości przy zatrudnieniu.

Co zrobi PIP?

„Pracująca kobieta w ogóle jest naznaczona, traktowana jako potencjalne zagrożenie, które przyniesie firmie trudności, będzie często chodzić na zwolnienia lekarskie i wychodzić wcześniej do chorych dzieci” – mówi „Wyborczej” Karolina Kędziora, prezeska Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego.

Nowy kodeks pracy najwyraźniej próbuje zneutralizować to „zagrożenie” – jeśli pracownica mikrofirmy zajdzie w ciąże, to będzie można ją zwolnić. To jednak myślenie wyłącznie w kategoriach korzyści przedsiębiorcy, które może mieć fatalne konsekwencje społeczne. Komisja pozostawiła co prawda bezpiecznik, w postaci zgody PIP, jednak trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób PIP – zwłaszcza w swojej obecnej niedofinansowanej formie – miałby się zajmować takimi kwestiami. Sama konieczność uzyskania zgody PIP powinna działać jak straszak, z drugiej strony jednak projekt przekracza pewne tabu – zwolnienie kobiety w ciąży stanie się możliwe.

Projekt Kodeksu trafił do ministerstwa rodziny, pracy i polityki społecznej, które ma go teraz przekazać do Rady Dialogu Społecznego. Projekt zostanie więc jeszcze raz skonsultowany ze związkami zawodowymi (ich eksperci głosowali przeciw przyjęciu projektu) i organizacjami pracodawców. Jeszcze zatem długa droga do tego,  by nowy Kodeks w ogóle wszedł w życie.


Redaktor i dziennikarz OKO.press. Tłumacz literatury. Pisze o pracy, podatkach i polityce społecznej.


Masz cynk?