Dostajemy masę sygnałów, że zdaniem związkowców rząd - jakby to ująć dyplomatycznie - gra na zwłokę. I żeby się nie dać nabrać. Nastroje nie opadają, wręcz przeciwnie. Na pewno nie damy się w piątek nabrać na jakieś niewyraźne obietnice. Nasze postulaty są jasne. Gdyby nie postawa oświatowej "Solidarności" nasza pozycja negocjacyjna byłaby zupełnie inna

Piotr Pacewicz, OKO.press: Jak oceniacie państwo propozycję rządu, by jeszcze wrócić do rozmów w piątek 5 kwietnia. W naszym tekście pytaliśmy, czy to nie blef obliczony na to, by rozbroić gotowość nauczycieli do poniedziałkowego strajku.

Sławomir Broniarz, prezes ZNP, Magda Kaszulanis, rzeczniczka ZNP: Na pewno byli zaskoczeni naszym ustępstwem, zresztą już drugim. Wyjściowo żądaliśmy 1000 zł podwyżki dla każdego nauczyciela i pracownika szkoły z wyrównaniem od stycznia 2019. We wtorek zastąpiliśmy to mniejszą podwyżką o 30 proc. A w środę rozłożyliśmy ją na dwie raty: od 1 stycznia i od 1 września 2019. To poważne ustępstwa.

Mieliśmy wrażenie, że rząd już był gotowy podpisywać porozumienie uzgodnione z „Solidarnością”. Być może nastąpiłoby to nawet wczoraj.

Rząd nadal poważnie traktuje negocjacje?

Niczego nie ryzykujemy zakładając, że tak może być. Nie wiemy jednak, czego ma dotyczyć nowa propozycja rządu w odpowiedzi na nasze ustępstwo. Podniesienia wynagrodzenia zasadniczego? Dodatków? Kalendarza zmian nauczycielskich płac? Na pewno nie damy się nabrać na jakieś niewyraźne obietnice. Nasze postulaty są jasne.

Jednej rzeczy jesteśmy pewni: rząd jest skłonny dać więcej niż chce „Solidarność” kolejno ograniczając własne postulaty do podwyżki o dodatkowe 4,6 proc. w porównaniu z 5 proc. podwyżką obiecaną już wcześniej przez rząd na wrzesień.

Gdyby nie postawa oświatowej „Solidarności” i jej przewodniczącego Ryszarda Proksy, nasza pozycja negocjacyjna byłaby zupełnie inna. Ale jeśli pan Proksa powtarza, że on już dwa dni, trzy dni gada, zamiast podpisać porozumienie i jechać do domu, to, to jest … Jak to nazwać? Żałosne. Zresztą Proksa nawet nie wie, co chce podpisać, bo pytany o dodatki dla nauczycieli nie potrafi odpowiedzieć dziennikarzom.

Czy podczas przerw w negocjacjach rząd wysyła wam jakieś inne sygnały? Odzywa się po ludzku?

Nie, nie. Podczas rozmów łagodne oblicze rządu wyraża min. Rafalska, premier Szydło jest chłodna. Wyliczenia MEN przedstawia wiceminister Maciej Kopeć, pani minister Zalewska siedzi sobie u jego boku.

Po środowych negocjacjach wysłaliście jakąś instrukcję do szkół?

To nie jest potrzebne. Szkoły robią wszystko zgodnie z planem. Porozumienie nie zostało zawarte, więc szykują się do strajku 8 kwietnia.

Nie musiały zgłaszać organom prowadzącym, że strajk będzie konkretnie w poniedziałek? 

Nie. Toczy się spór zbiorowy, nie doszło do zawarcia porozumienia, strajk zapowiadany był i jest nadal na 8 kwietnia. Jutrzejsze rozmowy z rządem odbędą się pod ogromną już presją czasu.

Ostateczną decyzję o udziale w strajku podejmie każdy nauczyciel i każda nauczycielka 8 kwietnia rano. I każdy pracownik szkoły, bo o ich płace też walczymy.

A jakie są nastroje w szkołach?

Wiemy, że szkoły i oddziały ZNP pilnie śledzą negocjacje.

Dostajemy masę sygnałów, że zdaniem związkowców rząd – jakby to ująć dyplomatycznie – gra na zwłokę. I żeby się nie dać nabrać. Nastroje nie opadają, wręcz przeciwnie.

Dzwonią do oddziałów ZNP szkoły, które wcześniej nie przystąpiły do sporu zbiorowego. One już nie mogą zastrajkować. Mogą z naszej strony pobrać baner “Wspieram strajk o lepsza przyszłość edukacji” i wywiesić go na budynku. Wiele szkół społecznych także chcą nas wesprzeć. Zamiast lekcji organizują np. zajęcia sportowe.

A nastroje w centrali ZNP? 

O takich rzeczach się zwykle nie rozmawia. Na pewno jesteśmy rozczarowani, że rząd tak lekceważąco potraktował żądania nauczycieli i tak późno doszło do rozmów. Termin strajku ogłosiliśmy miesiąc temu. Można było to inaczej przeprowadzić. Najbardziej oburzeni jesteśmy postawą „Solidarności”.

Mamy stały kontakt z Federacją Związków Zawodowych, współpracujemy, zajmujemy wspólne stanowisko. Wspierają nas nie tylko samorządy, ale też – nigdy tego nie było – pracodawcy. W czasie środowych negocjacji Wojciech Warski z Business Centre Club zaapelował do rządu, że nie ma ważniejszej rzeczy niż to, co dzieje się w tej sali. Nie chodzi tylko o zażegnanie strajku lecz o przyszłość tego kraju. Politycy rządu dużo mówią o narodzie, a temu narodowi grozi katastrofa w edukacji, jedna z najgroźniejszych.

Jak wygląda dzień ZNP bez negocjacji z rządem?

W oddziałach odbywają się spotkania komitetów strajkowych, przyjeżdżają delegacje szkół. Analizują sytuację, informują jakie są nastroje. Zastanawiają się, co mają robić w czasie strajku, bo nie mogą pracować, np. uzupełniać dzienników.

Nie wiemy, ile szkół będzie zamkniętych. To zależy od ludzi. Gdy cała załoga strajkuje, to szkoła nie będzie pracowała. Jeśli część się wyłamie, to zorganizują jakieś zajęcia z dziećmi. Ale nauczyciele są w tej chwili bardzo solidarni, niezależnie od przynależności związkowej chcą protestować  razem. Niewielka jest grupa jest osób, która nie przystąpi do strajku.

Dociera też do nas sporo informacji o osobach, które chcą się zapisać do ZNP. Na warszawskim Mokotowie tylko wczoraj zapisały się 74 osoby, część należała wcześniej do „Solidarności”.

Politycy totalnej opozycji się do was odzywają?

Nie, żadnych takich kontaktów nie mamy. A pana marszałka Bielana i innych polityków PiS, którzy insynuują, że to strajk polityczny, zapraszamy do szkoły, niech powiedzą nauczycielom w oczy, jak żyć – panie marszałku – za 1800 zł.

 

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press