W sobotę, po trzech dniach masowych protestów na ulicach polskich miast, trzydziestu dwóch prawicowych dziennikarzy zabrało głos w obronie rządu. Zaapelowali by „nie dać się po raz kolejny oszukać zawodowym kłamcom”, którzy próbują „destabilizować życie polityczne” i chcą „zanegować demokratyczne wybory”

Same tuzy niepokornego dziennikarstwa: jest wśród nich m.in. prezes SDP, prezes radiowej jedynki, autorka „Resortowych dzieci”, poeta żartowniś Marcin Wolski, papież Terlikowski, dystyngowany naczelny „Do Rzeczy”, radykalny naczelny „Gazety Polskiej” i refleksyjny Pospieszalski. Brakuje tylko braci Karnowskich.

  • zobacz apel Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

    Od wielu tygodni trwa próba doprowadzenia do destabilizacji życia politycznego w Polsce. Chodzi o zanegowanie demokratycznych wyborów i narzucenie przy pomocy ulicznych demonstracji, a nawet zablokowania prac Sejmu, rozwiązań sprzecznych z wolą rządzącej większości. Faktycznym celem tych działań jest przywrócenie systemu, w którym silne grupy biznesowe i polityczne dyktują reszcie narodu swoje decyzje.

    Te grupy tracą dzisiaj przywileje i wpływ na Polskę. Wiele z nich wywodzi się z sytemu komunistycznego a nawet z aparatu bezpieczeństwa PRL. Są wśród nich ludzie odpowiedzialni za brutalne łamanie praw człowieka i cenzurę, cenzurę która powróciła po smoleńskiej tragedii. Trudno zapomnieć, że dziennikarzy, którzy mieli odwagę ujawniać w tej sprawie niewygodne dla władzy fakty wyrzucano z pracy i inwigilowano. Działo się to przy pełnej zgodzie a nawet poparciu tych, którzy dzisiaj stroją się w piórka obrońców słowa.

    Redakcje publikujące niewygodne dla rządzących teksty były poddawane rewizjom i pozbawione środków na dalszą działalność.

    Dzisiaj budzi niesmak to, że do hipokrytów, którzy przez osiem lat wspierali cenzurę i kłamliwą propagandę dołączają byli funkcjonariusze służb komunistycznych. Wznosząc hasła o obronie praw człowieka i wolności słowa, bronią przywilejów przyznanych im za brutalne niszczenie wszelkich przejawów działalności obywatelskiej i patriotycznej. Nie można po raz kolejny dać się oszukać zawodowym kłamcom. Mamy obowiązek informować ludzi o tym, co naprawdę się dzieje w Polsce.

    Jednocześnie zwracamy się z apelem do władz Sejmu, by bez konsultacji ze środowiskami dziennikarskim nie wprowadzali rozwiązań, które być może konieczne ze względu na bezpieczeństwo parlamentarzystów i przedstawicieli władzy, są wykorzystywane jako paliwo do niszczenia wspólnoty narodowej i demokracji.

    Tomasz Sakiewicz
    Marcin Wolski
    Michał Rachoń
    Dorota Kania
    Katarzyna Hejke
    Krzysztof Skowroński, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich
    Witold Gadowski
    Piotr Lisiewicz
    Tomasz Terlikowski
    Grzegorz Wierzchołowski
    Piotr Kotomski
    Paweł Lisicki, redaktor naczelny „Do Rzeczy”
    Krystian Krawiel
    Jan  Pospieszalski
    Maciej Pawlicki
    Cezary Gmyz
    Rafał Porzeziński, dyrektor i redaktor naczelny Pierwszego Programu Polskiego Radia
    Tomasz Łysiak
    Andrzej i Anna Kołakowscy
    Paweł Piekarczyk
    Magdalena Piejko
    Krzysztof Świątek
    Grzegorz Broński
    Adrian Stankowski
    Tomasz Duklanowski
    Waldemar Gruna, Magazyn Polsko-Niemiecki Region Europa
    Krzysztof Kłopotowski
    Tomasz Wilczyński
    Tomasz Bieszczad, Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy ŁÓDŹ
    Lech Makowiecki
    Paweł Krajewski
    Marcin Brynda

Obraz sytuacji przedstawiony  przez nasz dziennikarski Olimp nie jest nadmiernie oryginalny, raczej taki zestaw cytatów z pisowskich przekazów dnia. „Silne grupy biznesowe i polityczne”, z których ”wiele wywodzi się nawet z aparatu bezpieczeństwa”,  chcą odzyskać swoje wpływy i dyktować narodowi co ma robić. Do zawodowych kłamców, którzy wspierali cenzurę informacji o smoleńskiej tragedii, wyrzucanie z pracy i inwigilację niepokornych dziennikarzy, „dołączyli teraz funkcjonariusze służb komunistycznych”.

Nazwisk złoczyńców nie wymieniają, ale ja się na pewno załapię. Z „Gazety Wyborczej”, a i pani Kania napisała w „Resortowych dzieciach”, że miałem teścia prokuratora. Ze służbami też miałem wiele kontaktów.

I co ma zrobić „zawodowy kłamca” po takim apelu? Przecież prostowanie tych wszystkich bredni nie ma żadnego sensu.
Często na z spotkaniach z KOD-em pytają mnie jak nam się tak wiele w KOR-ze, w latach 70. udało wywalczyć? Nie pytajcie, mówię, wam jest trudniej. Wtedy po drugiej stronie nikt już w sukces PRL-u nie wierzył,  teraz macie przeciwko sobie ludzi przekonanych, że jesteście komunistami, ubekami i złodziejami.  Widziałem ich twarze 13 grudnia, była w nich prawdziwa nienawiść.

Zagadał do mnie w tym marszu sympatyczny, utykający mężczyzna. Opowiedział mi o swoim grudniu 81. Miał 19 lat złapali go z ulotką i posadzili na Rakowieckiej. – Siedziałem trzy miesiące z Janem Józefem Lipskim i to były najważniejsze rozmowy w moim życiu – mówił. – A teraz krzyczą na mnie „ubek”. Takich ludzi spotykam ciągle w KOD-zie. Może działacze klubów „Gazety Polskiej”, którzy wyzywali nas 13 grudnia na ul. Kruczej tego nie wiedzą, ale sygnatariusze apelu przeciw „zawodowym kłamcom” już tak. Buszują po naszych teczkach, wiedzą kiedy i  ile każdy w PRL-u przesiedział. I to im nie przeszkadza krzyczeć do nas „precz z komuną”.

Nie wiem więc jak odpowiedzieć moim prawicowym kolegom po fachu. Pójdę lepiej pod Sejm, tam się przynajmniej na coś przydam.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!