Jarosław Kaczyński nad Zalewem Wiślanym ogłosił, że wykopanie kanału przez Mierzeję Wiślaną uważa za sprawę fundamentalną. W rzeczywistości jednak projekt jest szkodliwy dla środowiska, pozbawiony znaczenia militarnego, bardzo wątpliwy z punktu widzenia prawa unijnego i niejednoznaczny ekonomicznie


Budując ten kanał pokazujemy, że jesteśmy państwem do końca suwerennym. Będzie zewnętrzne przeciwdziałanie, ale nikt nie uwierzy, że chodzić będzie w nim o ekologię. Chodzi o interesy o charakterze polityczno-militarnym.

Jarosław Kaczyński, Konferencja prasowa w Elblągu - 12/10/2016

Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


raczej fałsz. Fałsz. To argument na poziomie "na złość babci odmrożę sobie uszy".


Prawo i Sprawiedliwość w sprawie kanału przez Mierzeję Wiślaną przygotowało chaotyczną ofensywę medialną, w której mieszają się wątki ekonomiczne, militarne, ekologiczne oraz prawnomiędzynarodowe.

Dobrym przykładem tej opowieści jest występ Doroty Kani w TVP Info, gdzie zapowiadała ona sprzeciw wszystkich świętych wobec planu Prawa i Sprawiedliwości: „Będzie tutaj protest Niemców i Rosji. O ile protest Rosji będzie raczej na zasadzie straszenia sankcjami w sferze gospodarczej, na przykład tym, że Moskwa nie przyjmie naszych towarów, o tyle Niemcy, jestem przekonana, będą interweniowały w UE. Mają to narzędzie, jakim jest Unia Europejska i pewnie z niego skorzystają” – mówiła prawicowa dziennikarka.

W świecie Prawa i Sprawiedliwości kanał przez Mierzeję Wiślaną jest wielkim, absolutnym dobrem. Rzeczywistość jest dużo bardziej złożona.

Ekonomia

Celem ekonomicznym projektu jest umożliwienie małym statkom morskim dotarcia do portu w Elblągu długim na 1150, szerokim na 80 i głębokim na 5 metrów kanałem. Oznacza to, że Elbląg – który mimo statusu portu morskiego w rzeczywistości jest portem śródlądowym – będzie dostępny dla małych jednostek morskich i może stać się tzw. portem feederowym (uzupełniającym) dla Gdańska.

Według studium wykonalności budowy kanału przez Mierzeję Wiślaną, zamówionego przez Urząd Morski w Gdyni zyski przeważają nad stratami – w latach 2023-2040 suma korzystnych zmian w gospodarce Elbląga ma sięgnąć 3 miliardów złotych. Po drugiej stronie są koszty budowy kanału, które w projekcie oszacowana na 880 milionów złotych.

Według krytyków szacowane przychody są zawyżone, wydatki zaniżone, a do tego w analizach nie uwzględniono wielu czynników oraz długofalowych kosztów gospodarczych degradacji ekologicznej oraz obniżenia wartości turystycznej regionu.

Rosja

Paradoksalnie ochłodzenie polityczne między Polską a Rosją przemawia przeciwko budowie kanału – głównym odbiorcą transportów przez Zalew Wiślany jest rosyjski Obwód Kaliningradzki, więc rozwój portu w Elblągu zależy od popytu na towary z Polski w Rosji, który jest obecnie ograniczony przez bariery gospodarcze, które pojawiły się po agresji Rosji na Ukrainę.

Zwraca na to uwagę m.in. organizacja ekologiczna WWF: „Zasadność inwestycji podważa sama prognoza. W jej załączniku znajduje się informacja, o treści: „główny strumień masy ładunkowej w obrocie międzynarodowym portu w Elblągu będą stanowić towary w relacji z Obwodem Kaliningradzkim. Słuszne w tym przypadku wydaje się pytanie, jaki jest sens budowy nowej drogi wodnej?” – pytała Marta Kalinowska z WWF Polska.

Bilans ekonomiczny jest jednak potencjalnie najsilniejszym argumentem za budową kanału przez Mierzeję Wiślaną – umożliwi wykorzystywanie Elbląga jako punktu załadunku lub przeładunku towarów, które inaczej trafiają drogą morską lub lądową wprost do Kaliningradu.



Ekologia

Największą jego wadą za to jest oddziaływanie na środowisko. Plan kopania kanału jest bezwzględnie krytykowany przez ekologów, którzy podkreślają, że Mierzeja Wiślana oraz Zalew Wiślany są unikalną, delikatną konstrukcją przyrodniczą, którą budowa może nieodwracalnie uszkodzić.

Opracowane przez dr hab. Macieja Przewoźniaka stanowisko Polskiego Klubu Ekologicznego, podpisane przez kilkadziesiąt najważniejszych organizacji ekologicznych – m.in. Klub Gaja, Greenpeace Polska, Instytutu na rzecz Ekorozwoju – zawiera kilkadziesiąt punktów dotyczących negatywnych skutków inwestycji i wezwanie

W ocenie ekspertów organizacji ekologicznych inwestycja będzie miała negatywne skutki środowiskowe o zasięgu regionalnym i ponadregionalnym i „spowoduje dewaloryzujące i dewastujące oddziaływanie na środowisko Mierzei Wiślanej, Zalewu Wiślanego i Zatoki Gdańskiej, w tym na przedmioty ochrony obszarów Natura 2000”.

Ekolodzy powołują się na prawo unijne – przede wszystkim na zapisy dyrektyw wodnej, ptasiej i siedliskowej. W stanowisku przygotowanym przez dr. hab. Przewoźniaka inwestycja będzie niezgodna z polskim i unijnym prawem oraz konstytucyjną zasadą zrównoważonego rozwoju – ponieważ przedkłada interesy gospodarcze ponad dobrem wspólnym, jakim jest zachowanie dziedzictwa przyrodniczego.



Prawo unijne

Stanowisko ekologów potwierdzają dokumenty dostępne na stronie agencji OURCOAST, powołanej przez Komisję Europejską w celu wprowadzania zasady zintegrowanego zarządzania obszarami przybrzeżnymi (ZZOP), w której dąży się do przeciwdziałania wpływowi sektorów na decyzje – tu cytat „np. gdy krótkoterminowe zyski z przemysłu prowadzą do degradacji walorów przyrodniczych”.

Na stronie OURCOAST dostępne jest opracowanie dotyczące projektu przekopania Mierzei Wiślanej, w którym eksperci stwierdzili, że zgodnie z prawem unijnym realizacja takiego przedsięwzięcia może być podjęta wyłącznie w celu:

  • ochrony zdrowia i życia ludzi;
  • zapewnienia bezpieczeństwa publicznego;
  • uzyskania korzystnych następstw o pierwszorzędnym znaczeniu dla środowiska przyrodniczego;
  • wynikającym z koniecznych wymogów nadrzędnego interesu publicznego, po uzyskaniu opinii Komisji Europejskiej.

„Należy stwierdzić, że trzy pierwsze cele nie są spełnione. Odnośnie trzeciego trzeba ponadto skonstatować, że przeciwnie, uzyskane zostaną niekorzystne następstwa dla środowiska przyrodniczego, w tym siedlisk priorytetowych. Czwarty – konieczny i nadrzędny interes publiczny – musi być udowodniony przed Komisją Europejską” – piszą eksperci.

Istnieje wobec tego poważna obawa, że Unia Europejska nie przychyli się do odpowiedzi rządu Prawa i Sprawiedliwości na wątpliwości unijnych urzędników. W ocenie Komisji Europejskiej mogą istnieć inne metody zapewnienia skutecznego transportu i stymulacji rozwoju gospodarczego Elbląga, a koszty środowiskowe będą przewyższać zyski z budowy kanału. Przy braku zgody KE budowa kanału byłaby naruszeniem traktatów unijnych.



Aspekt militarny

Zalew Wiślany to wąski pas płytkiej – średnia głębokość to 2,4 m – wody z jednym wyjściem na Morze Bałtyckie przez Cieśninę Pilawską, która jest na terytorium kontrolowanym przez władze rosyjskie.

Nie tylko rozmiar i głębokość wyklucza traktowanie Zalewu Wiślanego jako akwenu strategicznego. Tylko w wypadku konfliktu polsko-rosyjskiego, bez zaangażowania NATO, Zalew Wiślany, port w Elblągu oraz kanał żeglugowy mogłyby mieć lokalne, krótkoterminowe znaczenie militarne.

Wbrew przekonywaniom PiS wątek obronny nie stanowi żadnego argumentu dla budowy kanału, ponieważ scenariusz wybuchu konfliktu ograniczonego do Pomorza, Warmii i Mazur jest zupełnie nieprawdopodobny.

Wszystkie plany ewentualnościowe – szczególnie intensywnie rozwijane po agresji Rosji na Ukrainę – zakładają przede wszystkim konieczność reakcji Sojuszu Północnoatlantyckiego na agresję na któreś z państw bałtyckich. Taki scenariusz zakładają coroczne ćwiczenia NATO na Morzu Bałtyckim.

W ostatniej edycji manewrów Baltops udział wzięło ponad 40 okrętów, lotnictwo oraz jednostki lądowe. „Ćwiczenia te pokazują determinację Stanów Zjednoczonych i NATO do operowania na Morzu Bałtyckim oraz przygotowania się na sytuacje, w których siły morskie będą musiały odegrać rolę w wymuszeniu dostępu do tego regionu, by wzmocnić narażone państwa bałtyckie podczas kryzysu lub wojny” – tłumaczył ekspert Atlantic Council, Magnus Nordenman, który nazwał Baltops 2016 „ważną wiadomością na Rosji”.

Na brak kanału łączącego Mierzeję Wiślaną z Zatoką Gdańską NATO nigdy nie narzekało.


Abonament na wolność słowa

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Masz cynk?