Brudziński chwali Policję za zatrzymanie znanej aktywistki. Wbrew ocenom ekspertów twierdzi, że zatrzymanie było zgodne z prawem. Sama policja zaś porównuje rozklejanie kartek z Maryją w tęczowej aureoli do... dewastacji meczetu w Kruszynianach. Zarówno służby jak i minister uparcie łączą przestępstwa z nienawiści z happeningami aktywistów

Sprawa Maryi z Tęczą rozwieszaną przez Elżbietę Podleśną dotyczy nie tylko wolności wypowiedzi i obrazy uczuć religijnych, ale również sposobu działania policji. Kilku policjantów zapukało do drzwi aktywistki we wtorek o 6 rano (Brudziński poprawił wersję Podleśnej: „Policja zapukała do pani Podleśnej o godzinie 07:00, a nie wtargnęła o godzinie 06:00, jak to się przedstawia”). Przeszukano jej mieszkanie i samochód, zabezpieczono dowody. To jednak nie wystarczyło funkcjonariuszom, którzy Podleśną zatrzymali na kilka godzin i przewieźli do Płocka na przesłuchanie.

Joachim Brudziński w wywiadzie dla PR 24 broni tej akcji i dodaje, że „poruszonych i wzburzonych rzekomą nadgorliwością policji odsyła na stronę policji, gdzie jest to dokładnie opisane, łącznie z odesłaniem do konkretnych przepisów Kodeksu karnego w tej sprawie”.

Na stronie policji rzeczywiście w komunikacie znajduje się odesłanie do przepisu kodeksu karnego – tego, który penalizuje obrazę uczuć religijnych, czyli art. 196. Policja przywołuje również art. 303 kodeksu postępowania karnego, który mówi tylko o tym, jakie są przesłanki wszczęcia śledztwa.

A nie do tego odnoszą się zarzuty.


"Zatrzymanie i postępowanie (w sprawie Elżbiety Podleśnej - przyp.red.) było absolutnie zgodne z prawem"

Joachim Brudziński, PR24 - 08/05/2019

09.02.2018 Rzeszow , minister spraw wewnetrznych i administracji Joachim Brudzinski podczas odprawy ministra z szefami sluzb oraz komendantami z wojewodztwa podkarpackiego . Fot. Grzegorz Bukala / Agencja Gazeta


Okoliczności wskazują na to, że zastosowane przez policję środki były nieproporcjonalne i miały charakter represyjny


Po co zatrzymywali?

Główną wątpliwością w działaniach policji jest to, dlaczego w ogóle doszło do zatrzymania Elżbiety Podleśnej. Zatrzymanie nie jest standardową procedurą wobec osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa i kodeks postępowania karnego wymienia przypadki, w których się je stosuje. Chodzi między innymi o sytuacje, gdy:

  • istnieje prawdopodobieństwo, że podejrzana osoba może zbiec lub ukryć się;
  • gdy może chcieć zatrzeć ślady przestępstwa;
  • gdy podejrzewa się ją o dokonanie przestępstwa z użyciem przemocy na szkodę osoby współzamieszkującej;
  • gdy podejrzana jest o przestępstwo z użyciem broni palnej, noża lub innego niebezpiecznego przedmiotu.
  • zobacz art. 244 kodeksu postępowania karnego

    § 1. Policja ma prawo zatrzymać osobę podejrzaną, jeżeli istnieje uzasadnione przypuszczenie, że popełniła ona przestępstwo, a zachodzi obawa ucieczki lub ukrycia się tej osoby albo zatarcia śladów przestępstwa bądź też nie można ustalić jej tożsamości albo istnieją przesłanki do przeprowadzenia przeciwko tej osobie postępowania w trybie przyspieszonym.
    § 1a. Policja ma prawo zatrzymać osobę podejrzaną, jeżeli istnieje uzasadnione przypuszczenie, że popełniła ona przestępstwo z użyciem przemocy na szkodę osoby wspólnie zamieszkującej, a zachodzi obawa, że ponownie popełni przestępstwo z użyciem przemocy wobec tej osoby, zwłaszcza gdy popełnieniem takiego przestępstwa grozi.
    § 1b. Policja zatrzymuje osobę podejrzaną, jeśli przestępstwo, o którym mowa w § 1a, zostało popełnione przy użyciu broni palnej, noża lub innego niebezpiecznego przedmiotu, a zachodzi obawa, że ponownie popełni ona przestępstwo z użyciem przemocy wobec osoby wspólnie zamieszkującej, zwłaszcza gdy popełnieniem takiego przestępstwa grozi.

    (…)

W oświadczeniu, na które powołuje się Brudziński, jest ciekawy fragment:

„W trakcie przeszukania pomieszczeń oraz pojazdu należącego do kobiety ujawnili kilkadziesiąt przerobionych zdjęć z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. W związku z tym, że istniało uzasadnione przypuszczenie, że kobieta popełniła to przestępstwo, zachodziła obawa, że będzie chciała pozbyć się pozostałych materiałów. 51-letnia kobieta została przewieziona do Komendy Miejskiej Policji w Płocku, aby wykonać dalsze czynności w tej sprawie”.

Zatem płocka policja miała:

  • tożsamość osoby podejrzanej;
  • nagrania z monitoringu;
  • zabezpieczone materiały rozwieszane wokół kościoła w Płocku;
  • materiały zdobyte w trakcie przeszukania domu i samochodu podejrzanej.

Mając to wszystko, zdecydowali się na zatrzymanie Elżbiety Podleśnej, bo jak głosi komunikat, „zachodziła obawa, że będzie chciała się pozbyć pozostałych materiałów”. O jakie pozostałe materiały chodzi? I gdzie zamierzała ich szukać policja, skoro przeszukali już dom i samochód? Według tej wersji wydarzeń wygląda na to, że policja po prostu nie miała podstaw do zastosowania zatrzymania.

Represja bez powodu

Opis wydarzeń z perspektywy Elżbiety Podleśnej wygląda podobnie. Po zabezpieczeniu materiałów policja (a było to aż ośmiu policjantów!), jak sami informowali, miała wystawić nakaz stawiennictwa. W trakcie czynności dostali jednak telefon z komendy, by dostarczyć ją na komisariat. Szczegóły opisywaliśmy w tekście:

Elżbieta Podleśna jest znaną aktywistką, ma w sądzie kilka spraw. Stawia się na przesłuchania, rozprawy. Zdaniem ekspertów Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka z uwagi na te fakty działanie organów ścigania „może być odebrane jako celowo zastosowana represja”. Jak podkreśla w swoim komunikacie HFPC, służby naruszyły konstytucyjną zasadę proporcjonalności oraz normy prawa karnego.

Policja i Brudziński porównują do Pruchnika

„Ponawiam pytanie do wszystkich oburzonych. Dlaczego biliście brawo polskiej policji, gdy reagowała na zachowania w Pruchniku? Tam policja była chwalona, gdy reagowała” – pyta jeszcze retorycznie Joachim Brudziński w PR 24.

Tę samą narrację stosuje w swoim oświadczeniu Polska Policja:

„Jeszcze raz podkreślamy, że Policja zachowałaby się tak samo w przypadku zawiadomienia o przestępstwie dotyczącego obrażania uczuć religijnych wyznawców każdej innej religii. Przykładem takich działań policjantów była szybka reakcja na wydarzenia, które miały miejsce w Pruchniku czy w przypadku profanacji meczetu w 2014 roku. Nie ma i nie będzie przyzwolenia na obrażanie w naszym kraju uczuć religijnych”.

Tam, gdzie Brudziński „tylko” manipuluje, Policja posuwa się jednak do kłamstwa.

W związku z Pruchnikiem nie jest prowadzone śledztwo w sprawie obrazy uczuć religijnych. Komenda Wojewódzka Policji w Rzeszowie informowała, że dwaj mężczyźni usłyszeli zarzut nieobyczajnego wybryku, jeden z nich dodatkowo zarzut nieostrożnego obchodzenia się z ogniem, a drugi – tamowania drogi publicznej.

Wydarzenia w Pruchniku w ogóle nie dotyczą obrazy uczuć religijnych, bo kukła Judasza nie jest przedmiotem kultu religijnego, tylko wyobrażeniem Żyda. Podobnie jak w przypadku spalenia kukły Żyda przez Piotra R., mamy tu do czynienia z nawoływaniem do nienawiści na tle różnic narodowościowych lub wyznaniowych, czyli naruszeniem art. 256 kodeksu karnego. O tym, czy komuś postawiony będzie taki zarzut zdecyduje Prokuratura Okręgowa, do której trafiły policyjne materiały z Pruchnika.

To samo dotyczy „profanacji meczetu w 2014 roku”. Policji musi chodzić o zdewastowanie meczetu i cmentarza w Kruszynianach. W lipcu 2014 ktoś na ścianach świątyni wysprejował wielką świnię, znak Polski Walczącej, kości, czaszki, oznaczył drzwi wejściowe wielkim X-em. Śledztwo w tej sprawie obejmowało zniszczenie mienia i obrazę uczuć religijnych, ale po kilkunastu miesiącach zostało umorzone. Sprawców nie udało się jednak wykryć. Podlaskiej policji musiało zabraknąć gorliwości policji mazowieckiej.

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym