Delegacja UE z Robertem Biedroniem nie wpuszczona do Białorusi. „Nie dali argumentacji, kazali wybrać bilet powrotny”
14 sierpnia po godz. 18 europoseł Robert Biedroń poinformował redakcję OKO.press, że nie pozwolono mu na przekroczenie białoruskiej granicy. Europoseł przyleciał do Mińska jako przewodniczący delegacji Parlamentu Europejskiego z unijnym sprawozdawcą ds. Białorusi, Petrasem Auštrevičiusem
Europoseł poinformował OKO.press, że nie otrzymał żadnej argumentacji zakazu wjazdu.
„Kiedy poprosiłem o decyzję na piśmie, pogranicznicy poszli się naradzać” – mówi z lotniska. Poinformował już ambasadorów RP oraz Unii Europejskiej.
Czekamy na dalszy rozwój sytuacji, tekst będzie aktualizowany.
Nie udało się nam skontaktować z Petrasem Auštrevičiusem. Obaj europosłowie na Twitterze poinformował o zdarzeniu, kończąc wypowiedzi białoruskim patriotycznym hasłem „Żywie Biełaruś”, które rozbrzmiewa na protestach i stało się jednym z symboli oporu przeciw dyktaturze.
13 sierpnia grupa 18 unijnych dyplomatów, którzy obserwowali wybory – w tym polscy konsule Jakub Muszyński i Marcin Wnuk – opublikowała list otwarty. Wskazują w nim na szereg nieprawidłowości w procesie wyborczym, które zapewniły Aleksadrowi Łukaszence zwycięstwo przy rzekomo 80-procentowym poparciu. Ogłoszenie wyników wywołało trwające do dziś i krwawo tłumione protesty.
Wcześniej eurodeputowani z pięciu frakcji domagali się od unijnych decydentów zdecydowanej reakcji na wydarzenia na Białorusi, w tym przywrócenia sankcji dla przedstawicieli reżimu
„My, niżej podpisani członkowie Parlamentu Europejskiego wyrażamy solidarność z Białorusinami w ich nieustających staraniach w celu uzyskania podstawowego prawa do wolnych i uczciwych wyborów” – napisali we wspólnym oświadczeniu 11 sierpnia 2020 europosłowie i europosłanki pięciu największych frakcji w PE.
„Ze względu na ograniczenia i naruszenia fundamentalnych swobód, praw człowieka i oszustwa wyborcze, jakich dopuścił się białoruski reżim, nie uznajemy wyniku wyborów, które odbyły się 9 sierpnia, za uczciwy ani prawidłowy” – podkreślają eurodeputowani.

Komentarze