0:00
Prawa autorskie: AFPAFP
04 kwietnia 2022

Co wiemy o mordach w Buczy?

Bucza, 36-tysięczne miasto na północ od Kijowa, jeszcze niedawno modne i zamożne, stało się symbolem rosyjskich zbrodni wojennych. Po wycofaniu się Rosjan i ich sojuszników ukraińscy żołnierze i dziennikarze zastali tam zwłoki cywili na drodze, miejsca egzekucji i masowy grób

Wydrukuj

W niedzielę 3 kwietnia „Ukraińśkaja Prawda" pisała o 340 znalezionych już w Buczy ciałach. Relacje zebrane na miejscu nie potwierdzają jednak do tej pory informacji o tak dużej ilości zabitych.

Wiadomości napływające z miasta są wciąż szczątkowe, ale na podstawie opowieści świadków i lokalizacji zwłok oraz miejsc pochówku postaramy się zrekonstruować, co stało się w Buczy pomiędzy pierwszymi dniami wojny, kiedy dostała się pod okupację, a początkiem kwietnia, gdy rosyjskie wojska się z niej wycofały.

Uwaga: materiał zawiera drastyczne zdjęcia i filmy.

Planowe egzekucje

Zwłoki cywilów ze związanymi rękami znaleziono co najmniej w dwóch miejscach. Mamy już naoczną relację świadka jednej z egzekucji, której skutek widać na tych zdjęciach:

View post on Twitter

Opowiada Władysław Kozłowskij, sommelier z Kijowa, który na początku wojny wrócił do Buczy, by zaopiekować się matką: „2 marca przyszli Rosjanie. Schowaliśmy się w schronie. Najeźdźcy rozbili pierwsze drzwi, drugie otworzyliśmy im sami, bo baliśmy się, że wszystkich zabiją. Byli wśród nich Rosjanie i Białorusini, łatwo było ich rozpoznać po akcencie.

Przez pierwsze dni traktowali nas dobrze, przynosili jedzenie. Ale mózgi mieli wyprane propagandą, normalni ludzie przecież nie okupowaliby obcego kraju. W tym czasie w mieście trwały silne walki i nie pozwalali nam wyjść. Nie mieliśmy światła, wody ani ogrzewania. Potem na ich miejsce pojawili się inni. 7 marca wyciągnęli ze schronu najpierw kobiety i dzieci, potem mężczyzn.

Kazali nam uklęknąć i przeszukali nas. Miałem pieniądze i zegarek. Wszystko zabrali. Znali niektórych ludzi, sprawdzili ich dokumenty i jeśli ktoś brał udział w wojnie w Donbasie, albo był zarejestrowany w armii, natychmiast go zabijali. Sprawdzali również tatuaże w poszukiwaniu nazistowskich. Rozstrzeliwali nawet tych, którzy wytatuowali sobie ukraińskie godło - tryzub.

Strzelali do nich od tyłu albo prosto w serce. Byli wśród nich Rosjanie, i sądząc po wyglądzie - Buriaci".

Ukraińskie i rosyjskie źródła potwierdzają, że wśród jednostek stacjonujących w Buczy znajdowali się żołnierze z Dalekiego Wschodu, konkretnie z 64. samodzielnej brygady zmotoryzowanej z Chabarowska. Kolektyw InformNapalm zidentyfikował dowódcę oddziału z Buczy. To pułkownik Azatbek Asanbekowicz Omurekow.

Władysław Kozłowskij opowiadał dalej: „Zastrzelili chyba osiem osób. Wczoraj widziałem ich zwłoki za budynkiem na jednym ze zdjęć z Buczy.

Pamiętam wszystko jak przez mgłę. Byłem przekonany, że już nie wrócę do domu. Mojemu znajomemu przestrzelili bok, mówiąc: „żebyś się za bardzo nie śpieszył".

Pytali mnie, gdzie mieszkają weterani z Donbasu i nacjonaliści, ale nic o tym nie wiedziałem i nie mogłem im odpowiedzieć. Pobili mnie".

Z opowieści Kozłowskiego wynika, że egzekucja była planowaną akcją - Rosjanie zrobili tak, jak w 1995 roku w Srebrenicy Serbowie, którzy wystrzelali wszystkich mężczyzn w wieku poborowym, bo mogli oni wcześniej brać udział w działaniach wojennych przeciwko nim. Najprawdopodobniej jednak bliższe rosyjskim żołnierzom były „zaczystki" - brutalne obławy, które organizowali podczas obu wojen czeczeńskich. Nie kończyły się one tylko egzekucją „podejrzanych", ale również rabunkami, gwałtami i torturami.

O „zaczystce" na północ od Kijowa mówił drugi ze zidentyfikowanych przez InformNapalm oficerów, który występując w rosyjskich mediach ukrył się pod pseudonimem. Teraz wiemy już, że to major Aleksiej Bakumienko ze sztabu 520. Samodzielnej Nadbrzeżnej Brygady Rakietowo-Artyleryjskiej Floty Pacyfiku, czyli piechoty morskiej.

View post on Twitter

Rozstrzelanych mężczyzn znaleziono też w piwnicy jednego z budynków w Buczy. Kazano im uklęknąć i zabito strzałem w tył głowy. Odnalezienie ich zwłok widać na filmie poniżej.

View post on Twitter

Mamy też relację z 4 marca, czyli wcześniejszą od opowieści Kozłowskiego, którą opublikowała w swoim raporcie Human Rights Watch. Miejscowa nauczycielka opowiedziała HRW, że około 07:00 rano trzy transportery opancerzone i cztery ciężarówki Kamaz przyjechały na jej ulicę. Schowała się w piwnicy, ale Rosjanie zagrozili, że jeśli wszyscy nie wyjdą z domu, wrzucą tam granat. Wraz z innymi sąsiadami zabrali ją na niewielki skwer - razem około 40 osób. „Dowódca miał odznaki spadochroniarzy. Mówił z akcentem z zachodu lub środkowego zachodu Rosji. Urodziłam się w Rosji, więc słyszę takie rzeczy".

Rosyjscy spadochroniarze, rozpoznawalni dzięki charakterystycznym koszulkom w biało-niebieskie paski, to Wojska Powietrzno-Desantowe Federacji Rosyjskiej. Od 2014 roku uczestniczyły w walkach w Donbasie (czego oczywiście oficjalnie Rosjanie się wypierają).

Wyciągnięci przez żołnierzy z domów mieszkańcy Buczy musieli stać na zimnie przez kilka godzin. Rosjanie sprawdzali ich telefony i pytali, gdzie są osoby, które wcześniej walczyły w Donbasie. Nauczycielka opowiedziała HRW, że „w pewnym momencie przyprowadzili młodego człowieka, potem jeszcze następnych. Kazali im zdjąć buty i kurtki, uklęknąć. Żołnierze naciągnęli im koszulki na głowę. Strzelili jednemu w tył głowy. Upadł. Kobiety zaczęły krzyczeć. Czterech pozostałych mężczyzn dalej klęczało.

Dowódca powiedział do ludzi na skwerze: "Nie bójcie się. Wy jesteście normalni - a to jest brud. Musimy oczyścić was z brudu".

Po kolejnych kilku godzinach żołnierze zabrali buczan z powrotem do ich domów. Czwórka mężczyzn nadal klęczała. Kiedy nauczycielka opuszczała Buczę 9 marca, ciało młodego człowieka nadal leżało tam, gdzie został zastrzelony.

Przeczytaj także:

Strzelali do wszystkiego, co się ruszało

Jedną z pierwszych ofiar w Buczy była 56-letnia Tetiana Pomazenko. 27 lutego 2022 roku usłyszała czołgi i wyszła za płot swojego domu myśląc, że to ukraińskie wojsko. Czołgi jednak okazały się być rosyjskie, a rosyjscy żołnierze zastrzelili kobietę. Jej 76-letnia matka złożyła ciało córki w ogrodzie i przykryła deskami, żeby nie zjadły go psy.

Pierwszy film z Buczy, który pojawił się w mediach społecznościowych po wyzwoleniu miasta, pokazywał jedną z głównych dróg miasta, ul. Jabłuńską, usianą zwłokami. Po lewej stronie widać mężczyznę, który najwyraźniej jechał na rowerze i na nim został zastrzelony. Po drugiej stronie ulicy leżą ciała trzech mężczyzn ze związanymi rękami - czyli ich egzekucja miała charakter bardziej „planowany".

Władysław Kozłowskij opowiada, że w połowie marca do Buczy przyjechali kadyrowcy - czyli oddziały z podporządkowanej Rosji Czeczenii. „Przez ostatni tydzień chodzili po mieście i strzelali do każdego, kogo zobaczyli.

Pod koniec marca zabili mojego sąsiada, emeryta nazwiskiem Strelec. Siedział na ławeczce, w życiu nie zrobił niczego złego, a już na pewno nie był nazistą".

Na tym wideo mieszkanka Buczy opowiada z kolei o znęcaniu się żołnierzy - nie wiemy, czy Rosjan, czy Czeczenów - nad mężczyzną. Mówi, że najpierw strzelili mu w stopę. Kiedy zaczął krzyczeć, ten, który strzelał, wrzasnął: „Nie krzycz, bo będę strzelać". Potem strzelili do niego jeszcze kilka razy, kończąc precyzyjnym strzałem w głowę.

Spalona rodzina

Dziennikarz Denis Kazanskij poinformował, że na podwórku na ulicy Starojabłońskiej znalazł zwęglone ciała kilku osób. Jego zdaniem najprawdopodobniej była to rodzina składająca się z 5-6 osób. Zdjęcie jest tak drastyczne, że nie osadzamy tutaj tweeta.

Masowy grób przy cerkwi

Na niezabudowanej parceli w pobliżu cerkwi św. Andrzeja znajduje się masowy grób. Obecni na miejscu zachodni dziennikarze informowali, że widocznych było w nim około 30 ciał w workach na zwłoki. Jak pisze „The New York Times", kazał go wykopać na początku marca miejscowy (ukraiński) koroner Andriej Kapliszny, który był w mieście do 10 marca. W Buczy nie było prądu, więc nie można było przechowywać zwłok w kostnicy. Gdy Kapliszny wyjeżdżał, w grobie znajdowało się około 40 ciał osób, które zmarły w pierwszych dniach okupacji. Część z nich zabrali potem jego współpracownicy. Pochował również na cmentarzu 57 osób, z których 15 zmarło śmiercią naturalną. Pozostali zostali zastrzeleni albo zabici odłamkami pocisków.

W niedzielę 3 kwietnia Kapliczny zebrał z miasta kolejne 30 zwłok - w tym 13 mężczyzn ze związanymi z tyłu rękami zastrzelonych z bliskiej odległości.

Naprawdopodobniej są to osoby, o których egzekucjach pisaliśmy wyżej. Koroner pokazał bowiem dziennikarzom „NYT" zdjęcia ciał ośmiu mężczyzn leżących obok budynku i pięciu w piwnicy.

To zapewne jeszcze nie wszystkie ofiary z Buczy - Kozłowskij i inni mieszkańcy mówią, że zmarłych chowali pod osłoną nocy w najbliższym możliwym miejscu. Tak stało się z rodziną, która została zastrzelona podczas próby wyjazdu z miasta.

Dlaczego Bucza?

Podobne dramatyczne doniesienia przychodzą z innych wyzwolonych miast i wsi - Irpienia, Motyżyna, okolic Czernihowa. Na drodze do Kijowa leżą częściowo spalone zwłoki trzech kobiet, najprawdopodobniej ofiar gwałtu i tortur. W Motyżynie Rosjanie zabili naczelniczkę wsi i jej męża, znaleziono ich ciała częściowo przysypane ziemią. Na drodze tuż przed Buczą leżał kolejny zastrzelony rowerzysta.

Nie wiemy jeszcze, jaki widok zobaczyli lub zobaczą ukraińscy żołnierze wchodzący do opuszczonych przez Rosjan miejscowości w obwodach czernihowskim i sumskim.

Nie ma chyba wątpliwości, że najstraszniejsze rzeczy działy się - i dzieją - w oblężonym Mariupolu. Niecenzurowanych przez Rosjan materiałów foto i wideo stamtąd możemy jednak nigdy nie zobaczyć.

Widok ulicy Jabłuńskiej z ciałami po prawej i po lewej stronie drogi jest już jednak jednym z symboli tej wojny. Może tak okrutne działania rosyjskich i czeczeńskich żołnierzy w Buczy mają związek z tym, że sami ponieśli tu duże straty 27 lutego - tego dnia, gdy zastrzelili Tetianę Pomazenko. Na prostopadłej do Jabłuńskiej ulicy Wokzałnej (Dworcowej) wciąż straszą szczątki kolumny rosyjskiej kolumny czołgów i wozów bojowych, które zostały zniszczone przez drony. Według mieszkańców podczas ataku zginęło bardzo wielu Rosjan.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne