Po brutalnej akcji policji i straży leśnej jedna z maszyn odjechała już ciąć drzewa w Puszczy Białowieskiej. Protestujący próbują zatrzymać drugą - potężnego harvestera. O 11.20 policja skuła kajdankami i zaciągnęła do wozu dwóch aktywistów, reszta siedzi pod kołami maszyny. Zagrożona jest aktywistka, która tkwi sześć metrów nad ziemią, na stalowym trójnogu

Akcja zaczęła się nad ranem na granicy nadleśnictw Białowieża i Hajnówka. Aktywiści zablokowali dwie maszyny do wycinki lasu i apelują do naukowców z PAN o wizję lokalną: ścinane są drzewa bez korników.

Aktywiści chcą zabezpieczyć materiały dowodowe i pokazać, że leśnicy działają wbrew przepisom UE i porozumieniu z UNESCO. Wycinane są martwe drzewa, na których nie ma korników. Takie drzewa powinny pozostać w Puszczy, nie stanowią dla niej żadnego zagrożenia.

Po kilku spokojnych godzinach policja i straż leśna przystąpiły do rozprawy z protestującymi, w której – jak pisze Greenpeace – brali bezprawnie udział operatorzy maszyn. Jedna z maszyn – potężny forwarder – już wyjechała.

O 12.00 trwa nerwowa przepychanka. Wyjazd harvestera blokuje stalowy trójnóg rozstawiony przez protestujących. Na jego szczycie, na wysokości 6-7 metrów, siedzi młoda aktywistka Greenpeace Wioletta Smul, alpinistka, a kierowca harvestera próbuje rozkręcić konstrukcję. Dziewczyna krzyczy, że spadnie, poprosiła o interwencję policjanta i policjantkę. Policjant poradził jej, by zadzwoniła do rzecznika policji albo na numer 997.

Wioletta Smul zasłynęła udziałem w międzynarodowej akcji ekolożek w 2013 roku. Jako jedyna z grupy dotarła na szczyt najwyższego budynku Europy, londyńskiego Shard (o kształcie cygara). Zamachała stamtąd flagą Greenpeace’u w okna koncernu Shell w sąsiednim biurowcu i rozwiesiła baner „Save The Arctic”.

Akcja była protestem przeciwko odwiertom, jakie robi Shell w Arktyce. W 2015 roku Shell zrezygnował z poszukiwania ropy w Arktyce.

Na drugim trójnogu siedzi inny aktywista Greenpeace – 26-letni Łukasz Supegan, który nie niepokojony przez nikogo fotografuje z góry to co się dzieje.

O 13:03 nadjeżdża wóz straży pożarnej z Hajnówki typ SHD, z 25 metrowym podnośnikiem, żeby ściągnąć z trójnoga Wiolettę Smul. Naklejki informują, że został zakupiony dzięki środkom Unii Europejskiej. Strażacy odmawiają jednak interwencji dopóki w pobliżu są inni ludzie, a protestujący nie chcą się odsunąć. Impas trwa.

O 13:34  dowodzący akcją strażak powiedział OKO.press, że straż tylko wypożycza sprzęt, a samą akcję musi wykonać policjant: wejść do kosza i w jakiś sposób ściągnąć dziewczynę. Tymczasem Wioletta Smul, podciągnęła się wyżej na sam szczyt trójnoga i trzyma w ręku „Stop wycince Puszczy Białowieskiej”. Policja się naradza, nie wie co robić.

W oświadczeniu z godz. 12:04 Greenpeace zapowiada, że protest trwa. Zwraca uwagę, że w interwencji „brały udział również osoby postronne – operatorzy maszyn – nie są przeszkoleni do tego typu działań. Stanowiło to bezpośrednie zagrożenie zdrowia i życia pokojowo protestujących aktywistów”.

  • Oświadczenie Greenpeace z godz. 12:04

    Oświadczenie Marianny Hoszowskiej, rzeczniczki Greenpeace Polska

    Na prośbę Lasów Państwowych policja rozpoczęła przed południem próbę siłowego usunięcia aktywistów Greenpeace, Dzikiej Polski oraz przedstawicieli lokalnej ludności, blokujących ciężki sprzęt do wycinki Puszczy Białowieskiej. W interwencji brały udział również osoby postronne – operatorzy maszyn – nieprzeszkolone do tego typu działań. Stanowiło to bezpośrednie zagrożenie zdrowia i życia pokojowo protestujących aktywistów. Mimo siłowej interwencji policji część aktywistów pozostaje na miejscu i kontynuuje protest. Cały czas blokowana jest jedna z maszyn. Dwoje aktywistów protestuje na wysokości, są przypięci do trójnogów.

    Aktywiści protestują, by uniemożliwić niszczenie Puszczy i wywożenie dowodów nielegalnych wyrębów. Są gotowi kontynuować blokadę do czasu wizji lokalnej naukowców. Likwidacja blokady to kolejna próba ukrycia niszczących dla Puszczy działań Jana Szyszki i jego ludzi, działań niezgodnych z przepisami polskimi i unijnymi oraz naszymi międzynarodowymi zobowiązaniami. Jest to tym bardziej karygodne, że dzieje się kilka dni po opublikowaniu przez UNESCO dokumentu, z którego wynika, że do Puszczy powinna udać się misja monitoringu kontrolnego, w celu sprawdzenia sytuacji z wycinkami.

Protest godzina po godzinie

Przed 6.00 rano 8 czerwca 2017 roku protestujący otoczyli maszyny białą plastikowa taśmą, rozstawili namiot, na metalowych trójnogach rozpięli banery. Stanęli przy maszynach. 50 metrów dalej jest leśnictwo Wilczy Jar, niedaleko wieś Czerlonka.

O 6.53 przyjechała policja. Podjeżdżają kolejne samochody policyjne i straży leśnej, przed 8.00 jest ich już 11. Wokół protestujących kręci się kilkunastu strażników leśnych, kilkoro policjantów. Strażnicy fotografują aktywistów i wszystkie inne osoby, z bliska, jakby robili nam zdjęcia do dowodu osobistego.

O 8:28 policja i straż leśna przystępują do legitymowania protestujących. Informują, że akcja jest nielegalna. Aktywiści podają dowody osobiste. Komendant straży leśnej Nadleśnictwa Hajnówka Paweł Wiszniewski, wysoki facet z rudą brodą, grozi, że jeśli nie przerwą protestu „zostaną usunięci siłą”.

Już wcześniej zdenerwowany kierowca harvestera z komercyjnej firmy spod Giżycka dwukrotnie przedarł się do swojej maszyny, zerwał niej baner. „Wkurzyłem się” – powiedział. Ktoś tłumaczy, że kierowca traci dniówkę.

Około 9.20 policjanci zaczęli wręczać protestującym wezwania na jutro do komendy do Hajnówki. Nikt nie pokwitował ich przyjęcia.

Ok. 9.30 przyjechała samochodem kobieta z dzieckiem, mieszkanka jednej z pobliskich miejscowości, by wyrazić solidarność z protestującymi. Straż Leśna ją zatrzymała, chciała wylegitymować, kobieta odmówiła, wtrąciła się policja. Zarzuciła kobiecie, że nielegalnie parkuje, choć obok stoi kilkanaście innych samochodów. Słońce stoi już wysoko nad lasem, ciepło, trwa poranny ptasi koncert, niestety, jest też masa komarów.

Ok. 9.57 kierowcy uruchomili silniki w maszynach, do których przypięci są protestujący. Pod ogromnym kołem harvestera siedzą Anna Błachno, współpracowniczka Dzikiej Polski i Radosław Ślusarczyk z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot. Takie koło jest większe od człowieka. Po chwili dołączyły do nich Natalia Płatecka, fizjoterapeutka i dziennikarka Monika Libicka, obie z Warszawy.

Przed 11.00 doszło do akcji policji i strażników leśnych. Oderwali siłą protestujących od forwardera i po chwili maszyna odjechała do lasu. Policja próbuje odblokować harvestera. Jedenastka aktywistów wciąż blokuje wyjazd maszyny.

O 11.15 policja brutalnie zatrzymała Adama Bohdana, jednego z szefów Dzikiej Polski i Michała Książka, pisarza i podróżnika. Policjanci ciągnęli ich po ziemi, skuli kajdankami, wrzucili do policyjnego wozu. Zaatakowani krzyczeli z bólu. Reszta protestujących nadal siedzi na ziemi.

O 12:45 zatrzymani zostali wypuszczeni „pod warunkiem, że nie będą już protestować”.

O co chodzi protestującym – czytaj w poprzedniej relacji.



Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym