0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AFPAFP

W środku tygodnia GUS podał, że w drugim kwartale (kwiecień-czerwiec) 2022 roku polski PKB w stosunku do II kwartału 2021 roku wzrósł o 5,3 proc., ale w stosunku do pierwszego kwartału tego roku spadł o 2,3 proc. To trzeci tak silny spadek odkąd w 1995 roku zaczęto prowadzić te statystyki i pierwszy spadek kwartalny od drugiego kwartału 2020 roku.

Warto przypomnieć, że pierwszy kwartał tego roku był wyjątkowo mocny – mieliśmy wzrost o 8,5 proc. wobec analogicznego okresu rok wcześniej i wzrost aż o 2,5 proc. w stosunku do wcześniejszego kwartału (IV kwartał 2021).

To bardzo duże wahania z kwartału na kwartał. I wynik słabszy, niż przewidywali analitycy ekonomiczni (konsensus prognoz mówił o wzroście o około 6 proc. rok do roku).

Spróbujmy zrozumieć, co te dane oznaczają. I sprawdzić kto ma rację: PiS mówiąc, że w dzisiejszej sytuacji są to dobre dla Polski liczby, czy opozycja, która wieszczy recesję?

Jabłka do gruszek

„Za czasów rządu PO-PSL byliśmy zieloną wyspą, jedyni ze wzrostem PKB w czasach kryzysu, teraz jesteśmy czerwoną dziurą z największym spadkiem PKB w UE” – napisała 17 sierpnia na Twitterze Katarzyna Lubnauer z Koalicji Obywatelskiej.

Posłanka Lubnauer ma rację w obu przypadkach, ale nie powinna ich porównywać do siebie.

  • W 2009 roku Polska rzeczywiście jako jedyna w Unii Europejskiej utrzymała wzrost gospodarczy, reszta krajów walczyła z recesją. Nie oznacza to, że przeszła przez globalny kryzys suchą stopą: drastycznie spadła produkcja przemysłowa, wzrosło bezrobocie, a koszty chybionych strategii antykryzysowych — zwłaszcza w sferze pracowniczej — społeczeństwo płaciło jeszcze przez długie lata.
  • I rzeczywiście Polska w drugim kwartale 2022 roku ma najsłabszy wynik, jeśli chodzi o wzrost w stosunku do pierwszego kwartału 2022 (o tej wartości dokładniej za chwilę).

To zatem dwie nieporównywalne dane. Gdybyśmy koniecznie chcieli porównywać ten rok do kryzysowego 2009, wówczas musielibyśmy spojrzeć na cały rok 2022. Ponadto, na razie mamy tylko jeden kwartał ze spadkiem PKB kwartał do kwartału. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia również w czwartym kwartale 2008 roku, czyli w czasach "zielonej wyspy".

Jeśli spełnią się dzisiejsze prognozy ekonomistów, całoroczny wzrost będzie wyższy od tego w 2009 roku. Chociaż tym razem prawie na pewno nie będziemy na czele Europy.

Katarzynie Lubnauer odpisał wiceminister spraw wewnętrznych Maciej Wąsik:

„Proszę się nie kompromitować. Polski PKB wzrósł w II kwartale o 5,3 proc. rok do roku. Pani naprawdę zrobiła doktorat z matematyki? Na jakiej uczelni?”.

Opalony tęgi mężczyzna w okularach przy samochodzie
Maciej Wąsik. Foto Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Wiceminister albo nie rozumie rozróżnienia między wzrostem rok do roku a kwartał do kwartału, albo świadomie manipuluje swoimi odbiorcami. Ma rację co do wyniku w II kwartale w ujęciu rocznym, ale Katarzyna Lubnauer mówiła o ujęciu kwartalnym.

Mówiąc więc krótko: polska debata publiczna niewiele na tej wymianie zdań zyskała. Interpretacja najnowszych danych gospodarczych wymaga nieco więcej wysiłku niż agresywna wymiana kilku tweetów.

