Podczas posiedzenia komisji ds. Unii Europejskiej w Sejmie wiceminister energii Michał Kurtyka przekonywał, że suwerenność energetyczna Polski wymaga inwestowania w wydobycie węgla


Dla polskiej energetyki, w perspektywie najbliższych dziesięcioleci, kluczowym paliwem pozostanie węgiel. Dywersyfikacja dostaw energii jest procesem niezbędnym, ale jej filarem nie może być opieranie się tylko na źródłach o niestabilnej generacji.

Michał Kurtyka, Posiedzenie komisji ds. UE, Sejm - 21/06/2016

fot. MTP / YouTube


Półprawda. Węgiel będzie kluczowy, jeśli tak postanowią politycy.


Wiceminister występował na posiedzeniu wspólnie z Piotrem Naimskim, dawnym opozycjonistą w PRL i współpracownikiem Antoniego Macierewicza, a dziś pełnomocnikiem rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. Naimski mówił, że rząd kieruje się doktryną „suwerenności energetycznej”: „Chcemy być wśród krajów, które realizują strategię suwerenności energetycznej, chcemy być niezależni, jeśli chodzi o źródła wytwarzania i import surowców energetycznych”.

Wiceminister powiedział tylko część prawdy.

Uzyskanie przez Polskę “suwerenności energetycznej”, czyli uniezależnienie się od importu energii, możliwe jest także na inne sposoby. Wybór węgla stanowi decyzję nie tylko ekonomiczną, ale także polityczną. Idzie on także wbrew polityce Unii Europejskiej i praktykom krajów rozwiniętych (oraz rozwijających się, takich jak Chiny) które odchodzą od energetyki opartej na węglu.

Jednym z rozwiązań jest wybudowanie elektrowni atomowej. Rząd co prawda nie wycofał się z decyzji o budowie elektrowni jądrowej, którą podjął rząd Donalda Tuska, ale termin budowy był już wielokrotnie przesuwany. Według aktualnych planów lokalizacja elektrowni ma być wybrana w 2017 r., a budowa ukończona w 2024 r. – nadal nie wiadomo jednak, w jaki sposób sfinansować projekt za kilkadziesiąt miliardów złotych.

Innym rozwiązaniem jest inwestowanie w odnawialne źródła energii, co z powodzeniem robią inne kraje europejskie – np. Niemcy, które planują pokrywać w ten sposób 18 proc. zapotrzebowania na energię w 2020 r. Tymczasem rząd PiS według ujawnionych w kwietniu 2016 r. założeń do ustawy o energii odnawialnej zamierza stawiać na pierwszym planie spalanie węgla i utrudni – a nie ułatwi – produkcję zielonej energii.  

Polityka Unii Europejskiej zmierza do odejścia od kopalnych źródeł energii w celu powstrzymania globalnego ocieplenia (wywołanego emisją gazów cieplarnianych, w tym dwutlenku węgla). Do 2050 r. emisja gazów cieplarnianych ma spaść do poziomu o 80 proc. mniejszego w porównaniu z 1990 r. Także Chiny, polegające dziś głównie na energetyce węglowej, zamierzają zahamować wzrost emisji do 2030 r. Również prezydent USA Barack Obama mówił wielokrotnie o potrzebie zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych, a swojemu następcy pozostawi plan jej redukcji do 2050 r. o 80 proc. w stosunku do poziomu z 1990 r.

Inne kraje, które troszczą się o swoją suwerenność energetyczną, robią to nie zwiększając wydobycia węgla – a przeciwnie, planują jego redukcję.

Wiceminister Kurtyka powiedział więc półprawdę: suwerenność energetyczna Polski nie musi się opierać na wydobyciu węgla. Taki plan stanowi polityczną decyzję polskiego rządu, a nie techniczną czy ekonomiczną konieczność.


Przeczytaj też:

Albo przemysł, albo ochrona środowiska

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym