"Ktoś ma irokeza, ktoś ma dredy, ktoś przychodzi bez koszulki i wszyscy są na równi zaangażowani. Liczy się to, o czym rozmawiamy". "Przyszła do naszego namiotu dziewczyna przebrana za księżniczkę Leję z „Gwiezdnych wojen” i czytała wraz z nami konstytucję". "Mam zdjęcie kolegów sędziów pod sceną, jak skakali na Nocnym Kochanku"

Według organizatorów: 500-700 tys. uczestniczek i uczestników, według policji 140 tysięcy. Pol’and’Rock Festival organizowany w Kostrzynie nad Odrą przez Fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – wcześniej 23. razy odbywał się jako Przystanek Woodstock. To największy festiwal muzyczny w Polsce, cztery sceny, kilkadziesiąt koncertów i wydarzeń kulturalnych – wszystko za darmo. Dzięki temu jest tak szczególny, przyjeżdżają na niego ludzie, których nie stać na inne imprezy, na które bilet kosztuje po 400-700 złotych. Od dwóch lat policja uznaje go za imprezę o podwyższonym ryzyku.

Na zakończenie festiwalu Jurek Owsiak apelował:

„Idźcie na wybory. Nie powiem wam na kogo głosować, bo nie mam takiego prawa. Wy decydujecie”.

W tym roku festiwal był wyjątkowy nie tylko dlatego, że odbył się pod inną nazwą. Po raz pierwszy przyjechały na niego dziesiątki prawników – adwokatów i sędziów. W kolejce do toj tojów i polowych pryszniców stali obok siebie Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar i prezes stowarzyszenia sędziów Krystian Markiewicz. Spali w namiotach i przez cztery dni udzielali porad, brali udział w debatach i warsztatach filmowych. Rozdawali koszulki i robili sobie tatuaże z napisem „Wolne sądy”.

Swój namiot miała warszawska Okręgowa Rada Adwokacka, a gościła w nim m.in. sędziów ze stowarzyszenia Iustitia. Było też Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich.

OKO.press rozmawiało z sędziami i prawnikami, którzy pojechali na festiwal rockowy dyskutować o prawie i sprawiedliwości [czytaj poniżej].

fot. Marcjanna Dębska

Kuszlewicz: Ludzie, którzy mogli siedzieć na koncertach, na piwie, przyszli słuchać Ewy Łętowskiej!

Karolina Kuszlewicz, adwokatka, współorganizatorka strefy „Adwokaci na Pol’and’Rock Festival 2018”

Dlaczego tu przyjechaliśmy? Pomysł wziął się z przekonania, że naszym obowiązkiem jako adwokatów i w ogóle prawników i prawniczek – jest swoiste oswajanie prawa i czynienie go bardziej przystępnym dla każdego człowieka, a także budowanie wzajemnego zaufania. Chcieliśmy wspólnie rozmawiać z ludźmi o żywym prawie, czyli takim, które ma realne znaczenie w ich codziennym życiu. W zeszłym roku byliśmy na Festiwalu po raz pierwszy – byliśmy wówczas gośćmi w namiocie RPO ze swoim stoiskiem adwokackim. W tym roku postanowiliśmy zorganizować całą dużą Strefę Adwokaci na Festiwalu – namiot praw i wolności.

Zaprosiliśmy 9 organizacji pozarządowych. Były to: Akcja Demokracja, Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia, Panoptykon, Fundacja Kultury bez barier, Klub Gaja, Obóz dla Puszczy, Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze. Stowarzyszenie „Alimenty to nie prezenty” pokazywało prozę życia, zwłaszcza kobiet i dzieci. A Kongres Kobiet w strojach herstorycznych opowiadał o tym, jak wyglądała droga do uzyskania przez kobiety praw wyborczych 100 lat temu, były również wystawy edukacyjne przedstawiające tę drogę.

fot. Marta Tomkiewicz

Z naszej Izby Adwokackiej w Warszawie było 11 adwokatów. W ciągu 4 dni odwiedziło nas na pewno kilka tysięcy osób. Zorganizowaliśmy kilkadziesiąt warsztatów, podczas których wspólnie z uczestnikami Festiwalu debatowaliśmy m. in. o takich kwestiach jak: prawa osób zatrzymanych, bezpieczeństwo w sieci, prawna ochrona zwierząt i przyrody, prawo do sądu, etyka adwokacka. Można było wziąć udział w warsztatach z RODO czy poczuć, „jak się widzi, gdy nic się nie widzi” – o prawie osób niewidomych do dostępu do kultury i sztuki. Przeprowadziliśmy ponad 130 rozmów indywidualnych podczas naszych dyżurów adwokackich.

Przyszła do nas pani, która była u nas w zeszłym roku, wróciła, żeby podziękować. Powiedziała, że daliśmy jej wiarę, by rozpocząć sprawę o należne jej alimenty. I jak powiedziała – udało jej się te alimenty uzyskać. To był wzruszający moment.

Były też momenty podniosłe, kiedy podczas wystąpienia prowadzonego przez Iustitię ludzie skandowali „Wolne sądy” albo podczas spotkania z obrońcami Puszczy Białowieskiej: „cała puszcza parkiem narodowym”.

Byli z nami również absolutnie wyjątkowi goście.

Kiedy prof. Ewa Łętowska opowiadała o tym, czym jest Konstytucja i trójpodział władzy, duży namiot mieszczący kilkaset osób po prostu pękał w szwach, a pytaniom nie było końca. Ci ludzie, którzy mogli siedzieć na koncertach, na piwie, przyszli słuchać pani Profesor!

To doskonały dowód na to, że również na Festiwalu muzycznym jest miejsce do rozmów o prawie. Był z nami również Prezes Jerzy Stępień.

fot. Marta Tomkiewicz
fot. Marta Tomkiewicz

Myślę, że zburzyliśmy wyobrażenie wielu osób o adwokatach i sędziach jako osobach niedostępnych, tworzących dystans. Chcieliśmy stworzyć przestrzeń wymiany doświadczeń, różnorodności, pogłębiania świadomości prawnej i wzajemnego szacunku. Prawo służy temu, żeby żyło nam się bezpieczniej. Cały ten namiot  był pełen życzliwości, uśmiechu, serdeczności, otwartości. Kooperowali że sobą adwokaci, sędziowie, organizacje pozarządowe i ruchy społeczne. Ludzie chętnie i śmiało zadawali  nam pytania i dzielili się swoimi problemami.

Ktoś ma irokeza, ktoś inny  ma dredy, ktoś przychodzi bez koszulki, młodszy, starszy i wszyscy są na równi zaangażowani merytorycznie, wygląd przestaje mieć znaczenie, liczy się to, o czym rozmawiamy. Wspólnie i w poczuciu wzajemnego zaufania.

Rudzińska-Bluszcz: Młodzi ludzie chcą i potrafią się wypowiedzieć

Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, adwokatka, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich
Najbardziej pamiętam ten moment, kiedy przyszła do naszego namiotu dziewczyna przebrana za księżniczkę Leję z „Gwiezdnych wojen” z napisem „Szukam Hana Solo, może być mrożony” i czytała wraz z nami konstytucję.

Wokół było mnóstwo namiotów różnych organizacji, m.in. Strajku Kobiet i Amnesty International. Dominowały dwa tematy: prawa kobiet (metoo, aborcja) i wolne sądy. W namiocie Rzecznika Praw Obywatelskich gościliśmy też inne organizacje: sieć Watchdog Polska, Centrum Praw Kobiet, Forum Dialogu. Stowarzyszenie Fado z Łodzi, zajmujące się integracją osób z niepełnosprawnościami w życiu codziennym, prowadziło bardzo popularne warsztaty. Można było chodzić z zasłoniętymi oczami o lasce albo założyć specjalne rękawice i wydobyć coś z pudełka tak jak osoba z porażeniem ruchowym. Mnóstwo ludzi brało w tym udział, ustawiały się do nich kolejki.

Można też było z nami zagrać w grę planszową – „Prawo polis”. Był Arkadiusz Krupa, sędzia i rysownik znany z cyklu „Ślepym okiem Temidy”. Był youtuber Karol Paciorek, który opowiadał o tym, jak zaistnieć w sieci. Przez cały dzień w naszym namiocie prawnicy udzielali porad.

W naszych trzech debatach – o hejcie w sieci, reformie sądownictwa i metoo – wzięło udział mnóstwo ludzi. Jakie emocje budzą te tematy! Publiczność była niesamowicie zaangażowana. To przywraca wiarę. Młodzi ludzie chcą i potrafią się wypowiedzieć.

Ktoś zadał mi pytanie: „Czy nie jest jednak tak, że prawnicy są kliką?”. Podczas debaty o metoo chłopak, syn pułkownika Wojska Polskiego, powiedział, że kobiety nie powinny być w wojsku, bo dezorganizują pracę mężczyzn. Na to wstała dziewczyna, stomatolożka, i powiedziała, że faceci nie powinni być stomatologami. Pokazała, jak kobiety mogą się czuć na co dzień, kiedy mężczyźni mówią takie rzeczy.

Inna dziewczyna powiedziała, że podczas festiwalu ktoś ją przytulił, a ona wcale tego nie chciała i nie wie, jak sobie z tym poradzić.

Ludzie zadawali trudne pytania, ale zawsze w przyjaznej atmosferze. Chcieli zrozumieć, co się dzieje z sądownictwem, pytali, co Unia Europejska może zrobić. Pytali, czy rzeczywiście sędziowie zrobili wystarczająco dużo, żeby stanąć w ich obronie. Gdzie byli trzy lata temu, jak trzeba było bronić Trybunału Konstytucyjnego.

Myślę, że sędziowie i inni prawnicy przeszli przemianę. Nie są już na piedestale, nie patrzą na ludzi z wyższością. Byli otwarci na pytania, np. o to, gdzie byliście 3 lata temu, tylko spokojnie wchodzili w dialog. To budujące.

Barańska-Małuszek: Ludzie otwierali się przed nami, opowiadali o bardzo intymnych problemach

Olimpia Barańska-Małuszek, prezes gorzowskiego oddziału Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”

Jako Iustitia przez cały rok prowadzimy zajęcia edukacyjne w sądach i w szkołach, uczestniczymy w życiu medialnym, ale to nie jest ta skala co festiwal rockowy. 

Byłam na festiwalu już rok temu, razem z gorzowskim oddziałem Iustitii prowadziliśmy warsztaty na temat edukacji prawnej, pomagaliśmy Rzecznikowi Praw Obywatelskich i Court Watch Polska. W tym roku postanowiliśmy się włączyć bardzo aktywnie i zbudować swoje stoisko.

Prostym, luźnym i ludzkim językiem mówiliśmy o prawach obywatelskich, zmianach w sądownictwie – tych, które dokonują się teraz i tych, które są potrzebne. 

Odpowiadaliśmy na bardzo szczegółowe pytania, ludzie opowiadali nam o swoich doświadczeniach z sądami – nie tylko złych. 

Myślę, że obie strony potrzebowały tego spotkania. Nam to otworzyło oczy na wiele spraw i potrzeby obywateli. A obywatele mieli szansę spotkać się z nami bezpośrednio, dowiedzieć się o szczegółach naszej pracy.

Kiedy ludzie słyszeli, że jesteśmy sędziami, okazywali nam duże zaufanie. Zobaczyliśmy, że wykonując ten zawód, mamy zaufanie niejako z automatu, nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Ludzie otwierali się przed nami, opowiadali o bardzo intymnych problemach. Okazało się, że ta więź istnieje też poza salą sądową. Na przykład podczas warsztatów o przemocy ktoś zapytał, jak może unieważnić swój ślub.

Ludzie chcieli nam uścisnąć rękę, zrobić sobie z nami zdjęcie. Jeden pan powiedział mi, że pierwszy raz w życiu rozmawiał z sędzią.

Na festiwalu mogliśmy pokazać swoją osobowość, ale sala sądowa ma swoje wymogi. Sędzia reprezentuje Rzeczpospolitą i wymiar sprawiedliwości, a nie siebie. Myślę, że takie spotkania pokazują ludziom, że można nam zaufać, że za stołem sędziowski siedzi człowiek z krwi i kości, ma odpowiednie wykształcenie i wartości. Olbrzymia większość sędziów to zupełnie normalne osoby. 

Mam nadzieję, że w Polsce będziemy zmierzać w kierunku skandynawskim, gdzie sędziowie są postrzegani jak każdy obywatel, a kontakty z nimi są bardziej bezpośrednie.

Co teraz? Na razie muszę się wyspać, bo w namiotach i przy muzyce słabo to szło [śmiech]. Nie odpuściłabym sobie Gojira i Czesława Mozila. Mam zdjęcie kolegów pod sceną, jak skakali na Nocnym Kochanku. 

Przymusiński: Bez wolnych sądów może nie być Pol’and’Rock Festiwal

Bartłomiej Przymusiński, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia

Podszedł do mnie mężczyzna po czterdziestce, powiedział: „Jesteśmy po dwóch stronach barykady, nie zgadzam się z wami, ale szanuję to, że tu przyjechaliście”.

Też jesteśmy ludźmi i jeździmy na festiwale. Ja na przykład jeżdżę na festiwal w Jarocinie, zresztą stamtąd pochodzę. Ale pierwszy raz byliśmy tutaj jako organizacja sędziowska. Najwyższy czas. Wcześniej, przez lata uznawaliśmy, że niektóre rzeczy sędziom nie przystoją. Ale kiedy zobaczyliśmy, jak wielu ludzi wyszło przed sądy bronić praworządności, świadomość moja i wielu moich kolegów się zmieniła. 

Od lewej: Igor Tuleja, Barłomiej Przymusiński, Konrad Maj, Krystian Markiewicz

Tutaj na festiwalu ludzie sami do nas przychodzili, chcieli rozmawiać. Byli zaniepokojeni. Co chwilę ktoś do mnie podchodził i pytał „O co chodzi w tym całym sporze?”, nie wszyscy rozumieją, na czym on polega.

Tłumaczyliśmy na przykładzie festiwalu Pol’and’Rock festiwal – za rok ich ukochanego festiwalu może nie być, jeśli jakiś polityk uzna, że trzeba go zamknąć, a posłuszny sędzia wykona podyktowany wyrok. Dopóki sądy są niezależne, to się nie wydarzy.

Wiele osób mówiło, że potrzebne są reformy. Co by chcieli poprawić? Czas trwania postępowania. Wiele osób mówi: otrzymałem sprawiedliwy wyrok, tylko czemu po 2 latach?! 

Wielu ludzi czuje się zostawionych. Rząd nie proponuje nic, co poprawiłoby działanie sądów. Ta reforma wcale nie pomaga rozwiązać prawdziwych problemów. Prawdziwa reforma leży i nikt się nią nie zajmuje.

Na festiwalu ludzie pytali, co my moglibyśmy zaproponować. Mówiliśmy im o naszych projektach uproszczenia procedur czy obywatelskiej Krajowej Radzie Sądownictwa, które politycy wyrzucili do kosza. Wkrótce na podstawie tych rozmów przedstawimy też nowe pomysły, bo ludzie mówili, żebyśmy się nie zniechęcali. Na pewno ostatnie dwa lata to zmiana funkcjonowania naszej organizacji. Pracujemy z ludźmi i dla ludzi, oni są naszym pracodawcą, nie rząd, tylko społeczeństwo. Stawiamy na bezpośrednie spotkania i otwartość na potrzeby społeczne. Chcemy, żeby nasze stowarzyszenie za rok też było na festiwalu w Kostrzynie i na innych wydarzeniach.

fot. Marta Tomkiewicz
fot. Marta Tomkiewicz

Maj: Sędziowie robią sobie dziary

Konrad Maj, psycholog społeczny, Uniwersytet SWPS, uczestnik festiwalu

Pol’and‘Rock Festival to miejsce gdzie poważni ludzie rozmawiają na mało poważne tematy, a poważne tematy są dyskutowane przez mało poważnych ludzi w mało poważnej atmosferze.

To też miejsce gdzie sędziowie robią dziary, gdzie można spotkać piwnego władcę i żółwie ninja, gdzie ludzie zjeżdżają na sankach i wózkach dziecinnych, gdzie pod sceną jest piękne jezioro, gdzie śpiewają gumowe kurczaki, gdzie dostajesz brawa od kolejkowiczów gdy wychodzisz spod prysznica, gdzie ochrona to głównie skromnie zbudowane dziewczynki, gdzie w lesie stoi i nudzi się 1500 policjantów, gdzie Niemcy polewają Cię armatkami wodnymi, gdzie pogoda ma tylko 2 odmiany (upał lub ulewa), gdzie generalnie ważniejsze jest to co się ma w sobie niż na sobie, a toitoie świecą laserami.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni.
W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym