„Dla nas Europa to europejskie zarobki, my wiemy, jak tam dotrzeć!” – mówił na Konwencji PiS premier Mateusz Morawiecki. Najwyraźniej nie dotyczy to nauczycieli. Z nowego raportu OECD wynika, że polscy nauczyciele są trzeci od końca w Europie pod względem płac. To m.in. przez to Polska ma bardzo niski odsetek młodych nauczycieli. Minipodwyżki nie wystarczą

Potraktowaliśmy poważnie hasło premiera o europejskich zarobkach w Polsce. Sprawdzamy, jak rząd PiS traktuje zarobki, na które ma bezpośredni wpływ – płace nauczycieli.

Na razie nauczyciele i nauczycielki walczą o zrównanie ich pensji ze średnią w gospodarce narodowej (o czym dalej), a do europejskich zarobków jest bardzo daleko. Może to oznaczać, że premier albo nie zna zarobków nauczycieli w Europie, albo zna, ale „nie wie, jak tam dotrzeć”. A może hasło o europejskich zarobkach traktuje równie selektywnie, co obietnicę „wspierania najbardziej potrzebujących”? Na wszelki wypadek pokazujemy premierowi, ile jest do zrobienia.

Najnowszych danych na temat nauczycielskich pensji dostarcza jedna z najważniejszych publikacji międzynarodowych o oświacie, czyli raport Education at a Glance z 2018 r. Liczby z naszego kraju są na tle Europy równie ciekawe, co alarmujące.

Polska w ogonie europejskich zarobków

Raporty „Education at a Glance” są tworzone co roku przez OECD we współpracy z ministerstwami edukacji i służbami statystycznymi państw członkowskich. OKO.press z zestawienia wybrało kraje europejskie (nie tylko te należące do UE).

Nawet po uwzględnieniu siły nabywczej dolara widać, że wynagrodzenie w oświacie w krajach wschodnich takich jak Polska, Czechy, Węgry, Słowacja znacznie odstaje od średniej europejskiej.

Najwięcej zarabia się w Luksemburgu – średnia roczna pensja nauczyciela, który zaczyna karierę to niemal 80 tys. dolarów (brutto; tu i dalej kwoty w dolarach uwzględniają parytet siły nabywczej – przyp. red.), na końcu kariery zawodowej – aż 138 tys. (brutto). To ponad dwa razy więcej niż średnia dla krajów Unii Europejskiej, która wynosi:

  • 33 655 dolarów – na starcie;
  • 46 644 dolarów – po 15 latach pracy;
  • 59 309 dolarów – na końcu ścieżki awansu z maksymalnymi kwalifikacjami.

Polska w rankingu zajmuje trzecie miejsce od końca. Gorzej zarabia się tylko w Czechach i Słowacji. Nauczyciel dyplomowany (na najwyższym stopniu awansu zawodowego, z najwyższymi kwalifikacjami) rocznie zarabia średnio 26 636 dolarów (brutto), miesięcznie – 2,2 tys.

Najgorszy start, słaba perspektywa rozwoju

Stażysta w Polsce startuje z najniższego w Europie pułapu – średnio zarabia 13,8 tys. dolarów rocznie. Po 15 latach może liczyć na wynagrodzenie w wysokości 25,5 tys. dolarów, a na końcu kariery, po uzyskaniu najwyższych kwalifikacji – 26,6 tys.

Na Węgrzech (bratni dla Polski przykład) nauczyciel, choć startuje z podobnego poziomu (15 tys. rocznie), to podnosząc swoje kwalifikacje i odpracowując w zawodzie „naście” lat, może liczyć na 1,5 raza wyższą pensję niż w Polsce.

Niewielkie zróżnicowanie zarobków w Polsce wynika ze sposobu urządzenia systemu wynagradzania nauczycieli. W teorii o ich wysokości decyduje staż pracy i wykształcenie. W praktyce 90 proc. polskich nauczycieli ma najwyższe możliwe kwalifikacje (premia za wykształcenie), a o ich zarobkach decyduje ścieżka awansu zawodowego, która jest krótka. Do 2018 roku wynosiła 10 lat, po korekcie minister Anny Zalewskiej: 15 lat.

Nauczyciele oczywiście chcą pokonywać etapy jak najszybciej, by zdobyć wyższe uposażenie. Chociaż – jak wiadomo – każdy kolejny stopień to wcale nie skok w lepszą rzeczywistość finansową. Podstawową (bez dodatków) pensję stażysty i nauczyciela dyplomowanego

dzieli dziś (netto!) 659 zł miesięcznie, czyli 7,9 tys. zł rocznie.

W wielu krajach (zobacz wykres wyżej) nauczyciele już na starcie dostają zachętę do wykonywania „misyjnego” – jak często określa się pracę pedagogiczną – zawodu. Staż pracy, a także możliwość ciągłego rozwoju i podnoszenia kwalifikacji realnie przekładają się tam na wyższe zarobki. A to daje inne perspektywy budowania kariery i naturalnie chroni przed przedwczesnym wypaleniem.

Wyższe wykształcenie – niewysokie zarobki?

Raport OECD porównuje też zarobki nauczycieli do zarobków pracowników z wyższym wykształceniem. W Polsce ponad 90 proc. nauczycieli ukończyło studia wyższe, ale przeciętnie zarabiają mniej niż ogół pracowników z dyplomem wyższej uczelni.

Średnio w krajach Unii Europejskiej nauczyciele zarabiają 93 proc. tego, co absolwenci Uniwersytetów. W tej statystyce Polska również jest pod kreską.

Średnio zarobki polskiego nauczyciela są o 1/5 niższe niż innych pracowników z wyższym wykształceniem.

Cel 1: średnia krajowa

Nauczyciele, którzy przygotowują się do strajku nie patrzą w stronę kolegów i koleżanek z Europy. Narazie chcą zarabiać co najmniej tyle, co średnia w budżetówce. W trzecim kwartale 2018 zarobki w gospodarce narodowej wynosiły 4 580 zł brutto i były o 1283 zł wyższe niż pensja nauczyciela dyplomowanego (3 317 zł brutto w 2018 roku).

Gdyby postulat związkowców – 1000 zł netto do wynagrodzenia zasadniczego – został spełniony, ta „luka płacowa” (zobacz wykres niżej) byłaby najniższa w historii i po uwzględnieniu stałego wzrostu płac w budżetówce i 5 proc. podwyżki 2019 roku mogłaby spaść poniżej 200 zł.

Wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela a średnia płaca w gospodarce narodowej

2007-2018*

Druga strona medalu: nakład pracy

Wysiłek polskiego nauczyciela jest ogromny, bo zepsuty jest cały system edukacji. Przeładowane podstawy programowe, nacisk na uczenie przedmiotów, a nie umiejętności, setki prac domowych – to wszystko sprawia, że nauczyciel haruje dwa/trzy razy więcej niż pokazuje oficjalny licznik (pisaliśmy o tym w tekście „Wraca mit, że nauczyciel pracuje mało”).

Polska należy do krajów z najniższym pensum: przy tablicy nauczyciel spędza obowiązkowych 18 godzin lekcyjnych, czyli 13,5 godzin zegarowej. Średnia dla europejskich krajów to 18-22 godziny zegarowe. Z badań ankietowych prowadzonych w 2013 roku przez Instytut Badań Edukacyjnych wśród nauczycieli wynikało jednak, że w rzeczywistości nauczyciel w Polsce pracuje nawet 47 godzin w tygodniu, czyli ponad czas zapisany w kodeksie pracy.

Z raportu wynika też, że średnio na polskiego nauczyciela przypada:

  • 11 uczniów w szkole podstawowej;
  • 10 – w gimnazjum, liceum i szkołach zawodowych.

Warto podkreślić: to jeden z najlepszych wyników w Europie. Średnia dla krajów UE to 14, a we Francji czy Czechach – nawet 19.

Nauczyciele w Polsce są też poniżej europejskiej średniej, jeśli chodzi o wiek. Najstarsza grupa – powyżej 50 roku życia – to ok. 30 proc. kadry (w zależności od typu szkoły liczba waha się między 33 a 28 proc.).

To, co może martwić to niski odsetek najmłodszych w zawodzie. Nauczyciele poniżej 30. roku życia to:

  • 9 proc. kadry w szkołach podstawowych;
  • 6 proc. w (likwidowanych) gimnazjach;
  • 5 proc. w liceach i szkołach zawodowych.

Średnia dla krajów UE (dla wszystkich typów szkół) to 11 proc., ale w krajach, w których perspektywy zarobkowe są lepsze, odsetek ten sięga nawet:

  • 31 proc. w Wielkiej Brytanii;
  • 21 proc. w Luksemburgu;
  • 20 proc. w Belgii;
  • 16 proc. Norwegia;
  • 15 proc. w Holandii.

"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press