Kancelaria premiera przez cztery miesiące nie chciała nam udostępnić rejestru zawartych przez nią umów. Najpierw ignorowała nasz wniosek; później poinformowała, że spisu nie da, bo go nie prowadzi.
Wystąpiliśmy w tej sprawie do sądu, domagając się by ukarał premier Beatę Szydło i szefową jej kancelarii - Beatę Kempę. I rejestr cudownie się odnalazł

Niespodziewanie, 15 marca 2017 roku, kancelaria premiera przesłała nam ewidencję umów, o udostępnienie której walczymy od czterech miesięcy.

Wniosek w tej sprawie złożyliśmy do kancelarii 21 listopada 2016 r. Prosiliśmy o wyliczenie umów podpisanych przez urząd od początku rządów PiS, podanie czego dotyczyły i jaka była ich wartość oraz nazw kontrahentów.

Jako instytucja państwowa, finansowana z publicznych pieniędzy, kancelaria ma obowiązek udzielania mediom i zainteresowanym obywatelom informacji dotyczących jej działalności i finansów.

Ustawa o dostępie do informacji publicznej na udzielenie odpowiedzi daje urzędnikom 14 dni. W szczególnych przypadkach, np. gdy konieczne jest zgromadzenie obszernych danych, ten termin może być wydłużony (maksymalnie do dwóch miesięcy). Ale urząd musi wówczas poinformować osobę ubiegającą się o informacje, jaki jest powód zwłoki.

Redakcja OKO.press nie doczekała się jednak reakcji ze strony kancelarii ani w ciągu dwóch tygodni, ani później. 12 stycznia 2017 r. ponowiliśmy więc wniosek, przesyłając go na adresy mailowe rzecznika rządu Rafała Bochenka, biura prasowego i administratora Biuletynu Informacji Publicznej. Znów bez jakiegokolwiek odzewu. Żadnej reakcji nie wywołało również wysłane 31 stycznia 2017 r. wezwanie do niezwłocznego udzielenia odpowiedzi.

W lutym skierowaliśmy więc sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. W skardze na bezczynność premier Beaty Szydło i szefowej kancelarii premiera – Beaty Kempy (które odpowiadają za funkcjonowanie urzędu), wnioskowaliśmy o to, by sąd:

  • stwierdził, że bezczynność Szydło i Kempy wiąże się z rażącym naruszeniem prawa,
  • zobowiązał je do realizacji wniosku OKO.press
  • i wymierzył im grzywnę za naruszenie ustawy o dostępie do informacji publicznej.


7 lutego 2017 o wniosku do sądu poinformowaliśmy na portalu OKO.press. Dzień później otrzymaliśmy wiadomość z Centrum Informacyjnego Rządu:

„Uprzejmie przepraszamy za brak odpowiedzi, w przepisowym terminie, na Pani wniosek o udostępnienie rejestru umów (…) Dokładnie sprawdzimy przyczyny, które spowodowały brak odpowiedzi na Pani listy w przewidzianych przez przepisy terminach.”

Pracownicy CIR zapowiadali „wyciągnięcie odpowiednich wniosków” i równocześnie informowali nas, że

„Kancelaria Prezesa Rady Ministrów nie prowadzi rejestru umów, ze względu na to, że żaden przepis prawa powszechnie obowiązującego nie obliguje organów publicznych do tworzenia rejestrów umów.”

W odpowiedzi na skargę złożoną przez nas do sądu, Departament Prawny Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przywołał tę odpowiedź CIR-u, przekonując, że „informacja ta stanowi prawidłowe załatwienie wniosku, ponieważ organ nie może udostępnić informacji poprzez przekazanie rejestru umów, skoro takiego rejestru nie prowadzi.”

Dalszy ciąg odpowiedzi, pogrążał kancelarię. Jej prawniczka, przekonywała, że „wprawdzie udzielono odpowiedzi po upływie 14-dniowego terminu, jednak opóźnienie nie miało charakteru rażącego”.

I dodawała, że „rażącym naruszeniem prawa” byłoby „pozostawienie wniosku bez odpowiedzi w jakiejkolwiek formie”. Zapominając o tym, że kancelaria przez ponad dwa miesiące właśnie nie udzieliła redakcji OKO.press jakiejkolwiek odpowiedzi. A pierwszej reakcji doczekaliśmy się, gdy nasza skarga została już wysłana do sądu.

Co takiego wydarzyło się w kancelarii, że ostatecznie przesłała nam rejestr, który – według jej zapewnień – nie istnieje?

Albo zdarzył się cud. Albo ktoś w kancelarii doszedł do wniosku, że sprawa – po takiej wpadce prawników – jest przegrana.



Walka o dostęp do informacji publicznej jest jedną z misji redakcji OKO.press.

Elementem pisowskiej „dobrej zmiany” w instytucjach publicznych i spółkach państwowych jest odcięcie od informacji mediów, zwłaszcza tych krytycznych wobec rządu. Na odpowiedzi z urzędów, w najdrobniejszych nawet sprawach, dziennikarze czekają tygodniami. A informacje, które ostatecznie dostają są szczątkowe i wymijające.

OKO.press chce przypomnieć urzędnikom i władzom wszystkich instytucji gospodarujących publicznymi pieniędzmi, że udzielanie informacji jest ich obowiązkiem, a nie widzimisię.

Na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej kierujemy do sądów sprawy, w których odmówiono nam odpowiedzi. Korzystamy przy tym ze wsparcia ekspertów Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. Organizacja od lat prowadzi działania na rzecz jawności życia publicznego. Uczestniczyła w kilkuset sprawach sądowych o udostępnienie danych.

Opłać abonament na wolność słowa


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym