0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Marcin Stepien / Agencja Wyborcza.pl 02.10.2024 LodzFot. Marcin Stepien ...

Pytania o ceny energii powracają z końcówką każdego roku. Na przełomie lat 2025 i '26 wybrzmiewają one donośniej – nie tylko przez prezydencką propozycję obniżenia kosztów o jedną trzecią, który najpewniej nie ma szans na szybką realizację. Karol Nawrocki zwrócił się do Sejmu z propozycją zlikwidowania kilku opłat i obniżenia VAT-u na energię elektryczną.

Mimo starań Pałacu Prezydenckiego w realistycznym scenariuszu koszty dla gospodarstw domowych wzrosną. Dla większości odbiorców energii nie powinien to jednak być cenowy szok.

Koniec mrożenia

Rząd zdecydował o nieprzedłużaniu mechanizmu mrożenia cen energii, wprowadzonego w 2022 roku. Była to reakcja na kryzys energetyczny wywołany agresją Rosji na Ukrainę. Obowiązująca do końca bieżącego roku reguła mówi o gwarancji stawki 500 złotych za megawatogodzinę (MWh) dla gospodarstw domowych przed naliczeniem podatków. Z akcyzą i przywróconym po rezygnacji z Tarczy Antykryzysowej 23-procentowym VAT-em stawka wzrasta do ok. 621 złotych.

Rządowy limit oznaczał, że dla konsumentów znaczenia nie miały decyzje Urzędu Regulacji Energetyki. To on ustanawia podstawowe stawki taryfowe, czyli ustala „czystą” cenę prądu przed podatkami i dodatkowymi obciążeniami. Stawkę taryfową ustala się na rok i jest ona powiązana z cenami rynkowymi. A te w poprzednich latach szalały. W 2022 roku na Towarowej Giełdzie Energii za megawat wykorzystany następnego dnia (a w takim systemie „w hurcie” kupują energię wielkie, energochłonne przedsiębiorstwa) trzeba było zapłacić ponad 780 złotych, co oznaczało niemal dwukrotny wzrost wobec 2021 roku. Dlatego rząd musiał dopłacać spółkom energetycznym, by opłacało im się sprzedawać nam energię po niższej cenie. Na „tarczę energetyczną”, oprócz mrożenia cen obejmujących też osłony dla najuboższych, rząd miał wydać około 100 mln złotych. Po przejęciu władzy przez koalicję okazało się, że koszty były wyższe, niż zakładano, a dziura w budżecie programu wyniosła 7,9 mld złotych

Jednak to już przeszłość – zapewnia minister energii Miłosz Motyka. Rzeczywiście, ceny na giełdzie od wielu miesięcy spadają. W 2024 średnia stawka za megawatogodzinę wynosiła 420 złotych i utrzymywała się na podobnym poziomie w 2025. Dlatego nie ma sensu dłużej utrzymywać centralnego sterowania cenami energii – przekonywał Motyka.

– Liczymy, że ceny zatwierdzane przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, będą na poziomie niższym niż te, które dzisiaj są mrożone – stwierdził szef resortu energii w rozmowie z Radiem Zet.

Ceny prądy w dół? Widać potencjał na niższe taryfy

Dla urzędników URE zdanie Motyki powinno się jednak szczególnie liczyć. URE jest niezależną instytucją, która musi brać pod uwagę zarówno interes obywateli, jak i postulaty spółek energetycznych. Te – co nie zaskakuje – wnioskują zwykle o jak najwyższy poziom stawki taryfowej. Prezeska URE Renata Mroczek nie zaprzeczała, że energetyczni giganci obawiają się wzrostu kosztów wytwarzania prądu i stawek giełdowych – bo te mogły już spaść na tyle nisko, że możliwe są jedynie wzrosty.

„Od dłuższego czasu powtarzam, że widzimy potencjał dla obniżenia cen wynikających z aktualnych taryf. Natomiast nie jesteśmy w stanie dzisiaj jednoznacznie powiedzieć, do jakiego pułapu. Wszystko zależy od tego, jakie kontrakty na energię – w jakim układzie – mają przedsiębiorstwa. Niemniej, co do zasady podstawą oceny uzasadnionego poziomu cen są przede wszystkim analizy notowań kontraktów terminowych na TGE oraz notowań na Rynku Dnia Następnego. Faktycznie widać, że w stosunku do wiosny tego roku teraz ceny trochę podskoczyły, ale to nie jest spektakularny wzrost. Zobaczymy, co się będzie działo w końcówce roku. Proces zakupowy energii na kolejny rok nadal trwa, więc mówienie dzisiaj, do jakiego poziomu mogłyby spaść ceny, to z mojego punktu widzenia zgadywanie” – mówiła Mroczek w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”.

I po kryzysie?

To wypowiedź z października. Pod koniec listopada możemy jednak oprzeć się na danych od dwóch lokalnych operatorów, którzy nie podlegają ustaleniom taryfowym URE. Na Górnym Śląsku Tauron GZE ma dostarczać prąd do gospodarstw domowych po 497 złotych za megawatogodzinę. Warszawski E.ON, zwykle oferujący prąd po wyższych stawkach niż te wynikające z taryf URE, będzie ją sprzedawał po 500 złotych za MWh. To stawki przed naliczeniem dodatkowych obciążeń.

To może napawać optymizmem i sugerować, że URE ustali stawki taryfowe na poziomie nieco poniżej zamrożonej przez rząd ceny za MWh. Nie widać już zdecydowanej większości oznak wywołanego rosyjską agresją kryzysu energetycznego. Bezpieczeństwo dostaw węgla i gazu nie jest już tematem, światowe ceny surowców są znacznie bardziej stabilne niż jeszcze dwa-trzy lata temu. Do tego w miksie energetycznym rośnie udział wiatru i fotowoltaiki, a maleje znaczenie węgla, obciążonego opłatami w unijnym mechanizmie ETS (w którym emitujący CO2 płaci, a pieniądze trafiają do państwowego budżetu).

Ceny prądu, czyli skomplikowane równanie

A więc niedługo wszyscy zapłacimy mniej? Niekoniecznie.

„Czysta” cena prądu to jedno. Do niej należy doliczyć kilka opłat, które w najbliższym roku wzrosną nawet o 50 procent. Fakt ten wykorzystały niektóre z mediów, decydując się na krzykliwe nagłówki, wskazujący na skokowy wzrost na rachunkach. O połowę wzrosnąć mają dwie opłaty: kogeneracyjna (wspierająca instalacje produkujące zarówno energię, jak i ciepło), mocowa (zapewniająca pieniądze na pozostawanie niektórych elektrowni w rezerwie systemu energetycznego). Dwukrotnie wzrośnie natomiast opłata OZE (wspierająca rozwój odnawialnych źródeł).

Wzrost opłat wygląda następująco:

  • Kogeneracyjna – z trzech złotych do 4,36.
  • OZE – z 3,50 do 7,30.
  • Opłata mocowa zależy od zużycia. W gospodarstwach zużywających poniżej 500 kilowatogodzin wyniesie 4,29 zł za miesiąc (zamiast 2,86). Dla rachunków pomiędzy 500 kWh a 1,2 MWh – 10,31 (zamiast 6,96). Dla zużywających pomiędzy 1,2 a 2,8 MWh będzie to 17,18 zł (zamiast 11,44). Powyżej 2,8 MWh zapłacimy 24,05 zł (zamiast 16,01). Zdecydowana większość gospodarstw zmieści się w widełkach pomiędzy 1,2 a 2,8 MWh. Według danych GUS średnie zużycie na gospodarstwo domowe w Polsce wynosi około 1,8 MWh. W miastach to około 1,6, a na wsi – 2,26 MWh.

Resort energii zapowiedział jednak też zdjęcie jednego z obciążeń z odbiorców indywidualnych.

  • To opłata przejściowa obecna na rachunkach od 2008 roku, rekompensująca koszty rozwiązania kontraktów długoterminowych pomiędzy wytwórcami a dystrybutorami energii przy okazji wejścia Polski do UE. Opłata również jest uzależniona od zużycia. Dla gospodarstw zużywających powyżej 1,2 MW miesięcznie to zaledwie 33 grosze – czyli niecałe cztery złote w skali całego roku.

Łatwo więc policzyć, że te opłaty (ale niekoniecznie cała kwota rachunku) wzrosną dla przeciętnego gospodarstwa domowego o 11,66 złotych na miesiąc. Nie oznacza to w żadnym wypadku wzrostu rachunku o 50 proc.

Ministerstwo zachęca do taryfy dynamicznej

Tak czy inaczej, można spodziewać się, że ceny prądu w 2026 roku pójdą trochę do góry, nawet jeśli URE ustali stawki taryfowe nieznacznie poniżej 500 złotych. Dla większości z nas kwota na rachunku wzrośnie jednak minimalnie, różnica wyniesie najwyżej kilka złotych. Poza tym do rachunków doliczany jest również podatek VAT (23 proc.) i opłaty handlowe naliczane przez dystrybutorów – choć te koszty się nie zmieniają. Zdaniem Bartosza Derskiego z portalu WysokieNapiecie.pl wzrost rachunku sięgnie 3 do 5 procent.

Motyka zapowiada, że jego ministerstwo będzie zachęcać odbiorców energii do skorzystania z taryf dynamicznych. Dzięki nim konsument płaci mniej w czasie nadprodukcji prądu (a w skrajnych przypadkach nawet się mu dopłaca), a więcej w szczycie krajowego zużycia.

Prosty trik Nawrockiego

W ten dość skomplikowany krajobraz, cały na biało i z prostymi rozwiązaniami, wjeżdża jednak prezydent Karol Nawrocki. Głowa państwa skierowała do Sejmu ustawę zakładającą, że gospodarstwo domowe będzie płacić za prąd mniej o 33 proc. To jedna z najważniejszych obietnic wyborczych byłego szefa IPN. Prezydent chce zlikwidować wszystkie cztery opłaty, o których piszemy wyżej, na stałe obniżyć VAT za prąd (z 23 do 5 proc.) i obniżyć opłaty dystrybucyjne.

– Proponuję nie tylko tarcze, ale realny miecz do wycięcia z rachunków Polaków za energię elektryczną tych obciążeń, których Polacy ponosić nie powinni – deklarował Nawrocki. Jego propozycja została ciepło przyjęta przez część komentatorów i ekspertów.

Jak mówił OKO.press Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat, tani prąd może przekonać konsumentów prądu do transformacji energetycznej, skłonić do zakupu samochodu elektrycznego czy instalacji pompy ciepła jako źródła ogrzewania. Są też przeciwne głosy – bo zaoferowanie odbiorcom taniego prądu bez żadnych dodatkowych warunków może zwiększyć zużycie, również z „brudnych” źródeł.

– Chodzi o to, żebyśmy zużywali tylko tyle energii, ile naprawdę potrzebujemy, aby mieć dobre życie – i żebyśmy tę energię wykorzystywali mądrze, unikając jej marnowania, np. poprzez nieocieplone ściany. To powinien być punkt wyjścia dla całej transformacji energetycznej i taka jest też unijna zasada jej przyświecająca – mówił OKO.press Dariusz Szwed, członek zarządu Zielonego Instytutu.

Debata nad prezydenckim projektem zapewne będzie burzliwa. Można spodziewać się, że politycy PiS będą zarzucać koalicji głosowanie wbrew interesowi obywateli. Według obliczeń otoczenia Nawrockiego będzie kosztować ok. 14 mld złotych, których nie ma w planowanym na 2026 rok budżecie. Jak zauważał na naszych łamach Szymon Bujalski, ustawa Nawrockiego nie doczekała się też jeszcze Oceny Skutków Regulacji. To opracowanie dotyczące efektów społecznych i ekonomicznych proponowanej legislacji. Procedowanie potrwa. Dlatego „cud Nawrockiego” zapewne nie obniży cen prądu w przyszłym roku.

Przeczytaj także:

;
Na zdjęciu Marcel Wandas
Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.

Komentarze