Na sali zapanował rodzaj histerycznego amoku, któremu ulegli nie tylko tradycyjnie antyniemieccy politycy prawicy, ale także posłowie SLD i PO - Włodzimierz Cimoszewicz wspomina, jak we wrześniu 2004 jako minister spraw zagranicznych odrzucił uchwałę Sejmu. "Dzisiejszy powrót do tej kwestii wynika z mieszaniny ignorancji i politycznego cynizmu".

„Polskie władze po 1989 roku nigdy nie podejmowały kwestii reparacji. Nie było to zaniedbanie, ale świadome zachowanie wynikające ze znajomości prawnych aspektów problemu. A także z niechęci do wywoływania bezsensownych napięć z naszym najważniejszym sąsiadem i wyjątkowo ważnym partnerem, jakim są Niemcy” – pisze dla OKO.press Włodzimierz Cimoszewicz, wicepremier i minister sprawiedliwości (1993-1995), premier (1996-1997), minister spraw zagranicznych (2001-2005), marszałek Sejmu (2005), prawnik, specjalista prawa międzynarodowego.

Cimoszewicz podkreśla, że „nic nie jest w stanie zrekompensować okrutnych i ogromnych strat naszego społeczeństwa, kultury i gospodarki wynikających z wywołanej przez Niemcy wojny i okupacji. Jednak ta prawda nie zmienia faktów i sytuacji prawnej”. Oto cała analiza Włodzimierza Cimoszewicza:


Jest maj 1945 roku. Niemcy przegrywają wojnę i składają bezwarunkową kapitulację wobec czterech mocarstw: ZSRR, USA, Wielkiej Brytanii i Francji.

Władza czterech mocarstw

Najczęściej kojarzy się ten fakt z przerwaniem walki. Miał on jednak daleko większe znaczenie. Składając bezwarunkową kapitulację przekazano władze suwerena w Niemczech czterem aliantom. Państwo niemieckie przestało istnieć. Jego terytorium podzielone zostało na cztery strefy okupacyjne, którymi rządziły poszczególne mocarstwa. Nie chodziło wyłącznie o zarządzanie, chodziło o sprawowanie pełni władzy państwowej przez inne kraje.

Kilka tygodni później odbyła się konferencja w Poczdamie, na której zwycięskie mocarstwa podjęły szereg decyzji dotyczących Niemiec i Niemców. Wtedy postanowiono przekazać część ziem niemieckich Polsce, ustalono też, że zamieszkujący je Niemcy zostaną przesiedleni na zachód.

Podjęto też decyzje w sprawie reparacji, a więc odszkodowań wojennych. Miały je otrzymać, a ściślej wziąć sobie, cztery mocarstwa. Swoje uprawnienia miały realizować każde we własnej strefie okupacyjnej.

Niektóre kraje, jak Polska, uzyskały prawo do części reparacji ściąganych przez wskazane mocarstwo. Przypadło nam 15 procent tego, co ze swojej strefy mieli wywieźć Rosjanie.

Oczywiście nie było mowy o odszkodowaniach pieniężnych, bo kto i z czego miałby je płacić? Roszczenia realizowano przez konfiskatę i wywóz dóbr materialnych, zwłaszcza zakładów przemysłowych.

W 1949 roku powstały dwa państwa niemieckie. Jako pierwsze Republika Federalna Niemiec na obszarze trzech zachodnich stref, na co reakcją była Niemiecka Republika Demokratyczna w strefie okupacyjnej ZSRR.

Moskwa rezygnuje, temat reparacji zamknięty

22 sierpnia 1953 roku władze w Moskwie postanowiły zakończyć ściąganie reparacji. Nie wiadomo, czy sygnalizowano to wcześniej władzom PRL, trzeba jednak stwierdzić, że ZSRR miał prawo podjąć taką decyzję. Oznaczała ona faktycznie koniec reparacji także dla Polski.

Polska nie mogła domagać się czegokolwiek więcej, bo nasze odszkodowania były określone jako procentowy udział w radzieckich, a nie kwotowy. Nie mogliśmy więc stwierdzić, że prawnie należy się nam więcej.

Następnego dnia – 23 sierpnia 1953 – ogłoszono, że Polska również rezygnuje z dalszych reparacji. W gruncie rzeczy nie można było ogłosić niczego innego i fakt ograniczonej swobody działania polskich władz nie miał w tym przypadku większego znaczenia. Temat reparacji został definitywnie zamknięty.

Powtarzane ostatnio twierdzenia, że decyzja Polski nie była notyfikowana ani ONZ, ani Niemcom i dlatego nie miała mocy wiążącej są w świetle prawa międzynarodowego brednią. ONZ prowadzi rejestr umów międzynarodowych, który służy jedynie jawności prawa międzynarodowego, ale nie ma wpływu na ważność zawieranych umów.

Jeśli strony umowy nie zarejestrują jej w spisie ONZ, nie mogą powoływać się na nią przed organami tej organizacji, np. przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości lub przed Radą Bezpieczeństwa, ale nie ma to wpływu na ważność umowy.

Podobnie brak oficjalnej noty wysłanej do Berlina nie miał, i nie ma żadnego znaczenia.

Gdyby NRD, bo to na jej terytorium egzekwowano reparacje, których część trafiła do Polski oświadczyła, że nie godzi się z zakończeniem świadczenia odszkodowań i chce je nadal przekazywać Polsce, to dzisiaj PiS-owskie tuzy intelektu i wiedzy prawniczej mogłyby mówić, że coś się nam nadal należy. Jednak tej przysługi partii Jarosława Kaczyńskiego nie zrobiono.

Konferencja 2 + 4

Warto też pamiętać, że tzw. Traktat dwa plus cztery zawarty we wrześniu 1990 roku przez cztery mocarstwa (Rosja, USA, Wielka Brytania, Francja) i dwa państwa niemieckie (RFN, NRD) zamknął kwestie wynikające z II wojny światowej i choć nie był równoznaczny z traktatem pokojowym, to de facto go zastąpił.

W trakcie konferencji  w samym Traktacie dwa plus cztery nie wspomniano o reparacjach, co było milczącym potwierdzeniem zamknięcia tego tematu.

Polskie władze po 1989 roku nigdy tej sprawy nie podejmowały. Nie było to zaniedbanie, ale świadome zachowanie wynikające ze znajomości prawnych aspektów problemu. A także z niechęci do wywoływania bezsensownych napięć z naszym najważniejszym sąsiadem i wyjątkowo ważnym partnerem, jakim są Niemcy.

Wrzesień 2004, czyli antyniemiecki amok na sali sejmowej

Tymi samymi względami kierowałem się we wrześniu 2004 roku odrzucając sejmową uchwałę domagającą się od rządu podjęcia rozmów o reparacjach z Berlinem [Włodzimierz Cimoszewicz był wtedy ministrem spraw zagranicznych w rządzie Marka Belki – red.]. Uchwała zainicjowana przez PiS została podjęta w skandalicznych okolicznościach, gdy mój wiceminister odpowiedzialny za kwestie prawne nie został dopuszczony do głosu, by przedstawić stanowisko  MSZ. Było to oczywiste złamanie regulaminu Sejmu.

Na sali zapanował rodzaj antyniemieckiego histerycznego amoku, któremu ulegli nie tylko tradycyjnie antyniemieccy politycy prawicy, ale także posłowie SLD i PO.

Dzisiejszy powrót do tej kwestii wynika z mieszaniny ignorancji i politycznego cynizmu. Ponad 60 proc. Polaków uważa, że reparacje nam się należą.

Wojennej krzywdy nic nie zrekompensuje

Jest oczywiste, że nic nie jest w stanie zrekompensować okrutnych i ogromnych strat naszego społeczeństwa, kultury i gospodarki wynikających z wywołanej przez Niemcy wojny i okupacji.

Powinniśmy, co prawda, pamiętać i o ziemiach zachodnich, i kilku programach odszkodowań indywidualnych wypłacanych przez Niemcy Polakom, ale to prawda, że to nieproporcjonalnie mało.

Jednak ta prawda nie zmienia faktów i sytuacji prawnej. Kto twierdzi inaczej jest albo nieukiem, albo niemoralnym graczem politycznym.

Wreszcie, pamiętając o doznanych krzywdach, powinniśmy się zastanowić, co lepiej służy nam dzisiaj i przyszłym pokoleniom. Niekończące się rozliczenia historyczne ze wszystkimi dookoła? Czy współpraca z narodami, z którymi wiele przeszliśmy w historii?

Dobrego i złego.

Opłać abonament na wolność słowa


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym