Kto to wyprodukuje? Dwa czy trzy procent PKB na wojsko? Ciąg dalszy analizy doktryn obronnych PO i PiS

W trakcie szczytu NATO sprawdzamy, co na temat wojny i pokoju, bezpieczeństwa, zagrożeń dla Polski i świata, najważniejszych sojuszników i wrogów mają do powiedzenia ekipy rządzące: poprzednia i obecna.

Analizę oparliśmy na oficjalnych dokumentach rządowych i wypowiedziach najważniejszych polityków.


Przeczytaj: Komorowski kontra Macierewicz. Wojna doktryn obronnych PO i PiS.


Fot. Rafal Malko / Agencja Gazeta
Tomasz Siemoniak, wicepremier i minister obrony w rządzie Platformy Obywatelskiej / fot. Rafal Malko / Agencja Gazeta

Platforma Obywatelska

Ile wydawali. Od 2001 roku ustawa gwarantuje 1,95 proc. PKB na obronność, co zalecał szczyt NATO w Newport z 2014 r. W 2015 r. PO przeforsowała zwiększenie wydatków do 2 proc. PKB. Gros tych pieniędzy ma iść na forsowną modernizację polskich sił zbrojnych, głównie w ramach tzw. Planu Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP – do roku 2022 ma on kosztować 130 miliardów złotych, choć zdaniem PiS realne jego koszty będą dużo wyższe. PMT ma stworzyć potencjał odstraszający, w tym przede wszystkim zlikwidować niedostatki systemów dalekiego rozpoznania i potencjału rażenia na duże odległości.

Drony, okręty, śmigłowce, czyli polskie kły. Na część „ofensywną” przyjętego w 2013 roku PMT, tzw. polskie kły, składają się przede wszystkim: broń precyzyjna dalekiego zasięgu, śmigłowce bojowe, drony i okręty podwodne.

I tak, lotnictwo ma otrzymać amerykańskie rakiety AGN-158 JASSM przenoszone przez F-16, marynarka wojenna otrzymała już pociski okrętowe RBS15 Mk3 i norweskie Kronbergi wystrzeliwane z lądu (200 kilometrów zasięgu), dla wojsk lądowych przeznaczone będą z kolei zestawy wyrzutni rakietowych Homar o zasięgu do 300 kilometrów.

100 zestawów dronów – bezzałogowych statków powietrznych klasy MALE zdolnych do lotu w zasięgu 1000 kilometrów przez dobę ma zwiększyć potencjał rażenia i rozpoznania polskiego wojska. Za „odstraszanie” na morzu mają odpowiadać trzy średnie okręty podwodne (wieloletni Program Orka) o napędzie klasycznym, a na lądzie i w powietrzu 32 śmigłowce uderzeniowe (mają zastąpić stare Mi-24, tzw. latające czołgi) i 70 wielozadaniowych.

To jednak nie „polskie kły” są najbardziej kosztowną częścią programu modernizacji polskiej armii, tylko  systemy obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej. Za około 16 mld zł do końca 2022 roku Polska ma być w stanie obronić się przed atakiem z powietrza. A to dzięki polskiej części amerykańskiej tarczy (tzw. EPAA, system warstwowej obrony przeciwrakietowej w Europie) oraz zestawom obrony powietrznej krótkiego („Narew”) i średniego („Wisła”) zasięgu, obejmującym radary, system łączności i dowodzenia oraz same rakiety.

Różne elementy programu PMT są obecnie w różnych fazach realizacji: jedne są finalizowane (norweskie rakiety dla Nadbrzeżnych Dywizjonów Rakietowych), inne są na etapie negocjowania przetargu (francuskie śmigłowce wielozadaniowe „Caracal”), a jeszcze inne dopiero w „fazie koncepcyjnej” lub specyfikacji warunków przetargu (program „Orka” i inne programy dla marynarki wojennej, systemy obrony przeciwlotniczej).

Ograniczona polonizacja zamówień zbrojeniowych. Rząd PO przed wyborami deklarował, że częściowo „spolonizuje produkcję” związaną z PMT: sprzęt i uzbrojenie mieliśmy kupować albo bezpośrednio od polskich wytwórców (np. ciężarówki od „Jelcza”), albo – przy zamówieniach zagranicznych – preferowane miały być zakupy sprzętu połączone z dostępem do zagranicznych technologii i włączanie polskich producentów w sieci kooperacyjne z partnerami zachodnimi. „Polonizacji” sprzyjać miała konsolidacja sektora zbrojeniowego (2011–2014) i utworzenie Polskiej Grupy Zbrojeniowej skupiającej ponad 30 polskich przedsiębiorstw (w tym Huta Stalowa Wola, Łucznik, Jelcz, Rosomak) – potencjalnie miałaby ona zyskać zdolność realizacji także wielkich projektów modernizacyjnych (np. w ramach programu „Narew”).

Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Antoni Macierewicz, minister obrony narodowej w rządzie PiS / fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

Prawo i Sprawiedliwość

Ile będą wydwać. PiS przed wyborami opowiadał się za podwyższeniem dotychczasowych wydatków na obronność i zwiększeniem ich ustawowego progu minimalnego (obecnie 2 procent PKB). Krytykowano również nieefektywność poprzedników w wydawaniu środków zapisanych w budżecie MON. Lider partii Jarosław Kaczyński zasugerował niedawno, że gdyby powstała wspólna armia europejska, aby mogła się liczyć w świecie, należałoby wydawać na nią po 2 procent PKB od każdego kraju oprócz wydatków na własną armię „narodową”. Z kolei minister Macierewicz nie wyklucza w perspektywie „poza przyszłym rokiem” zwiększenia budżetu obronnego do 3 procent PKB.  

Więcej ciężkiego sprzętu. PiS popiera ogólne założenie PMT, że należy wzmocnić własny potencjał odstraszania. Jednak wobec doświadczeń konfliktu na wschodzie Ukrainy postuluje większą rolę dla „ciężkiego sprzętu pancernego, precyzyjnej artylerii i wspierających ją dronów, sieciowych systemów rozpoznawczych i wyposażenia do walki w nocy”. Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiedziało też na jesień br. przedstawienie „uaktualnionej” wersji PMT, wskazując na ponad dwukrotne niedoszacowanie przez PO realnych kosztów wdrożenia programu.

Jako priorytety w zakresie modernizacji sprzętu minister obrony narodowej wymienia dziedziny: po pierwsze, obrony powietrznej i antyrakietowej, po drugie, okrętów podwodnych, po trzecie zaś artyleryjskich i rakietowych środków uderzeniowych (m. in. haubice i system Homar). Obiecuje jednocześnie „zamknięcie programu Wisła” (domyślnie: zakończenie trwających obecnie negocjacji kontraktu między PGZ a koncernem Reytheon na dostawę systemu Patriot) do końca bieżącego roku. MON zapowiada też przyspieszenie przetargu na śmigłowce uderzeniowe (program „Kruk”) i możliwość zamówienia samobieżnych moździerzy Rak, finalizację kontraktu na śmigłowce „Caracal”, a także rozmowy z rządem Norwegii w sprawie możliwych dostaw okrętów nawodnych.

Priorytet: polska produkcja. Prawo i Sprawiedliwość wskazuje jednoznacznie, że „bezpieczeństwo Polski jest w dużym stopniu związane z kondycją i rolą polskiego przemysłu zbrojeniowego”, który miałby pełnić rolę „koła zamachowego polskiej gospodarki”. O ile PO zakładała, że głównym priorytetem jest jakość uzbrojenia („bez względu na uwarunkowania [!] armia powinna otrzymywać najlepszy sprzęt dostępny na rynku”), o tyle PiS dowartościowuje wymogi polityki przemysłowej: przy zakupach sprzętu i uzbrojenia miałby być uwzględniany „czynnik krajowej bazy przemysłowej”, a obok wyposażenia armii celem zamówień publicznych ma być zwiększanie potencjału produkcyjnego, tworzenie nowych miejsc pracy w krajowym przemyśle oraz rozwój nowoczesnych technologii krajowych (w tym podwójnego zastosowania).  

Za wzór PiS uważa Wielką Brytanię i Francję, które większości zakupów obronnych dokonują u krajowych producentów. PiS sugeruje przy tym nie wprost potrzebę oporu wobec regulacji liberalizujących rynek uzbrojenia w Europie. Przykładem praktyki rządu PiS, łączącej priorytety stricte obronne z polityką przemysłową są wg ministra Macierewicza negocjacje kontraktu w ramach programu „Wisła”: amerykański koncern miał się zgodzić na lokowanie połowy wartości dodanej produktu u polskich kontrahentów, a wyprodukowany w ramach kontraktu i przygotowany specjalnie dla Polski wariant systemu Patriot ma być „de facto wspólnym produktem”.

Uzbrojenie Wojsk Obrony Terytorialnej ma być produkowane w Polsce: „oddziały [WOT] powinny być wyposażone w lekką, ale możliwie nowoczesną broń i wyposażenie polskiej produkcji”.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!