Sytuację w Wielkiej Brytanii komentatorzy zgodnie nazywają największym kryzysem od czasu II wojny światowej. Co będzie dalej? Pytań jest zdecydowanie więcej niż odpowiedzi, analitycy są zgodni tylko co do jednego – że wszystko jest możliwe. OKO.press podejmuje próbę podsumowania najbardziej prawdopodobnych scenariuszy.

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk ogłosił w ubiegły piątek decyzję przywódców Unii w sprawie opóźnienia daty Brexitu – wyjście Wielkiej Brytanii z UE pierwotnie miało nastąpić już w ten piątek, 29 marca.

  • Jeśli brytyjski parlament w tym tygodniu nie zaakceptuje porozumienia wynegocjowanego przez Theresę May z UE, Wielka Brytania opuści Unię Europejską 12 kwietnia bez umowy (opcja tzw. twardego Brexitu)
  • Jeśli parlament zaakceptuje porozumienie w tym tygodniu, Wielka Brytania opuści UE 22 maja na wynegocjowanych warunkach, w przeddzień wyborów do Parlamentu Europejskiego. Inaczej bowiem brytyjscy europosłowie musieliby wziąć w nich udział.

Zamieszanie na Wyspach jest tak duże, że najpierw ustalmy kalendarz zdarzeń. Oto rozkład na resztę tygodnia (do 31 marca):

  • Środa 27 marca: tzw. głosowania indykatywne w Izbie Gmin, podczas których brytyjscy posłowie (być może) wypowiedzą się za twardym Brexitem albo za kolejnym referendum (choć nawet nie jest jasne jakie pytanie miałoby być obywatelom zadane).
    Wyniki głosowań indykatywnych rząd może, ale nie musi brać pod uwagę (jak to ujął Matt Hancock, minister zdrowia, posłowie mogą zagłosować nawet za tym „żeby słońce wschodziło na zachodzie”, do realizacji czego rząd nie może się zobowiązać);
  • Czwartek 28 marca: (być może) kolejne, trzecie z kolei głosowanie nad porozumieniem wynegocjowanym z UE przez premier Theresę May. Dwa poprzednie głosowania pani premier przegrała, przeciw byli także posłowie z jej partii;
  • Piątek 29 marca: teoretycznie Wielka Brytania powinna opuścić Unię Europejską. Ale Parlament ma przed piątkiem przegłosować nową ustawę, która opóźni datę wyjścia do terminu zaakceptowanego przez Radę Europejską – 12 kwietnia.

Sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo w tle rozgrywek w Izbie Gmin, mamy kilka nowych elementów. To m.in.:

  • petycja o odwołanie Brexitu, którą podpisało już ponad pięć milionów osób. Jej autorka skasowała swoje konto na Facebooku, bo otrzymywała groźby śmierci;
  • największa uliczna demonstracja w Londynie od czasu „Marszu Przeciwko Wojnie” z 2003 roku. Wzięło w niej udział ponad milion osób sprzeciwiających się Brexitowi. Podczas demonstracji wiceprzewodniczący opozycyjnej Partii Pracy zapowiedział, że labourzyści poprą porozumienie Theresy May wynegocjowane z UE tylko wtedy, jeśli premier pozwoli „jeszcze raz wypowiedzieć się społeczeństwu”;
  • Donald Tusk, szef Rady Europejskiej, zapowiada, że Unia wcale nie zwalnia w przygotowaniach do twardego Brexitu;
  • Prognoza Narodowego Instytutu Badań Ekonomicznych i Społecznych, zamówiona przez przeciwników Brexitu, według której w przypadku realizacji porozumienia wynegocjowanego przez Theresę May po wyjściu z UE gospodarka Wielkiej Brytanii będzie traciła 100 miliardów funtów rocznie w porównaniu z pozostaniem w UE, a PKB na mieszkańca w 2030 roku spadnie o 3 punkty procentowe

Historyczne głosowanie 25 marca

W poniedziałek, 25 marca, w historycznym głosowaniu, podczas którego aż 30 posłów brytyjskiej Partii Konserwatywnej zbuntowało się i zagłosowało przeciwko rządowi, Izba Gmin ogłosiła „przejęcie kontroli” nad procedurą Brexitu.

Według brytyjskiej tradycji politycznej, po porażce o takiej skali (ustawa została przegłosowana 27 głosami), premier wraz z rządem powinna podać się do dymisji. Tymczasem Theresa May nie ma  takiego zamiaru. Zapowiada natomiast trzecie głosowanie nad „jej wersją Brexitu”. Przeciw było aż trzech ministrów, którzy podali się do dymisji.

Przeprowadzenie głosowania nad „przejęciem kontroli” stało się możliwe dzięki zeszłotygodniowej decyzji spikera Izby Gmin Johna Bercowa, który zablokował trzecie głosowanie nad porozumieniem wynegocjowanym przez Theresę May, powołując się na prawo z XVII wieku.

Co oznacza „przejęcie kontroli” przez Izbę Gmin

Symbolicznie to ogromna porażka rządu. Poprawka autorstwa międzypartyjnego zespołu pod przywództwem konserwatysty Olivera Letwina, przegłosowana w poniedziałek wieczorem, była  dobitnym sygnałem, że parlamentarzyści – w tym nawet część konserwatystów – nie wierzy już, że rząd da sobie radę z Brexitem.

W praktyce oznacza to, że posłowie sami będą mogli ogłosić agendę głosowań (wbrew brytyjskiej tradycji, według której robi to rząd).

Stąd zapowiedziana na jutro – 27 marca – seria tzw. „głosowań indykatywnych” nad różnymi opcjami: od twardego Brexitu, przez porozumienie wynegocjowane przez Theresę May, aż po jednostronne odwołanie Brexitu.

Ale, uwaga: żadne prawo nie zobowiązuje rządu do zastosowania się do wyników głosowań w Izbie Gmin.

Nad czym będą głosować brytyjscy posłowie?

Poseł Partii Pracy Hilary Benn, przewodniczący komisji ds. Brexitu, zapowiedział, że posłowie „zagłosują nad wieloma opcjami”, które następnie Izba Gmin będzie próbowała zawęzić.

W pierwszej turze głosowań w środę każdy będzie mógł głosować na dowolną liczbę opcji. Następnie w środę wieczorem na podstawie wyników głosowania posłowie wybiorą najbardziej popularne opcje, które przejdą do kolejnej tury – która wg. Benna odbędzie się w kolejny poniedziałek, 1 kwietnia.

Możliwe scenariusze dalszego rozwoju wypadków

  • Przegłosowanie porozumienia wynegocjowanego z UE przez Theresę May w tym tygodniu i wyjście Wielkiej Brytanii z UE na tych warunkach 22 maja;
  • Twardy Brexit 12 kwietnia, czyli wyjście z Unii Europejskiej bez umowy – jeśli brytyjscy posłowie nie przegłosują w tym tygodniu porozumienia Theresy May;
  • Odwołanie art. 50 i jednostronne wycofanie się z Brexitu;
  • Drugie referendum (przypomnijmy, że nie bardzo wiadomo, o co miano by zapytać Brytyjczyków;
  • Przedterminowe wybory parlamentarne;
  • „Odroczenie strategiczne” Brexitu – na szczycie Rady Europejskiej przywódcy państw członkowskich zgodzili się na opóźnienie Brexitu nawet o rok, jeśli w tym czasie Wielka Brytania zorganizowałaby drugie referendum albo wybory parlamentarne;
  • Lub coś zupełnie innego, co w tym momencie komentatorom nie mieści się nawet w głowie.

Co oznaczałby twardy Brexit?

Twardy Brexit 12 kwietnia oznaczałby (prawdopodobnie – znów jesteśmy w sferze spekulacji, nie ma bowiem żadnej analogicznej sytuacji w historii Europy, do której moglibyśmy się odwołać) paraliż gospodarki w Wielkiej Brytanii.

Koniec swobodnego przepływu towarów i usług oznaczałby poważne problemy z łańcuchami dostaw sklepów i firm, które ściśle współpracują z innymi krajami europejskimi. To w praktyce mogłoby oznaczać np. to, że w Wielkiej Brytanii zabraknie niektórych leków albo artykułów spożywczych.

Mało tego, twardy Brexit oznaczałby też ponowne wprowadzenia granicy między Republiką Irlandii a Irlandią Północną, oraz kontrole brytyjskich obywateli na terenie Unii Europejskiej.

Tak czy inaczej, to będzie gorący i historyczny tydzień w historii Europy.

Enjoy the show!

Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce.
W OKO.press pisze o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym