Dramatyczne Zgromadzenie Sądu Najwyższego. Ostatnie takie przed przejęciem przez PiS. Za rok może nie być wielu sędziów i I prezes SN Małgorzaty Gersdorf. Padały apele o odwagę. "Bo jeśli sędzia się boi, to traci atrybut niezależności i staje się narzędziem w rękach państwa". I o to by sądy przejęły rolę Trybunału Konstytucyjnego, by bronić obywateli

Na dorocznym Zgromadzeniu Ogólnym Sądu Najwyższego padł apel do sędziów, zwłaszcza młodych, by nie szli na układ z władzą PiS, która chce spacyfikować sądy i przejąć nad nimi kontrolę.

Na Zgromadzeniu było dużo dziennikarzy, bo to prawdopodobnie ostatnie Zgromadzenie w takim składzie i z tak odważnymi przemówieniami. Za rok SN może być już inny. Pierwsza prezes SN Małgorzata Gersdorf przedstawiła sprawozdanie z pracy Sądu za  2016 rok.

Znana z bezpośredniości i ostrego języka oraz otwartej krytyki poczynać PiS w wymiarze sprawiedliwości tym razem ograniczyła się do suchego sprawozdania z małym komentarzem na koniec: „Przyszłość nie jawi się różowo, bo nie wiemy co będzie, ale nie ma się co martwić, trzeba orzekać dalej”. Może dlatego była oszczędna w słowach, bo płomienną mowę w obronie sądów i oskarżenie pod adresem PiS wygłosiła dwa tygodnie temu na Kongresie Prawników Polskich.

Ministerstwo sprawiedliwości szykuje czystkę personalną, oraz próbuje podważyć legalność wyboru samej Gersdorf. W czerwcu na wniosek posłów PiS ma to zbadać Trybunał Konstytucyjny, opanowany przez nominatów PiS.

Znacznie więcej i ostrzej mówili inni. Emerytowany sędzia Sądu Najwyższego Józef Musioł, szef stowarzyszenia sędziów SN, wygłosił dramatyczną mowę. Mówił jako ten, który zaraz „przeprawi się na drugi brzeg”, ma 84 lata.

Musioł do PiS: zamiast urządzać czystki, oczyśćcie się z głupoty i nienawiści

Zaczął od tego, że osoby piastujące najważniejsze funkcje w państwie atakują i podważają autorytet sdów, który będzie trudno potem odbudować. Że „młody człowiek piastujący funkcje państwowe” wzywa by sędziowie się oczyścili – to aluzja do wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, który na Kongresie Prawników Polskich zaatakował sędziów.

Musioł życzył mu by się sam oczyścił z głupoty i nienawiści. Za te słowa dostał gromkie brawa.

Ostrzegał, że ataki na sędziów przeniosą się na salę rozpraw, bo obywatele zaczną zachowywać się jak politycy, czując przyzwolenie władzy. Apelował o odpowiedzialność za słowo, bo wymiar sprawiedliwości jest delikatny.

„Karmienie społeczeństwa kłamstwami służy obniżeniu wiarygodności sędziów, ale wolność obywatele będą mieli zagwarantowaną, gdy będą silne sądy” – podkreślał. Mówił, że słyszy od części sędziów, że się boją, bo nic nie jest pewne i nie wiedzą, czy będą przesuwać sędziów np. z północy kraju na południe.

„W środowisko sędziów wkracza strach, a jeśli sędzia się boi, to traci atrybut niezależności i staje się narzędziem państwa”

– mówił poruszony. Dodał: „Z bólem serca mówię, że tak oficjalnego braku szacunku do prawa ze strony władzy wykonawczej i ustawodawczej jeszcze nie było. Chyba, że cofniemy się do czasów stalinowskich”.

Po tych słowach wiedząc, że zaraz zlustrują go prawicowi dziennikarze, opowiedział swój życiorys. Pochodzi spod Wodzisławia, jest synem uczestnika trzech powstań śląskich. W tych powstaniach brali też udział wujowie. W dzieciństwie był łącznikiem AK, jego krewny był dowódcą w AK. Po wojnie skonfiskowano jego rodzinie majątek, bo byli uważani za kułaków. Prawo skończył na UJ. Na studiach spał na dworcu, a potem w akademiku jak były wolne łóżka, bo był synem „kułaka” i nie było dla niego miejsca.

Podkreślał jednak, że UJ dał mu nie tylko wiedzę, ale też odwagę i wierność prawdzie. Potem wspinał się po szczeblach sędziowskich. Pod koniec PRL-u był wiceministrem sprawiedliwości oraz badał zbrodnie hitlerowskie w Polsce. Po to opowiedział swój życiorys, by pokazać, że ma prawo ostrzegać przed tym co dziś grozi sądom.

„Boję się by nam się nie przydarzyła tragedia poprzez niewidzenie niebezpieczeństw. Nikogo nie oskarżam, ale zwracam uwagę na znaki ostrzegawcze, które nie powinny być lekceważone” – tłumaczył emocjonalne przemówienie.

Na koniec apelował do młodych sędziów: „Nie dajcie się zwieść szybkim awansom, macie być odważni, nie bójcie się”.  Przypomniał, że sędzia ma też honor i godność. Sędziowie nagrodzili go gorącymi brawami. Jego wystąpienia wysłuchał obecny na sali prezydencki minister Andrzej Dera.

Bodnar: trzeba mówić tak, tak, nie, nie

Dobre przemówienie miał też Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. Mówił, że w 2016 r. zakwestionowano autorytet Trybunału Konstytucyjnego i nie jest on już niezależnym sądem konstytucyjnym. Podważono też niezależność sądów.

„Nic teraz nie jest pewne” – podkreślał. Mówił, że choć formalnie nie zmieniono konstytucji, to robi się to w praktyce. Dlatego ważna jest rola Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, które mogą oceniać zgodność przepisów z konstytucją.

„Sądy nie zastąpią Trybunału, ale to nie znaczy, że powinny zrzec się odpowiedzialności. To jest wielkie zadanie, czas próby”

– mówił Bodnar. Przypomniał, że obywatele mogą pytać sądy, czy inne instytucje co zrobiły by bronić ich praw. Chwalił SN za wyroki, w których bronił praw m.in. osób psychicznie chorych często bezpodstawnie zamykanych w więzieniu, Romów przed mową nienawiści, oraz ofiar internetowych hejterów.

Podkreślił, że służenie w ten sposób obywatelom możliwe jest tylko dzięki niezależności SN. „Nie mają znaczenia interesy polityczne, ekonomiczne, biznesowe, a wyłącznie prawo” – zaznaczał. Podziękował prezes Gersdorf za odwagę w obronie sądów przed atakami polityków.

„To nie obrona przywilejów i zaszczytów. Celem jest obrona wszystkich obywateli, całego społeczeństwa przed atakiem na niezależną trzecią władzę. Niezależne sądy służą właśnie obywatelom” – mówił.

Kończył słowami: „To jest ten moment historii kiedy trzeba mówić „tak, tak, nie, nie” niezależnie od konsekwencji, jakie osobiście za to możemy ponieść.

Biernat

Za niezależnością sądów i innych instytucji państwowych opowiedział się prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski, którego też może zmieść „dobra zmiana”. Mówił, że

nigdy nie pozwoli na kontrolę NIK, która naruszałaby niezależność sądów.

Ostatnie publiczne wystąpienie miał wiceprezes TK Stanisław Biernat, któremu za miesiąc kończy się kadencja w TK, a obecnie jest na przymusowym urlopie. Zastrzegł, że wypowiada się w swoim imieniu. Mówił, że teraz trzeba przejść od sprzeciwu wobec zmian w wymiarze sprawiedliwości do ochrony i odbudowy państwa prawa. Chwalił SN, że zdał egzamin z ochrony konstytucji i trójpodziału władzy, oraz że w ten sposób dał sobie najlepsze świadectwo w 100 rocznicę powołania Sądu Najwyższego. Liczy, że ocenę zgodności przepisów z konstytucją sądy przejmą teraz od zdominowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego. Na „okres przejściowy”, bo wierzy, ze TK się odrodzi.

List od prezydenta

Na zgromadzeniu SN nie było przedstawicieli Sejmu, Senatu, ministra sprawiedliwości i Trybunału Konstytucyjnego. Oficjalnie z natłoku zajęć. W czasach przed rządami PiS byłoby to nie do pomyślenia, ale obecna władza lekceważy sądy. Był tylko minister Dera który przeczytał list od prezydenta Andrzeja Dudy. Prezydent pochwalił rolę SN i zapewniał, że czeka na głos sędziów w kwestii ram ustrojowych w których „osadzone” jest sądownictwo oraz w sprawie zmiany Konstytucji.

Łagodna wymowa listu zaskakuje, bo jeszcze dwa tygodnie temu w liście do Kongresu Prawników Polskich Andrzej Duda opowiedział się po stronie „reform” PiS. Ostrzegł  sędziów, by ograniczyli udział w debacie publicznej i nie „recenzowali działań pozostałych władz”.  Min. Dera gdy czytał tamten list na Kongresie został wybuczany, a prawnicy krzyczeli „Konstytucja”. W co więc teraz gra prezydent? Bo PiS nie wycofuje się z planów przejęcia sądów i spacyfikowania sędziów.

Dwa etapy demolki sądów

Prawicowa prasa podaje, że zmiany w sądach to jedna z rzeczy, którą jeszcze chce przeprowadzić Jarosław Kaczyński przed najbliższymi wyborami. Tę determinację potwierdza wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak (notabene sędzia), który w poniedziałkowej „Rzeczpospolitej” zdradził plany resortu sprawiedliwości.

Przejęcie kontroli nad sądami rozłożone jest na dwa etapy. Jedną ustawą PiS chce przejąć kontrolę nad Krajową Radą Sądownictwa, która broni niezależności sądów i decyduje o awansach. Inną ustawą kontrolę przejąć kontrolę nad prezesami  sądów powszechnych. Umożliwi ministrowi sprawiedliwości wymienić każdego prezesa sądu bez żadnego uzasadnienia. Projekty obu ustaw właśnie przechodzą przez Sejm.

Potem przyjdzie czas na zmiany w Sądzie Najwyższym, włącznie z czystką kadrową pod hasłem obniżenia wieku emerytalnego dla sędziów SN.

Drugim etapem – już raczej w przyszłym roku – będzie zapewne weryfikacja wszystkich sędziów w Polsce. Furtkę do tego otworzy spłaszczenie struktury sądów. Dziś są trzy szczeble sądów powszechnych: rejonowe, okręgowe, apelacyjne. Prawdopodobnie zostaną zlikwidowane te ostatnie. W planach jest też zmiana granic okręgów sądów i ich podział na mniejsze.

Oba te ruchu otworzą furtkę do ponownego powoływania sędziów do konkretnych sądów. Dla niepokornych może zabraknąć etatów, a innych mogą czekać delegacje np. do sądu w Bieszczadach. Sędziów usuwać z zawodu pomoże też nowa Izba Dyscyplinarna, która ma być powołana  przy Sądzie Najwyższym.

PiS z przejęciem sądów i wymianą sędziów chce zdążyć najpóźniej przed kolejnymi wyborami do Sejmu.


Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Masz cynk?