"Musimy podejmować działania we wszystkich sektorach. Polska jest tego doskonałym przykładem. Podejmujemy nowatorskie wysiłki w elektromobilności. ... Stawiamy ją w sercu rozwoju gospodarczego, ale też rozwoju transportu" - mówił premier Morawiecki na COP24. I tak mówi od dwóch lat. A Polska jest przedostatnia w UE pod względem liczby aut elektrycznych

Przestawienie transportu samochodowego na pojazdy z napędem elektrycznym – i to jak najszybsze – może znacznie ograniczyć emisję CO2 do atmosfery. Transport spalinowy odpowiada za ok. 14 proc. emisji gazów cieplarnianych, jest więc o co walczyć. Uczestnicy COP24 poświęcili temu 4 grudnia 2018 jeden z głównych paneli.

Ale poza miłymi dla ucha deklaracjami, konkretnych zobowiązań zabrakło. Ogłoszono na przykład deklarację „Katowice Partnership for Electromobility”.

Jak poinformował wiceminister energii Michał Kurtyka, prezydent COP24, została przygotowana razem z Wielką Brytanią przez polski rząd. Przystąpiło do niej już kilkadziesiąt krajów, m.in. Austria, Chiny, Dania, Finlandia, Grecja, Niemcy, Francja, Meksyk, Hiszpania – mówił Kurtyka.

To poparcie nikogo do niczego jednak nie zobowiązuje, bo deklaracja zakłada jedynie „wymianę doświadczeń” i „promocję”. Mają powstawać w tym celu sieci partnerstw między władzami miast, regionów i państw, a także organizacji pozarządowych.

O ile postępy w „elektryfikacji” transportu w wielu krajach Europy są znaczne, to Polska na tym tle wypada bardziej niż blado. Może dlatego premier Mateusz Morawiecki obiecywał podczas COP24 jeszcze więcej niż zawsze.

Widmo miliona elektrycznych aut

Przypomnijmy, że elektromobilność Morawiecki wziął na swoje polityczne sztandary od razu, kiedy został wicepremierem i ministrem rozwoju w rządzie Beaty Szydło. W 2016 roku mówił, że będzie to „koło zamachowe polskiej gospodarki”.

Obiecywał, że w 2025 roku po polskich drogach będzie jeździć milion proekologicznych elektrycznych aut. Spora część wyprodukowana w Polsce. Prototyp miał być gotowy w 2018 roku, a następnie trafić do masowej produkcji.

Dziś mamy grudzień 2018, do końca 2018 zostało 26 dni, a ani infrastruktury, ani prototypu polskiego „elektryka” nie ma. Są za to kolejne obietnice.

Plany, plany, plany

Przypomnijmy, że półtora roku temu, w marcu 2017 roku, rząd PiS przyjął bardzo obiecujący „Plan rozwoju elektromobilności w Polsce”. Zakładał on zbudowanie od zera całej niezbędnej infrastruktury do obsługi nowego typu pojazdów.

W lutym 2018 weszła w życie Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych, która przewiduje budowę punktów ładowania, a także wprowadza ułatwienia w użytkowaniu samochodów elektrycznych – w tym zwolnienie z opłat parkingowych czy prawo do jazdy po buspasach.

Jednak nadal poza planami i obietnicami realnego postępu nie ma. „Polska elektromobilność to konglomerat mniej lub bardziej przemyślanych pomysłów, które nie składają się na wspólną całość” – napisała niedawno „Kultura Liberalna” w specjalnym wydaniu o elektromobilności.

Morawiecki szybuje

Rozwój sektora elektromobilności w Polsce z pewnością nie przebiega w taki sposób, jak planował Morawiecki dwa lata temu. I PiS z pewnością nie ma się czym chwalić na szczycie w Katowicach. Ale nie przeszkodziło to premierowi Morawieckiemu, by podczas wystąpienia na COP24 ogłosić Polskę liderem elektromobilności.

„Musimy podejmować działania we wszystkich sektorach. Polska jest tego doskonałym przykładem. Podejmujemy nowatorskie wysiłki w zakresie elektromobilności. … Stawiamy elektromobilność w sercu naszego rozwoju gospodarczego, ale też rozwoju transportu”.

Premier mówił też (cytujemy za 300polityka.pl):

„Te wyzwania, z którymi mamy do czynienia, uważamy, że możemy wykorzystać jako nasze pewne przewagi w najbliższej dekadzie. (…) Odrobiliśmy pewne lekcje. Mamy kompleksową i ambitną politykę odpowiedzialnego rozwoju, której integralną częścią jest właśnie plan rozwoju elektromobilności”.

Przedostatni w Europie

Schodząc na ziemię, a raczej na drogi i szosy, Polska może dziś mówić prawie wyłącznie o wyzwaniach, a nie przewagach czy sukcesach w tej dziedzinie. W pierwszych trzech kwartałach 2018 roku zarejestrowano zaledwie 411 w pełni elektrycznych samochodów osobowych (dane Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów – ACEA).

Gdy liczbę nowo rejestrowanych aut elektrycznych (dane za I kw. 2018) przyrówna się do pierwszych rejestracji samochodów z silnikami benzynowymi i diesla, Polska zajmuje przedostatnie miejsce w UE z zaledwie jednym całkowicie elektrycznym samochodem na tysiąc nowych aut spalinowych.

Nawet w Bułgarii jest ich 5 razy więcej, w Rumunii 7 razy, na Węgrzech i w Niemczech ponad 10, a w Holandii prawie 32. (cytujemy za wysokienapiecie.pl)

„Niewielkie zainteresowanie samochodami elektrycznymi w Polsce wynika m.in. z bardzo skromnej sieci ładowania, wysokich kosztów zakupu i braku wsparcia ze strony państwa” – pisze z kolei politykainsight.pl

W promocji aut elektrycznych pomogłoby zwolnienie ich z akcyzy, o które rząd stara się w Brukseli. Minister energii Krzysztof Tchórzewski zapowiedział też wprowadzenie w 2019 roku dopłat do ich zakupu w wysokości nawet 25 tys. zł.

System dopłat funkcjonuje już w 17 europejskich krajach, prym pod tym względem wiedzie Norwegia. Nabywcy aut elektrycznych są tam zwolnieni m.in. z 25 proc. podatku VAT, którym przy zakupie obciążone są samochody spalinowe, a także z opłat administracyjnych za rejestrację pojazdu i przejazdy płatnymi autostradami.

Kłopoty z e-samochodem

Pod koniec 2017 roku w Polsce dostępne były 522 punkty ładowania aut elektrycznych, dla porównania w Holandii aż 32,8 tys.

Ministerstwo energii zakłada, że w ciągu dwóch lat – do 2020 roku – powstanie w Polsce ok. 6,5 tys. takich punktów – pisze politykainsight.pl. Ma to nastąpić dzięki zaangażowaniu takich firm jak m.in. PKN Orlen, Lotos, GDDKiA, PGE, Tauron, Innogy.

OKO.press trzyma kciuki. Bo wygląda na to, że swoją czteroletnia kadencje rząd PiS zakończy w 2019 roku raczej pełną porażką na polu elektromobilności.

Opóźnia się bowiem także budowa polskiego elektrycznego auta. Zajmuje się tym specjalnie powołana spółka ElectroMobility Poland (EMP). Na jej kapitał zakładowy złożyły się po 2,5 mln zł państwowe koncerny  energetyczne PGE, Energa, Enea i Tauron.

Spółka nie znalazła jednak chętnych partnerów biznesowych do realizacji projektu, została sama na placu boju. Na razie dorobiła się bardzo ładnej strony internetowej oraz udało się jej rozstrzygnąć konkurs na wizualizację nadwozia elektrycznego auta.

Oto cztery projekty, które wygrały konkurs.

Źródło: ElectroMobility Poland

No, naprawdę duży sukces. Widać na zdjęciach na stronie Electro Mobility Poland, że gala ogłoszenia wyników konkursu się udała, stoły były suto zastawione. W tej sytuacji państwowe spółki energetyczne musiały spółkę EMP już dwukrotnie dokapitalizować.

Ale rząd nie traci animuszu. W kwietniu 2018 Piotr Naimski, minister w kancelarii premiera, zapowiedział, że w tej sytuacji samochód zbuduje Grupa Lotos. Ma pokazać „funkcjonalny prototyp” już na początku 2019 roku. To już za kilka miesięcy, więc nie będziemy długo czekać.

Naimski dodał, że rząd szuka już lokalizacji dla nowej fabryki e-samochodów. „Nie można na razie określić daty uruchomienia zakładów, ani podać nawet przybliżonej wielkości produkcji polskiego samochodu elektrycznego” – stwierdził enigmatycznie.

Z autobusami nie lepiej

Na COP24 premier Morawiecki chwalił się tym, że rząd przygotował największy przetarg na niskoemisyjne autobusy (chodzi konkretnie o 1077 pojazdów). Nie wspomniał natomiast o kłopotach z tym związanych.

Do przetargu zgłosiło się dziewięciu oferentów, w tym Volvo i Solaris (obie firmy maja fabryki autobusów w Polsce). Ostatecznie pozostało trzech – Autosan, Ursus i Politechnika Śląska. Solaris zrezygnował m.in. z powodu konieczności przeniesienia praw intelektualnych projektu na Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Wycofanie się dużych producentów podważa szansę na realizację całego projektu. Politechnika Śląska nie ma zaplecza produkcyjnego, Ursus ma kłopoty finansowe, a Autosan może być zbyt małym graczem na zrealizowanie takiego zamówienia.

„Dotychczasowe postępy w programie rozwoju elektromobilności pokazują, jak nierealistyczny był to projekt. Inicjatywy są za mało atrakcyjne dla dużego, prywatnego biznesu, co stawia ich przyszłość pod znakiem zapytania, brakuje odpowiedniej koordynacji działań poszczególnych instytucji państwowych, a program jest rozdrobniony” – podsumowują analitycy PolitykaInsight.

Morawiecki obiecuje 3-4 mld euro

Tymczasem premier Morawiecki nie traci animuszu. Na COP24 mówił 4 grudnia że „na rozwój elektromobilności i czystego transportu Polska tylko bezpośrednio przeznaczy w najbliższych 10 latach około 3-4 mld euro i te kwoty powiększamy w najbliższych naszych budżetach”.

Projekt budżetu na 2019 roku rząd Morawieckiego już złożył w Sejmie. Wkrótce sprawdzimy ile tam jest na elektromobilność.

Auto na prąd, czy na węgiel?

Jest jeszcze jeden aspekt przestawiania polskiego transportu na pojazdy z napędem elektrycznym – prąd do tych aut wyprodukują polskie elektrownie.

Ponieważ w Polsce energia elektryczna pochodzi w 80 proc. z węgla, więc te nieliczne auta elektryczne, które już w kraju są, de facto jeżdżą na węgiel. Z drugiej strony, auto elektryczne generuje mniej CO2 niż jego spalinowy odpowiednik i – co bardzo ważne – nie wydziela trujących spalin w środku miasta.

Więc może choć w miastach będzie trochę lepsze powietrze.


Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”, założył tam dział nauki i napisał ok. 1000 tekstów. Niedawno przepracował 3,5 roku w Ambasadzie RP w Waszyngtonie zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami, a Polską. W OKO.press redaguje i pisze.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym