0:00
13 marca 2021

Celebra Żołnierzy Wyklętych w wykonaniu PiS to jak Festiwal Piosenki Żołnierskiej w PRL

Wymyślona przez PiS patriotyczna celebra na cześć „żołnierzy wyklętych” to imitacja wzorów sprzed półwiecza. Polityczne spektakle dzisiejszej władzy są jak niekończący się Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. W tekstach dziarskich pieśni socjalizm zastąpiono Bogiem. Poza tym – po staremu

Wydrukuj

Rewolucja „dobrej zmiany” od początku rozgrywa się przede wszystkim w sferze pamięci historycznej. Jednym z największym grzechów, mających obciążać wg. PiS elity III RP było uprawianie „pedagogiki wstydu”. Przełom 2015 roku oznaczać ma zatem przywrócenie narodowi jego tradycji i martyrologii, a zwłaszcza „prawa do godnego świętowania ważnych rocznic” - komentuje niedawne obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych historyk Piotr Osęka*

Patos i pustosłowie

„W sercu mieli Boga i Polskę”, „Chcieli wolnej Polski i oddali za nią życie”, „na zawsze pozostaną naszymi narodowymi bohaterami”, „byli istotą polskości”, „wierzyli w wolną Polskę i walczyli o nią do samego końca”, „walczyli o niepodległość i wartości”, „gotowi byli zapłacić najwyższą cenę”, „dali nam lekcję, jak powinniśmy dbać o przyszłość Polski” – oto próbki języka, jakim 1 marca przemawiały media rządowe.

„Obchody Narodowego Dnia Pamięci »Żołnierzy Wyklętych«” upływały pod znakiem patosu i pustosłowia. Chociaż politycy PiS oraz kibicujący im dziennikarze prześcigali się w martyrologicznej egzaltacji, ich wystąpienia pozbawione były treści.

W istocie nie sposób było dowiedzieć się z nich, kim byli bohaterowie, których pamięć tak celebrowano; czego dokonali, ani w imię czego walczyli.

Ogólnikowość przekazu maskowano bogactwem metafor, przeważnie wyświechtanych, a niekiedy zagadkowych.

„Żołnierze wyklęci mieli siłę i nieśli polskiego ducha, ten duch musi wiać nadal” – oświadczył w przemówieniu prezes IPN Jarosław Szarek.

Historia zmyślona przez PiS

Komunikacyjne problemy PiS stają się bardziej zrozumiałe, jeśli zauważymy, że hołd oddawano powstaniu, którego nie było, i formacji, która nie istniała.

W powojenny zbrojny opór przeciwko władzy komunistycznej zaangażowane były różne, niezależne od siebie ugrupowania zbrojne, mające odmienne oblicza ideowe. Obok partyzantki poakowskiej, lojalnej wobec władz londyńskich, działały też oddziały o proweniencji endeckiej, które komunistyczny reżym pragnęły zastąpić dyktaturą nacjonalistyczną.

Część powojennego podziemia sięgała po broń tylko w samoobronie, ale część stosowała terror wobec ludności cywilnej i mordowała ocalałych z zagłady Żydów.

Współczesne uroczystości mają za zadanie nie tyle upamiętnianie historii, ile pisanie jej na nowo. Mimowolnie przyznał to sam prezydent Duda w liście do uczestników obchodów, że opowieść o „wyklętych” jest politycznym mitem: „Dla nas wszystkich, dla całej naszej wspólnoty narodowej, najważniejszy pozostanie żywy, inspirujący mit najwierniejszych z wiernych synów Rzeczypospolitej. Mit żołnierzy, którzy w imię wolnej Ojczyzny wolnych Polaków gotowi byli do najwyższych poświęceń”.

Mimo to - a może właśnie dlatego - skala propagandowej mobilizacji przyćmiła inne uroczystości państwowe. Prezydent, premier i najwyżsi urzędnicy państwowi spędzili 1 marca wyjątkowo pracowicie, co kilka godzin biorąc udział w nowej ceremonii. Przypinali ordery, zapowiadali koncerty, otwierali muzea, składali kwiaty na cmentarzach i odwiedzali dawne więzienia.

Zabierali głos po kilkanaście razy dziennie, za każdym razem mówiąc to samo, wygłaszając kolejne warianty jednego gotowca: o poświęceniu, Bogu, dołach, torturach, Polsce i narodzie. I rzecz jasna – opozycji.

Macierewicz o rdzeniu polskości

„Dzisiaj znowu zwolennicy cywilizacji śmierci chcą zabić pamięć o żołnierzach wyklętych, bo chcą zniszczyć sam rdzeń polskości” – powiedział wiceprezes PiS Antoni Macierewicz podczas centralnych uroczystości państwowych na Powązkach.

Chwilę potem publicysta mediów rządowo-narodowych Tadeusz Płużański zbeształ władze Warszawy za rzekomą obronę „grobów komunistycznych zbrodniarzy”. „Wiadomości” TVP również nie omieszkały wytknąć rządom III RP „braku woli politycznej”, aby postawić przed sądem byłych komunistycznych sędziów.

W propagandowej narracji bezideowym elitom czasów Platformy chętnie przeciwstawiano „młode pokolenie Polaków, które pielęgnuję pamięć o Niezłomnych i bierze ich za przykład”, a także „w ostatnich latach odnalazło w nich swój punkt odniesienia”.

Wątek ten przewijał się z niezwykłą intensywnością zarówno w materiałach dziennikarskich, jak i w przemówieniach polityków.

Gorliwość propagandystów można uznać za formę zaklinania rzeczywistości: wyniki badań opinii publicznej z ostatniego roku pokazują, że najmłodsza grupa wyborców jest coraz bardziej lewicowa i coraz wyraźniej antypisowska.

Kontrolowanie przeszłości tak samo ważne, jak administrowanie państwem

Rewolucja „dobrej zmiany” od początku rozgrywa się przede wszystkim w sferze pamięci historycznej. Żadna inna partia nie przywiązywała takiej wagi do „polityki tożsamościowej”.

Jednym z największym grzechów, mających obciążać wg. PiS elity III RP, było uprawianie „pedagogiki wstydu”. Przełom 2015 roku oznaczać ma zatem przywrócenie narodowi jego tradycji i martyrologii, a zwłaszcza „prawa do godnego świętowania ważnych rocznic”.

Rząd PiS energicznie zabrał się do administrowania pamięcią historyczną, eliminując z przestrzeni publicznej wszelkie narracje nie pasujące do ideologicznej wizji. Ta logika nakazała m.in. gwałtowny atak na dyrekcję Muzeum II Wojny Światowej, której zarzucano niewłaściwe interpretowanie dziejów i zignorowanie faktu, jakoby polska historia i polskie cierpienie były wyjątkowe i nieporównywalne z losami innych narodów.

W programie PiS z 2014 roku pojęcie „polityki historycznej” pojawiło się pięciokrotnie; w analogicznym dokumencie sprzed półtora roku zostało już użyte czternaście razy.

Trudno o bardziej wymowny dowód, że dla rządzącej partii kontrolowanie przeszłości jest co najmniej tak samo ważne, jak bieżące administrowanie państwem. Obóz „dobrej zmiany” miał pięć lat, żeby wcielić w życie swoje strategiczne plany w obszarze pamięci społecznej – teraz okazuje się, że była to zaledwie przygrywka.

„Warto zapytać gdzie dziś są »żołnierze wyklęci«? Czy honorujemy ich tak jak powinniśmy? Czy są w naszych sercach i umysłach? Czy Rzeczpospolita czyni wszystko, aby naszych bohaterów uhonorować?” – utyskiwał w przemówieniu Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN.

Podwójny fałsz

Parę miesięcy temu nowo powołany minister edukacji Przemysław Czarnek zapowiedział pilny przegląd podręczników do historii, zarzucając, że dotychczasowe nie uczą o „bohaterskich doświadczeniach i wielkich działaniach naszych poprzedników”. 1 marca w tym samym duchu wypowiedział się Macierewicz: „Podręczniki szkolne wciąż czekają na prawdziwą historię żołnierzy wyklętych”.

Na marginesie warto zauważyć, że władza rozmontowuje własną argumentację i poniekąd strzela sobie w stopę. Skoro świadomość historyczna uczniów jest wykoślawiana przez niesłuszne podręczniki, skąd bierze się rzekomo masowy udział młodzieży w kultywowaniu pamięci o „wyklętych”? Albo jedna, albo druga część zdania musi być fałszywa. Najpewniej zresztą fałszywe są obie.

To nie Marzec '68, KOR i podziemie lat 80. doprowadziły do upadku systemu, tylko żołnierze wyklęci

Z przemówień polityków, scenariuszy rocznicowych uroczystości, felietonów, audycji telewizyjnych i radiowych wyłania się nowa, poprawiona wersja narodowych dziejów.

Esencją tej opowieści jest delegitymizacja ruchu dysydenckiego z czasów PRL jako „lewicy laickiej” – formacji zapatrzonej w wartości liberalne, za to obojętnej na tradycję narodowo-katolicką.

W tym kontekście postulat „przywracania pamięci o Żołnierzach Wyklętych” okazał się hasłem wyjątkowo użytecznym. Partyzantka antykomunistyczna drugiej połowy lat 40. przedstawiana jest jako wzór obywatelskich cnót i prawdziwego patriotyzmu.

„Wyklęci” nie godzili się na kompromisy, nie wstępowali do partii, zamiast uczestniczyć w negocjacjach z „sowieckim najeźdźcą” (jak późniejsi zdrajcy z Magdalenki), strzelali do niego. To nie bunt 1968, KOR ani podziemie lat 80. podkopały fundamenty dyktatury i doprowadziły do upadku systemu.

„Bez żołnierzy niezłomnych nie byłoby walki polskich rolników i polskich robotników” - mówił Macierewicz przemawiając na Powązkach. Elity PiS są jednak w nie lada kłopocie: nie da się logicznie połączyć antykomunistycznej partyzantki z czerwcowymi wyborami 1989; niespójność narracji znów trzeba sztukować metaforami, zwłaszcza odwołującymi się do biologii roślin.

Tegoroczne obchody dostarczyły szczególnie wiele przykładów tej strategii: „Poprzez swoją śmierć dokonali posiewu wolności, który zaowocuje w przyszłości” - mówił Morawiecki.

„Stali się ziarnem, z którego wyrosła wolna, niepodległa, współczesna Polska” - wtórował Jan Kasprzyk, szef Urzędu ds. Kombatantów.

Najdalej zapędziła się europosłanka PiS Jadwiga Wiśniewska: „Komuniści grzebiąc Niezłomnych w bezimiennych dołach posiali ziarno, z którego wzrosło nowe pokolenie Polaków”.

Dzień Męczenników pomieszany z Festiwalem Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu

Propaganda historyczna PiS nadaje oto dniu „Żołnierzy Wyklętych” status Dnia Męczenników – święta państwowego obchodzonego przeważnie w autorytarnych dyktaturach jak Chiny, Syria, Wietnam czy Sudan Południowy.

W takim wzorze kultury politycznej naród wyrastać ma z cierpienia i ku cierpieniu, a poświęcenie przodków staje się długiem zaciągniętym przez współczesne pokolenia – długiem, który najlepiej spłacać krwią.

„Oni pokazali nam, jak walczyć o niepodległość. Mamy ich naśladować, to jest nasz obowiązek” – grzmiał minister Macierewicz, a minister Kasprzyk przekonywał młodzież szkolną, że „warto spalić się na ołtarzu ojczyzny”.

W jednym z rocznicowych programów dziecięcy chór śpiewał o „tysiącach bohaterów niezłomnych jak stal”. Historykowi XX w. od razu przychodzi na myśl pierwowzór tej figury retorycznej – najsłynniejsza socrealistyczna powieść pt. „Jak hartowała się stal”, opowiadająca o młodym komuniście Pawce Korczaginie, który rewolucji poświęcił szczęście i zdrowie.

W istocie wymyślona przez PiS patriotyczna celebra na cześć „żołnierzy wyklętych” to imitacja wzorów sprzed półwiecza. Polityczne spektakle dzisiejszej władzy są jak niekończący się Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. W tekstach dziarskich pieśni socjalizm zastąpiono Bogiem. Poza tym – po staremu.

* Dr hab. Piotr Osęka jest historykiem, badaczem najnowszej historii Polski, profesorem w Instytucie Studiów Politycznych PAN, autorem wielu książek historycznych, a także publicystą.

Na zdjęciu ilustrującym artykuł uroczysty Apel Pamięci z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w 2019 roku.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne