Torturowanie Igora Stachowiaka na wrocławskiej komendzie to nie wyjątek. Za znęcanie się skazano w latach 2008-2015 co najmniej 33 policjantów - wynika z raportu RPO. Takich przypadków można by uniknąć, gdyby zatrzymani mieli dostęp do prawnika - uważa Adam Bodnar i apeluje o to, by każda zatrzymana osoba miała gwarancję kontaktu z obrońcą

Igor Stachowiak zmarł, bo policjanci podduszali go podczas zatrzymania na wrocławskim rynku i kilkukrotnie razili go prądem z paralizatora, gdy zakuty w kajdanki leżał na podłodze łazienki w komendzie – ujawnił reportaż „Superwizjera” TVN z 20 maja 2017 roku. „Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości co do tego, że to były tortury” – stwierdził Adam Bodnar.

Po emisji programu, na wniosek ministra Błaszczaka – odwołano dowódców wrocławskiej policji, zwolniony będzie też policjant używający paralizatora.

Jednak żeby zapobiec podobnym tragediom nie wystarczy ukarać winnych. Rzecznik Praw Obywatelskich 18 kwietnia 2017 roku zaapelował do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, o przygotowanie ustawy, która zapobiegałaby stosowaniu tortur na komendach. Żeby unaocznić mu wagę problemu w obszernym raporcie przywołał drastyczne szczegóły z analizy spraw z lat 2008-2015, w których za stosowanie tortur skazano 33 policjantów.

„Zatrzymani byli w wyrafinowany sposób bici (przy użyciu m.in. pałek i innych przedmiotów), duszeni, straszeni bronią, wielokrotnie zmuszani bez powodu do poddania się rewizji osobistej, połączonej ze zdjęciem bielizny do kostek i rozchyleniem kolan, ściskano im jądra i wykręcano genitalia, rozbierano i wystawiano na widok publiczny przez okno, straszono zgwałceniem, podrzuceniem narkotyków i sprowokowaniem odpowiedzialności karnej z tego tytułu, utratą pracy, pobiciem metalowym młotkiem, przestrzeleniem kolan przy próbie ucieczki, użyciem psa służbowego, czy przyprowadzeniem ojca ofiary, by przyglądał się znęcaniu.

Niemal regułą w analizowanych sprawach było bicie zatrzymanego po piętach i stopach – pisał Bodnar. – Czynności trwały czasem wiele godzin, zaś zatrzymani byli w większości skuci kajdankami, co tylko potęgowało uczucie bezradności i jakąkolwiek obronę w przypadku agresji. (…)

Ujawniono też przypadki wielokrotnego bicia podczas rozpytań [nieformalnych przesłuchań – red.], aż do momentu uzyskania satysfakcjonującego funkcjonariuszy Policji oświadczenia – dopiero wówczas następowało formalne sporządzenie protokołu przesłuchania w trybie Kodeksu postępowania karnego.

Tortur dopuszczono się również wobec sprawców wykroczeń, usiłując zmusić ich do przyjęcia mandatu karnego kredytowanego. Ofiarami byli zarówno mężczyźni, jak i kobiety, a także osoby nieletnie. W jednym przypadku nie pozwolono dziecku skontaktować się z rodzicami i straszoną je przemocą, nie informując jednocześnie opiekunów o zatrzymaniu”.



„Ofiary w większości zachowywały się spokojnie – nie stawiały oporu podczas zatrzymania, nie było konieczności stosowania środków przymusu bezpośredniego, natomiast funkcjonariusze, jak wynikało z ustaleń sądu, od początku przejawiali agresję, nastawienie na konfrontację i poczucie bezkarności. Przemoc wobec zatrzymanych była stosowana nagle, nie dając ofiarom szans obrony.

Sprawców było zazwyczaj kilku. Nie wszystkich udawało się sądom ustalić. Były też przypadki biernego przyglądania się przemocy stosowanej przez innych funkcjonariuszy i nie reagowania na naruszenia prawa”.

Bo sikał w krzakach, bo obok leżała fifka

Adam Bodnar przytoczył kilka opisów tortur zaczerpniętych z uzasadnień wyroków. Wśród nich te:

  • w Komendzie Miejskiej Policji w Koszalinie policjanci podczas kilkugodzinnego rozpytania zakutego w kajdanki X, bili go pięściami w głowę i brzuch, kark i plecy, policyjną pałką w nogi. Kiedy spadł z krzesła – kopali go, podduszali, przydeptywali gołą stopę. Dwa razy kazali zsunąć bieliznę do kostek i rozchylić kolana. Grozili biciem metalowym młotkiem, wymachiwali przed nim bronią i straszyli przestrzeleniem kolan. Wyrok zapadł w 2011 roku;
  • policjanci z Bolesławca chcieli wypisać mandat mężczyźnie, który w trakcie koncertu oddał mocz w krzakach, bo do toalet były kolejki. Nie miał przy sobie dokumentów, więc policjanci zaprowadzili go do radiowozu. Na miejscu powalili go na ziemię, spryskali gazem w twarz i zaczęli okładać pięściami i pałką po głowie, plecach, udach. Gdy próbował nagrać policjantów komórką, wyszarpnęli mu ją, przyłożyli pałką po nerce i wrzucili do klatki radiowozu. Przed odjazdem wpuścili do środka gaz. Na posterunku dusili go i bili pałką przez kilka godzin, żeby wymusić zgodę na przyjęcie mandatu. Wyrok zapadł w 2012 roku;
  • policjanci z Olsztyna zatrzymali dwóch nieletnich siedzących na ławce w parku. Przeszukali ich i nie znaleźli niczego, ale obok ławki trafili na osmoloną szklaną fifkę. Policjanci zawieźli ich na komendę. Już w drodze do radiowozu jeden z chłopaków dostał w żebra i w twarz. Bito go też w drodze na komendę, duszono i zastraszano („jedziemy z nim do lasu”). Na miejscu policjanci kazali im się rozebrać, bili w twarz i kark. Nie pozwolili na telefon do rodziców. Po pierwszej w nocy odwieźli ich do policyjnej izby dziecka. Następnego dnia znów bili i szantażowali: „masz mówić, że to na twarzy sam sobie zrobiłeś”, „skiśniesz w izbie dziecka”. Dochodzenie w sprawie posiadania narkotyków zostało umorzone. Wyrok na policjantów zapadł w 2010 roku.

RPO: zatrzymany musi mieć adwokata

Adam Bodnar apeluje do ministra Zbigniewa Ziobry o wprowadzenie zmian w prawie, które zagwarantują każdej osobie zatrzymanej przez policję – lub inne służby – kontakt z obrońcą już od samego początku zatrzymania.

Obecnie dostęp do pomocy adwokata jest iluzją. Żeby wezwać prawnika, osoba zatrzymana musi przede wszystkim wiedzieć, że przysługuje jej takie prawo. Zatrzymani rzadko z niego korzystają, a policjanci nie zawsze o nim informują.

Zatrzymany musi znać nazwisko i telefon adwokata. Jak mówił mec. Artur Pietryka podczas konferencji poświęconej raportowi o torturach, w praktyce adwokata szuka zatrzymanemu rodzina. Najpierw musi jednak dowiedzieć się, że do zatrzymania doszło, a nie zawsze policjanci to umożliwiają.

Nawet gdy uda się znaleźć adwokata, zostaje on ustanowiony jako pełnomocnik warunkowo.

„Pełnomocnictwo musi potwierdzić klient. I zdarza się, że policjanci informują na komendzie, że zatrzymany wcale nie chce adwokata. Płyną godziny, a człowiek pozostaje bez pomocy” – mówił Pietryka.

Gdyby obrońca towarzyszył zatrzymanemu od chwili przybycia na komendę, mógłby zapobiec stosowaniu tortur, a gdyby do nich doszło – pomóc w zgromadzeniu dowodów. Obowiązujące zabezpieczenia prawne, takie jak możliwość zbadania zatrzymanego przez lekarza, pouczenie o prawach, itd., na niewiele się zdają, gdy nie przestrzegają ich policjanci, a pokrzywdzeni o nich nie wiedzą. Gdyby policjanci wiedzieli, że na komendzie będzie czekał adwokat, patrzący im na ręce, nie mogliby czuć się bezkarnie.

Dostęp do profesjonalnego, niezależnego prawnika od początku zatrzymania jest standardem, którego wprowadzenie w Polsce zaleca Europejski Komitet do Spraw Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu lub Poniżającemu traktowaniu albo Karaniu (CPT). Komitet podczas ostatniej wizytacji w Polsce w 2013 roku wezwał polski rząd do opracowania, bez dalszej zwłoki, rozwiniętego i odpowiednio finansowanego systemu pomocy prawnej dla osób zatrzymanych przez policję, których nie stać na prawnika.

Rządy PO-PSL oraz PiS wciąż nie zastosowały się do tych zaleceń. Minister Ziobro od miesiąca nie odpowiada na apel Adama Bodnara. OKO.press ma nadzieję, że sprawa Igora Stachowiaka zmotywuje go do działania.


Abonament na wolność słowa

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press