Premier: wiele krajów nam zazdrości

Ale nowe liczby przysparzają rządzącym kłopotów, stąd zapewne agresja w odpowiedzi Macieja Wąsika. Premier próbuje bronić się w ten sposób:

Wiele państw mogłoby sobie życzyć takiego składanego wzrostu gospodarczego w 2020, 2021 i 2022 r.
Wyniki Polski wciąż są przyzwoite, ale słaby II kwartał 2022 sprawia, że spadamy i nie jesteśmy już liderem wzrostu po pandemii
Konferencja prasowa,19 sierpnia 2022

Premier ma tutaj rację tylko częściowo. Jeśli wziąć pod uwagę dane Eurostatu z 2020 i 2021 roku oraz prognozę Komisji Europejskiej na 2022 rok, to pod względem skumulowanego wzrostu w tych trzech latach jesteśmy w Unii Europejskiej na trzecim miejscu, za Irlandią i Słowenią.

Przy czym trzeba pamiętać, że rewelacyjne na papierze wyniki irlandzkiej gospodarki (6,2 proc. w 2020 roku, 13,6 proc. w 2021 roku) są od lat związane z faktem, że kraj jest rajem podatkowym, co w praktyce czyni irlandzkie wskaźniki makroekonomiczne bezużytecznymi. Jeśli prognozy KE się sprawdzą, Polska w tych trzech latach będzie mogła pochwalić się wzrostem o 9 proc., Słowenia o 9,2 proc.

Na dole tej klasyfikacji są dwa kraje, które wciąż nie podniosą się z katastrofalnego roku 2020 – Włochy i Hiszpania to jedyne państwa, które w tym okresie zaliczają spadek swojego PKB (Włochy o 0,2 proc., Hiszpania o 2,5 proc.).

Byłby to kolejny dowód na systemową odporność polskiej gospodarki na silne wstrząsy. Tak samo było przecież w poprzednim globalnym kryzysie na koniec pierwszej dekady XXI wieku. Ale to nie znaczy, że powinniśmy się tylko cieszyć i ze spokojem patrzeć w przyszłość.

Przeczytaj także:

Prognozy o krótkim terminie przydatności

Szczególnie że dziś czasy są niespokojne, a prognoza Komisji Europejskiej z czerwca jest już przestarzała. W reakcji na dane dotyczące drugiego kwartału analitycy banku Goldman Sachs silnie obniżyli prognozę dla Polski na 2022 rok. Ich przewidywania spadły o całe dwa punkty procentowe z wcześniejszych 5,9 proc. do 3,9 proc.

A w tym samym momencie zwiększyli prognozy dla Rumunii (7,1 proc.) i Węgier (6 proc.). Gdyby analitycy Goldman Sachs mieli rację, to Węgry miałyby wyższy skumulowany trzyletni wzrost niż Polska.

Prognozy obniżają wszyscy, również krajowi analitycy. Zespół prognostyczny mBanku obniżył swoje przewidywania na 2022 rok z 4,6 proc. do 4 proc.

Dlatego wzięcie pod uwagę prognozy Komisji Europejskiej sprzed wakacji może nieco zamazywać obraz.

Dziennikarze „Dziennika Gazety Prawnej” wyliczyli podobny składany wzrost między czwartym kwartałem 2019 a drugim kwartałem 2022. W tak zebranych danych Polska dalej jest powyżej średniej unijnej (5,9 proc. Polski wobec 2 proc. w UE), ale jednocześnie słaby wynik z drugiego kwartału 2022 sprawia, że spadamy poniżej kilku krajów: Słowenii, Danii, Rumunii i Węgier.

Jeśli rządzący dalej będą powtarzać, że jesteśmy „liderem popandemicznego wzrostu”, to nie będą mówić prawdy.

Polska na samym dole

Premier broni się danymi długoterminowymi, ale drugiego kwartału w Europie nie zazdrości nam nikt. W II kwartale nasz wynik w ujęciu rocznym jest przeciętny, w środku stawki. Tylko cztery kraje zaliczyły natomiast ujemny wynik w stosunku do pierwszego kwartału 2022 roku. Polska jest wśród nich najgorsza.

Eurostat podaje dane wyrównane sezonowo, stąd nieco niższy wzrost polskiego PKB rok do roku.

To po części efekt bazy – Polska zaliczyła w pierwszym kwartale bardzo wysoki wzrost, więc gorszy wynik w drugim kwartale oznacza kiepski wynik kwartał do kwartału. W pierwszym kwartale byliśmy pod tym względem na szóstym miejscu w Europie, teraz spadamy na samo dno. Co się więc stało?

„Ten fantastyczny przyrost PKB w pierwszym kwartale 2022 roku (8,5 proc.) jest prawie w całości spowodowany zapasami, które firmy gromadziły wcześniej.

W następnych miesiącach ten czynnik wzrostu PKB przestanie działać, bo nie ma sensu powiększać zapasów bez końca. Więc wzrost przynajmniej ostro zwolni” – mówił w czerwcu 2022 w wywiadzie dla OKO.press prof. Marek Belka i najnowsze dane pokazują, że miał rację.

Napompowany wzrost

Analitycy w większości wskazują właśnie na tę przyczynę dzisiejszych wyników. Wzrost z pierwszego kwartału 2022 roku i po części z wcześniejszych kwartałów był „napompowany”.

Firmy produkowały na zapas i wypełniały swoje magazyny, z obawy przed spowolnieniem i kolejnymi problemami z łańcuchami dostaw. Dziś doświadczamy coraz szybszego spowolnienia, a konsumenci zmęczeni utrzymującą się wysoką inflacją coraz mniej chętnie wydają pieniądze. To musi doprowadzić do gospodarczego spowolnienia, choć powinno też w ciągu kilku miesięcy również pomóc w obniżeniu inflacji.

Nikt nie przewiduje poważnej recesji, czyli np. spadku PKB w całym 2022 roku. Ale jednocześnie większość ekonomistów uważa, że techniczna recesja jest bardzo możliwa.

Techniczna recesja to dwa kwartały z rzędu ze spadkiem PKB. Ale też obecnie konsensus ekonomistów jest taki, że po tym krótkim okresie spadków nastąpi odbicie i Polska gospodarka nie pogrąży się w długotrwałej i kosztownej recesji. Najprawdopodobniej znów wspólnym wysiłkiem uda nam się wygrzebać z dołka i uniknąć najgorszego scenariusza.

Natomiast na trudny do przewidzenia czas musimy się pożegnać ze wzrostem z lat 2014-2019.

Kryzys energetyczny, bezrobocie

To, co stanie się na przełomie 2022 i 2023 roku, zależy w dużej mierze od głębokości kryzysu energetycznego, jaki czeka nas tej zimy.

Ignacy Morawski, główny ekonomista „Pulsu Biznesu” pisze: „Pod tą huśtawką kryje się dość grząski grunt, na którym trudno będzie zbudować podstawy pod wzrost gospodarczy w nadchodzących kwartałach. Czeka nas raczej stagnacja lub recesja. Z dwóch podstawowych powodów.

Po pierwsze, wysoka inflacja zredukowała realne dochody konsumentów w Polsce i na świecie, redukując zapotrzebowanie na towary i usługi. Pokłosiem wysokiej inflacji jest też skokowy wzrost stóp procentowych.

Po drugie, wstrząs energetyczny prowadzi do zaburzeń produkcyjnych, w tym m.in. ograniczania inwestycji przez firmy, które nie są pewne przyszłych kosztów produkcji”.

Szczęśliwie dla nas, na razie nikt nie przewiduje też znacznego wzrostu bezrobocia, które jest jednym z najdotkliwszych skutków społecznych kryzysów. Bezrobocie rejestrowane w urzędach pracy jest na rekordowo niskim poziomie i wiele wskazuje na to, że w najbliższych miesiącach takie pozostanie. To nie będzie trwało wiecznie, a nawet niewielka recesja będzie miała na bezrobocie wpływ. Jest jednak szansa, że wzrosty nie będą skokowe i dotkliwe.

;
Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze