Wedlug Rady Europy „likwidacja spuścizny po systemach komunistycznych” nie może być "otwartym czy zakamuflowanym środkiem karania b. funkcjonariuszy reżimu" (oczywiście odpowiadają oni karnie za przestępstwa), nie może być nadużywane w celach politycznych. I powinna się zamknąć do 31 grudnia 1999. U nas wojna z komunizmem dopiero się rozkręca

Sprawiedliwość transformacyjna – tak określa się procesy: prawne, administracyjne, społeczne, które służą rozliczaniu totalitarnych czy autorytarnych reżymów. Ich elementem może, choć nie musi być odpowiedzialność karna dyktatorów i ich popleczników. Zwykle obejmują też próbę zadośćuczynienia ofiarom.

Zadośćuczynienie to nie jest jednak rozumiane jako prawo do zemsty na krzywdzicielach. I w ogóle

sprawiedliwość transformacyjna z zasady nie polega na zemście. Podkreśla się, że nie może być ona czyniona w sposób łamiący prawa człowieka, bo na takim fundamencie nie da się zbudować zdrowego, demokratycznego państwa prawa.

Procesy sprawiedliwości transformacyjnej miały miejsce w Hiszpanii, Portugalii, w Ameryce Łacińskiej po obaleniu wojskowych junt i w  Południowej Afryce po zniesieniu apartheidu, a w latach 90. XX wieku – także w postkomunistycznych państwach Europy. Ich cechą jest przejściowość: powinny się możliwie szybko zakończyć.

Ale nie w Polsce

Trzydzieści niemal lat po zniesieniu PRL-u mamy kolejną odsłonę rozliczeń. Rząd PiS przygotował, a większość sejmowa przegłosowała 6 marca 2018 ustawę, która pozwoli degradować – także pośmiertnie – oficerów i podoficerów Wojska Polskiego, którzy w PRL-u „sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu”. Towarzyszyły temu okrzyki „Precz z komuną!”.

1 października 2017 weszła w życie druga już ustawa dezubekizacyjna, pozbawiająca rent i emerytur osoby, które służyły w tajnych służbach komunistycznego państwa choć jeden dzień, niezależnie od tego, co tam robili i jak zasłużyli się potem w niepodległej Polsce. A to zapewne jeszcze nie jest jeszcze koniec pomysłów na rozliczanie.

W „Białej księdze”,  która ma przekonać Komisję Europejska, że reformy sądownicze PiS są OK, aż 15 punktów wywodu poświęcono „Brakowi rozliczeń komunizmu”.

Według standardów Rady Europy rozliczanie w postkomunistycznej Europie miało służyć zaprowadzeniu standardów demokratycznego państwa prawa i zakończyć się wraz z końcem ubiegłego stulecia.

Mit o braku rozliczenia

W Polsce od lat panuje, podtrzymywany przez prawicę, mit o braku rozliczenia. Jego symbolem jest słynne zdanie o „odkreśleniu przeszłości grubą linią” wypowiedziane w sejmowym exposé we wrześniu 1989 roku przez premiera Tadeusza Mazowieckiego. Oznaczało ono coś zupełnie innego (nowy rząd nie chciał odpowiadać za kryzys, który zastał), a jeżeli już o rozrachunkach pierwszych rządów III RP z przeszłością mowa, to szło o rezygnację nie z rozliczeń, ale z zemsty. Bo rozliczenia trwają od lat 90.

Prawica zrobiła z „rozliczania przeszłości” program walki politycznej. Najpierw miała nadzieję wyeliminować za pomocą kolejnych ustaw lustracyjnych konkurencję polityczną.

Teraz trwająca, a nawet nasilająca się „walka z komunizmem” jest elementem „polityki historycznej”. Podobnie, jak kult „żołnierzy wyklętych”.

Tymczasem w III RP nigdy nie było wątpliwości, że trzeba rozliczyć okres PRL-u. Nie tylko w ramach analiz historycznych, ale przede wszystkim dla przywrócenia poczucia sprawiedliwości.

Problem w tym, że dla prawicy i jej wyborców, oznacza to przede wszystkim zemstę. I cokolwiek w ramach rozliczeń się działo – zawsze było za mało, za łagodnie.

Padał np. postulat, by wszystkich członków PZPR pozbawić mieszkań. Albo zlustrować pod kątem odebrania innych dóbr, które mogli nabyć z racji partyjnego członkostwa. Postulat niemożliwy do realizacji, ale jego echa, w postaci odbierania przywilejów i odpowiedzialności zbiorowej, pojawiły się w późniejszych ustawach rozliczeniowych.

Zweryfikowano prokuratora Piotrowicza, gorzej z sędziami

Już w 1990 roku była weryfikacja pracowników resortu MSW, w tym milicjantów. Potem – prokuratorów (pozytywnie zweryfikowano m.in. prokuratora Stanisława Piotrowicza, dziś prominentnego posła PiS-u).

Nie przyjęto „opcji zerowej”, czyli zwolnienia wszystkich jak leci. To zagrażałoby bezpieczeństwu publicznemu, bo państwo pozbawione zostałoby organów ścigania (na opcję zerową mogli sobie pozwolić Niemcy, bo funkcjonariuszy NRD mogli zastąpić funkcjonariusze RFN. Polski bis – nie było).

Weryfikację sędziów zostawiono samym sędziom wychodząc z założenia, że najważniejsze jest zachowanie niezawisłości sędziowskiej i zasady odrębności władz, więc władza wykonawcza nie może decydować o tym, kto może być sędzią. W efekcie

sędziowie zweryfikowali się w sposób budzący wątpliwości.

Ci, którzy mieli najwięcej za uszami, odeszli sami, często do innych zawodów prawniczych. Część usunęła z zawodu Krajowa Rada Sądownictwa nie dając im pozwolenia na orzekania po osiągnięciu stanu spoczynku. Część objęła ustawa o utracie stanu spoczynku przez sędziów orzekających w organach represji.

Sąd Najwyższy – w latach PRL symbol zależności władzy sądowniczej od PZPR – został poddany nieformalnej „dekomunizacji”. Wygaszono przed terminem jego kadencję i powierzono Krajowej Radzie Sądownictwa powołanie nowych sędziów. Według rzecznika SN, 80 proc. sędziów nie przeszło tej „weryfikacji”. Z IPN-owskiego wykazu sędziów „posłusznie” orzekających w sprawach politycznych w stanie wojennym, w SN pozostało 10 sędziów (spośród ponad osiemdziesięciu).

Natomiast ustawa o wydaleniu z zawodu za sprzeniewierzenie się zasadzie niezawisłości sędziowskiej, nie zadziałała: nie wydalono nikogo.

Dziś sędziów, którzy rozpoczęli orzekanie przed 1989 roku, jest najwyżej 5 procent, więc można śmiało powiedzieć, że sądownictwo mamy „zdekomunizowane” (co nie znaczy – rozliczone). Sędziowie przeszli też lustrację.

Ale PiS „reformując” sądownictwo, czyli obsadzając je swoimi ludźmi, mówi o konieczności usunięcia komunistycznych „złogów”, a premier powtarza, że orzekają wciąż sędziowie, którzy skazywali opozycjonistów.

Ustawy rozliczeniowe uchwalano od początku lat 90. Zwykle oceniał je potem Trybunał Konstytucyjny. Bodaj pierwszym było orzeczenie w sprawie przejęcia przez państwo majątku PZPR, gdzie sędziowie stwierdzili, że nie obowiązuje tu zasada ochrony praw nabytych, bo prawo chroni jedynie prawa nabyte słusznie i zgodnie z prawem.

Potem były ustawy odbierające uprawnienia kombatanckie (a więc też dodatki pieniężne) członkom PZPR zatrudnionym w organach represji, i w ogóle osobom zatrudnionym w tych organach. Trybunał zakwestionował wtedy automatyzm: że uprawnienia (nabyte np. w związku z pobytem w obozie koncentracyjnym) tracił każdy zatrudniony w organach bezpieczeństwa państwa, bez względu na to, czy jego stanowisko pracy jakkolwiek wiązało się ze stosowaniem represji. Uznał to za sprzeczne z zasadą równości wobec prawa.

Lustracja, potem lustracja, i znów lustracja

Była lustracja osób pełniących zawody zaufania publicznego i funkcje publiczne. I jej kilka nowelizacji. Pierwsza ustawa lustracyjna uchwalona została dopiero w 1997 roku, bo spierano się, czy tajni współpracownicy służb bezpieczeństwa mają być pozbawieni prawa do pełnienia funkcji publicznych.

W końcu zwyciężyła koncepcja, by

karane zakazem pełnienia funkcji publicznych było jedynie kłamstwo lustracyjne, a nie sam fakt współpracy. A więc przyjęto nie filozofię zemsty, ale transparentności życia publicznego.

Trybunał Konstytucyjny nigdy nie zakwestionował dopuszczalności lustracji, precyzował jedynie pojęcia (np. co to znaczy tajny współpracownik). I dbał o gwarancje rzetelnego procesu lustracyjnego, z prawem do obrony i domniemaniem niewinności. Trybunał zakwestionował też mechanizm, wedle którego zlustrowany mógł być praktycznie każdy, i przez każdego.

Dezubekizacja po raz pierwszy

Wreszcie były ustawy dezubekizacyjne: z 2009 roku i obecna. Ta pierwsza odbierała pracownikom „organów bezpieczeństwa państwa” uposażenie mundurowe. Każdy rok pracy w tych organach liczy się jak okres nieskładkowy.

Ustawa dotyczyła tylko czasu przepracowanego w PRL-u. Trybunał Konstytucyjny uznał, że emerytury mundurowe były w przypadku osób zatrudnionych w jednostkach podległych MSW nieuzasadnionym przywilejem, a więc nie można mówić o naruszeniu zasady ochrony praw nabytych. Że nie naruszono zasady równości traktując tak samo funkcjonariuszy zweryfikowanych pozytywnie i negatywnie po 90. roku, bo postępowanie weryfikacyjne nie może być potraktowane jako przesądzenie o ich niewinności. A więc ustawa wszystkich, którzy pracowali dla resortu MSW taktuje równo.

Uzasadniając wyrok sędzia sprawozdawca Andrzej Rzepliński stwierdził, że ustawodawca może stanowić prawo w oparciu o moralną ocenę przeszłości, bo konstytucja w preambule ma zdanie „pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa były łamane”. Dlatego nie można mówić, że zmniejszenie świadczeń jest formą kary, a więc narusza zasadę, że nie można karać bez ustalenia przez sąd indywidualnej winy.

Zdania odrębne złożyli wtedy sędziowie Ewa Łętowska, Adam Jamróz, Marek Mazurkiewicz, Mirosław Wyrzykowski i Bohdan Zdziennicki. Prof. Łętowska uzasadniając swoje zdanie odrębne mówiła:

„Nie zgadzam się z twierdzeniem, że upływ 20 lat nie ma znaczenia. Nie może być tak, że o tym, kiedy demokratyczne państwo rozlicza się z przeszłością decydowało jedynie to, kiedy uda się zebrać większość w Sejmie”.

Po kolejnych dziesięciu latach państwo znowu obniżyło tym samym osobom świadczenia.

Dezubekizacja po raz drugi – 40 tysięcy osób

Druga ustawa dezubekizacyjna odbiera mundurowe emerytury również za okres służby w III RP. Wystarczy, że ktoś przepracował choćby dzień w PRL-u.

Dlaczego służba w III RP jest równoważna służbie „na rzecz totalitarnego państwa”? Autorzy nie wyjaśniają, tłumacząc ustawę ogólnie, zasadą społecznej sprawiedliwości.

Władza PiS-u zmierza do tego, by ktoś, kto choć jeden dzień służył „totalitarnemu państwu”, czyli PRL-owi, nie dostał emerytury wyższej, niż 2000 złotych brutto. Nawet, jeśli w PRL-u zajmował się wyłącznie ściganiem  przestępców kryminalnych, a w III RP miał na tym polu wielkie zasługi.

Przepisy obniżające emerytury do, maksymalnie, 1700 złotych na rękę i renty – do 1300 złotych, weszły w życie w październiku 2017. Pięć osób popełniło samobójstwo, jak zapewniają stowarzyszenia funkcjonariuszy, z powodu obniżenia świadczeń. Podają, że przyczyniła się do śmierci w sumie 31 osób. Dotknęła nie tylko żyjących funkcjonariuszy, ale też rodziny zmarłych.

Media opisały m.in. sprawę powstańca warszawskiego, który po wojnie pracował jako bibliotekarz w szkole podległej MSW. Na mocy ustawy dezubekizacyjnej  zabrano mu 1060 zł emerytury, zostało 1926 zł – na niego i żonę. Czynsz za mieszkanie wynosi 1100 zł, za leki płacą 600 zł miesięcznie.

Od kilku miesięcy media są pełne historii osób, które straciły część rent i emerytur. Np.

sportowców zatrudnionych w PRL-u na etatach „mundurowych”, bo trenowali w wojskowych klubach sportowych. Antyterrorystów, policjantów z wydziałów kryminalnych, rodzin zmarłych funkcjonariuszy –  np. niepełnosprawnej od urodzenia córki milicjanta.

Do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęło ponad półtora tysiąca skarg. Do MSW – ponad 4 tysiące odwołań. Za chwilę pierwsze skargi zaczną rozpatrywać sądy. A właściwie jeden: Sąd Okręgowy w Warszawie, bo jedynie on został w ustawie przewidziany jako instancja odwoławcza. To i tak jeden z najbardziej obciążonych sądów okręgowych w Polsce, więc dezubekizacja może sparaliżować jego działalność.

Wszystkich osób objętych ustawą ma być – według tego resortu – ok. 40 tysięcy.

W służbie totalitarnego państwa?

Ustawa obniża emerytury i renty osobom, które od 22 lipca 1944 do dnia 31 lipca 1990 roku służyły „totalitarnemu państwu” w wymienionych w ustawie formacjach cywilnych i wojskowych. Tych formacji jest kilkadziesiąt, wszystkie związane z MSW – łącznie z milicją – i wojskiem.

Pojęcie „totalitarnego państwa” nie zostało zdefiniowane w ustawie. Nie zostało też zdefiniowane pojęcie „służenia” mu.

Nie wiadomo więc, dlaczego bycie milicjantem w PRL było służbą na rzecz totalitarnego państwa, a bycie urzędnikiem państwowym, nauczycielem w „komunistycznej” szkole, czy wykładowcą na „komunistycznej uczelni – nie?

Powstaje pytanie, czy PRL było „państwem totalitarnym” w całości, czy tylko w tym swoim fragmencie, który dotyczył organów ścigania? A jeśli tak, to dlaczego bycie prokuratorem nie było służbą na rzecz totalitarnego państwa?

Dlaczego prokurator Stanisław Piotrowicz zachowa swoje uposażenie za lata przepracowane w PRL-owskiej prokuraturze?

Dlaczego ściganie kryminalistów było służbą na rzecz totalitarnego państwa? I czy w takim razie składanie milicji doniesień o przestępstwach należy dziś potraktować jak współpracę z totalitarnym reżymem?

Ustawa tworzy nowy, nieprzewidziany konstytucją, rodzaj odpowiedzialności: ani karny, ani cywilny. W dodatku jest to odpowiedzialność za współpracę z państwem, co samo w sobie rodzi rozmaite wątpliwości.

W latach 1945-89 nie było innego państwa polskiego poza PRL. Było to państwo członkowskie ONZ, uznawane przez wszystkie kraje świata, utrzymujące stosunki dyplomatyczne z państwami zachodnich demokracji.

Skąd jego obywatele mieli czerpać przekonanie, że nie wolno z tym państwem współpracować?

I nieuchronnie pojawia się pytanie: czy z państwem PiS można współpracować? Czy jeśli w przyszłości uznamy, że Polska PiS nie była demokratycznym państwem prawa,

  • że jej władze łamały umowy międzynarodowe, których Polska jest stroną, sprzeniewierzając się zasadom i standardom w tych umowach zawartym,
  • że łamały prawo w stosunku do własnych obywateli prześladując obywatelska opozycję, naruszając wolność słowa i zgromadzeń, stosując arbitralne pozbawianie wolności, nadużywając środków przemocy, łamiąc zasadę trójpodziału władzy, naruszając niezależność sądów i niezawisłość sędziów

– to otworzy drogę do pozbawiania np. wszystkich policjantów mundurowych uposażeń? Bez różnicowania, kto stosował represje, a kto zajmował się np. wykroczeniami drogowymi?

Europejskie standardy

Jakie są europejskie standardy dotyczące rozliczeń z przeszłością w krajach postkomunistycznych? Wynika z nich, że rozliczenia z przeszłością nie mogą służyć zemście, a ich celem powinno być usuniecie przeszkód do budowy w pełni demokratycznego, szanującego prawa i wolności obywatelskie systemu państwowego.

Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu w szeregu spraw uznał, że państwa mają duży margines dowolności we wprowadzaniu środków sprawiedliwości transformacyjnej. Powinna obowiązywać zasada równości wobec prawa, ale nie sprzeciwia się jej potraktowanie funkcjonariuszy totalitarnych reżymów inaczej, niż reszty społeczeństwa.

Oczywiście, z poszanowaniem kardynalnych zasad, na jakich można ingerować w prawa i wolności. A więc tego, że ingerencja powinna być

  • przewidziana przez prawo w celu ochrony innych ważnych praw i wolności,
  • proporcjonalna do celu, ingerować w prawa i wolności w możliwie najmniejszy niezbędny sposób.

Np. można ograniczyć b. funkcjonariuszom reżimu dostęp do służby publicznej, ale już nie do prywatnego zatrudnienia (wyrok Sidabras i Dziautas przeciwko Litwie). Trybunał akceptował też lustrację, ale pod warunkiem zapewnienia lustrowanym takich gwarancji obrony, jakie obowiązują w procesie karnym.

Są też wytyczne Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy – Rezolucja nr 1096 „w sprawie środków służących likwidacji spuścizny po totalitarnych systemach komunistycznych”. Mówi ona m.in., że działania „likwidacyjne” nie mogą być otwartym czy zakamuflowanym środkiem karania b. funkcjonariuszy reżimu (co nie znaczy, że nie mogą odpowiadać karnie za popełnione przestępstwa).

I nie powinny być nadużywane dla celów politycznych.

Rezolucja podkreśla też, że rozliczenia z przeszłością nie mogą trwać w nieskończoność, i wyznacza nawet datę: 31 grudnia 1999 roku

– do której system demokratyczny powinien ugruntować się we wszystkich byłych państwach komunistycznych, a więc zakończone powinny zostać rozliczenia.

W Polsce owe rozliczenia trwają do dzisiaj i nic nie wskazuje, że skończą się w przewidywalnym czasie. Przeszkoda dla nich nie jest śmierć poddawanych rozliczeniu osób i grup społecznych, co widać na przykładzie ustaw dezubekizacyjnych, gdzie odbiera się rodzinom renty po zmarłych, czy ostatni projekt ustawy degradacyjnej, gdzie pośmiertnie odbiera się stopnie wojskowe.

Trybunał Praw Człowieka pośrednio zaakceptował fakt przeciągających się polskich rozliczeń

W 2013 roku Trybunał zdecydował o pozostawieniu bez rozpoznania skargi Adama Cichopka i 1627 innych osób na poprzednią ustawę dezubekizacyjną – tę, która odbierała większą część uposażenia, ale tylko za prace do 1989 roku.

W uzasadnieniu Trybunał w ogóle pominął fakt, że ten kolejny etap rozliczania przeszłości ma miejsce dziesięć lat po terminie, jaki wyznaczyła Rezolucja Zgromadzenia Parlamentarnego PE. I uzasadnił odmowę zajęcia się sprawą tak, jak wcześniej polski Trybunał Konstytucyjny uzasadnił jej zgodność z konstytucją: że system obniżający emerytury nie oznaczał „nadmiernych obciążeń dla skarżących, którzy nie doznali utraty środków do życia albo całkowitego pozbawienia świadczeń, a  system ten był i tak bardziej korzystny niż inne systemy emerytalne”.

Trybunał dodał, że „praca skarżących w służbie bezpieczeństwa, stworzonej po to, by naruszać podstawowe prawa człowieka chronione przez Europejską Konwencję, powinna być uważana za istotną okoliczność dla zdefiniowania i uzasadnienia kategorii osób, które mogą być objęte redukcją świadczeń emerytalnych”.

Stwierdził, że władze „nie rozszerzyły zakresu środków (rozliczania z przeszłością) poza to, co było konieczne, by osiągnąć uzasadniony cel, jakim było ukrócenie przywilejów emerytalnych, z których korzystali członkowie dawnej komunistycznej policji politycznej, aby zapewnić większą uczciwość systemu emerytalnego”.

Nie odniósł się do faktu, że emerytury obniżono też milicjantom zajmującym się wyłącznie przestępczością kryminalną.

Osoby dotknięte teraz, po raz drugi, ustawą dezubekizacyjną też piszą skargi do Strasburga. Co zwojują? Nadal nie odebrano im środków do życia (najniższa emerytura, to jednak ciągle emerytura, za którą żyje przecież spora część obywateli Polski), ale Trybunał powinien odnieść się do faktu, że obcięto im dochody po raz drugi, co wygląda na powtórne „karanie” za ten sam czyn.

Jedynym uzasadnieniem twórców ustawy jest ocena, że nadal dostają za duże świadczenia.

Nie ma żadnej gwarancji, że za kilka lat władza znowu nie dojdzie do wniosku, że nadal dostają za dużo. Tę niepewność Trybunał może ocenić w kontekście zasady zaufania do państwa i stanowionego prawa. Trybunał może rozważyć, czy w ramach rozliczeń z przeszłością można odbierać uposażenie za pracę, która wykonywało się już w służbie demokratycznemu państwu.

