"Pytano nas o źródła i wysokość dochodów, stan cywilny, posiadane potomstwo. Nie dano mi do podpisania żadnego oświadczenia ani protokołu. Adwokat nie został do nas dopuszczony". OKO.press publikuje relacje kobiet, organizatorek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, które uczestniczyły w ostatniej kontrmiesięcznicy

W ostatniej kontrmiesięcznicy smoleńskiej (10 czerwca) wzięły udział organizatorki Strajku Kobiet. Jak twierdzą, zrobiły to w ramach solidarności – w reakcji na wydarzenia podczas majowej miesięcznicy smoleńskiej. Dwie uczestniczki, także z OSK, Angelika Domańska i Elwira Borowiec, zostały wtedy poturbowane. OKO.press oddaje im głos.

Marta Puczyńska, Poznań: „Jak jeszcze raz przeczytam, że ktoś wie lepiej, bo widział filmik albo zdjęcia z kontry 10/06 to zejdę z tego świata!”

Anna Prus, Białystok, studentka Politechniki

Ilu policjantów jest potrzebnych do wyniesienia Anny Prus z blokady miesięcznicy? Sprawdziłam – czterech, i to dopiero przy drugim podejściu. Na Miodowej przetrzymywana byłam w doborowym towarzystwie. Niestety, zabrakło mi wyczucia momentu godnego posła Szczerby: z Władysławem Frasyniukiem nie mam ani jednego zdjęcia. Piszę „przetrzymywana”, bo stan, w jakim znaleźliśmy się na dwie godziny, był prawnie nieokreślony. Po rozbiciu blokady funkcjonariusze polskiej policji otoczyli nas kordonem i kilkadziesiąt minut spędzili na przyglądaniu się nam, ewentualnie odpowiadaniu na pytania.

„- Czy jesteśmy zatrzymani? – Nie. – Czy możemy się więc oddalić? – Nie. – Czy mogą mnie panowie spisać już teraz i wypuścić? – Nie.” Nie byliśmy zatrzymani, ale legitymowani też nie. Policjanci traktowali nas raczej obojętnie, nie odnotowałam żadnych przejawów agresji czy nieuprzejmości z ich strony. Ale nie mogliśmy – mimo że gwarantuje nam to prawo – trzymać dokumentów tożsamości w dłoni. Nasze dowody osobiste były zabierane do Specjalnego Urządzenia Sprawdzającego, Czy Nie Jesteśmy Poszukiwani i razem z legitymującym funkcjonariuszem znikały z pola widzenia na kilkanaście minut.

Pytano nas o źródła i wysokość dochodów, stan cywilny, posiadane potomstwo. Nie dano mi do podpisania żadnego oświadczenia ani protokołu. Adwokat nie został do nas dopuszczony.

Hanna Kustra, Rybnik (opiekuje się dwójką dzieci, w tym jedno niepełnosprawne)

To, co zobaczyłam 10 czerwca przerosło moje oczekiwania. Jaki jad i nienawiść bije z tych niby katolików. Chazan, który odpowiada nam środkowym palcem. Ochrona zakłamanych katolików wykrzykujących mi w twarz, że powinno nas się wszystkie wyskrobać. Widok ojca, który wpaja małemu chłopcu nienawiść do nas. Ksiądz, który olewa potrzebującego bezdomnego. Widok starszych ludzi, którzy jak zahipnotyzowani, niektórzy ledwo trzymający się na nogach, podążają z różańcami w rękach i przekleństwami rzucanymi w naszą stronę za małym i chorym z nienawiści człowiekiem. To nie żałoba, tylko jawne nawoływanie do nienawiści i pranie mózgów. Chmara policji – większość młodzi chłopcy, którzy najchętniej by byli po naszej stronie, lecz są na służbie. Zobaczyłam jak jeden człowiek niszczy nasz kraj, podzielił nas linami, barierkami, kordonem policji. Nie możemy już stać i patrzeć bezradnie, czas kolejny raz zawalczyć o wolność.

Elżbieta Podleśna, Warszawa

Idę Nowym Światem. Na Krakowskim czarno od mundurów. Teren przed Kordegardą, miejsce zarejestrowanej kontrdemonstracji Obywateli Solidarnych w Akcji [wojewoda uchylił pozwolenie w piątek po południu, w sobotę rano sąd zwrócił uznał tę decyzję za niezgodną z prawem] ogrodzony płotkami i pilnie strzeżony, policja nie dopuszcza organizatorów na miejsce ich zgromadzenia. Jarek musi mieć czystą przestrzeń.

W kordonie pod św. Anną część osób pęta się łańcuchem. Kinga uśmiecha się, żuje gumę i po prostu wciąga na siebie łańcuch, odkładając na chwilę kulę. Co chwila podchodzi ku nam pan, wymyślający nam od ubeków. Radzimy mu, żeby zapiął rozporek. Podchodzą policyjni negocjatorzy w błękitnych kamizelkach. Bez przekonania wykonują swoją robotę. Obok mnie młody chłopak, trzyma pod ramię Frasyniuka. Po mojej lewicy Beata. Jesteśmy spokojni i wiemy, że robimy to, co do nas należy. Zaczynają nas wynosić.

Młodzi czarni policjanci są dość agresywni, starsi stopniem ich tonują. Chłopaka przypiętego łańcuchem próbują wyrwać, mimo krzyku, że złamią mu rękę. W końcu się orientują i idą w ruch nożyce do metalu. Wynoszą i mnie. Dziwne uczucie tak dyndać.

Znoszą mnie na lewą stronę, trwa to dość długo. To jedyna chwila w życiu, gdy cieszę się, że przytyłam. Kładą mnie na ziemi, poza grubą liną, ktoś pomaga mi wstać i ciągnie dalej. Policjanci odpuszczają mi, idą po następnych. Idą smoleńscy. Różaniec brzmi strasznie. Idziemy obok. Jedna Polska obok drugiej. Z knajp przygląda nam się trzecia Polska.

Stoję przed Literacką. W kawiarnianym ogródku, szczelnie otoczonym przez policję, kilkanaście osób popija kawę. Zastanawiam się, jak to jest, tak patrzeć. Co się widzi. Jak wyglądamy my wszyscy dzisiaj w oczach zagranicznego turysty. (Pod koniec wieczoru będę szła kilkadziesiąt metrów ze Szwedem, dopytującym gorączkowo, kto jest kim i dlaczego, i znów będę czuła, jak boleśnie staliśmy się splątani, absurdalni, niezrozumiali. Ludzie, którzy nam to zrobiliście…)

Dwie starsze panie próbują uwiarygodnić się, aby przedrzeć się przez kordon. Przekonują, że są „po tej dobrej stronie”. – O, widzi pan? Ja mam różaniec…
Starsza pani idąca skrajem jezdni, skanduje: – Pedały! Pedały!
Jeszcze bardziej starsza pani, bardzo zwięzła i energiczna, ostrzega: – Mogę zrobić ci krzywdę, chociaż zęby zostawiłam dziś w domu!

Najstarsza pani, blada od anemii, celuje we mnie palcem i mówi: – Ty szatanico, ty! Szatanico! Ja ze Lwowa jestem!
Kiedy odpowiadam, że większość mojej rodziny jest spod Lwowa i pytam, czy wie, gdzie jest Stary Sambor, kobieta starsza od mojej matki składa suche usta jak do jedzenia czereśni i próbuje mnie opluć. Człowieku, który im to zrobiłeś…

Idziemy na Miodową, tam są zatrzymani ludzie z blokady. Liderzy Obywateli RP już na swobodzie, ale w środku ponoć około trzydziestu osób, w tym Frasyniuk. Przyjeżdża prawnik. Skandujemy „Uwolnić zatrzymanych!”. Z pubu po drugiej stronie dobiega krzyk: – Cisza! Tu się mecz ogląda! Czego myśmy nie zrobili…

Pada hasło, że wśród zatrzymanych pod Domem Polonii jest Maja Komorowska. Biegniemy tam. W podcieniach szczelnie opasanych policyjnymi mundurami jest około dwudziestu osób z blokady. Marta, Angelika, Elwira. Porozumiewamy się ponad głowami policji. Ktoś przynosi megafon i Natalia zaczyna śpiewać. „Bądź jak kamień, stój, wytrzymaj”. Który to raz… Młodziutcy, chłopięcy policjanci patrzą ze zdziwieniem. Niewiele chyba z tego rozumieją. (Gdy wcześniej spytałam jednego sympatycznego juniora w mundurku, czy wie, kto to Frasyniuk, pokręcił przecząco głową. Kto go miał nauczyć…)

Ktoś przekazuje wiadomość, że starsza zatrzymana kobieta źle się czuje. Moja przyjaciółka jest lekarzem, więc podchodzimy do policjantów i wyjaśniamy, w czym rzecz. Butny trzydziestolatek oznajmia, że gdyby źle się czuła, już stałaby tu karetka.
– Nie byłabym taka pewna – odpowiadam oschle. – Miesiąc temu poturbowanej dziewczynie słabnącej z hipoglikemii kazaliście samej szukać karetki. Starsza pani jest łudząco podobna do Mai Komorowskiej i prosi, żeby zawołać jej taksówkę, ale nikt nie wie, gdzie taksówkarz może podjechać. Policjanci też nie, w większości nietutejsi.
Wracamy na Miodową. Frasyniuka i kilka jeszcze osób dalej trzymają. Nagle wybucha dziki entuzjazm.
– Wypuścili?!
– Nie, gol…

Brak złości, to coś, co mnie dziś w sobie zdumiało. Przekształciła się w całości na energię zadaniową. Mam coś do zrobienia i mam to zrobić, bez cackania się, ale i bez napięcia. I druga rzecz, chyba najważniejsza. Brak lęku. Do tego trzeba dojrzeć. Jestem wolna. Jestem wolnym człowiekiem, którego czasem może znieść z blokady jakaś policja.

Ania Kowalczyk-Derlęga, Wrocław (masażystka)

10.06 Warszawa! Przed wyjazdem mnóstwo rzeczy do ogarnięcia i adrenalina. Im bliżej Warszawy, tym więcej lęku, co będzie i jak. Gdy mowa o akcie nieposłuszeństwa i konsekwencjach zastanawiam się: zostać czy iść dalej? Idę, bo ufam moim dziewczynom. Plac Zamkowy, dużo kibiców. Oni będą dzisiaj czekać na wygraną z Rumunią, a my…? Miałam ochotę krzyczeć: „CZY WAS POPIERDOLIŁO CZY NAPRAWDĘ NIE WIDZICIE CO SIĘ DZIEJE?” Zbliża się godzina. Coraz więcej nas, ale więcej też policji. Po raz pierwszy widzę straż PiS. Rozstawiają barierki i takie okropne grube liny. Czuję złość. Ustawiamy się, atmosfera jest coraz bardziej napięta, ale obok mnie Perły ze Śląska, i kobiety, i mężczyźni z białymi różami. Zaczyna się, idzie dużo policji, chyba nigdy tylu na raz nie widziałam, wcześniej dziwiło mnie, ile jest tych suk policyjnych wokoło, czy my naprawdę jesteśmy takie groźne z tymi różami? Jest szturm i krzyki, wynoszą tych ze środka, my z boku stawiamy opór policji i straży. Boję się, ale jesteśmy razem i czuję siłę w jedności. Przerwali nasz opór, ale idziemy. Młode dziewczyny krzyczące „URODZIMY WAM LEWAKÓW”. Krzyczę z nimi, choć już nie urodzę. Gdy wypuścili Frasyniuka, poszliśmy pod pałac. Na tle oświetlonego pałacu białe róże dają nadzieję. I z tym uczniem wracam. Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…

Marta Lempart, Wrocław (prawniczka)

Odkryłam, że czym innym jest wiedzieć, że można dostać łomot od policji, a czym innym zobaczyć tę możliwość w oczach konkretnego policjanta, który nie umie i nie chce odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jesteśmy przetrzymywani. Ale nikt z nas, wbrew temu, co głosi fejsbukowy Instytut Nadzoru Intelektualnego, nie mówi o „pacyfikacji”. Kiedy ktoś rzucił hasło ZOMO, od razu został ostro skontrowany przez Pawła Kasprzaka z Obywateli RP. Oraz nikt z nas nie narzekał ani nie rozczulał się nad sobą w związku z mandatami czy sprawami w sądzie. Moim zdaniem do tej sytuacji najlepiej pasuje frasyniukowe: „Jarek, pierdolisz, nie było Cię tam”. To trzeba przeżyć albo zobaczyć na własne oczy. Jak ktoś chce krytykować, to następnym razem niech chociaż ruszy się z kanapy i zobaczy na własne oczy. Mało pozostaje nam innych opcji, gdy telewizja publiczna kłamie.

Stanisława Kuzio-Podrucka, Zgorzelec (liderka obsługi klienta w banku)

Byłam i blokowałam, bo chcę, by nasze dzieci też mogły protestować. Prawo do protestowania gwarantuje mi konstytucja i to jest jeden z elementów praw człowieka. Nikogo nie obrażam w swoim proteście. Domagam się tego, co wolno PiS, ONR czy pikietom pro-life. Na nich policja nie przeprowadza szturmu ze sznurem. Nie oddziela od innych podwójnym kordonem policjantów złożonych z młodych chłopców, niewiele starszych od mojego syna. W rozmowie ze mną przyznali, że woleliby być tego dnia w domu. A przyjechali z Gdańska, jak powiedzieli, na „gościnne występy”. Na następny raz, powiedzieli, wezmą L4. Nikogo nie wyzywaliśmy. W naszych hasłach krzyczeliśmy: „Mamy prawo protestować!”. To strażnik porządkowy PiS nazwał mnie agentem SB. To ten strażnik, którego, gdy złapałam za rękę i zapytałam dlaczego mnie wyzywa, wyrwał ją i powiedział: „Nie dotykaj mnie, bo zarazisz mnie parchem”. Chcę powiedzieć, że ja, Stanisława Kuzio-Podrucka, nigdy w swoich protestach tak nie wyzywałam przeciwnika.

Beata Siemaszko, Zajęczniki (urzędniczka)

Jestem na tyle stara, że drugi raz przeżywam przełom polityczny w Polsce. 30 lat temu było źle, niebezpiecznie i szaro, ale była nadzieja, entuzjazm, wizja. Dzisiaj to zapyziała wersja ohydnego autorytaryzmu. Robi mi się ciasno w moim kraju, a mimo to miałam opór przed siadaniem na środku Krakowskiego Przedmieścia. Takie nawyki wykształciła we mnie wolna Ojczyzna, żeby szanować poglądy innych, bo przecież o ten szacunek sama walczyłam. Kaczyński ze swym orszakiem, w asyście zastępów, ba, armii policji (?) wyprowadził mnie z błędu. To nie są żadne uroczystości religijne. To zasłaniane modlitwą to potworne nadużycie władzy. To jest bezpardonowa walka z niezależnością, wolnością, demokracją. Siedziałam na trasie przemarszu, bo to, co chwilę wcześniej wydawało mi się niestosowne, okazało się jedyną możliwością zachowania godności.


Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press