Szwedzkie organizacje pomocowe już ponad dwie doby czekają na wjazd do Ukrainy. Problemem jest nowe rozporządzenie, przez które na granicy zatrzymywane są... obuwie i ubrania. To najpewniej niedopatrzenie, ale może mieć poważne konsekwencje dla pomagających Ukrainie
Od ponad 50 godzin ciężarówki szwedzkich organizacji pomocowych Filippus i Power up Ukraine stoją na polskim przejściu granicznym Dorohusk – Jagodzin na granicy z Ukrainą. Organizacje przewożą nimi agregaty prądotwórcze i mobilne stacje ładowania. To nie one są jednak problemem: organizacje, chcąc zoptymalizować pomoc, przestrzeń pozostałą w pakach ciężarówek wypełniają butami i używaną odzieżą.
Ta ostatnia od tygodnia podlega nowym regulacjom w ramach systemu SENT.
SENT (System Elektronicznego Nadzoru Transportu) to działający w Polsce od 2017 roku teleinformatyczny system Krajowej Administracji Skarbowej służący do monitorowania drogowego i kolejowego przewozu „towarów wrażliwych”, takich jak paliwa, alkohol, tytoń, odpady. Celem systemu jest ograniczenie szarej strefy, przemytu, walka z wyłudzeniami VAT i akcyzy. Przewoźnicy i odbiorcy muszą zgłaszać transporty regulowanych towarów na platformie PUESC i generować numer SENT. We wrześniu 2025 ukazało się rozporządzenie, które weszło w życie 17 marca i obejmuje systemem też przewóz obuwia i odzieży (także używanej), nawet w niewielkich ilościach, czyli 20 sztuk obuwia czy 10 kg ubrań.
W związku z brakiem zgłoszeń w systemie SENT cała szwedzka pomoc dwóch NGO – cztery duże ciężarówki – została zatrzymana, a kierowcy otrzymali karę w wysokości 6 tys. euro. Ponieważ odmówili zapłaty i od niedzieli, czyli od ponad 50 godzin, stoją na granicy, czekając na rozwiązanie problemu. Organizacje miały szukać pomocy w szwedzkiej ambasadzie oraz kontaktując się bezpośrednio z Ministerstwem Finansów.
W szwedzkich mediach we wtorek 24 marca pojawiły się pierwsze doniesienia na ten temat.
– Jesteśmy czterema samochodami, które stoją tu już od 50 godzin. Ale polscy celnicy są uprzejmi i wożą nas do sklepu spożywczego, żebyśmy mogli kupić jedzenie i wodę – mówi szwedzkiemu portalowi SVT.SE Rune Grafström, jeden z kierowców stojących na granicy. Kiedy kontaktuje się z osobami na miejscu, polscy celnicy są mili i pomocni, jednak rozwiązanie problemu nie znajduje się w ich gestii.
To jednak potencjalnie tylko wierzchołek góry lodowej.
Docierają do nas informacje, że na granicy w podobnej sytuacji czekają samochody innych organizacji, liczone w dziesiątkach. Wprowadzone limity – 20 par butów i 10 kg używanej odzieży – zaskoczyły wiele z nich. Przez brak odpowiedniej komunikacji organizacje te nie wiedziały o problemie i nie złożyły zgłoszenia w systemie SENT. Wysokość nałożonej grzywny często przekracza wartość przewożonej pomocy humanitarnej.
Z tego powodu na transport generatorów nadal czekają ukraińscy współpracownicy w Łucku: w ciągu ostatnich dni większość transportów pomocowych przez polską granicę dociera z opóźnieniem lub wcale.
– Polska nawaliła w zakresie komunikacji, bo powinna dotrzeć z tą informacją do międzynarodowych NGO’sów. Szukałam informacji o tych zmianach po angielsku, w formie zaadresowanej do organizacji pomocowych i jej nie znalazłam – mówi nam Agnieszka Suszko, polska dziennikarka, zaangażowana w sprawę.
– Robią to 30 lat i pierwszy raz mają tego typu problemy. Wozili pomoc na Ukrainę od początku wojny, ale wiele z tych osób ma dekady doświadczenia w sektorze pomocowym – mówi nam z kolei Elin Jönsson, szwedzka dziennikarka pozostająca w kontakcie z organizacjami.
Na grupach w social mediach wolontariusze organizacji pomocowych są zachęcani do przewożenia pomocy do Ukrainy przez Słowację. Na granicy z Polską miało dochodzić nawet do nakładania grzywny na pomoc przewożoną samochodami osobowymi, jeśli przekraczała ona wyżej opisane, dosyć restrykcyjne limity. 10 kilogramów odzieży to limit mniejszy niż bagaż rejestrowany większości linii lotniczych.
Wydaje się, że sytuacja jest raczej niedopatrzeniem, a nie oznaką złej woli: w trakcie pracy nad tekstem otrzymaliśmy informację o tym, że strona polska szuka sposobu na rozwiązanie problemu.
Polska jest głównym krajem tranzytowym dla pomocy wojskowej i humanitarnej kierowanej na Ukrainę. Ważną rolę odgrywają także inne kraje regionu, takie jak Rumunia, Słowacja czy w mniejszym stopniu Węgry, ale to Polska pozostaje zdecydowanie najważniejszym ogniwem całego systemu wsparcia.
Od przepisów SENT istnieje szereg wyłączeń. Rejestracja w systemie nie dotyczy m.in. przesyłek pocztowych rejestrowych, przewożonych przez polskich i unijnych operatorów o wadze do 31,5 kg czy transportu sprzedanych towarów posiadających faktury.
Jednak w obecnej formie przepisy uderzają głównie w przewóz pomocy humanitarnej.
– Zaskoczyła mnie ta informacja. Jeszcze dwa tygodnie temu przewoziłem busa z pomocą humanitarna, w tym odzieżą bez problemów i zgłoszenia w SENT. Przy kolejnym transporcie sprawdziłbym oczywiście zmiany w regulacjach, jednak zawsze jest ryzyko, że przy dynamicznym tempie pracy humanitarnej umknęłaby mi ta informacja i zostałbym obłożony grzywną – mówi Jakub Wojtuń, jeden z działaczy humanitarnych, koordynujący grupę Pomocowo-Ratunkową „Świt”, odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi za Pomoc Ukrainie.
Kilka telefonów do polskich pracowników humanitarnych i organizacji pomagających Ukrainie przyniosło podobny efekt: pojedyncze osoby wiedziały o nowych zmianach, jednak większość nie miała o nich pojęcia.
– Słyszałam o wprowadzonych regulacjach w ramach SENT. Takie działanie i regulacja wwożonych towarów nie muszą być złe. Wiele firm uznało, że taniej wysłać tirem niechciane czy nieprzydatne produkty na Ukrainę i powiedzieć, że to pomoc humanitarna, niż je utylizować. Utylizacja tego spada na Ukrainę, a często na i tak już dość ubogie i niedoświadczone w kwestii robienia porządku z odpadami samorządy. Front z kolei jest dosłownie zasypywany przeterminowanymi czy znajdującymi się na granicy przeterminowania lekami i niskiej jakości produktami. To jest poważny problem. Do tego wiele ubrań przewożonych jako pomoc trafia na sprzedaż, do second handów i podobnych miejsc – mówi mi Monika Andruszewska, dziennikarka organizująca zbiórki dla ukraińskich jednostek wojskowych. – Ludzie często pokonują tysiące kilometrów, by przywieźć rzeczy, które nieraz są warte mniej niż benzyna wydana na przejazd – dodaje.
Kiedy poprosiliśmy o komentarze Ministerstwo finansów, otrzymaliśmy prośbę o wysłanie pytań drogą mailową i obiecano nam odpowiedź pisemną. Przedstawiciele szwedzkich organizacji pomocowych również zdecydowali się udzielić pełnego komentarza jutro.
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Komentarze