Sędzia Rafał Puchalski, który poszedł na współpracę z „dobrą zmianą” w sądach, dwa razy wydał orzeczenie w tej samej sprawie. To wbrew podstawowym zasadom procedury karnej. Przez ten błąd po kilku latach sprawę trzeba osądzić od nowa już po raz piąty

Sędzia Rafał Puchalski to jeden z bliższych współpracowników resortu sprawiedliwości, na czele którego stoi minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Puchalski jest prezesem Sądu Okręgowego w Rzeszowie z nominacji resortu Ziobry. Wcześniej pracował na delegacji w Ministerstwie Sprawiedliwości. Od ponad roku jest też członkiem nowej KRS, którą obsadzili w Sejmie wbrew Konstytucji posłowie PiS wraz z posłami Kukiz’15.

Gdy Puchalski kandydował do nowej KRS, pojawiła się informacja, że jest członkiem internetowej grupy na Facebooku popierającej PiS „Popieramy rząd Beaty Szydło, Pana Prezydenta i PiS”. Co rzuciło cień na jego apolityczność. Obecnie zaś kandyduje do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. OKO.press pisało o tym:

Teraz sędzią Rafałem Puchalskim powinien zainteresować się rzecznik dyscyplinarny. Chodzi o jego orzeczenia, które wydał, gdy był tzw. sędzią liniowym w wydziale karnym w Sądzie Rejonowym w Jarosławiu.

Jak sprawa oskarżonego o groźby dwa razy trafiła do sędziego Rafała Puchalskiego

Jak ustaliło OKO.press, sędzia Rafał Puchalski w 2012 roku wydał wyrok nakazowy w sprawie Zbigniewa P., oskarżonego o kierowanie wobec dwóch osób gróźb pobawienia ich życia. Sędzia uznał go za winnego i skazał na karę 10 miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych. Zbigniew P. miał w tym okresie pracować za darmo po 40 godzin miesięcznie. Wyroki nakazowe wydaje się bez rozprawy w drobniejszych sprawach, gdy wina sprawcy na podstawie przedstawionych dowodów jest oczywista.

Ten wyrok nie zakończył jednak sprawy. Bo obrońca skazanego wniósł od niego sprzeciw. Co oznaczało, że sprawa została skierowana na normalny proces. Poprowadził go już inny sędzia, który po przeprowadzeniu postępowania umorzył sprawę. Jak informuje OKO.press rzecznik prasowa Sądu Okręgowego w Przemyślu Małgorzata Reizer w uzasadnieniu umorzenia „podano, iż oskarżony w chwili popełnienia zarzucanego mu czynu miał całkowicie zniesioną poczytalności w rozumieniu, co zalicza się do ustawowych przesłanek wskazujących, że sprawca nie popełnia w takiej sytuacji przestępstwa”. Sędzia Puchalski mógł nie wyłapać, że oskarżony jest niepoczytalny, bo wydał wyrok nakazowy bez rozprawy, na którą wzywa się strony.

Wyrok umarzający sprawę Zbigniewa P. w wyniku apelacji prokuratury i oskarżycieli posiłkowych uchylił Sąd Okręgowy w Przemyślu. Sprawa wróciła więc do sądu w Jarosławiu. W 2014 roku w ponownym procesie – trzeci już z kolei sędzia umorzył po raz drugi sprawę. Rzecznik prasowa Sądu Okręgowego w Przemyślu informuje, że w uzasadnieniu tego umorzenia napisano: „Z postępowania dowodowego, w szczególności opinii biegłych, wynika, iż oskarżony w chwili popełnienia czynu miał całkowicie zniesioną poczytalność, a zgodnie z art. 17 § 1 pkt 2 k.p.k. nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza, gdy ustawa stanowi, iż sprawca nie popełnia przestępstwa. Nie popełnia zaś przestępstwa ten, kto z powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego lub innego zakłócenia czynności psychicznych nie mógł w czasie popełnienia czynu rozpoznać jego znaczenia lub pokierować swoim postępowaniem”.

Drugie umorzenie ponownie jednak zaskarżyła prokuratura i oskarżyciele posiłkowi. I Sąd Okręgowy w Przemyślu znowu zwrócił sprawę do Sądu Rejonowego w Jarosławiu, do ponownego rozpoznania.

Sprawę zgodnie z procedurami kodeksu postępowania karnego powinien dostać sędzia, który się nią jeszcze nie zajmował. Została jednak przydzielona Rafałowi Puchalskiemu, który wydał w tej sprawie pierwsze orzeczenie w 2012 roku, skazujące oskarżonego na 10 miesięcy prac społecznych.

W tej sytuacji sędzia zapoznając się z aktami przed podjęciem czynności procesowych powinien wyłapać, że wydał już wyrok i zgodnie z art. 40 prf 1 pkt 9 powinien się sam wyłączyć z tej sprawy z mocy prawa. Gdyby to zrobił, akta trafiłyby do kolejnego sędziego.

Sędzia Puchalski jednak się nie wyłączył. W maju 2015 roku po przeprowadzeniu postępowania dowodowego wydał wyrok, w którym podobnie jak jego poprzednicy z sądu w Jarosławiu umorzył sprawę z uwagi na niepoczytalność oskarżonego. Ten wyrok nie został już zaskarżony, więc się uprawomocnił.

Sprawa oskarżonego o groźby wraca po raz piąty na wokandę, bo była wizytacja

Prawomocny wyrok Puchalskiego z 2015 roku mógłby zakończyć sprawę gróźb karalnych.
Ale w 2019 roku w II wydziale karnym Sądu Rejonowego w Jarosławiu, w którym orzekał sędzia Puchalski pojawiła się wizytacja. I teraz najprawdopodobniej sprawa po raz piąty będzie od nowa sądzona przez sędziów z Jarosławia.

„Wizytacja ma miejsce raz na cztery lata. Sędzia wizytator po zapoznaniu się z niniejszą sprawą wydał zalecenia podjęcia czynności celem wznowienia postępowania [w sprawie Zbigniewa P. – red.] z uwagi na fakt, iż przewodniczący wydziału przyznał sprawę do rozpoznania sędziemu, który był wyłączony od jej rozpoznania z mocy prawa [czyli Rafałowi Puchalskiemu – red.], a sędzia wyznaczony pomimo powyższego sprawę rozpoznał, choć powinien się wyłączyć” – tłumaczy OKO.press rzecznik prasowa Sądu Okręgowego w Przemyślu Małgorzata Reizer. I dodaje: „W związku z powyższym zarządzeniem z dnia 20 sierpnia 2019 zarządzono, aby akta sprawy przekazać do Sądu Okręgowego w Przemyślu w celu rozważenia wznowienia postępowania (…) z uwagi na wystąpienie bezwzględnej przyczyny odwoławczej – w wydaniu orzeczenia brała udział osoba podlegająca wyłączeniu na podstawie art. 40 k.p.k.” – podkreśla rzeczniczka Małgorzata Reizer.

Jeśli sąd okręgowy wznowi sprawę, to najpewniej uchyli ostatni wyrok sędziego Puchalskiego. I wtedy sprawa wróci do Jarosławia, gdzie powinien odbyć się nowy proces Zbigniewa P.

Puchalski: Jestem zaskoczony, mogłem się pomylić

OKO.press rozmawiało z sędzia Rafałem Puchalskim. Zapytaliśmy, jak to możliwe, że rozpoznając drugi raz tę samą sprawę i to na procesie, nie zauważył, że już wcześniej wydał wyrok, w którym osądził Zbigniewa P.

Rafał Puchalski mówi OKO.press: „Jestem zaskoczony, nic o tym nie wiem. Nikt mnie o tym nie informował. Sąd w Jarosławiu leży niedaleko granicy z Ukrainą i tam trafiają sprawy związane z przestępstwami na granicy. Miesięcznie załatwiałem po 300 – 400 spraw. W sądzie w Jarosławiu jest mało sędziów. W moim wydziale było ich tylko kilku.
Ale nie mogę wykluczyć błędu. Kto nic nie robi, to nie robi błędów. Jeśli tak było, to mogę to tłumaczyć ilością spraw. Były w sądzie problemy kadrowe, jeden z sędziów miał dużą nieobecność w pracy. Sprawę przydzielił mi przewodniczący wydziału”.

Przewodniczący wydziału mógł przejrzeć akta przed przyznaniem je Puchalskiemu, ale nie musiał. W sądach przed wprowadzeniem przez PiS systemu losowego przydziału spraw sędziowie dostawali je na podstawie tzw. kolejki. Ogólna zasada była taka. Gdy wpływała nowa sprawa dostawał ją kolejny sędzia z imiennej listy. I przewodniczący z automatu mógł dać akta Puchalskiemu.

Wina za błąd obarcza sędziego referenta, czyli Puchalskiego. Bo przygotowując się do sprawy i czytając akta powinien wyłapać, że już raz osądził Zbigniewa P.

Szkolny błąd kandydata do Izby Dyscyplinarnej SN

Prawnicy, z którymi rozmawiało OKO.press mówią, że sędzia Puchalski popełnił szkolny błąd.

Ten błąd będzie teraz skutkował tym, że osoby, wobec których Zbigniew P. miał kierować groźby karalne po siedmiu latach będą zmuszone ponownie wrócić do tej sprawy. Podobnie jak oskarżony, sąd i prokuratura.

Czy ten błąd będzie brany pod uwagę przez nową KRS – której Puchalski jest członkiem – przy ocenianiu jego kandydatury do pracy w powołanej przez PiS Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego? Okaże się we wrześniu, bo wtedy nowa KRS ma oceniać kandydatów do tej Izby.

Prawnicy mówią również, że o wydaniu dwóch orzeczeń w tej samej sprawie przez Puchalskiego powinien zostać zawiadomiony teraz rzecznik dyscyplinarny dla sędziów.

OKO.press zapytało sędziego Rafała Puchalskiego, czy należy jeszcze do grupy sympatyków PiS na Facebooku. Sędzia przyznaje, że należał do tej grupy, ale był tylko jej obserwatorem. Zapewnia, że gdy sprawa wyszła na jaw, przestał być aktywny w mediach społecznościowych.

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Komentarze

  1. Ryszard Andrzejak

    Panie Adrianie jestem przekonany, że pan nie zdaje sobie sprawy gdzie kot ma ogon. Przytoczę tu powiedzenie "Lepiej potknąć się o prawdę, niż ją ominąć" bo prawda wg pana jest każdego dnia inna.

  2. Sosn a80

    Szanowna Redakcjo,
    Jako że jest to mój pierwszy komentarz, przedstawię się.
    Jestem stanowczym przeciwnikiem "dobrej zmiany", zwłaszcza w dziale prawodawstwa, sądownictwa etc. Uważam, że ogólnie robicie dobrą robotę. Nawet bardzo dobrą. Dlatego regularnie dokładam małą cegiełkę finansową. Mimo że często się nie zgadzam z Wami w sprawach światopoglądowych (jestem bardziej na prawo).

    A teraz do meritum.
    Przepraszam, ale temat "z d*py".
    W tym akurat wypadku zawinił system. Czyli brak AUTOMATYCZNEJ weryfikacji sędziów biorących udział w sprawie.

    Jak sędzia, rozpatrujący kilkadziesiąt spraw miesięcznie (czy nawet kilkaset) ma sprawdzić, czy kilka lat wcześniej się tą sprawą nie zajmował? OK, może niedokładnie przejrzał akta w części proceduralnej, ale w części merytorycznej chyba przejrzał dobrze, skoro podpisał się pod kilkoma wyrokami sprzecznymi z jego pierwotną decyzją.

    OKO – na przykładzie tej konkretnej sprawy – powinno się raczej przyjrzeć SYSTEMOWI – w jaki sposób jest kontrolowany przepływ spraw i przydzielania sędziów. A nie "z automatu" przylepiać "łatkę" "ziobryście". Bo za chwilkę się może okazać, że podobnych przypadków jest dziesiątki, albo setki w całym kraju.

    • Andrzej Ryszka

      Należy przeczytać akta,tam wszystko jest i ten wyrok nakazowy również.Przeczytał zapewne od wyroku II instancji,w którego wyroku w części początkowej powinno być streszczenie sprawy(stan faktyczny)ale bez nazwisk poprzednich referentów.Wydawać się może,że banalna pomyłka ale to niczego nie tłumaczy.Jest to naruszenie podstawowych obowiązków sędziego,gdyż jego obowiązkiem jest poznanie całej sprawy od pierwszej karty.Ale niestety taki mamy ten wymiar sprawiedliwości.

  3. Ryszard Andrzejak

    Rafał Puchalski „Jestem zaskoczony, nic o tym nie wiem. Nikt mnie o tym nie informował. Sąd w Jarosławiu leży niedaleko granicy z Ukrainą i tam trafiają sprawy związane z przestępstwami na granicy. Miesięcznie załatwiałem po 300 – 400 spraw. W sądzie w Jarosławiu jest mało sędziów. W moim wydziale było ich tylko kilku.
    Ta wypowiedź potwierdza, że cała "reforma" sądownictwa nic nie wniosła po za wymianą "ichnich" na swoich (TK, KRS, itd.) co likwiduje niezależność Trzeciej Władzy. Poziom sądów podstawowych, który budził niezaowolenie społeczeństwa pozostał nadal niewydolny, a newt jak podają statystyki jeszcze bardziej niesprawny.
    Oczekuję z niecierpliwością na orzeczenie TSUE, niezależnie czy to się stanie przed czy po wyborach.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press