Co roku do Polski trafia kilkadziesiąt ton nielegalnego bursztynu z Ukrainy. To biznes wart miliony dolarów. Rękę na nim trzyma ukraińska mafia. Z przemycanego surowca powstaje polski towar eksportowy - biżuteria produkowana na Pomorzu.
Śledztwo dziennikarzy Superwizjera TVN i OKO.press

Gdańsk, ul. Mariacka. Światowe centrum bursztynu. Wystawy sklepów jubilerskich i stragany uginają się od bursztynowej biżuterii. Turyści, przede wszystkim ci z zagranicy, krążą w poszukiwaniu eleganckich kolczyków, wisiorków i bransolet. W końcu gdańscy bursztyniarze to znani na cały świat producenci biżuterii.

Kilka kilometrów dalej, w niewielkim centrum handlowym, sklep jubilerski prowadzą Olga i Ivan. Oprócz biżuterii, sprzedają surowy bursztyn.

„Ten jest po 150, ten po 200 złotych. Przy większych ilościach, mogę zmniejszyć cenę” – mówi Olga sięgając po torby schowane pod ladą. W sklepie zjawia się handlarz ze Szczecina. Jest umówiony z Ivanem. Gdy orientują się, że przysłuchujemy się ich rozmowie, wychodzą na zewnątrz, żeby dobić targu.

W międzyczasie targujemy się z Olgą. „A ten grubszy, po ile?” – pytamy. „Po 700 złotych za kilogram. Na te też nie ma papierów. Ivan przywiózł” – odpowiada Olga. „A z daleka to wieziecie?” – dopytujemy. „Z Ukrainy” – mówi handlarka.

Większe ilości Ivan i Olga są w stanie przywieźć w 2 tygodnie. „Możemy dla Pana wozić wszystko” – przekonuje Ivan. „Bez papierów?” – pytamy. „Bez” – potwierdza Olga. „Na Ukrainie nie ma papierów” – dorzuca Ivan.

„Papierów” czyli pozwoleń na wydobycie i dokumentów legalizujących bursztyn w Polsce. Wszystko wskazuje na to, że bursztyn – po ukraińsku bursztynowyj – który oferują Olga i Iwan pochodzi z przemytu.

„Polskiego bursztynu jest na rynku 10, maksymalnie 15 procent. Wszystko inne jest przemycane” mówi informator zajmujący się przerzutem towarów zza wschodniej granicy. Zanim zajął się bursztynem, szmuglował papierosy i alkohol. Ile bursztynu wjeżdża do Polski rocznie? Ja mogę sobie policzyć, że jakieś 60-70 ton najmniej. Kupa towaru, kupa kasy” – mówi przemytnik.

Jego szacunki potwierdzają handlarze bursztynem z wieloletnim doświadczeniem w branży. Według naszych źródeł, do Polski codziennie może trafiać nielegalnie nawet 200 kilogramów bursztynu.

Klondike po wykopkach

Na Ukrainie znajdują się jedne z najbogatszych złóż bursztynu na świecie. Najwięcej jest go w północno-zachodniej części kraju, w obwodach: wołyńskim, rówieńskim i żytomirskim. Oprócz Polski i Ukrainy, bursztyn występuje też w Rosji, na Litwie, Łotwie, Estonii i Białorusi. Jednak to właśnie Ukraina jest głównym dostawcą tego surowca do Polski.

Na początku Ukraińcy kopali go łopatami. Często, nie wiedząc, że jest cennym materiałem jubilerskim, używali go jako opału. Jednak kilka lat temu na Ukrainie zjawili się Polacy i pokazali miejscowym, jak szybciej – przy pomocy motopomp, które wyposażali w silniki od mercedesów sprowadzanych z Polski – wydobywać drogocenną żywicę.

Pompa kosztuje około trzech tysięcy dolarów. Fot. „Superwizjer” TVN

Szybko okazało się, że wydobycie i sprzedaż bursztynu to sposób na duży zarobek. Oleksandr Wasilijew mieszka w Klesowie na zachodzie Ukrainy. To były poszukiwacz bursztynu. Dziś lokalny polityk. „Zacząłem kopać bursztyn, bo trzeba było utrzymać rodzinę. Żona pracowała wtedy jako nauczycielka. Żyliśmy w słomianej chacie. Chciałem wybudować dla nas dom. Kto nie chciałby żyć lepiej? Wszyscy tego chcą. A innego wyjścia nie miałem. Tak trafiłem do branży. Jak wszyscy w naszych stronach” – opowiada Wasilijew.

W lasach zachodniej Ukrainy są Lasy setki miejsc, gdzie nielegalnie wydobywa się bursztyn. Poszukiwaczy nie obchodzi to, że ich działalność bezpowrotnie niszczy przyrodę.

KLIKNIJ NA STRZAŁKĘ, aby przewijać zdjęcia. Fot. „Superwizjer” TVN

Dlaczego ten biznes tak bardzo się opłaca? „Kilogram 50-gramowych bursztynów kosztuje 5 tysięcy dolarów. Jest to równowartość rocznego dochodu statystycznej rodziny w tym regionie Ukrainy” – mówi Sasza Nikolajczuk, radny miejski z Olewska.

Bursztynowa gorączka wybuchła, gdy w Kijowie trwał Euromajdan. Rewolucja i wojna na wschodzie Ukrainy doprowadziły do anarchii w regionie, w którym wydobywa się bursztyn. To wtedy kopanie stało się powszechne i wyjątkowo dochodowe. I wymknęło się spod kontroli władzom Ukrainy, które miały poważniejsze zmartwienia niż nielegalne kopalnie.

Mafia

„Kłopoty zaczęły się, kiedy pojawili się bandyci. Oni skupowali i organizowali wydobycie bursztynu. Mówili, że zorganizują nam kopanie i nikt nie będzie w tym przeszkadzał. Za ochronę i pracę w spokoju, musieliśmy im płacić jakąś sumę. Oni mieli układy. Trzeba było im dobrze płacić” – opowiada Oleksandr Wasilijew.

Ochroniarz wynajęty przez mafię pilnuje wydobycia Fot. „Superwizjer” TVN

Żeby kopać, trzeba opłacać się mafii – haracz wynosi od 300 do nawet 1000 dolarów dziennie od jednej pompy. Kwota rośnie wraz z zasobnością złoża. Za sam wstęp na wykopalisko mafia inkasuje kilkaset dolarów. Zyskiem mafiosi dzielą się ze skorumpowanymi policjantami, lokalnymi politykami, prokuratorami, a nawet służbami specjalnymi.

„We władzach w Kijowie są ludzie, którzy kontrolują nielegalne wydobycie bursztynu. Chociaż uwierzcie mi, że dzisiaj można by było w ciągu kilku tygodni wszystko zalegalizować. Władza w Kijowie dokładnie wie, co się dzieje w naszym regionie. Ale pieniądze płyną do niej. Władza nie jest zainteresowana, żeby to zmienić. Jeśli jest bursztyn, nie będą tego legalizować. Musicie zrozumieć, że to są miliony dolarów tygodniowo” – mówi Sasza Nikolajczuk, radny z Olewska.

Wiedza o nielegalnym wydobyciu bursztynu na zachodzie kraju jest wśród Ukraińców powszechna. Nieliczni ukraińscy dziennikarze decydują się, by ujawniać, kto stoi za bursztynowym biznesem.

„Największe wykopki, na których byłem – a mam z nich ekskluzywne nagrania wideo, byłem jedynym dziennikarzem, który nie bał się tam pojechać – odbywały się na 2 hektarach lasu. Było tam 20 tysięcy ludzi. Policja w te miejsca nie jechała, bo się bała.” – opowiada Dima, dziennikarz z Równego. Dodaje, że oprócz gróźb, wynajęci przez mafię ochroniarze, chcieli go przekupić. „Raz podszedł człowiek z mafii i mówi: »Widzisz tego nowego range rovera? On jest twój, jeśli nam oddasz kamerę z tym co dzisiaj nagrałeś«” – wspomina dziennikarz.

Sasza Nikolajczuk, zanim został radnym, jeszcze jako dziennikarz, także próbował nagłośnić problem nielegalnego wydobywania bursztynu. Napadli go bandyci. „Kim byli ci ludzie? To byli sportowcy zajmujący się napadami i rozbojami na zlecenie mafii” – wspomina radny.

Mafia dotkliwie pobiła Saszę. Trafił do szpitala. Fot. „Superwizjer” TVN

Również Wasilijewa, lokalnego polityka, który chciał walczyć z nielegalnym wydobyciem, dosięgnął gniew mafii. „Do domu wrzucili mi granat. Chcieli mnie w ten sposób uciszyć. Policja nie znalazła sprawców” – wspomina.

Z nielegalnym wydobyciem walczą specjalne policyjne grupy. Major Wołodomyr Korkosz jest szefem grupy z Równego – miasta położonego 3 godziny jazdy od polskiej granicy. Pokazuje nam magazyn, gdzie przechowywane są motopompy. „Zarekwirowaliśmy je na przestrzeni ostatnich czterech, pięciu lat. W każdym regionie mamy podobny magazyn. Największe wydobycie było w 2014 roku. Cała policja wyjechała wtedy do Kijowa na Euromajdan. Nie było nadzoru nad złożami bursztynu. Miejscowi zarabiają na nielegalnym wydobyciu bursztynu i nie płacą przy tym żadnych podatków” – mówi major.

Ukraińska policja rekwiruje pompy, ale nielegalny biznes wydobywczy dalej kwitnie. Fot. „Superwizjer” TVN

Bursztynowy szlak

Marzec 2016. Noc. Most na przejściu granicznym w Dorohusku. Do Pawła G., kierowcy polskiej ciężarówki załadowanej peletem opałowym, dosiada się Vasyl G. Polski kierowca zgłasza na odprawie celnej, że wiezie palety z materiałem opałowym. Celnicy sprawdzają zawartość naczepy. Na paletach, oprócz peletu, znajdują ukryte worki z bursztynem. Z akt sprawy największego wykrytego przez polskie służby celne przemytu wynika, że przemytnicy próbowali wwieźć półtorej tony bursztynu, wartego 24 miliony złotych.

Zanim celnicy odkrywają nielegalny towar, Vasyl G. informuje, że ciężarówka jest przeciążona. Dlatego w odwodzie czeka samochód dostawczy, na który przeładuje nadbagaż. Paweł G. twierdzi, że nie miał pojęcia o tym, że wiezie bursztyn. W zeznaniach wspomina jedynie o dodatkowym, nocnym załadunku w Kownie – to wtedy, jak podejrzewa, do peletu przemytnicy z Ukrainy dołożyli worki z bursztynem.

Vasyl G. przygotowany jest na to, że celnicy odkryją bursztyn. Przedstawia celnikom faktury, z których wynika, że surowiec na polskiej ciężarówce pochodzi z Mołdawii. A kupił go klient z Hongkongu. Ładunek ma być dostarczony na lotnisko w Warszawie – stamtąd ma lecieć na daleki wschód. Celnicy nie dają wiary dokumentom i sprawa trafia do prokuratury.

W czasie procesu obrońcy podejrzanego o przemyt Vasyla G. dostarczyli do sądu kolejne faktury, potwierdzające transakcję między firmą z Mołdawii a obywatelem Chin. Nie wyjaśnili, dlaczego- jeśli transakcja była legalna, bursztyn przewożono ukryty w pelecie. Ale sąd ostatecznie dał im wiarę i uniewinnił przemytników. Prokuratura wyrok zaskarżyła do Sądu Najwyższego, ale spornego bursztynu w Polsce już nie ma. Celnicy przekazali go pełnomocnikom obywatela Chin i załadowano go na samolot lecący do Hongkongu.

Celnicy znaleźli na polskiej ciężarówce 1,5 tony bursztynu.

Przemyt bursztynu z Ukrainy przez Polskę i dalej w świat to sposób by nadać mu markę „made in Poland”.

Nasz informator brał udział w akcji w Dorohusku. Okazało się, że przechwycony transport był tylko przykrywką. Kiedy celnicy zajmowali się zatrzymanym tirem, mafia przemyciła o wiele większy ładunek. „Było halo do celników w sprawie tego przemytu. Ale chwilę później przejechało 16,5 ton” – mówi nasz informator.

Duże ilości bursztynu przemycane są na wiele sposobów: ukryte w samochodach, tirach nawet na pontonach, płynących przez graniczne rzeki. Wysoko postawiony członek bursztynowej mafii, którego udało nam się namówić na rozmowę o bursztynowym biznesie na Ukrainie, odpowiada enigmatycznie: „Powiem tak. Są pewni ludzie u nas. Są pewni ludzie u was. Korupcja jest wszędzie”.

Informator z półświatka, działający już po polskiej stronie, mówi jeszcze bardziej wprost: „Wszyscy na granicy są skorumpowani”.

Nie wiadomo, ile bursztynu jest w obrocie w Polsce, ani ile biżuterii produkuje się w Gdańsku. Statystyk nie prowadzi nawet Krajowa Izba Gospodarcza Bursztynu. Według Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników w Polsce, branża zaopatruje się w bursztyn przede wszystkim nad polskim Bałtykiem oraz na Litwie – choć w Polsce, styczniu 2018 roku wygasła ostatnia licencja na wydobycie tego surowca.

O przemycie z Ukrainy, wspomniał w kwietniu br., podczas Regionalnej Konferencji Konsultacyjnej na temat polityki surowcowej, wiceminister środowiska i główny geoleog kraju – Mariusz Orion-Jędrysek. „Bursztyn to nasze dobro narodowe. Niestety według szacunków resortu jedynie ok. 0,6 ton bursztynu, z około 10 ton znajdujących się rocznie w obrocie, jest pozyskane legalnie” – mówił.

Podane przez wiceministra dane pochodzą z wyliczeń Krajowej Administracji Skarbowej, która zsumowała wagę bursztynu przechwyconego przez celników w zeszłym roku. Nie uwzględniają jednak bursztynu, którego celnikom nie udało się wychwycić. A według ludzi zajmujących się przemytem, to nawet kilkadziesiąt ton rocznie.

Zapotrzebowanie na drogocenny surowiec nie spada. Wyroby z bursztynu są chlubą Gdańska i wizytówką Polski na świecie. Zrobione z bursztynu ozdoby noszą gwiazdy muzyki i celebryci. Bursztynową biżuterię w czasie pobytu w Polsce dostali w prezencie od władz Gdańska m.in. księżna Kate i książę Wiliam.

Materiał powstał we współpracy z Anastasią Moroz i Jurijem Opoką z Fundacji Reporterów.


Współzałożyciel Koła Naukowego Dziennikarstwa Śledczego Uniwersytetu Warszawskiego oraz studenckiego bloga dziennikarskiego Wariograf.org. W 2016 r. nominowany do nagrody Grand Press w kategorii „News”. Laureat konkursu reporterskiego „Widoki” w kategorii reportaż społeczny i polityczny. Współpracuje z Fundacją Reporterów.

Patryk Szczepaniak
Patryk Szczepaniak

Dziennikarz "Superwizjera" TVN

Jakub Stachowiak

Dziennikarz "Superwizjera" TVN


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym