Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
11 marca 2020

Czy koronawirus zainfekuje gospodarkę? Ekspert: możliwa lawina bankructw i zwolnień

Mamy coraz więcej sygnałów, że koronawirus może spowodować światową recesję. Amerykański indeks giełdowy Dow Jones od ponad dwóch tygodni notuje spadki. "Nadchodząca recesja na świecie może być głęboka" - mówi OKO.press dr Maciej Bukowski, ekonomista z SGH. Analizujemy możliwy wpływ koronawirusa na Polską gospodarkę

W poniedziałek 9 marca 2020 cena ropy spadła najsilniej od 1991 roku a Dow Jones, czyli indeks 30 największych amerykańskich spółek giełdowych, stracił już przy otwarciu nowojorskiej giełdy aż 7 proc. wartości. Czy jesteśmy na początku światowego kryzysu gospodarczego? Jak silnie gospodarka może ucierpieć przez epidemię koronawirusa?

W rozmowie z OKO.press ekonomista z SGH i prezes think tanku ekonomicznego WiseEuropa, dr Maciej Bukowski przekonuje, że możemy spodziewać się recesji, ale Polska powinna przejść ją łagodniej niż Europa Zachodnia. Uspokaja też:

„Przewidzieć wpływ wirusa na polską gospodarkę jest w tej chwili bardzo trudno. Nie sądzę, żeby taka recesja w Polsce była bardzo głęboka”.

Prześledźmy, co dzieje się z gospodarką i czego możemy spodziewać się w najbliższych tygodniach.

Kłótnia o ropę

Drastyczny spadek cen ropy jest częściowo związany z koronawirusem, ale bezpośrednią przyczyną jest wewnętrznej sprzeczka między krajami OPEC, czyli Organizacji Krajów Eksportujących Ropę a Rosją. Do OPEC należy 14 krajów, w tym Arabia Saudyjska. Nie ma w niej natomiast Rosji, trzeciego na świecie producenta ropy naftowej. W ostatnich tygodniach ceny spadały z powodu przewidywanego zmniejszenia zapotrzebowania przez epidemię koronawirusa. Saudyjczycy (drugi na świecie producent ropy i członek OPEC) podjęli rozmowy z Rosjanami, aby ograniczyć wydobycie, by powstrzymać spadek cen. Na to Rosjanie się nie zgodzili, a ceny spadły dalej, aż do najniższego poziomu od wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku.

Problemy na Wall Street

Na rozwijającą się epidemię dobrze nie reagują też giełdy. Spadek na Wall Street w poniedziałek 9 marca był spory, ale:

  • Na otwarcie 10 marca indeks urósł o 2,5 proc.;
  • Reakcja nowojorskiej giełdy na wydarzenia w związku z epidemią nie jest tak nagła, jak wygląda to po wielu medialnych nagłówkach. Amerykańscy maklerzy wcześniej zauważyli koronawirusa, Dow Jones regularnie zmniejsza swoją wartość od 21 lutego. Na koniec sesji 10 marca znacząco się podniósł w stosunku do najniższej wartości po poniedziałkowym spadku.

Wykres z godz. 10:16 w Nowym Jorku z 10 marca, prezentujący pełny miesiąc notowań DJ:

Wykres po zamknięciu giełdy 10 marca, prezentujący ostatnie 5 dni:

Spadki na giełdzie w Nowym Jorku w 2008 roku miały fatalny wpływ na światową gospodarkę i spowodowały globalną recesję. Czy możemy się tego spodziewać teraz?

„Nadchodząca recesja na świecie może być głęboka. Być może nawet w pełni porównywalna z tą po 2008 roku – przewiduje dla OKO.press dr Bukowski.

„Wiele zależy od kolejnych kroków politycznych. Jeśli w kolejnych krajach wprowadzane będą blokady w stylu chińskim, to robotnicy przestają chodzić do swoich miejsc pracy i produkcja się zatrzymuje. Ale w nowoczesnej gospodarce coś takiego nie ma to precedensu, nie mamy z czym tego porównać. To zupełnie nowe zjawisko" - mówi Bukowski. I wyjaśnia ciąg zdarzeń, który prowadzi do kryzysu:

"W 2008 roku mieliśmy do czynienia z kryzysem zaufania w sektorze finansowym. Firmy upadały, bo nie miały finansowania operacyjnego. To powodowało bankructwa i zwolnienia, bo firmy traciły płynność finansową.

Dziś też może się wydarzyć lawina utraty płynności i bardzo dużo bankructw. Firma jest zobowiązana wypłacić płace pracowników. A jeśli niczego nie produkuje, jeśli hotel nie ma gości, a ludzie przestali chodzić do fryzjera, to nie ma z czego tym pracownikom zapłacić. I tak się wszystko zaczyna sypać.

Wtedy firmy zaczynają upadać albo zwalniają, żeby nie upaść. Tak tworzy się bezrobocie. Taka lawina może się przetoczyć przez Polskę lub całą Europę”.

Jaki wzrost w Polsce?

Jak mocno może to uderzyć w polską gospodarkę?

6 marca BNP Paribas, po spadku prognoz OECD dla całej Europy, ustaliło swoją prognozę na 2-2,5 proc. Samo OECD zrewidowało prognozę wzrostu dla całej strefy euro z 1,2 proc. do 0,8 proc.

MBank poszedł jeszcze dalej i obniżył prognozę wzrostu PKB dla Polski na 2020 rok z 2,8 proc. do 1,6 proc. Prognoza ekonomistów mBanku sięga czwartego kwartału 2021 roku. Wynika z niej głęboki spadek wzrostu w trzecim kwartale 2020 oraz spore odbicie się w 2021 roku a ostatecznie powrót do poziomu z pierwotnej prognozy.

Ekonomiści przyznają jednak, że obecne wydarzenia nie mają precedensu:

„Ożywienie w Europie, efekty bazowe, restart cyklu unijnego i tąpniecie cen ropy naftowej, oznaczają, że w 2021 roku dynamiki PKB mogą wyglądać imponująco. Sytuacja pozostaje jednak bardzo dynamiczna. Poruszamy się po omacku w obliczu szoku i efektów, które są słabo poznane i opisane” – piszą w analizie.

Dr Bukowski:

„Nawet u nas możemy zobaczyć techniczną recesję, czyli dwa ujemne kwartały z rzędu. Niektóre sektory są bardzo wrażliwe na to co się dzieje wokół wirusa – turystyka, usługi – obsługa spotkań, konferencji, rozrywka – masowe koncerty i imprezy. W związku z zagrożeniem, konsumenci się od nich odwracają, więc dotyka je kryzys i to zaczyna się rozlewać. Jeżeli odwoływane są spotkania, ludzie przestają latać – traci sektor lotniczy”.

11 marca premier ogłosił zamknięcie kin i placówek kulturalnych. One mogą spodziewać się znacznych strat - co odbije się na sytuacji pracowni Podobnie będzie w turystyce, bo ruch turystyczny zarówno z zagranicy jak i wewnętrzny ulegnie w najbliższym czasie znacznemu spowolnieniu.

Inaczej niż we Włoszech

OECD obniżyło prognozę wzrostu dla Włoch do zera. Włoska gospodarka ma więc niczego nie zyskać przez cały rok. Czy w Polsce też możemy spodziewać się takich efektów, jeśli zaczniemy rejestrować setki lub tysiące zakażeń koronawirusem?

Dr Bukowski: „Choroba ma swoje właściwości i wszędzie rozprzestrzenia się tak samo. Ale w przypadku gospodarki nie możemy 1:1 przełożyć tego, co dzieje się we włoskiej gospodarce na Polskę. Trzeba obserwować, gdzie te przypadki występują – czy w regionie przemysłowym, czy nie. Włochy są bardzo specyficzne ze względu na turystykę, która stanowi ponad 13 procent PKB tego kraju. To dotyczy Grecji, Hiszpanii – nie musi być tam nawet epidemii, ale ludzie boją się latać, odwołują swoje wycieczki. W Polsce tak nie jest. Nie wiemy, gdzie skupi się choroba, jakieś segmenty gospodarki mogą zostać dotknięte bardziej niż inne. A przez to różne regiony mogą gospodarczo reagować inaczej”.

Reakcja w stylu Chin - głębsza recesja

OECD nie uwzględniło w swoich prognozach Polski. Musimy więc polegać na innych danych. Przywoływane wyżej prognozy banków i słowa dr. Bukowskiego wskazują na to, że tak źle jak we Włoszech raczej nie będzie. Ale to też wynik ogólnego krajobrazu gospodarczego ostatnich dekad. Gospodarki rozwinięte od lat notują niższy poziom wzrostu niż Polska. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Włochy w 2018 roku zarejestrowały wzrost gospodarczy na poziomie 0,9 proc., a Polska – 5,1 proc.

Co jeśli podejmiemy drastyczne kroki w stylu chińskim, żeby zatrzymać epidemię?

Dr Bukowski: „Chiny były pierwsze, więc mogły liczyć, że ostrą polityką zatrzymają transmisję wirusa. Ale zareagowały za późno. Żeby pokonać epidemię, rząd lub raczej rządy UE mogą wspólnie umówić się na politykę typu chińskiego: wszyscy mają siedzieć w domach poza tymi, którzy muszą: sektor spożywczy, energetyka, niezbędne do życia branże. W ten sposób ograniczamy rozprzestrzenianie się epidemii, leczymy tych, którzy już się zarazili i rozprzestrzenianie się choroby spada. To chroni sektor ochrony zdrowia, który nie ma takiej pojemności, żeby przyjąć bardzo dużo przypadków. I to dotyczy każdego kraju europejskiego, nie tylko Polski.

W Polsce akurat mamy dosyć dużo łóżek szpitalnych, ale brakuje nam lekarzy. A oni też mają swoją wydajność, też się mogą zarazić. Czyli jeśli epidemia jest mała, to można sobie z tym poradzić a jeśli jest duża – zaczyna wysiadać system ochrony zdrowia. I to nam grozi w całej Europie. Żeby tego uniknąć, Chiny zastosowały drastyczne środki i udało im się opanować epidemię, przynajmniej na razie.

Ale dzieje się to kosztem spadku produkcji, która istotnie obniży chiński wzrost gospodarczy w tym roku. W tej chwili Chiny dopiero zaczynają wracać do życia, więc za wcześnie, żeby już mówić o odbiciu gospodarczym. I nie wiemy jeszcze, czy nie będzie to oznaczało powrotu epidemii”.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne