0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.plFot. Robert Kowalews...
Śledztwo

Czy Romanowski naprawdę jest w Naddniestrzu? Niekoniecznie. Nowe ustalenia OKO.press

  • Anna Mierzyńska

4 sierpnia do Sądu Okręgowego w Warszawie dotarł list Marcina Romanowskiego, byłego wiceministra sprawiedliwości, wobec którego trwa prokuratorskie śledztwo. Opinia publiczna dowiedziała się o tym w środę, 12 sierpnia. Romanowski jest poszukiwany od miesięcy – uciekł przed stawianymi mu zarzutami dotyczącymi nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Najpierw przebywał na Węgrzech, ale po zmianie władzy w tym państwie zniknął. Przypuszczano, że może być w Serbii. Jednak w liście do sądu Romanowski wskazał zupełnie inne miejsce swojego pobytu.

„Oświadczam, że obecnie przebywam w Mołdawii – Region Nadniestrza” – napisał (pis. oryg.). I wskazał adres w Tyraspolu. Naddniestrze to separatystyczny region Mołdawii, w pełni kontrolowany przez Rosję.

Romanowski w korespondencji dodał jeszcze, że: „Zgodnie z prawem w sposób legalny mam wydany paszport na inną tożsamość na podobnej zasadzie jak świadkowie koronni, aby swobodnie poruszać się poza Unią Europejską”.

Lewandowski: „Potwierdzam”

Jeszcze w środę, 12 sierpnia, nie było wiadomo, czy list rzeczywiście pochodzi od Romanowskiego, czy też ktoś się pod niego podszywa. Jednak w nocy jego obrońca, Bartosz Lewandowski, rozwiał te wątpliwości we wpisie na platformie X. Napisał:

„Potwierdzam fakt złożenia przez mojego Klienta wniosku o wydanie listu żelaznego i złożenia oświadczenia o przebywaniu poza terytorium Unii Europejskiej.

Prokuratura Krajowa dysponuje adresem korespondencyjnym Marcina Romanowskiego oraz oświadczeniem mojego Mocodawcy, a dzisiaj prok. Przemysław Nowak potwierdził, że Prokuraturę obowiązuje domniemanie wiarygodności tego dokumentu”.

W korespondencji polityk wystąpił o przyznanie mu listu żelaznego, tj. gwarancji, że jeżeli wróci do Polski i będzie zeznawał, nie zostanie aresztowany.

„Wydanie listu żelaznego przez sąd regulują artykuły 281-284 kodeksu postępowania karnego. Sąd może go wydać na wniosek osoby przebywającej za granicą. Wydanie takiego listu skutkuje uchyleniem tymczasowego aresztu i Romanowski mógłby bez obaw o zatrzymanie przyjechać do Polski. W zamian musiałby współpracować z prokuraturą i sądem” – wyjaśniał w OKO.press Mariusz Jałoszewski.

Przeczytaj także:

Region, który kontroluje Rosja

Z samego listu Romanowskiego wynika jednak znacznie więcej, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Przeanalizowałam dane adresowe, jakie zamieszczono w tej korespondencji. Wyniki analizy rzucają nowe światło na całą sprawę.

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że Naddniestrze to separatystyczne terytorium Mołdawii, które w pełni kontroluje Rosja. Dzieje się to za zgodą władz samego Naddniestrza, które wielokrotnie apelowały do Kremla, by włączyć ten teren do Federacji Rosyjskiej. Kreml nie zamierza jednak tego zrobić, bo niewielkie parapaństwo daje mu możliwość wpływania na politykę Mołdawii, w tym utrudnianie jej integracji z Unią Europejską.

W Naddniestrzu stale stacjonują wojska rosyjskie, podobnie jak funkcjonariusze rosyjskich służb specjalnych.

Przy czym większość rosyjskich żołnierzy to zrekrutowani mieszkańcy tego terytorium.

Region ten wydaje swoje paszporty, ale nie są one uznawane przez żadne państwo na świecie, nawet przez Rosję. Marcin Romanowski na pewno nie posługuje się więc dokumentem z Naddniestrza, skoro – jak twierdzi – dzięki obecnemu paszportowi może „swobodnie poruszać się poza Unią Europejską”.

Wjazd tylko przez Mołdawię

Do Naddniestrza można dostać się dziś w zasadzie wyłącznie przez Mołdawię. Region graniczy jeszcze z Ukrainą, ale ta granica jest obecnie zamknięta. Jeśli Romanowski rzeczywiście jest w Naddniestrzu, musiał przejechać przez Mołdawię, prawdopodobnie już na podstawie paszportu, wystawionego na inną tożsamość (nie wiemy, przez jakie państwo).

Może się jednak okazać, że byłego wiceministra sprawiedliwości w Naddniestrzu wcale nie ma.

A kierująca tam korespondencja jest wynikiem jakiejś współpracy Romanowskiego z innymi osobami, które dostały się do tego regionu. Co na to wskazuje?

Udało mi ustalić adres w Tyraspolu – ten, który Romanowski wskazuje w liście jako miejsce swojego pobytu. Warto zwrócić uwagę, że adwokat Bartosz Lewandowski w swoim wpisie na X określił ten adres jako „korespondencyjny”, a nie jako obecne miejsce zamieszkania jego klienta – inaczej niż on sam w liście.

Adres pobytu? Na pewno nie

Pod wskazanym adresem w Tyraspolu znajduje się parterowy budynek usługowo-gospodarczy, usytuowany przy pustym placu, wykorzystywanym jako pętla autobusowa. W tym budynku nie ma żadnych biur ani tym bardziej mieszkań, jedynie niewielkie punkty usługowe i sklepiki, np. kwiaciarnia.

Nie ma możliwości, by Marcin Romanowski tam mieszkał.

Można sobie wyobrazić, że porozumiał się z właścicielem któregoś punktu, iż będzie przyjmował dla niego korespondencję, ale na pewno samego polityka tam nie znajdziemy.

Ważniejszy ślad znajduje się jednak na stemplu pocztowym, widocznym na kopercie, która dotarła do warszawskiego sądu. Znajduje się tam napis „BENDER 11”. Oznacza to, że list nie został nadany w Tyraspolu, lecz w położonej kilkanaście kilometrów dalej miejscowości Bendery. To wyjątkowe miejsce na geopolitycznej mapie Mołdawii.

Stempel: Bendery

Miejscowość leży na prawym brzegu Dniestru, geograficznie więc znajduje się poza regionem Naddniestrza, położonym po lewej stronie rzeki, a mimo to jest kontrolowane przez separatystyczny region. Stało się tak w wyniku bitwy, która rozegrała się w czerwcu 1992 roku między wojskami Mołdawii a separatystami, wspieranymi przez armię rosyjską. W lipcu tego roku prezydent Rosji Borys Jelcyn i prezydent Mołdawii Mircea Snegur podpisali w Moskwie układ o przerwaniu ognia, na mocy którego utworzono tzw. Strefę Bezpieczeństwa pod kontrolą trójstronnych sił: rosyjskich, mołdawskich i naddniestrzańskich.

Fragment Google Maps. Tyraspol i Bendery dzieli około 13 kilometrów

Strefa funkcjonuje do dziś, obejmuje całą miejscowość Bendery, które z tego powodu są objęte szczególnym reżimem bezpieczeństwa. A chociaż początkowo ustalono, że będzie to obszar zdemilitaryzowany i dostępny dla sił każdej z trzech stron, w praktyce władzę nad miastem utrzymuje Naddniestrze i Rosja. Separatyści ustawili tam posterunki graniczne i celne, kontrolują całą administrację i utrzymują znaczne siły bezpieczeństwa. Do milicji wcielono nawet oddziały wojska, żeby mogły tam stacjonować, formalnie nie naruszając zasad obowiązujących w strefie.

Teren kontrolowany

W praktyce oznacza to, że Bendery to terytorium intensywnie kontrolowane. Żeby się tam dostać, trzeba pokonać posterunek graniczny.

Cudzoziemcy są prześwietlani podczas wjazdu do miejscowości i dostają specjalne karty pobytu.

Zaś dziennikarze, dyplomaci, urzędnicy czy politycy z krajów NATO i UE zazwyczaj otrzymują zakaz wjazdu. „Turyści, jeżdżący do Naddniestrza, przechodzą przez odprawę służby granicznej, która podlega KGB. Odprawę obcokrajowców nadzorują na miejscu oficerowie KGB. Bez ich zgody strażnik nie zezwoli na wjazd. A ci, których wpuszczono, nieraz mają ogon” – wyjaśniał na platformie X Paweł Wojtunik, były szef CBA, który przez kilka lat mieszkał w Mołdawii. Nazwy KGB używa Naddniestrzańskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego.

W samych Benderach kontrola ta jest jeszcze silniejsza niż na innych obszarach Naddniestrza, np. w Tyraspolu. Standardem jest np. sprawdzanie nadawanej tam korespondencji, zwłaszcza tej od cudzoziemców. Zajmuje się tym właśnie naddniestrzańskie KGB, działające w porozumieniu ze służbami rosyjskimi, które są tam stale obecne. Tamtejsze Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego można uznać wręcz za „oddział zamiejscowy” rosyjskiego FSB. Przebywają tam również licznie funkcjonariusze wywiadu wojskowego GRU.

Poczta tuż obok granicy

Podsumowując: Trudno sobie wyobrazić, by cudzoziemiec obywatel państwa Unii Europejskiej, nadał list do oficjalnej instytucji w kraju UE właśnie w Benderach i żeby ten list dotarł do adresata, gdyby ów cudzoziemiec nie miał osłony rosyjskich czy naddniestrzańskich służb. W samym Tyraspolu byłoby to łatwiejsze niż w tej konkretnej miejscowości. Jednak list Marcina Romanowskiego został wysłany właśnie tutaj.

Co więcej, urząd pocztowy, na którym nadano list – Bendery 11 – znajduje się w dzielnicy Borysówka i leży zaledwie kilkaset metrów od linii granicznej między Mołdawią a Naddniestrzem (chociaż posterunek graniczny leży nieco dalej). To niewielka placówka, używana wyłącznie przez okolicznych mieszkańców i przebywające tu służby.

Urząd pocztowy, na którym nadano list Marcina Romanowskiego. Fot. Alexandr Floric, zdjęcie zamieszczone w Google Maps, data wykonania: marzec 2024

Borysówka jest dzielnicą mieszkaniową, ale ponieważ przylega bezpośrednio do granicy z Mołdawią, i to w takim miejscu, gdzie linię graniczną łatwo pokonać ze względu na brak naturalnych przeszkód (np. rzeki), pozostaje pod jeszcze ściślejszą kontrolą niż inne części Bender. Tu jest najwięcej patrolów milicji i służb bezpieczeństwa.

Nie ma możliwości, by cudzoziemiec mógł tutaj przebywać choćby przez krótki czas bez nadzoru służb.

A co dopiero mówić o jego zamieszkaniu w takim miejscu.

Czy Romanowski tam jest?

W liście Marcina Romanowskiego mamy więc dwa adresy, z których jeden, wskazany jako miejsce obecnego pobytu, z pewnością jest nieprawdziwy. Może ewentualnie służyć do korespondencji, ale Romanowski tam nie mieszka. Drugi – w Benderach – jest dostępny wyłącznie dla stałych mieszkańców oraz funkcjonariuszy naddniestrzańskich i rosyjskich sił. Lub dla osób przebywających pod ich nadzorem.

Biorąc pod uwagę to wszystko, możliwości są dwie:

  1. Marcina Romanowskiego nie ma we wskazanych miejscach, a adresy podane w liście to element większej akcji z udziałem tego polityka. W tym kontekście trzeba rozpatrywać, przynajmniej hipotetycznie, zaangażowanie Rosji w całą sprawę. Służby tego państwa miałyby realne możliwości zarówno wydania mu legalnego paszportu na inną tożsamość, uprawniającego do poruszania się poza terenem UE (ale już nie w UE), jak i wysłania listu w Benderach oraz ustalenia adresu korespondencyjnego w Tyraspolu. Same służby naddniestrzańskie, bez udziału Rosji, nie miałyby takich możliwości.
  2. Marcin Romanowski jest w Naddniestrzu, ale współpracuje lub pozostaje pod kontrolą służb. Tylko w takiej sytuacji mógłby przebywać w dzielnicy Borysówka w Benderach. A ponieważ naddniestrzańskie służby to praktycznie oddział rosyjskiego FSB, udział Rosji znów wydaje się bardzo prawdopodobny.

Podkreślam: udział Rosji to hipoteza, która wymaga sprawdzenia. Nie jest ona na tym etapie w żaden sposób potwierdzona. Zaś list przesłany do sądu to prawdopodobnie dopiero pierwszy akt tej odsłony sprawy Romanowskiego. Kolejne sceny przed nami.

Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze