Poseł Arkadiusz Mularczyk wolałby dziennikarzy w Sejmie nie spotykać. Dowodzi, że media nie są politykom potrzebne. Biorąc pod uwagę to, czego się dowiadujemy od sejmowych dziennikarzy, Mularczyk może mieć rację. Zobaczcie kilka przykładów

Dzisiaj protestujemy przeciwko ograniczeniom dla dziennikarzy w Sejmie. W ramach protestu – razem z innymi mediami – nie pokazujemy twarzy polityków w OKO.press. #DzieńBezPolityków



Obserwując pracę sejmu, jestem przekonany, że sobie damy radę bez mediów. Gorzej z mediami.

Arkadiusz Mularczyk, "24 pytania" Polskie Radio 24 - 15/12/2016

"24 pytania" Polskie Radio 24


prawda. Prawda. Politycy mają powody, żeby mediów nie lubić


Trudno się dziwić posłowi Mularczykowi, że media uważa za zbędne dla pracy Sejmu. Zwłaszcza dla niektórych posłów. Dzięki dziennikarzom obecnym w Sejmie udało się odkryć kilka mało chwalebnych faktów z życia parlamentu. Arkadiusz Mularczyk zgłosił niedawno akces do PiSu – dlatego wybieramy przykłady głównie z tego ugrupowania.

„Głosowanie na cztery ręce”

14 kwietnia 2016 r. podczas głosowania nad wyborem sędziego Zbigniewa Jędrzejewskiego do Trybunału Konstytucyjnego opozycja była przeciw, ale kilka osób się wyłamało. „Za” zagłosowała posłanka Kukiz’15 Małgorzata Zwiercan. I to jak. Dzięki kamerze TVN 24 okazało się, że posłanka nacisnęła dwa przyciski – za siebie i za Kornela Morawieckiego, którego nie było na sali.

W 2012 r.mikrofony TVN 24 zarejestrowały wyszeptane do koleżanki obok słowa posła Marka Suskiego  „no, i wasz murzynek głosuje razem z wami”. Suski miał na myśli czarnoskórego posła PO, Johna Godsona.



W grudniu 2016 r. kamera „Faktów” TVN uchwyciła jak rozzłoszczony prezes PiS, Jarosław Kaczyński, krzyczy do posłanki PO „zamknij się”.

Gdy pomysł marszałka Kuchcińskiego wejdzie w życie, na sali obrad będą pracować tylko kamery i mikrofony sejmowe.

„Złapany na korytarzu poseł stwierdził, że…”

W styczniu 2016 r. były prokurator z okresu PRL, obecny poseł PiS, Stanisław Piotrowicz, popełnił przed kamerami zabawną pomyłkę. Powiedział: „w artykule drugim jest mowa o tym, że Polska Rzeczpospolita Ludowa…yyy… Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym”.

W 2008 r. posłanka PiS, Elżbieta Kruk, chwiejąc się na nogach, nie chciała odpowiedzieć dziennikarzom na pytanie, „czy jest pod wpływem”, czy nie.

Na sejmowym korytarzu szczególnie nie lubi być łapany Jarosław Kaczyński, co przyznał w jednym z wywiadów.

W październiku 2016 r. po tym, jak Donald Tusk zaprosił go na debatę, Kaczyński złapany w Sejmie na korytarzu rzucił:

„Nie jestem w stanie rozmawiać z panem Tuskiem ani o tym, żeby został świadkiem koronnym – małym albo dużym – albo o zgodzie na karę. No, krótko mówiąc – nie ma o czym rozmawiać. On nie jest partnerem politycznym”.

Potem – już w wywiadzie – próbował się tłumaczyć PAP: „To był taki trochę żart. Nie lubię, jak mnie dziennikarze napadają na korytarzu i użyłem takiego stwierdzenia”.

W grudniu 2015 r., prezes PiS zapytany, również w pośpiechu, czy przeprosi za słowa o gorszym sorcie, odpowiedział: „czy według pana współpracownicy gestapo i akowcy to ten sam sort ludzi? Według mnie nie”. Zapewne w autoryzowanym wywiadzie ostrożniej dobierałby słowa.

W maju 2016 r. posłanka PiS, Bernadetta Krynicka, wpadła na pomysł wprowadzenia klauzuli sumienia dla fizjoterapeutów, z której mogliby skorzystać na przykład wtedy, gdy pacjentka używa wkładki domacicznej.

Dzięki swobodzie poruszania się po Sejmie i możliwości uczestnictwa w komisjach sejmowych dziennikarze mogli od razu dopytać posłankę, o co chodziło. Krynicka odpowiedziała: „przeczytajcie państwo w encyklopedii”. Gdy dziennikarka zauważyła, że na komisji posłanka podawała przykłady, Krynicka rzuciła: „no i co?”.

Zabawna sytuacja miała także miejsce tuż po wyborach w 2015 r., w których SLD nie weszło do Sejmy. Trzech posłów SLD, Dariusz Joński, Marek Balt i Krzysztof Gawkowski, opowiadało na korytarzu sejmowym dziennikarzowi TVN 24, że Leszek Miller powinien odejść. Po chwili w zasięgu kamery pojawił się Miller. Wyraźnie nie chciał rozmawiać z dziennikarzami, spojrzał na swoich współpracowników i zapytał „idziecie?”. Trzech muszkieterów grzecznie ruszyło za prezesem.

Gdyby nie swoboda dziennikarzy w Sejmie powyższe sytuacje nie ujrzałyby światła dziennego. Poza tym możliwość obecności na komisjach pozwala dziennikarzom przeprowadzić wywiad z wybranym posłem. Do centrum prasowego, które ma zastąpić swobodne poruszanie się po Sejmie, ten wybrany poseł czy posłanka może nigdy nie trafić.

W rezultacie informacja o pracy parlamentarzystów, ich poglądach i planach może nigdy nie dotrzeć do obywateli. Nasi czytelnicy na pewno nie zobaczyliby tego, co dzieje się dzisiaj (16 grudnia 2016 r.) w Sejmie. Od ok. 15.30 politycy opozycji blokują mównicę sejmową w proteście przeciw wykluczeniu z obrad posła PO Michała Szczerby i przeciw ograniczeniom dla dziennikarzy w Sejmie.

Z tego punktu widzenia media rzeczywiście nie są do niczego potrzebne politykom w Sejmie. Co innego obywatelom.


Polska potrzebuje wolnych mediów.
Wykup Abonament na wolność słowa OKO.press

Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!