0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Rafał Mielnik / Agencja Wyborcza.plRafał Mielnik / Agen...

Dwie trzecie Polaków i Polek i tyle samo obywateli Norwegii z chęcią nadłożyłoby drogi (co dziś wiąże się z niebagatelnymi kosztami podróży) tylko po to, by przespacerować się po lesie, o którym wiedzieliby, że zamieszkują w nim duże i potencjalnie niebezpieczne zwierzęta takie jak wilk czy niedźwiedź brunatny.

Wycieczka do lasu z dreszczykiem grozy? Niekoniecznie, badania przeprowadzone w Polsce i Norwegii przez zespół Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk w Krakowie pod przewodnictwem Nurii Selvy i Marka Giergicznego – wskazują na potrzebę bliskości ludzi i dzikiej przyrody, co przyczynia się dla poprawy zdrowia psychicznego. A z tego płyną praktyczne wnioski dla gospodarki leśnej i ochrony przyrody w Polsce – o ile uda przekonać się rządzących do korzyści uchwytnych trudniej niż hektary powierzchni rębni i produkcja drewna.

W badaniu sprawdzono, jak atrakcyjne dla odwiedzających są dzikie lasy - z kilkoma gatunkami drzew w różnym wieku, z martwymi drzewami i zamieszkałe przez duże drapieżniki, w porównaniu do plantacji czy lasów gospodarczych pozbawionych dużych drapieżników. Autorzy badali preferencje odwiedzających lasy za pomocą ankiety internetowej skierowanej do ponad 1,000 osób w Polsce i w Norwegii.

Badani widzieli lasy, różniące się wiekiem i zróżnicowaniem wiekowym, liczbą gatunków drzew, ilością martwego drewna, a także obecnością lub brakiem dużych drapieżników oraz - co najważniejsze - odległością od miejsca zamieszkania. Siła preferencji badanych została zmierzona za pomocą tzw. „gotowości do podróży", tj. dodatkowej odległości, jaką ludzie byliby gotowi pokonać, aby odwiedzić las o danym zestawie cech, w tym obecności dużych drapieżników, lub ich braku.

Uzyskane wyniki wskazują, że dwie trzecie badanych obu krajach – 68 proc. w Polsce i 66 proc. w Norwegii - preferuje lasy zbliżone do naturalnych z obecnością dużych drapieżników. Osoby te określono mianem „lubiących dzikość”. Natomiast pozostała część badanych okazała się mieć preferencje silnie negatywne względem dzikości.

„W Polsce, w klasie lubiących dzikość badani gotowi byli pokonać dodatkowe 38 km, aby odwiedzić las stuletni i 15 dodatkowych kilometrów, żeby odwiedzić las, w którym występuje np. wilk” - wyjaśnia Marek Giergiczny z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, jeden z członków zespołu badawczego.

Badanie wykazało też, że im starszy las – tym więcej wskazań na jego atrakcyjność i wartości rekreacyjne.

Należy lasy zostawić w spokoju

Wyniki pokazują, że preferencje wobec dzikiej przyrody są silnie spolaryzowane.

„W badaniu praktycznie nie było osób neutralnych wobec cech lasu i obecności dużych drapieżników. Znaleźliśmy silny związek między dwoma badanymi wymiarami, tzn. osoby, które wybierały odwiedzenie lasu zbliżonego do naturalnego, wolały, aby w lesie żyły również duże drapieżniki.

Okazuje się, że dla wielu ludzi sama szansa spotkania dużego drapieżnika lub możliwość zobaczenia jego tropów przekłada się na zadowolenie z wizyty w lesie”

– mówi Nuria Selva, biolożka z IOP PAN.

Wśród osób, które – przynajmniej w deklaracjach – wolą trzymać się z dala od dzikiej przyrody, perspektywa spotkania dużego drapieżnika przekładała się na aktywne – w przypadku Norwegów wręcz bardzo aktywne – unikanie lasów naturalnych bądź zbliżonych do naturalnych. Okazało się, że w klasie osób „negatywnie nastawionych do dzikości” respondenci byli gotowi przejechać ok. 30 km. tylko po to, by uniknąć odwiedzenia lasu, w którym żyją wilki lub niedźwiedzie.

„Nasze badanie pokazało, że w przypadku Norwegii wskaźniki te są jeszcze bardziej skrajne. Norwescy <<przeciwnicy dzikości>> gotowi byli przejechać dodatkowe 37 km, żeby nie spotkać wilka i 66 km żeby uniknąć odwiedzenia lasu, w którym żyją niedźwiedzie” – mówi Giergiczny.

Te przeciwstawne poglądy odzwierciedlają dualizm relacji człowiek-przyroda, który w badaniu został określony jako biofilia (miłość do przyrody) i biofobia (strach przed przyrodą). „Nasze badanie wyraźnie pokazuje, że duże drapieżniki są ważnymi składnikami ekosystemów leśnych również z perspektywy społecznej i że duże drapieżniki odgrywają rolę w wartości rekreacyjnej lasu" - dodaje Giergiczny.

„Duże drapieżniki mogą sprawić, że odwiedzający będą postrzegać nawet zdegradowany krajobraz jako dziki lub autentyczny. Doświadczenia związane z przyrodą i dzikością przyczyniają się do poprawy ludzkiego zdrowia i dobrego samopoczucia, a ludzie będą ich potrzebować w coraz bardziej zatłoczonym i przekształconym świecie" - mówi Selva.

Co z tego wynika dla samych lasów? Należy zostawić w spokoju tyle dużych kompleksów leśnych, ile się da, mówi Selva: „Przynajmniej 20 proc. obszarów leśnych należy pozostawić w spokoju - bez żadnej ingerencji z dopuszczeniem tylko funkcji rekreacyjnych typu spacery czy zbieranie grzybów. Takie wyłączenia powinny dotyczyć jak największych kompleksów, które należy ochronić przed fragmentacją. Polskie lasy są bardzo pocięte np. drogami”.

“Warto zacząć od najcenniejszych lasów np. Puszczy Karpackiej, Puszczy Bukowej, Knyszyńskiej, Augustowskiej, Solskiej, oczywiście Białowieskiej i wielu innych oraz lasów przy miastach. Powinniśmy też bardzo zadbać o duże drapieżniki, bo są ważną częścią leśnych ekosystemów. Nielegalne ich zabijanie powinno być bardzo surowo karane” – dodaje naukowczyni.

;
Wojciech Kość

W OKO.press pisze głównie o kryzysie klimatycznym i ochronie środowiska. Publikuje także relacje z Polski w mediach anglojęzycznych: Politico Europe, IntelliNews, czy Notes from Poland. Twitter: https://twitter.com/WojciechKosc

Komentarze