"To wspólny protest nauczycieli i wszystkich innych pracowników szkół, a ich sytuacja bywa jeszcze gorsza, dramatyczna. Są panie sprzątające, które po 30 latach pracy dostają na rękę 1300 zł, a czeka je emerytura 1000 zł. Ich wynagrodzenia są dramatyczne. Także o ich zarobki walczymy" - mówi OKO.press Sławomir Broniarz w 5. dzień strajku

Piotr Pacewicz, OKO.press: Jaki był nastrój piątkowego (12 kwietnia 2019) prezydium zarządu głównego ZNP, w piątym dniu nauczycielskiego strajku? Nerwowo?

Sławomir Broniarz, przewodniczący ZNP: Nie, raczej spokojnie, ale dużo determinacji. Krążyły w mediach plotki, że ma być wygaszanie strajku albo zmiana formuły, ale w ogóle nie było o tym mowy. Przyjechali wszyscy szefowie 16 struktur regionalnych, przywieźli informacje wprost ze szkół. Wciąż dołączają kolejne szkoły, strajkujących prawie nie ubywa, w zachodniopomorskim np. z 652 szkół zrezygnowały cztery.

Chęć prowadzenia strajku dalej jest ogromna.

Nauczyciele i inni strajkujący pracownicy szkół są jednak bardzo zmęczeni, był to tydzień wyczerpujący i fizycznie, i emocjonalnie. Krążą opinie, że strajk polega na pogawędkach w pokoju nauczycielskim. Otóż nie, to jest wielki wysiłek psychiczny, napięcie, huśtawka nastrojów. Nauczyciele to przeżywają, to ich obciąża.

Dobra informacja jest taka, że wielu z nich uważa strajk za przeżycie generacyjne, które zapamięta się na całe życie.

Szefowie regionów przywieźli też informacje, że wielu nauczycieli chciałoby radykalizować strajk, przejść do strajku okupacyjnego. Najbardziej zdeterminowani są chyba w regionie zachodniopomorskim. Z miast – Szczecin, Wrocław, Poznań. Czyli ściana zachodnia (śmiech).

Dlaczego tam? Bo poparcie dla prawicowej władzy jest niższe?

W tych miejscach strajkujący mają szczególnie duże wsparcie rodziców i całych lokalnych społeczności. To ich upewnia, że walczą nie tylko o swoje 30 proc. podwyżki, ale o przyszłość Polskiej edukacji, o przyszłość Polski.

Strajk okupacyjny zablokowałby egzaminy ośmioklasisty od poniedziałku 15 kwietnia, a potem matury.

Ale zarząd ZNP tego nie zaleca. Decyzja zapadła jednogłośnie, że strajkujemy dalej jak do tej pory i domagamy się pilnych rozmów z premierem z udziałem zewnętrznego moderatora, rząd może sam go wskazać.

Czy moderator jest warunkiem przystąpienia do rozmów?

Nie, ale uważamy, że wyczerpała się formuła rozmów, jakie toczyliśmy z panią wicepremier Szydło, od której słyszeliśmy tylko w kółko, że możemy dołączyć do porozumienia rządu z „Solidarnością”, a o naszych postulatach w ogóle nie było mowy.

Żądania są takie same?

Tak, w złagodzonej po raz trzeci postaci, czyli 30 proc. podwyżki płacy bazowej w trzech ratach.

Trzy razy po 10 proc. to skumulowane 33 proc.

Mówimy o 30 proc. w trzech ratach. Pojawiły się pomysły, by wrócić do wyższego żądania 1000 zł dla każdego pracownika i każdej pracowniczki, ale zarząd je odrzucił.

Utrzymuje się wysoka mobilizacja strajkowa, choć presja na szkoły rośnie. W szkołach pojawiła się policja, nie wiadomo po co, ale to wywołało duże zaniepokojenie.

Inna forma presji, to żądanie, by podawać nazwiska strajkujących.

Na początku myśleliśmy, że to fake news, ale niestety nie. Dyrektorzy z adresu mailowego ministerstwa dostali informację, że do Systemu Informacji Oświatowej  mają wprowadzać nazwiska strajkujących nauczycieli.

Od razu uznaliśmy, że to nie jest legalne. Dyrektorzy nie mają takiego obowiązku. Na szczęście potwierdziła to natychmiastowa niemal reakcja pani Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, która stwierdziła, że prawo nie pozwala na gromadzenie takich informacji.