Osoby, które czują się pokrzywdzone ustawą, nie planują wnoszenia skarg do Trybunału Konstytucyjnego. Po dobrej zmianie trudno oczekiwać, że orzeknie on, iż władza PiS-u naruszyła konstytucję. Do TK nie zwrócił się – przynajmniej na razie – także Rzecznik Praw Obywatelskich. Sprawy trafią prędzej czy później do Sądu Najwyższego. Będzie on już po „dobrej zmianie”. A Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych zostanie skompletowana na nowo, przez Krajową Radę Sądownictwa w całości obsadzoną przez PiS i Kukiz’15.

W tych warunkach skarga do Trybunału w Strasburgu wydaje się dla osób dotkniętych powtórną dezubekizacją jedyną nadzieją. Ale Trybunał ma wieloletnie opóźnienia w rozpatrywaniu skarg.

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar rozważa, czy nie podnosić przed sądem – gdy przyłączać się będzie do postępowań wnoszonych przez osoby dotknięte ustawą – że została ona uchwalona w wątpliwym trybie: podczas głosowania w 16 grudnia 2016 roku w Sali Kolumnowej Sejmu, gdzie nie wpuszczono większości posłów opozycji. Niedawno sąd nakazał prokuraturze podjęcie umorzonego śledztwa w tej sprawie.

RPO i Helsińska: dezubekizacja niekonstytucyjna

Zarzuty niekonstytucyjności nowej ustawy dezubekizacyjnej sformułowali m.in. rzecznik praw obywatelskich, Sąd Najwyższy (w opinii dla Sejmu) i Helsińska Fundacja Praw Człowieka:

Art. 31. ust 3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

  • Naruszenie zasady proporcjonalności przy ograniczaniu praw i wolności obywatelskich: ustawa obcięciem świadczenia karze każdego, kto choćby jeden dzień służył totalitarnemu państwu przed 1990 roku. I niezależnie od tego, co robił w ramach tej służby. Odbiera uposażenia także za służbę dla III RP.
  • Naruszenie zasady niezbędności w demokratycznym państwie: deubekizacja już raz była, nie ma konieczności obniżania tym samym osobom uposażeń po raz drugi.

Art. 30. Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych

  • Naruszenie zasady poszanowania godności: piętnowanie po raz kolejny za to, za co funkcjonariusze już zostali kilkukrotnie potępieni. Pociąganie do odpowiedzialności zbiorowej, bez indywidualizacji winy. „Karanie” mimo upływu blisko trzydziestu lat od upadku PRL-u w sytuacji, gdy do przestępstw kryminalnych stosuje się zasadę przedawnienia, a funkcjonariuszom nikt nie zarzuca popełnienia nieprzedawnialnych zbrodni komunistycznych.

Art. 2. Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.

  • Naruszenie zasady ochrony praw nabytych wobec funkcjonariuszy pozytywnie zweryfikowanych w 1989 roku, mimo że po weryfikacji formalnie zagwarantowano im równe prawa z powołanymi do tych służb po 1990 roku. A także odebranie funkcjonariuszom mundurowych uposażeń emerytalnych należnych za lata przepracowane w III RP.

Art. 32.  1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. 2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

Art. 67. 1. Obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego w razie niezdolności do pracy ze względu na chorobę lub inwalidztwo oraz po osiągnięciu wieku emerytalnego. Zakres i formy zabezpieczenia społecznego określa ustawa.

  • Naruszenie zasady równości wobec prawa i prawa do zabezpieczenia społecznego: funkcjonariusz , który choć jeden dzień przepracował w PRL-u dostanie za czas przepracowany w III RP mniejsza emeryturę, niż wykonujący identyczna służbę funkcjonariusz, który w PRL-u nie pracował na objętych ustawa stanowiskach.

Poza tym:

System emerytalno-rentowy nie może być instrumentem prowadzenia polityki represyjnej. Nie może być rodzajem kary, czy formą odpowiedzialności zbiorowej.

Art. 10. 1. Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej. 2. Władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały.

Art. 175 ust. 1 Konstytucji RP Wymiar sprawiedliwości w RP sprawuje Sąd Najwyższy, sądy powszechne, sądy administracyjne oraz sądy wojskowe

  • Naruszenie zasady sądowego wymiaru sprawiedliwości i zasady podziału władzy. Władza ustawodawcza przekroczyła swoje uprawnienia „wymierzając sprawiedliwość” konkretnej grupie osób.

Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym