Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by AFPPhoto by AFP

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Nad Teheranem dziś rano, 8 marca 2026, zebrały się czarne chmury. I nie jest to metafora. Gdy mieszkańcy irańskiej stolicy obudzili się, niebo było zasnute wyjątkowo ciemnymi chmurami. Niektóre doniesienia mówią o padającym z nich ciemnym, oleistym deszczu.

View post on Twitter

To wynik wczorajszych ataków ze strony sił amerykańsko-izraelskich na kilka magazynów paliwa znajdujących się w Teheranie i rafinerię na południu miasta. Uderzenia te wywołały ogromne eksplozje, wzbijające się w powietrze ogniem na wiele metrów w górę.

View post on Twitter

W niektórych miejscach wylewająca się z zaatakowanych miejsc ropa zajęła się ogniem wzdłuż ulic, przypominając sceny z apokaliptycznych filmów akcji, jak choćby na bulwarze Kuhsar:

View post on Twitter

„Dochodzimy do momentu, w którym nigdzie nie jest bezpiecznie, nawet na drogach prowadzących poza miasto, bo atakowane są obiekty skupione wokół tych dróg” – powiedział „New York Times’owi” Amir, któremu udało się wyjechać z miasta z żoną i dwójką dzieci.

Strażnicy Rewolucji w odpowiedzi na te ataki przekazali, że wystrzelili pociski wymierzone w rafinerię w Hajfie. Na razie brakuje jednak dowodów, by uderzenie to było skuteczne. A jeśli było, najpewniej jego skutki były znacznie mniej poważne niż ataki na Teheran.

Stacje odsalania wody

Również w sobotę 7 marca doszło do ataku na stację odsalania wody na irańskiej wyspie Keszm w Zatoce Perskiej. A niedługo później – do ataku na analogiczną instalację w Bahrajnie. Irańczycy oskarżyli o atak Amerykanów, a Bahrajńczycy – irańską Gwardię Rewolucyjną. Obie strony zaprzeczają, a szczegóły obu zdarzeń faktycznie na razie nie są jasne. Sugerują jednak kolejną niebezpieczną eskalację. Stacje odsalania wody są kluczową i podstawową infrastrukturą w regionie, który po ich zniszczeniu może mieć poważne problemy z dostępem do wody pitnej dla sporej części populacji zarówno w przypadku Keszm i Bahrajnu. To pokazuje, jak fatalne dla cywili zagrożenia niesie ze sobą ta wojna. Oraz – że dzień w dzień mamy do czynienia z eskalacją i przekraczaniem kolejnych granic.

Netanjahu: chcemy umożliwić zmianę

Niedługo po wczorajszym wieczornym ataku na Teheran premier Izraela Benjamin Netanjahu w nagranym wcześniej filmie ogłosił nową fazę wojny i zapowiedział:

„Mamy konkretny plan z wieloma niespodziankami, by zdestabilizować reżim i umożliwić zmianę”. Dodał też, że Izrael ma wiele kolejnych celów w Iranie, w które zamierza w najbliższym czasie uderzyć.

Słowa Netanjahu mają prosty przekaz: zamierzamy uderzać w irańską infrastrukturę i destabilizować państwo w nadziei, że zniszczy to reżim i pozwoli zmienić władzę w Teheranie.

Nie wiemy, czy Netanjahu naprawdę w to wierzy, czy jest to raczej cyniczna opowieść, za którą tak naprawdę stoi inny cel: jak najgłębsza destabilizacja Iranu, bez planu na zmianę władzy. Dotychczasowe działania i oświadczenia Izraela pasują do tej interpretacji. Izraelczyków nie interesuje dziś to, czy Iran będzie stabilny i demokratyczny. Chodzi raczej o jak najgłębsze osłabienie wrogiego państwa bez oglądania się na koszty gospodarcze i społeczne dla Irańczyków – również tych (a jest ich niemało) sprzeciwiającym się Republice Islamskiej.

Wybór następcy Chameneiego

Izrael mówi też jasno: nie dopuścimy do wyboru kolejnego przywódcy Iranu. Arabskojęzyczna rzeczniczka izraelskiej armii Ella Waweya napisała dziś w mediach społecznościowych wprost, że Izrael zamierza zabić następcę Alego Chameneiego i elektorów, którzy podejmują tę decyzję. Członek Zgromadzenia Ekspertów – 88-osobowej instytucji, która wybiera kolejnego Najwyższego Przywódcę, Mohammad-Mahdi Mirbagheri, ogłosił dziś na łamach irańskich mediów, że Zgromadzenie osiągnęło konsensus w sprawie wyboru nowego lidera. Jednak nie wiemy, kiedy to nazwisko poznamy.

Jedną z przyczyn takiego opóźnienia z pewnością mogą być względy bezpieczeństwa. Jako faworyta do objęcia najważniejszej funkcji w irańskim systemie politycznym wymienia się syna Alego Chameneiego, Modżtabę. Możliwy jest też inny scenariusz, w którym nominalnym liderem zostaje ktoś inny, mniej znany, a Modżtaba Chamenei i tak pełni ważną rolę przywódczą w cieniu osób na najważniejszych stanowiskach.

Wpadka prezydenta

Brak przywódcy nie oznacza braku przywództwa. Republika Islamska jest nominalnie zarządzana dziś przez trzyosobową tymczasową radę przywódczą. Jej częścią jest prezydent kraju Masud Pezeszkian. Prezydent udzielił w sobotę 7 marca wypowiedzi, w której osobiście przepraszał zaatakowane przez Iran kraje. Nie precyzował jednak, o jakie kraje chodzi.

Niedługo później przedstawiciele Gwardii Rewolucyjnej, organizacji ideologicznej i części irańskich sił zbrojnych, przekazali, że Iran szanuje integralność terytorialną sąsiadów i dotychczas nie dopuścił się agresji wobec nich. Dodali jednocześnie, że jeśli terytorium sąsiadów będzie wykorzystywane przez USA i Izrael do ataków na Iran, Iran będzie na to odpowiadał.

Ta wymiana zdań kolejny raz pokazuje słabość dzisiejszego prezydenta i to, że rada przywódcza jest przede wszystkim ciałem ceremonialnym, a decyzje zapadają gdzie indziej. Sam Pezeszkian nigdy nie był silnym politykiem. Od początku swojej kadencji pozostawał w cieniu ważniejszych graczy.

Dlatego to, że prezydent nie ma dziś zbyt wielkiego znaczenia, nie oznacza, że USA i Izrael faktycznie poradziły sobie z dezintegracją irańskiego przywództwa. Wręcz przeciwnie, ponad tydzień po rozpoczęciu wojny, irański system władzy prezentuje sporą stabilność, pomimo zabicia kilku kluczowych osób na szczycie.

Po wywiadzie prezydenta i oświadczeniu Gwardii Rewolucyjnej, w irańskiej telewizji wyemitowano też rozmowę z Alim Laridżanim, przewodniczącym Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Laridżani od dwóch dekad pełni ważne funkcje na szczytach władzy, był m.in. przewodniczącym Madżlesu (odpowiednik naszego marszałka Sejmu). Był też bardzo bliskim współpracownikiem Alego Chameneiego, a część komentatorów mówi o nim, że to on de facto zarządza Iranem. Prawda jest najpewniej nieco bardziej skomplikowana, a centrów władzy jest dziś kilka – Laridżani z pewnością nie kontroluje dziś Gwardii Rewolucyjnej. Najważniejsze jest jednak, że dotychczas centrum władzy zachowuje spójność i nie opiera się naciskom amerykańsko-izraelskim.

Trump ma to gdzieś

Amerykanie, przynajmniej publicznie, lekceważą tę sytuację.

W odpowiedzi na groźby reakcji militarnej ze strony Laridżaniego Trump powiedział w rozmowie z CBS News:

„Nie wiem, o czym on mówi, nie wiem, kim on jest. Nie obchodzi mnie to”.

Dalej mówił, że Irańczycy właściwie już teraz są pokonani: według Trumpa Iran niemal nie ma już rakiet balistycznych, Amerykanie zatopili całą irańską flotę i zniszczyli całe irańskie lotnictwo.

To niebezpieczne deklaracje. Z całą pewnością irańskie siły zbrojne otrzymały wiele bolesnych ciosów. Jednocześnie nie jesteśmy dziś w stanie dokładnie ocenić, jak bolesne są te straty. Niemal na pewno nie są tak dotkliwe, jak mówi Trump.

A jeśli tak nie jest, to triumfalistyczna retoryka Trumpa może się na nim szybko zemścić: bo skoro Iran jest tak słaby i na kolanach, to dlaczego wciąż odpowiada, dlaczego USA dalej muszą tę wojnę prowadzić?

Lekceważenie

Podobnie nieodpowiedzialne są wypowiedzi lekceważące irańskie dowództwo polityczne. Odpowiedź Trumpa, że nie wie, kim jest Laridżani, może być typową dla obecnego amerykańskiego prezydenta arogancką odpowiedzią na zaczepkę czy krytykę. Jednocześnie nie tak dawno Trump opowiadał, że w Teheranie nie ma z kim rozmawiać, bo amerykańsko-izraelskie ataki wyeliminowały całe kluczowe przywództwo.

W swoich wypowiedziach Trump nigdy nie przejawiał śladów wiedzy na temat kraju, który od ponad tygodnia bombarduje. Amerykanie muszą mieć nadzieję, że wiedzę te posiada jego zaplecze. Jednocześnie, sposób prowadzenia wojny i deklarowane cele sugerują, że tej wiedzy może brakować. Nadzieja, że po ostrych izraelsko-amerykańskich nalotach, w których zginą setki irańskich cywili, w których zniszczona zostanie kluczowa dla irańskiej gospodarki infrastruktura, Irańczycy ruszą, zgodnie z życzeniami USA i Izraela, i obalą obecną władzę, są co najmniej naiwne.

Załóżmy nawet, że izraelskie naloty na Teheran (to przede wszystkim Izraelczycy operują na północy i w stolicy) mają za każdym razem na celu uderzenie we władzę i aparat represji – Gwardię Rewolucyjną, budynki rządowe, policję. Możliwe, że faktycznie w większości przypadków tak jest. Jednocześnie ataki te są prowadzone tak, że niosą ogromne dodatkowe zniszczenia, ofiary cywilne. Niszczą sporą część irańskiej stolicy, łamią życia całych rodzin. Można z dużą dozą pewności stwierdzić, że większość z mieszkańców stolicy po ostatnim tygodniu nie będzie patrzeć na Izraelczyków jak na wybawicieli. A to pomaga rządzącym Republiki Islamskiej zachować status quo.

;
Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze