"Byłam mocno zdziwiona, że nie zagłosowałam tak, jak chciałam", zadeklarowała w rozmowie z "Wyborczą" radna PO, która przyczyniła się do odrzucenia programu edukacyjnego na rzecz różnorodności i tolerancji w Poznaniu. Za odrzuceniem zagłosowali także radni PiS, których niepokoił wpływ homoseksualnego lobby na umysły uczniów poznańskich szkół

21 listopada 2017 roku radni Poznania przyjęli poprawkę do programu współpracy miasta z organizacjami pozarządowymi – i tym samym wyrzucili z budżetu zadanie „Upowszechnianie i ochrona wolności i praw człowieka oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji”, na które przeznaczono 200 tys. zł.

Program obejmował trzy działania:

1) program edukacyjny w szkołach na rzecz tolerancji i akceptacji różnorodności;
2) Poznań miastem różnorodności;
3) działania na rzecz równego traktowania osób/grup narażonych na dyskryminację.

Dobry tekst. Dorzucam się do prawdy

lub wybierz tradycyjny przelew

Homoseksualne lobby

Wątpliwości radnych budził punkt pierwszy, czyli zajęcia w szkołach realizowane przez organizacje pozarządowe.

Radny PiS, Przemysław Aleksandrowicz mówił: „Wchodzenie z programami inspirowanymi przez panią rzecznik do spraw równości, czy jak się jej urząd nazywa, do szkół, jest naszym zdaniem przejściem cienkiej czerwonej linii. I na to przejście nie możemy się zgodzić w żaden sposób. Wiemy, że pani Marta Mazurek nawet jak się spotyka z dziećmi przedszkolnymi, to nie może się powstrzymać, żeby nie czytać im bajeczek wydanych przez Krytykę Polityczną o ślimaczku, który nie wie, czy chce być chłopcem czy dziewczynką (…) Traktujemy to [program dla szkół] jako propagandę homoseksualną i uleganie lobby, które zdaje się jakoś… LGBTQ i inne literki się nazywa. Na to nie ma naszej zgody”.

Radny PiS Michał Boruczkowski: „Problem jest taki, że ten przepis jest enigmatyczny. Jeżeli jest tak, że celem pana prezydenta jest walka z dyskryminacją na tle rasowym, to niech to napisze wyraźnie. Bo biorąc pod uwagę, że prezydent miasta Poznania uczestniczy w paradach równości, rodzą się takie obawy, że będą tworzone programy, które będą miały na celu atak w naturalną płciowość człowieka, czyli de facto będą dążyć do zniszczenia zdrowia psychicznego mieszkańców”.

Poprawkę o wykreślenie artykułu 22. zgłosiła Joanna Frankiewicz, radna PRO (Stowarzyszenia Poznański Ruch Obywatelski, której prezesem jest Ryszard Grobelny – wieloletni prezydent Poznania, który w 2014 roku niespodziewanie przegrał w wyborach z Jackiem Jaśkowiakiem). Podczas dyskusji zarzuciła Marcie Mazurek, pełnomocniczce prezydenta ds. przeciwdziałania wykluczeniom, pomysłodawczyni art. 22., że nie zna się na funkcjonowaniu placówek oświatowych, do których „organizacje pozarządowe nie mogą wchodzić samowolnie i realizować program wychowawczy. Jest to niedozwolone”.

W kwestii organizacji pozarządowych w szkołach radna zdecydowanie nie miała racji. I nie zgodziła się z nią przedstawicielka prezydenta miasta:  „Współpraca miasta z organizacjami pozarządowymi polega na zlecaniu różnych zadań, które są realizowane przez organizacje w szkołach. Oczywiście odbywa się to przez składanie przez organizacje ofert w otwartych konkursach lub otrzymywania dotacji w trybie małych grantów. Organizacje, które prowadzą działalność w szkołach, oczywiście robią to w porozumieniu z dyrektorem”.

„Pomyliliśmy się”

O dziwo jednak przeciw edukacji na rzecz tolerancji (czyli za poprawką PiS) zagłosowali też radni PO, a nawet lewica. Poprawkę o odrzucenie art. 22. poparło 17 osób, 14 było przeciw, nikt się nie wstrzymał.

„Za” byli wszyscy radni PiS, dwoje radnych PRO, dwoje radnych PO i jeden radny ze Zjednoczonej Lewicy. Marek Sternalski z PO, który zgłosił poprawkę, by środki na program edukacyjny w szkołach przenieść do komisji oświaty tak, by to ona mogła nimi rozporządzać, nie głosował. Jego poprawka nie była głosowana, bo wykreślenie artykułu 22. sprawiało, że była bezzasadna (dotyczyła jednego punktu art. 22.).

„Gazeta Wyborcza” zapytała radnych PO, którzy przyczynili się do takiego wyniku głosowania, jak to się stało. Odpowiedzi zaskakują:

  • Radna Małgorzata Dudzic-Biskupska z PO: „Zmyliło mnie to, gdy przewodniczący powiedział, że wszystkie poprawki są w tym samym brzmieniu. Byłam mocno zdziwiona, że nie zagłosowałam tak, jak chciałam. Takie pomyłki się zdarzają, szczególnie po tak długiej i nic niewnoszącej do sprawy dyskusji”.
  • Radny Henryk Kania ze Zjednoczonej Lewicy: „Nie usłyszałem, co właściwie jest głosowane. Myślałem, że głosowanie dotyczy tego, kto jest za odrzuceniem poprawki PiS. Taka pomyłka zdarzyła mi się po raz pierwszy”.
  • Marek Sternalski z PO, który zgłosił swoją własną poprawkę, nie głosował w ogóle: „Zgłosiłem swoją poprawkę, ale ta autorstwa PiS była pierwsza w kolejności i część radnych po prostu się pomyliła. Myśleli, że to poprawka PO. Nie wiem też, skąd taki wynik mojego głosowania. Najwyraźniej nie miałem karty w czytniku”.

Trzech innych radnych PO oraz jeden ze Zjednoczonej Lewicy także nie głosowało, choć byli na sali i głosowali wcześniej. To sprawiło, że poprawka popierana przez PiS przeszła. Sternalski zarzeka się, że sprawa nie jest jeszcze stracona.



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym