Ważniejsze od likwidacji gimnazjum okazuje się czteroletnie liceum. Tak czy inaczej oznacza to skrócenie wspólnej dla wszystkich edukacji ogólnokształcącej o rok

Zmiany obejmą też system kształcenia szkolnego. Stopniowo wrócimy do ośmioletniej szkoły podstawowej i czteroletniego liceum

Beata Szydło, Prawo i Sprawiedliwość Expose premier Beaty Szydło - 18/11/2015

Fot . Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta


Obietnica nietknięta - gimnazja chyba ocaleją, ale w jakim systemie?


 

W kampanii wyborczej i tuż po wyborach przekaz PiS był prosty: zlikwidujemy gimnazja i przywrócimy, to co było: ośmioletnią podstawówkę i porządne czteroletnie liceum. Koniec nieudanych eksperymentów. Ale przeciw takiej zmianie zaprotestowali samorządowcy, którzy od lat inwestowali w gimnazja oraz związkowcy i nauczyciele, którzy obawiają się zwolnień. Także Kościół nie chce tracić swoich gimnazjów. Władze wycofują się więc z twardych zapowiedzi, zmieniają wersje, dopuszczają pozostawienie gimnazjów, ale nadal chcą wydłużyć naukę w liceum do czterech lat. Pojawił się wariant „cztery razy cztery” [lata], kolejno: w przedszkolu, a potem w podstawówce, gimnazjum i liceum. Decyzja ma zapaść 27 czerwca, kiedy szkoły będą na wakacjach.

  • Kliknij, by przeczytać więcej

    Ustrój szkolny rodzi się w bólach. Analiza

    W 2000 r. rząd Buzka wprowadził popularny w zachodnim świecie system trójstopniowy: 6 lat podstawówki + 3 lata gimnazjum + 3 lata liceum lub zawodówki albo 4 lata technikum. Tym samym edukacja ogólnokształcąca dla wszystkich dzieci wydłużyła się o rok (z ośmiu do dziewięciu lat).

    Sukcesy gimnazjów. W międzynarodowych badaniach PISA polskie 15-latki – uczące się już w gimnazjach – zanotowały w 2003 r. znaczny postęp w porównaniu z 15-latkami z 2000 r., które chodziły jeszcze do różnych typów szkół . Spadła liczba uczniów/uczennic, których wyniki były tak złe, że  – według PISA – mieliby/miałyby kłopoty z dalszą skuteczną nauką i życiem zawodowym. Wprowadzenie gimnazjów wyrównało szanse edukacyjne. W kolejnych badaniach PISA polskie 15-latki awansowały do czołówki edukacyjnej Europy, a nawet świata.

    Według raportu Eurostatu (s. 125)  nauczyciele i nauczycielki gimnazjów wyróżniają się – także na europejskim tle – dobrym wykształceniem, chęcią uczenia się i młodszym wiekiem: 51 proc. nie ma jeszcze 40 lat.

    Niepopularne w sondażach. Pomimo sukcesów, gimnazja cieszyły się złą opinią jako miejsca, gdzie kumulują się kłopoty wychowawcze, a trzyletni okres jest zbyt krótki, by nauczyciele nawiązali kontakt z dziećmi w trudnym wieku. Popularne było przekonanie, że poziom edukacji gwałtownie się obniżył, co ma wynikać m.in. z tego, że nie ma już czteroletnich liceów zakończonych tradycyjną maturą. Pewną rolę odgrywa tu idealizowane przez dorosłych wspomnienie własnej, zwłaszcza licealnej edukacji.

    W sondażu IBRiS tuż przed wyborami (15–16 października 2015) aż 68 proc. Polaków/ek opowiedziało się za ich likwidacją, we wcześniejszych sondażach (np. SW Research) przeciw gimnazjom była zwykle połowa, a tylko jedna trzecia za ich utrzymaniem.

    PiS: zlikwidujemy. Program PiS przesądza, że „wprowadzenie gimnazjów okazało się błędem. Nie przewidziano ani poważnych problemów wychowawczych, ani kłopotów w programach nauczania: nie wiadomo było, jaka jest rola gimnazjów w procesie kształcenia i jakie mają być proporcje między zakresem nauczania w gimnazjum i w liceum. Licea trzyletnie straciły swoją funkcję ogólnokształcącą i doprowadziły do fragmentaryzacji nauczania (…). Koniecznością jest wydłużenie liceum do lat czterech, a tym samym wygaszanie gimnazjów. Przywrócony zostanie czytelny scenariusz – zwany spiralnym – powtarzania i rozszerzania materiału. Wersja uproszczona z ostatnich lat szkoły podstawowej zostanie odpowiednio wzbogacona i pogłębiona w nauczaniu licealnym”.

    Tuż po wyborach 29 października 2015 r. w radiowej Jedynce prof. Piotr Gliński (wtedy kandydat na wicepremiera) potwierdzał, że nastąpi powrót do systemu (8+4). Oceniał: „Gimnazja były złym rozwiązaniem. Mamy okropny program. Kto doprowadził do tego, że moja dziewięcioletnia córka musi się uczyć o Rusi Halickiej?”

    Protestuje nawet Kościół. W listopadzie 2015 Związek Nauczycielstwa Polskiego przedstawił wyniki ankiety wśród 71 tys. nauczycieli/lek gimnazjów. Aż 82 proc. wyraziło obawę, że po likwidacji ich szkoły nie znajdą pracy w podstawówce lub liceum w najbliższej okolicy. Zdaniem 86 proc., przeniesienie uczniów z gimnazjów do podstawówek nie rozwiąże problemów wychowawczych. ZNP stworzył koalicję „Razem dla gimnazjów”, którą poparło wielu samorządowców.

    Także w listopadzie 2015 wicedyrektorka toruńskiego Gimnazjum nr 24 Renata Samorowska rozpoczęła kampanię „Ratujmy gimnazja”. List protestacyjny podpisało  250 tys. osób „Ogromny szacunek” – komentowała 24 stycznia 2016 r. w RMF FM min. Anna Zalewska, ale podkreśliła, że akcję prowadzili nauczyciele przestraszeni, że stracą pracę. „Miałam takie sygnały od rodziców oburzonych, że ich dzieci są przymuszane i przynoszą do podpisu rodzicom i dziadkom listy do podpisu”.

    Nieoczekiwanie w obronie gimnazjów odezwały się środowiska kościelne, wg „Wyborczej” zaniepokojone możliwością zamknięcia gimnazjów katolickich. Jest ich ok. 200, prowadzonych przez diecezje, parafie lub zgromadzenia zakonne, a także fundacje, m.in. Katolickie Stowarzyszenie Wychowawców. Dwie trzecie jest płatne.

    PiS: nie zlikwidujemy. Po spotkaniu z krakowskimi samorządowcami 9 lutego 2016 r., min. Zaleska uspakajała w „Polska. The Times”: „Wszyscy pytają, co z gimnazjami. Związki zawodowe obawiają się zwolnień nauczycieli, a samorządowcy skarżą się, że niedawno skończyli spłacać kredyty na budowę gimnazjów, a teraz szkoły miałyby stać puste. Nie ma mowy o zamykaniu czegokolwiek. To wyssane z palca sugestie”. Podkreśliła jednak, że „na pewno należy powrócić do czteroletniego liceum. Ta zmiana determinuje wszystkie inne”.  
    Min. Zaleska ogłosiła też „debatę w całej Polsce na temat systemu edukacji narodowej. Skończymy ją w czerwcu [potem pojawiła sie data 27 czerwca] i ogłosimy, w jaki sposób ten system będziemy zmieniać, bo że trzeba go zmieniać wiedzą wszyscy. Doskonale rozumiemy, że Episkopat też chce być uczestnikiem dobrych zmian”.

    Który model? Coraz mniej prawdopodobna wydaje się likwidacja gimnazjum. Nie słychać już argumentów o „trudnym wieku gimnazjalistów” i „problemach wychowawczych”. Politycy PiS mówią raczej o naprawianiu (czytaj – wydłużaniu) nauczania w liceach.
    Eksperci PiS zastanawiają się nad dodaniem roku do szkoły średniej (powstałby system 6+3+4 lub 5), ale wtedy licealista przystępowałby do matury w wieku 20 lat, a absolwent technikum nawet 21 lat. Jest także pomysł liceum 3,5 letniego i technikum 4,5 letniego, wtedy matura wypadałaby zimą.
    Duże szanse ma model „cztery razy cztery”. Po czteroletnim przedszkolu dziecko idzie do czteroletniej podstawówki, dalej do czteroletniego gimnazjum i czteroletniej szkoły ponadgimnazjalnej.
    Do tego rozwiązania skłania się – jak powiedział „Wyborczej” 20 lutego 2016 – Andrzej Waśko, profesor UJ,  którego ministra edukacji ogłosiła „liderem zmian w oświacie”. Tłumaczy, że „szkoła stopnia podstawowego i gimnazjalnego stanowiłyby jedną dwustopniową całość o wspólnej administracji”.
    Konsekwencje

    Zapowiedzi zmiany struktury szkolnej, następnie odwoływane i modyfikowane, wywołują niepokój wśród nauczycieli, zwłaszcza, że w podstawówkach trwa zamieszanie po podwyższeniu do siedmiu lat wieku szkolnego. Zmiany struktury wymagają długotrwałych przygotowań, m.in. opracowania nowej podstawy programowej. Według programu PiS miał się tym zająć Narodowy Instytut Wychowania, ale nie powstał.
    „Nauczyciele mogą spać spokojnie, nikt nie straci pracy, bo dzieci będzie tyle samo” – powtarza PiS, ale każda zmiana struktury oznaczałaby zwolnienia. Według ZNP likwidacja gimnazjów mogłaby doprowadzić do utraty pracy nawet przez 100 tys. nauczycieli. Niż demograficzny już doprowadził do zamknięcia ponad tysiąca szkół, drugie tyle zmieniło status ze szkoły publicznej na niepubliczną.
    Zamieszanie – czytamy na blogach edukacyjnych – może być tym większe, że podstawówki i gimnazja są w rękach gmin, a szkoły ponadgimnazjalne – powiatów. To utrudni ewentualny podział budynków i szkolnego sprzętu.

    Gdyby PiS zdecydował się jednak na wariant ośmioletniej podstawówki, naukę w niej kończyłaby młodzież 15-letnia (zamiast obecnych 12 lat), ich kontakt z maluchami może sprawiać wychowawcze kłopoty.

    Zarówno wariant 8 + 4/5, jak i „cztery razy cztery” oznacza skrócenie wspólnej dla wszystkich edukacji ogólnokształcącej z obecnych dziewięciu do ośmiu lat. Może to odwrócić efekt wyrównywania szans, jaki był skutkiem wprowadzenia gimnazjów.

OKO prześwietla kandydatów na prezydenta.
Dzięki Twojemu wsparciu.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Komentarze

Masz cynk?