Irlandzkie referendum nad zniesieniem Ósmej Poprawki do konstytucji, zakazującej prawie całkowicie przerywania ciąży zdecydowanie wygrała opcja pro-choice: 68 proc. za 32 proc. przeciw (według sondaży). "Dość już sekretów, wstydu. Trzeba zaufać wyborom kobiet" - takie hasła przesądziły o wyniku. Agitacja Kościoła katolickiego zawiodła.

Tak mocne poparcie oparcia wyborców dla uchylenia ósmej poprawki sprawi, że politycy w parlamencie będą musieli zmienić prawo. Rząd chce wprowadzić możliwość aborcji do 12 tygodnia ciąży. Uwzględniając krytykę ze strony środowisk pro-life, przepisy mają jednak szczegółowo opisywać procedurę, a wśród planowanych zabezpieczeń jest między innymi wymóg  konsultacji lekarskiej i zachowanie co najmniej 72 godzin od decyzji lekarskiej do przeprowadzenia zabiegu, co ma pomóc kobiecie poważnie przemyśleć swój wybór.

[Uwaga! Poniższy tekst pisany był podczas głosowania, gdy jego wynik był nieznany].

„Szansa podjęcia takiej decyzji w głosowaniu zdarza się raz na pokolenie” – tak premier Irlandii Leo Varadkar zachęcał Irlandczyków do wzięcia udziału w referendum 25 maja 2018. Wprawdzie zwolennicy liberalizacji ustawy mają większość we wszystkich sondażach. Jest jednak wielka grupa osób niezdecydowanych – od 15 proc. do nawet 24 proc. To oni zdecydują o wyniku referendum.

Tak samo sytuacja wyglądała przed brytyjskim referendum w sprawie wyjścia z UE. I tak samo jak wtedy wynik referendum jest nie do przewidzenia.

O czym zdecydują Irlandczycy?

Głosujący odpowiedzą na pytanie, czy należy usunąć Ósmą Poprawkę do konstytucji. Przegłosowana w 1983 roku, zrównywała prawa kobiet i płodów, dzięki czemu aborcja była całkowicie zabroniona. Restrykcyjne prawodawstwo obowiązywało tam zawsze, ale w 1983 r.oku to obywatele zdecydowali o tym w referendum.

Aborcja była i jest nie tylko zakazana, ale i surowo karana – do 2013 roku za dokonanie aborcji i kobiecie, i lekarzowi groziło dożywocie. Po zmianach 2013 roku – 14 lat więzienia.

Do 2013 ustawa nie przewidywała możliwości przerwania ciąży z powodu zagrożenia życia kobiety. Ale w 2012 roku w szpitalu w Galway zmarła Savita Halappanavar, dentystka, obywatelka Indii, której irlandzcy lekarze odmówili aborcji. Halappanavar trafiła do szpitala w 17. tygodniu ciąży z krwawieniem wywołanym poronieniem. Lekarze nie chcieli przerwać ciąży, by ratować pacjentkę – czekali aż płód sam obumrze. Gdy to się stało, Savity nie dało się już uratować.

Rok później Irlandia wprowadziła możliwość przerywania ciąży w celu ratowania życia matki. Aborcję można wykonać w jednym z 25 szpitali i o każdym zabiegu musi być poinformowany minister zdrowia. Za aborcję w innym przypadku, także za podanie (i przyjęcie) pigułki wczesnoporonnej grozi 14 lat więzienia.

Jak twierdzą działaczki Aborcyjnego Dream Teamu – które są w Dublinie i obserwują przebieg głosowania – Karolina Więckiewicz i Natalia Broniarczyk, referendum by się nie odbyło, gdyby nie trzy okoliczności.

Pierwszą okolicznością jest rosnący brak zaufania do Kościoła katolickiego spowodowany ujawnieniem ogromnej skali seksualnego wykorzystywania dzieci przez księży. Drugą jest śmierć Savity Halappanavar. Trzecia to strategia ruchów feministycznych i ich zaangażowanie i współpraca w prowadzeniu kampanii z jednym postulatem – przeprowadzenia referendum w sprawie 8. poprawki. Kluczem do sukcesu było zaangażowanie związków zawodowych.

Nie sposób pominąć też aktywnego udziału polityków i polityczek. Zniesienie 8. poprawki  ma poparcie rządu oraz prawie wszystkich partii politycznych (zobacz tutaj).

Czyli Irlandki nie przerywały dotychczas ciąży?

Bardzo surowe prawo, jedno z najbardziej restrykcyjnych w Europie i na świecie, nie powstrzymuje obywatelek Irlandii przed usuwaniem ciąży. Do Wielkiej Brytanii jest bardzo blisko, a tam prawo aborcyjne jest dość liberalne – aborcji można dokonać do 24. tygodnia ciąży, choć zgodę musi wydać dwóch lekarzy.

Według statystyk ministerstwa zdrowia Wielkiej Brytanii ok. 170 tys. Irlandek usunęło ciążę na Wyspach w latach 1980-2016 . W 2016 roku było to ponad 3 tys. osób. Czyli dziewięć kobiet dziennie dokonywało aborcji.

Ta liczba będzie większa, jeżeli weźmiemy pod uwagę wyjazdy do innych krajów z bardziej liberalnymi przepisami, jak kraje skandynawskie. To dużo, biorąc pod uwagę liczbę ludności Irlandii – 4,9 mln.

Prawo aborcyjne w Irlandii jest jednym z najbardziej restrykcyjnych w Unii Europejskiej – bardziej restrykcyjne jest jedynie na Malcie (tam obowiązuje całkowity zakaz). Tuż za Irlandią jest Polska ze swoimi trzema wyjątkami. Reszta krajów dopuszcza aborcję na żądanie lub z powodów społecznych. W marcu 2018 roku prawo aborcyjne zliberalizował Cypr.

Sondaże – raczej „Yes”, ale…

Najczęściej cytowanym sondażem jest ten z 15 maja Ipsos Mori dla dziennika „Irish Times”. Według niego

  • 44 proc. badanych jest za zniesieniem poprawki,
  • 32 proc. przeciw,
  • a 17 proc. nie wie jeszcze jak zagłosuje.

Inne sondaże dają jeszcze większą przewagę stronie „Yes”. W majowym sondażu dla „The Sunday Business Post” (pracownia RedC) zwolenników liberalizacji jest aż 56 proc., przeciwników 27 proc., a niezdecydowanych 14 proc.

W opublikowanym 20 maja sondażu dla „The Sunday Times” (Behaviour & Attitudes) zniesienie poprawki popiera 52 proc. badanych. Przeciw jest 24 proc., a 19 proc. nie wiedziało, jak zagłosuje.

Głosowanie trwa do godz. 22.00 czasu irlandzkiego. Pierwsze wyniki exit poll spodziewane są ok. 23:30. Oficjalne liczenie głosów zacznie się o 10 rano w sobotę 26 maja, wyniki poznamy kilka godzin później, jeśli nie będzie żadnych okoliczności nadzwyczajnych.


Relacja z Dublina. „Ktoś, kogo znasz, kogo kochasz potrzebuje twojego »tak«”


Sytuację w Irlandii komentują dla OKO.press działaczki Aborcyjnego Dream Teamu, Karolina Więckiewicz i Natalia Broniarczyk:

„Od  24 maja jesteśmy w Dublinie. Zastałyśmy setki plakatów i banerów nawołujących do głosowania. Mają bardzo różne hasła, jednak wprost o aborcji mówi niewiele z nich. Dominujący przekaz kampanii oparty jest na współczuciu i trosce, nie pokazuje jednak, jak miałoby wyglądać prawo aborcyjne.

Część namawia by głosować na “tak”, żeby nie wysyłać osób przerywających ciąże do więzienia czy zmuszać do wyjazdu za granicę. Inne nawiązują do tego, że aborcja to kwestia zdrowia, życia, godności, wolności i wspierania osób w “kryzysie”.

Jeszcze inne apelują do empatii – ktoś, kogo znasz, kogo kochasz potrzebuje twojego “tak”. Są też hasła nawiązujące do stygmatyzacji aborcji i nawołujące do zaprzestania wpychania w poczucie wstydu (“stop shaming women”).

Są też plakaty z wizerunkiem Savity Halappanavar i przesłaniem, że jej życie i życie innych kobiet się liczą i mają znaczenie. Są też hasła, które mówią, że czasem kwestia “prywatna” wymaga wsparcia publicznego.

Wydaje się oczywiste, że w kampanii na “tak” celowo nie ma mowy o tym, co to “tak” miałoby oznaczać. Póki co chodzi o to, aby pozbyć się 8. poprawki.

Jednak kampania na “nie” próbuje przekonywać, że chodzi właśnie o “aborcję na żądanie”, “nieregulowany dostęp do aborcji do 12. tygodnia” i tym podobne, i że na to Irlandia się nie może zgodzić.

Wyniki referendum nie przesądzą o zapisach nowej ustawy o przerywaniu ciąży. Jeśli większość zagłosuje za zniesieniem 8. poprawki, będzie to oznaczać kolejne zmagania o to, co będzie legalne. Nie ma pewności, że zostanie wprowadzone prawo do aborcji na żądanie. O tym w kampanii mówi się bardzo mało.

Co oznacza moje “tak”?

Spytałyśmy kilka osób ze znaczkami “Yes”, co dla nich oznacza to głosowanie, jakiego prawa aborcyjnego by chciały.

“Dość już tych sekretów, wstydu. Każda osoba, która potrzebuje powinna mieć dostęp do aborcji, musimy tym osobom zaufać”.

“Ja głosuję dlatego, bo znam wiele osób, które się dowiedziały, że ich dziecko może być chore i może nie przeżyć. Nikt nie może być stawiany w sytuacji takiej niepewności, zmuszany do cierpienia, to okrutne. To mój główny powód”.

“Nie wiem, co będzie w przyszłości. Nie wiem, jak to prawo, które jest teraz, mogłoby kiedyś wpłynąć na kogoś z mojej rodziny czy przyjaciół, i nie chcę tego sprawdzać, chcę żeby się zmieniło”.

“Dla mnie to jest tak, że po prostu powinna być aborcja do 12. tygodnia dla każdego, kto chce. W późniejszych terminach tylko  w szczególnych okolicznościach. To wszystko”.


Zostań w domu. Myj ręce. Dbaj o innych.
OKO.press pilnuje zdrowia Polek i Polaków.

Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Masz cynk?