Czyli rząd łamie prawo, żeby zastraszyć nauczycieli.

Podobno przedszkola mają dość strajku?

Nie, strajkują nadal, ale mogę potwierdzić, że są pod ogromną presją rodziców. Dyrektorzy odbierają po kilkanaście, kilkadziesiąt telefonów dziennie.

Podobno niepedagogiczni pracownicy szkół mają poczucie, że o nich zapomnieliście, że na przykład zbiera się tylko na nauczycieli.

Nieprawda. Zainicjowana przez społeczny komitet zbiórka na fundusz strajkowy jest przeznaczona dla wszystkich strajkujących. Poza członkami ZNP, którzy mogą liczyć na związkowe wsparcie.

Wydawaliśmy już jasne oświadczenia, że protest jest wspólnym działaniem nauczycieli i wszystkich innych pracowników szkół, a ich sytuacja bywa jeszcze gorsza, dramatyczna. Są panie sprzątające, które po 30 latach pracy dostają na rękę 1300 zł, a czeka je emerytura 1000 zł. Ich wynagrodzenia są dramatyczne. Także o ich zarobki walczymy. Po powrocie do rozmów z rządem, chcemy o tym rozmawiać z minister Rafalską.

Co dalej?

Strajk trwa. Polega na niewykonywaniu pracy. Nauczyciele przychodzą w godzinach swojej normalnej pracy, tyle że nie pracują. Więc w święta w szkołach nas nie będzie. Chyba że to placówki całodzienne, wtedy strajkują na okrągło.

Rodzi się strajkowa kultura muzyczna. Nauczycielski pop. 

Tak, te protest songi. Nie wiedziałem, że nasi nauczyciele są tak utalentowani, komponują, piszą teksty, śpiewają. Zwrócił pan uwagę o czym najczęściej? Nie o pieniądzach, ale o godności i dumie naszego zawodu i o tym, jak władza nas poniża, lekceważy, wyśmiewa. To taki artystyczny udział w swego rodzaju negocjacjach z rządem. Który niestety jest mniej muzykalny.

Nauczyciele mają wreszcie czas, by się lepiej poznać. Na co dzień czasu mają mało.

Po zajęciach w jednej szkole biegną do innej, albo prowadzą kółka, mają nadgodziny i pędem do domu, bo tam rodzina i sprawdzanie klasówek. Teraz mają chwilę czasu, nawiązują nowe relacje, dużo ze sobą rozmawiają. Mogą wreszcie pogadać, także o tym, po co my właściwie tak się męczymy, czemu to służy. Takie zjednoczenie jest ogromną wartością.

Dyrektorzy są w trudnej sytuacji, zwłaszcza, że zagrożone są matury.

W bardzo trudnej. Odpowiadają za egzaminy, są bombardowani przez kuratorów mailami. Dostali zadanie egzaminów do wykonania, wszystko jedno czy z udziałem strażaków, czy urzędników. Ale relacje nauczycieli z dyrektorami są dobre, dyrektorzy przecież doskonale rozumieją, o co jest ten strajk, bo to oni mają trudności ze znalezieniem dobrej kadry. To, że egzamin gimnazjalny został przeprowadzony, to zasługa wielu nauczycieli, którzy nawet wbrew własnym interesom, próbowali zrozumieć sytuację dyrektorów i uczniów.

Odbywają się demonstracje poparcia. 

Wybieram się dziś w Warszawie na PLac Zamkowy. Inicjują je najczęściej grupy starszych uczniów i ich rodziców. Nauczyciele biorą w nich udział, żeby podładować akumulatory. Po dniach spędzonych w szkole, we własnym gronie, jest dla nas ważne, by zobaczyć na własne oczy, jak duże jest poparcie protestu.

Rząd liczy, że strajk się zmęczy. 

Nauczyciele mają świadomość, że to przećwiczona strategia z lekarzami czy osobami z niepełnosprawnością. Ale się nie poddajemy, mamy poczucie ogromnej siły. Skrzydeł dodaje nam codzienne wsparcie, demonstracje i takie wspaniałe gesty jak inicjatywa funduszu strajkowego, w który zaangażowały się  takie osoby jak prof. Adam Strzembosz czy prof. Maria Janion. Zbiórka idzie wspaniale – jest już grubo ponad dwa miliony.

Matury są zagrożone?

Strajkujemy, nie podejmujemy pracy. Może rząd pójdzie po rozum do głowy? A termin matur można zawsze przesunąć.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press