17 czerwca 2020

Debata TVP, czyli festiwal odlotowych pytań. Pomysł na pogrążenie Trzaskowskiego nie wypalił

Tak kuriozalnych pytań w debacie prezydenckiej jeszcze w historii polskiej demokracji nie było. Michał Adamczyk z TVP pytał o "dyktat" UE, pierwszą komunię i "etapowanie" Pawła Rabieja. Chciał grać na Dudę, ale fatalnie fałszował. Trzaskowski nie wpadł w pułapki

Niewykluczone, że debata prezydencka w TVP 17 czerwca była jedynym takim wydarzeniem przed pierwszą turą wyborów prezydenckich. Dla kandydatów opozycji była niepowtarzalną okazją, by zaprezentować się na żywo widzom mediów narodowych, karmionych na co dzień starannie montowaną propagandową papką.

Telewizja Jacka Kurskiego chciał zaś wykorzystać okazję, by pognębić najgroźniejszego przeciwnika Andrzeja Dudy - Rafała Trzaskowskiego. Okazję zmarnowała.

Pierwsze trzy pytania - nie żartujemy - dotyczyły:

  • relokacji imigrantów, którzy wg Adamczyka "szturmują Europę", a w związku z tym grozi nam "dyktat" Unii Europejskiej;
  • prawa dzieci, by przygotować się w szkołach do pierwszej komunii;
  • tzw. planu Rabieja-Trzaskowskiego, który rzekomo zakłada "etapowanie": od związków partnerskich do adopcji dzieci przez pary homoseksualne

"Ten, kto układał te pytania, musiał mieć niezły odlot" - stwierdził Władysław Kosiniak-Kamysz. Trudno o lepszy komentarz. Na pytanie, kto odleciał, odpowiedziała na Twitterze pisząca dla OKO.press Anna Mierzyńska: otóż trzy pytania z pięciu napisał... sztab Andrzeja Dudy:

View post on Twitter

Długo można by za to wymieniać, o co TVP nie zapytała: o kryzys w edukacji, kryzys klimatyczny, o relacje z Unią Europejską, obronność.

Debata TVP. Duda tym razem nie krzyczał

Ktoś, kto słuchał Andrzeja Dudy przez ostatnie dwa tygodnie, mógł mieć wrażenie, że podmieniono nam prezydenta. Duda był stonowany, unikał pokrzykiwania, radykalnych ocen. Ale przez to w pierwszej części debaty wypadł bardzo bezbarwnie (później zresztą też).

O uchodźcach mówił, że Polacy są narodem gościnnym i chętnie powitają przybyszów przyjeżdżających do naszego kraju dobrowolnie, tymczasem uchodźcy mieli być przywożeni przymusowo: "Nigdy się na to nie zgodzę" - stwierdził Duda.

Dodał, że jesteśmy częścią Zjednoczonej Europy i doskonale wykonujemy obowiązek strzeżenia jej granic.

O pierwszej komunii - że rodzice powinni mieć możliwość wychowywania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami. Podobnie odpowiadali niemal wszyscy pozostali kandydaci, opowiadając się za tym, żeby o nauce religii w szkole decydowali rodzice. Wyjątkiem był Robert Biedroń, który chce nauczania religii w salach katechetycznych.

Na pytania o małżeństwa homoseksualne i adopcję dzieci Duda odpowiedział dość nudnymi frazesami, że nie pozwala na to konstytucja i że należy chronić dzieci. Okrzyków o "ideologii LGBT" nie stwierdzono.

Nie zaskoczył też w wypowiedzi o euro: złotówka ratuje Polskę przed kryzysami, a dyskusję o europejskiej walucie można zacząć, gdy Polacy będą „bogatym społeczeństwem".

Trzaskowski mówi do „normalsów”

Kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski przyszedł na debatę z założeniem, żeby nie dać się wyprowadzić z równowagi pytaniami prowadzącego i to zadanie mu się udało. Nie wypadł rewelacyjnie, ale bardzo solidnie. Jeśli jego celem było "oddemonizowanie" swojego wizerunku w oczach widzów TVP, plan został wykonany.

Wypowiadał się stanowczo, ale prostym językiem do umiarkowanych wyborców. Uciekł z pułapki antyklerykalizmu, mówiąc, że o religii w szkołach powinni decydować rodzice. "Mój katecheta, franciszkanizm, uczył mnie, by pomagać słabszym i atakowanym, a nie budzić nienawiść i szczuć" - deklarował Trzaskowski i był to jeden z jego lepszych momentów w debacie TVP.

Jasno opowiedział się za związkami partnerskimi i bronił z przekonaniem decyzji rządu PO-PSL o relokacji uchodźców. Prostował też Dudę: "Nie było zgody na automatyzm i przymus, a kobietom i dzieciom trzeba pomagać".

„Gdzie jest program onkologiczny?" - pytał i przypomniał o miliardach, które dostała TVP.

Udało mu się zmieścić kilka zdań o programie budowy centrów lokalnych, które przeciwstawił gigantomachii rządu PiS. A pytany o euro mówił o problemach tu i teraz: chaosie w gospodarce, obawach o utratę pracy.

Pozwalał sobie na drobne złośliwości wobec prezydenta i rządu, jak wtedy gdy stwierdził: „jeśli ja zostanę prezydentem, pomogę rządowi, zwłaszcza w szukaniu pieniędzy". Wytknął też prezydentowi słowa o "wyimaginowanej wspólnocie". Był również obowiązkowy długopis - Trzaskowski zapowiedział, że będzie szanował swój podpis.

Dobry Hołownia, ofensywny Kosiniak, ostry Bosak, zmęczony Biedroń

Najbardziej ofensywny w debacie był Władysław Kosiniak-Kamysz. Mówił, że w polityce zagranicznej "wstaliśmy z kolan i uderzyliśmy się w głowę", krytykował TVP za kuriozalny zestaw pytań.

Opowiadał o przyjaznej Polsce w kontrze do pięciu lat rządów PiS, stwierdził, że wartościami prezydenta powinny być "prawda, sprawiedliwość, dobro i piękno, szacunek dla każdego, wierzących i niewierzących". Opowiedział się za referendum ws. związków partnerskich.

Kiedy padło pytanie o szczepionkę na Covid-19, zgrabnie przekierował swoją wypowiedź na krytykę obecnego systemu ochrony zdrowia. Mówił o kolejkach do specjalistów, zadłużeniu szpitali i niskich wynagrodzeniach personelu medycznego. „Tylko ja jestem w stanie jako lekarz jako polityk, samorządowiec zszyć Polskę przeciętą na pół" - deklarował.

Szymon Hołownia wystąpił na swoim codziennym poziomie, czyli dobrze i jak zwykle najsprawniej retorycznie. Jako jedyny wskazał na różnice między uchodźcami i imigrantami. Uderzał w Dudę, przypominając jego obecność w "Rozmowach niedokończonych" w Radiu Maryja: "Nie może być tak, że ojciec Rydzyk przez 9 minut udziela reprymendy głowie państwa. Wprowadzę rozdział kościoła od państwa, zlecę Najwyższej Izbie Kontroli audyt przepływów finansowych między państwem a kościołem".

Hołownia wyraźnie odcinał się od swojego wizerunku kandydata „kościelnego”. Starał się pokazać, jako ten, kto rozumie zmiany zachodzące w Polsce i w świecie i trzeba przyznać, że często brzmiał wiarygodnie. Pytał, gdzie jest ochrona zdrowia i edukacja na miarę XXI wieku, mówił o zielonej transformacji.

Opowiedział się też za związkami partnerskimi.

Na koniec zadeklarował, że jako prezydent nie będzie reprezentował żadnej partii, tylko obywateli.

Krzysztof Bosak od początku był rześki i skutecznie obchodził Dudę z prawej strony. Stwierdził, że PiS cynicznie gra uchodźcami, a po cichu "sprowadza muzułmańskich imigrantów". Że atakuje ideologię LGBT, a nic z nią przez lata nie zrobił, tymczasem Bosak wypowie konwencję stambulską i wprowadzi zapisy przeciw LGBT. Nawoływał też do odcięcia finansowania organizacjom, które działają na rzecz równości.

O euro powiedział, że to temat zastępczy, a realne jest wzrost bezrobocia, załamanie przemysłu i spadki pensji. Przyniósł ze sobą projekty ustaw, które chciałby wprowadzić, m.in. o dobrowolnym ZUS-ie.

Zarzucił TVP cynizm, kiedy stwierdził, że pytanie o małżeństwa jednopłciowe „to zagrywka dla osób mniej inteligentnych”, a pytanie ma pogrążyć kandydata PO. W ten sposób zaprezentował się jako ktoś, kto wie, co jest grane i obnaża nieczyste zagrywki państwowej telewizji.

Robert Biedroń w zmęczeniu kampanią dorównywał prezydentowi Dudzie. Miał dwa dobre momenty, gdy wspominał Jacka Kuronia i zażądał od Dudy przeprosin za szczucie na osoby LGBT oraz gdy w odpowiedzi na pytanie o walutę euro, odpowiedział, że pod rządami Dudy Polska prędzej przyjmie ruble. W pamięć zapada też „szczepionka na nienawiść".

Próbował się prezentować jako kandydat zmiany, pytał: "Czy będziemy mieli odwagę zabrać Polskę do XXI wieku?", jedyny wspomniał o prawach kobiet. Jednak nie porywał, w przydługim wywodzie zgubił nawet myśl, że jako jedyny z kandydatów opowiada się za równością małżeńską.

Debata pokazała też, że niektóre tematy z lewicowej agendy nie należą już tylko do lewicy. O świeckim państwie, wykluczeniu komunikacyjnym, niesprawiedliwym funduszu alimentacyjnym czy zielonej gospodarce mówił Szymon Hołownia. A o dostępie do żłobków - Rafał Trzaskowski.

Debata TVP nie pomoże Dudzie

Kto wygrał? Można byłoby przekonująco uzasadnić trzy werdykty: że Trzaskowski, że Hołownia i że Bosak. Ale debata TVP została skonstruowana w sposób tak absurdalny, była tak nudna, że w swojej nijakości przebiła chyba nawet debatę majową przed wyborami pocztowymi, które nie doszły do skutku.

Na pewno za to nie wygrał Duda: defensywny, zmęczony, bez ikry i woli walki, jakby rządził już przez lat 15, a nie przez 5. Mimo że miał przygotowane pod siebie pytania, a TVP robiła, co mogła, by mu pomóc. W swoim ostatnim wystąpieniu przekonywał: „Te pięć lat to był dobry czas, Polakom zaczęło się wreszcie żyć lepiej, ale uderzył w nas koronawirus”. Raczej nie udało mu się zmobilizować nowych wyborców, a część z tych, których już ma, mogła wyłączyć telewizor z przekonaniem, że gdy prezydentem zostanie Trzaskowski, Hołownia, Kosiniak lub Bosak, to nic bardzo złego się w Polsce nie zdarzy.

A jeśli w elektoracie prezydenta utrwali się takie przekonanie, może to być dla prezydenta zabójcze: bez dużej mobilizacji swoich zwolenników droga do drugiej kadencji stanie się dla niego bardzo, ale to bardzo wyboista.

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (ostatnio prawach uchodźców i uchodźczyń), prawach reprodukcyjnych, Kościele katolickim i polityce.

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne