Ministerstwo Rolnictwa wprowadziło nowy rodzaj umowy cywilnoprawnej, która reguluje pracę pomocników rolnika. Przepisy weszły w życie 17 maja. Pracownicy sezonowi dostaną ubezpieczenie chorobowe, wypadkowe i macierzyńskie. Ale związki zawodowe protestują, bo nie ma gwarancji minimalnej stawki godzinowej, ani unormowania czasu pracy

Głównym celem nowelizacji ustawy o ubezpieczeniu społecznym rolników jest uregulowanie statusu pracowników sezonowych, z którymi właściciel gospodarstwa będzie mógł teraz zawierać specjalną umowę o pomocy.

Ministerstwa twierdzi, że tego oczekiwali właściciele gospodarstw, którzy potrzebują pracowników sezonowych do zbierania owoców czy warzyw, które dojrzewają jednocześnie w krótkim czasie i muszą być zbierane ręcznie na względu na podatność na zniszczenia i zepsucie.

Zupełnie inaczej oceniają to związkowcy.

„Brak norm czasu pracy czy minimalnych standardów płacowych oznacza legalizację brutalnego wyzysku. Pracodawca będzie mógł legalnie płacić pracownikom 1 zł za godzinę. Pod tym względem to podporządkowanie prawa interesom najbardziej nieuczciwych pracodawców. Może być tak tym bardziej, że obecnie przy pracach sezonowych nie ma układów zbiorowych, regulaminów wynagrodzeń ani nie działają związki zawodowe” – napisała mazowiecka OPZZ w oświadczeniu.

Pół miliona robotników, większość na czarno

Nową umowę cywilnoprawną z pomocnikiem rolnika można będzie zawierać do:

  • -zbierania chmielu, owoców, warzyw, tytoniu, ziół i roślin zielarskich;
  • -usuwania zbędnych części roślin; klasyfikowanie lub sortowanie zerwanych lub zebranych chmielu, owoców, warzyw, tytoniu, ziół i roślin zielarskich;
  • -przygotowania chmielu, owoców, warzyw, tytoniu, ziół i roślin zielarskich do transportu, przechowywania lub sprzedaży;
  • -innych czynności związanych z pielęgnowaniem i poprawą jakości plonów.

Dotychczas przy takich pracach stosowane były nieoskładkowane umowy o dzieło, albo w ogóle wynajmowano pracowników na czarno.

Pracownicy sezonowi nie mieli żadnego ubezpieczenia – nie tylko emerytalnego, ale też chorobowego, wypadkowego i rentowego. Od umowy o dzieło można było dobrowolnie odprowadzać składki zdrowotne, ale wynosiły one (w zależności od kwartalnych wyliczeń) ok. 400 zł miesięcznie. W przypadku osób długotrwale nieubezpieczonych kwota ta mogła urosnąć również o opłatę wstępną wynoszącą nawet do 8 tysięcy złotych.

Ministerstwo rolnictwa szacuje, że rocznie zatrudnia się przy takich pracach ok. 500 tysięcy osób. Ogromna część z nich pracuje na czarno. Nowa umowa ma zachęcić do wychodzenia z tej szarej strefy. Może być zawierana na piśmie na okres nie dłuższy niż 180 dni w ciągu roku.

Pomocnik rolnika podlega ubezpieczeniu wypadkowemu, chorobowemu i macierzyńskiemu, uzyska uprawnienia do jednorazowego odszkodowania z tytułu stałego lub długotrwałego uszczerbku na zdrowiu albo śmierci wskutek wypadku przy pracy rolniczej lub rolniczej choroby zawodowej.

Wysokość składki zdrowotnej wynosi 142 zł, a wypadkowej 42 zł, czyli obciążenie dla rolnika wyniesie 184 zł miesięcznie.

Niestety, na tym korzyści dla pracowników sezonowych się kończą. Nie ma gwarancji minimalnej stawki godzinowej, nie ma normowania czasu pracy oraz obowiązku stosowania przepisów BHP.

Związkowcy: może być nawet 1 zł za godzinę

Rada Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych województwa mazowieckiego stwierdziła w stanowisku wysłanym mediom, że „to krok ku ucywilizowaniu pracy sezonowej”. Największym plusem jest fakt, że pracownicy sezonowi będą objęci ubezpieczeniem wypadkowym, chorobowym i macierzyńskim. Poza tym wobec ustawy są bardzo krytyczni.

„Brak norm czasu pracy czy minimalnych standardów płacowych oznacza legalizację brutalnego wyzysku. Pracodawca będzie mógł legalnie płacić pracownikom 1 zł za godzinę. Pod tym względem to podporządkowanie prawa interesom najbardziej nieuczciwych pracodawców. Może być tak tym bardziej, że obecnie przy pracach sezonowych nie ma układów zbiorowych, regulaminów wynagrodzeń ani nie działają związki zawodowe” – napisało Porozumienie w oświadczeniu.

Czy 1 zł za godzinę, o którym wspomina Porozumienie, jest dużą przesadą? Niekoniecznie. Przykładowo: w biedniejszych rejonach Wielkopolski „pomocnicy” za obieranie cebuli dostają 25 groszy od kilograma. Przez 10 godzin dziennie są wstanie obrać od 50 do 150 kilogramów. To przykład drastyczny, ale nie ulega wątpliwości, że obecnie rolnictwo opiera się w dużej mierze na nisko opłacanej pracy sezonowej.

Pracownicy sezonowi nie będą mieli też unormowanego czasu pracy, czyli prawa do wypoczynku. Nieuregulowane pozostanie również bezpieczeństwo pracy, bo nie obejmą ich przepisy BHP.

Rada OPZZ zapowiedziała, że będzie nagłaśniała wszystkie przypadki płacenia pracownikom sezonowym wynagrodzenia niższego niż płaca minimalna. Deklaruje także podjęcie starań, aby zmienić ustawę i zrównać sytuację pracowników sezonowych z innymi grupami zawodowymi.

Związkowcy podkreślają także, że zgodnie z art. 24 Konstytucji RP „praca znajduje się pod ochroną Rzeczypospolitej Polskiej. Państwo sprawuje nadzór nad warunkami wykonywania pracy”, a art. 66 stanowi, iż „każdy ma prawo do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy”.

„Nie godzimy się, aby pracownicy sezonowi byli pracownikami gorszego sortu!” – napisali związkowcy w podsumowaniu swojego stanowiska.


Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym