Nie proponując żadnej alternatywy, środowisko prawniczo-sędziowskie nie dało Prezydentowi jakiejkolwiek szansy zachować się przyzwoicie, a jednocześnie pozostać lojalnym wobec swojego obozu politycznego - ubolewa w komentarzu dla OKO.press prof. Maciej Kisilowski

Mimo że podpisane właśnie przez prezydenta ustawy są lepsze niż to, co zaproponował minister Ziobro w lipcu, wciąż wydatnie zwiększają niestety szansę, że w ciągu kilku najbliższych lat wykrystalizuje się w Polsce ustrój autorytarny.

W ustawie o KRS, szumnie ogłoszony przez prezydenta postulat wyboru sędziów-członków Rady większością 3/5 głosów okazał się fikcją obrażającą elementarną inteligencję obywateli. Podpisana ustawa stanowi bowiem, jeśli Sejm nie dokona wyboru wspomnianą większością, to PiS może po prostu tych samych kandydatów przegłosować większością 50 proc. plus 1 głos.

Ustawa o SN tworzy z kolei de facto nowy, nieznany Konstytucji sąd najwyższy złożony z autonomicznych i nadrzędnych wobec reszty (już tylko z nazwy) Sądu Najwyższego izb: Izby Dyscyplinarnej oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Druga z tych izb będzie decydowała o ważności wyborów, a także będzie mogła wzruszyć niemal każde prawomocne orzeczenie wydane po 1997 roku.

Wraz z sędziami wybranymi przez nową, posłuszną Krajową Radę Sądownictwa, skargi nadzwyczajne rozpatrywać będą już zupełnie otwarcie polityczni nominaci, wyłaniani przez zdominowany przez PiS Senat i tylko dla niepoznaki nazwani „ławnikami”.


OKO.press publikuje tekst prof. Macieja Kisilowskiego. Jest on profesorem Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie (Central European University), doktorat obronił w Szkole Prawa Uniwersytetu Yale w Stanach Zjednoczonych, jest też absolwentem Uniwersytetu w Princeton w Stanach Zjednoczonych oraz Institut Européen d’Administration des Affaires INSEAD w Paryżu. Jest też członkiem Rady programowej Archiwum Osiatyńskiego.



Po dwóch latach obserwowania polityki kadrowej PiS w innych formalnie niezależnych instytucjach, od Trybunału Konstytucyjnego przez Telewizję Publiczną czy Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, wiemy doskonale, że KRS i Sąd Najwyższy zostaną w praktyce zdominowane przez ludzi niepróbujących nawet udawać niezależności.

Patrząc na rozbawione twarze pani Sędzi Przyłębskiej i pana prof. Muszyńskiego (bez skrupułów referującego orzeczenie we własnej sprawie), czytając opinie pani dr Karp, czy słynne „paski” w Telewizji Publicznej, nie mam wątpliwości, że nowi sędziowie i „ławnicy” SN będą ludźmi bez żadnych skrupułów, ochoczo przyklepującymi coraz bardziej agresywne działania służb ministra Ziobro przeciwko opozycji.

Musimy przygotować się na ludzi, którzy przegrane przez PiS wybory uznają za ważne tylko wtedy, gdy będzie absolutnie oczywiste, że partyjny okręt tonie.

A to może nie nastąpić szybko. Jesteśmy dziś u szczytu światowej koniunktury gospodarczej. Polacy cieszą się z rosnących wynagrodzeń i niskiego bezrobocia, choć nie zdają sobie sprawy, że Polska wcale nie rozwija się szybciej niż nasi sąsiedzi z Grupy Wyszehradzkiej (a ponad dwukrotnie wolniej niż Rumunia). Unia Europejska dopiero teraz zdecydowała się na mającą jakiekolwiek znaczenie mocną odpowiedź. Donald Trump patrzy na rząd w Warszawie życzliwym okiem. W takich warunkach nawet charyzmatyczny geniusz polityczny miałby problem ze zmobilizowaniem społeczeństwa.



Co robić? Samo protestowanie nie wystarcza

To wszystko sprawia, że perspektywy dla utrzymania w Polsce ustroju demokratycznego są mało optymistyczne. Niemniej jednak musimy wciąż się zastanawiać co robić lepiej, by najczarniejszy scenariusz się nie ziścił. Ostatnie sześć miesięcy daje tu podstawę do kilku konkluzji.

Przede wszystkim, samo protestowanie nie przynosi rezultatów.

Jest zasmucające, że po lipcowych wetach polskie środowiska prawnicze nie zrobiły w zasadzie nic, by chociaż spróbować przejąć inicjatywę w dyskusji publicznej o reformie sądownictwa. Nie ma już tutaj usprawiedliwienia, że PiS czymkolwiek nas zaskoczył.

Zamiast wyjechać na urlopy, polscy prawnicy powinni byli w sierpniu intensywnie pracować nad atrakcyjną i kompleksową propozycją zmian w sądownictwie.

Do takiej propozycji trzeba by następnie społeczeństwo przekonać. Wciąż cenione prawnicze autorytety byłyby dużo bardziej przekonywujące, gdyby oprócz mówienia „nie” proponowały coś w zamian.

Chapeau bas dla pani prezes Małgorzaty Gersdorf

Za to, że jako jedyna dostrzegła tę oczywistą potrzebę konstruktywnych kontrpropozycji. Projekt pani prezes był przedstawiony zbyt późno; ponadto, zręczniej byłoby, gdyby z taką inicjatywą wystąpiło grono prawników nie będących czynnymi sędziami. Jednak agresywna reakcja środowiska na próbę zaproponowania jakiejkolwiek alternatywy do narracji PiS pokazuje, że polskie elity bujają w obłokach nierealistycznych wizji, w których jeśli dostatecznie silnie tupniemy nogą, to po prostu zostanie „tak jak było”. Nie zostanie.

Nie da się obronić konstytucji, jeśli partię otwarcie tej konstytucji wrogą popiera 45 proc. społeczeństwa, a prezydenta notorycznie ją łamiącego – ponad 60 proc.

Dziś celem powinno być zapewnienie, by w 2019 i 2023 odbyły się w Polsce wolne, niefasadowe wybory, by w naszym kraju działalność opozycyjna nie oznaczała za chwilę ryzyka odsiadki, a praca niezależnych mediów – widma gigantycznych kar finansowych.

Nie jest tak, że każda przedstawiana w ciągu ostatniego półrocza propozycja reform wymiaru sprawiedliwości jest równie niebezpieczna dla polskiej demokracji. Komisja Wenecka stwierdza na przykład w niedawnej opinii, że prezydencka propozycja wyboru sędziów członków KRS większością 3/5 głosów jest „pozytywną zmianą” w stosunku do lipcowej ustawy ministra Ziobro.



Można było obronić 3/5

Opinia Komisji dotyczyła, co istotne, wersji projektu sprzed prac parlamentarnych, w toku których (jak już wspomniałem) ideę większości 3/5 unicestwiono poprzez dodanie drugiego głosowania większością 50 proc. plus 1. Przyjęte rozwiązanie ma rzekomo rozwiązać problem tego, co ma się stać, gdy wyższej większości nie da się uzyskać.

Kto jak kto, ale polscy prawnicy byliby jednak w stanie zaprojektować i wypromować mechanizm gwarantujący realne wdrożenie prezydenckiego postulatu. Popularną społecznie sankcją mogłoby być na przykład wstrzymanie diet poselskich do czasu dokonania wyboru KRS wymaganą większością. Zgodne z publicznie deklarowaną intencją prezydenta byłoby też głosowanie większością 3/5 ustawowej liczby posłów (tak jak ma to miejsce w przypadku wotum nieufności dla rządu), a nie większością głosujących przy pięćdziesięcioprocentowym kworum (jak to jest zapisane w podpisanej ustawie). Uniemożliwiłoby to PiS-owi powtórzenie taktyki z Sali Kolumnowej w głosowaniach nad członkami KRS.

Podobnie można byłoby rozbroić wiele innych problemów pisowskich ustaw.

  • Propozycji automatycznej czystki sędziów po 65 roku życia można by przeciwstawić zespół przesłanek warunkujących konieczność przejścia w stan spoczynku np. pełnienie funkcji w wymiarze sprawiedliwości w czasie stanu wojennego (miło byłoby zobaczyć posła Piotrowicza argumentującego przeciwko takiej propozycji).
  • Ławników do SN powoływać można by drogą losowania, przy kontroli kompetencji ex post lub ex ante.

Tworząc kontrpropozycję do lipcowych ustaw PiS-u prawnicy mogliby także zaproponować cały szereg rozwiązań wykraczających poza kwestie kadrowe.

Przekonywujące propozycje zmniejszające przewlekłość postępowań czy poprawiające pozycję obywateli uboższych i nienależących do wykształconych elit w postępowaniach, czy zwiększającego efektywność kosztową polskiego systemu sądownictwa (który w relacji do dochodu narodowego jest jednym z najdroższych w Europie), mogłyby utrudnić obozowi władzy zignorowanie propozycji środowiska.

Nie proponując żadnej alternatywy, środowisko prawniczo-sędziowskie nie dało prezydentowi jakiejkolwiek szansy zachować się przyzwoicie, a jednocześnie pozostać lojalnym wobec swojego obozu politycznego.

Wraz z dalszym przykręcaniem śruby przez PiS, na podobne błędy będzie coraz mniej miejsca w przyszłości.



Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press