0:00
Prawa autorskie: Jakub Orzechowski / Agencja GazetaJakub Orzechowski / ...
14 grudnia 2019

Demagogiczna arytmetyka PiS: samorządy tracą pieniądze, ale rzecznik rządu problemu nie widzi

Roczne straty samorządów związane ze zmianami w PIT to 7,2 mld zł. Do tego dochodzi ubytek wpływów podatkowych w wyniku likwidacji OFE. Mimo to rzecznik rządu Piotr Müller uważa, że samorządom nic nie będzie, bo wpływy z CIT i PIT w latach 2015-2018 rosły. To demagogia: wydatki bieżące, w tym związane z utrzymaniem oświaty, rosły dużo szybciej

Wydrukuj

10 grudnia 2019 przedstawiciele samorządów zwrócili się do marszałka Senatu o podjęcie inicjatywy ustawodawczej ws. rekompensat finansowych dla miast i gmin.

Ubytek, który nie pozwala części samorządów spiąć budżetów na przyszły rok, jest według nich wynikiem polityki finansowej rządu. "Obietnice finansuje z kieszeni mieszkanek i mieszkańców miast" - mówił na spotkaniu z Tomaszem Grodzkim prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Chodzi przede wszystkim o zmiany w podatku dochodowym wprowadzone w październiku 2019 rok, z których najważniejsze to:

  • obniżenie stawki PIT z 18 do 17 proc.;
  • dwukrotne podwyższenie kosztów uzyskania przychodów;
  • zwolnienie osób do 26. roku życia z podatku dochodowego.

Według prezydenta Rafała Trzaskowskiego na tych zmianach samorządy tracą nawet 8 mld zł rocznie. Dlatego - w ramach rekompensaty - samorządowcy zaproponowali

odpowiednie zwiększenie udziału jednostek samorządu terytorialnego w podatku PIT.

Rząd odpowiedział im słowami swojego rzecznika Piotra Müllera. Uważa on, że dodatkowe wpływy z CIT i PIT na tyle napompowały budżety samorządów, że w najbliższych latach nie poczują one negatywnego wpływu zmian w prawie podatkowym.

Budżety samorządów z tytułu CIT i PIT wzrosły o kilkadziesiąt procent w stosunku do 2015 r., w związku z tym ich sytuacja w ciągu ostatnich 4 lat bardzo się poprawiła (...) Nie jest prawdziwym twierdzenie, że z powodu obniżenia PIT ich budżety będą malały
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
Niezależna,10 grudnia 2019

Koszty rosną szybciej niż wpływy

W liczbach bezwzględnych faktycznie widać wzrost wpływów z CIT i PIT. Z wyliczeń Związku Miast Polskich wynika, że w latach 2015-2018 było to w sumie 15,4 mld zł więcej do kasy samorządów.

Nominalny wzrost wpływów z podatku od dochodów przedsiębiorstw nie jest efektem szczególnych zabiegów rządu. W raporcie "Struktura wpływów podatkowych z CIT w Polsce w latach 2016–2018 w kontekście uszczelnienia systemu podatkowego" analitycy SGH zaznaczyli, że wzrost wpływów z CIT w ostatnich dwóch latach, to przede wszystkim wynik dobrej koniunktury. "Na podstawie przeprowadzonej analizy nie zidentyfikowano w Polsce istotnych zmian (...), które mogłyby być efektem realnego uszczelnienia systemu podatkowego" - piszą eksperci.

Podobnie jest z podatkiem PIT. Nominalny wzrost wpływów to nie zasługa uszczelnienia podatków, lecz przede wszystkim rosnących płac (17 proc. w latach 2015-2018).

Innymi słowy: dochody rosły, bo rozwijała się gospodarka, a rynek pracy miał się względnie dobrze. Z punktu widzenia samorządów oznacza to jednak także wzrost kosztów.

"Rząd nie uwzględnia też równania, w którym po drugiej stronie dochodów, są wydatki, a te rosną o wiele dynamiczniej" - mówi OKO.press Marek Wójcik, przedstawiciel ZMP.

Większe wpływy do kas samorządów, którymi chwali się rząd, nie wystarczyły nawet, by zamortyzować wzrost wydatków bieżących, które według ZMP w ostatnich trzech latach wyniosły 19,2 mld zł. Na ten wzrost składają się koszty płac, opłaty energetyczne, czy koszty remontów.

W tym samym czasie, jak nigdy do tej pory, rosły też wydatki związane z wypełnianiem zadań publicznych. Największym konsumentem budżetu samorządów stała się oświata.

Luka edukacyjna coraz większa

Z raportu ZMP wynika, że w latach 2017-2018 luka edukacyjna, czyli różnica pomiędzy dochodami lokalnych władz, a kosztami prowadzenia placówek oświatowych, powiększała się z roku na rok - odpowiednio - o 15 i 17 proc.

Jak widać na wykresie, wcześniej przyrost wynosił średnio kilka procent w roku. W 2004 roku samorządy do budżetu dopłacały mniej niż 1/3 środków własnych (31,8 proc.), a w 2018 roku była to już połowa (dokładnie 49,8 proc.).

Jak pisało OKO.press, winna jest m.in. reforma edukacji, która wygenerowała niepotrzebne koszty zmian organizacyjnych, a także polityka płacowa rządu, który podwyżki nauczycieli sfinansował w części z pieniędzy lokalnych władz. W rezultacie, w 2018 roku samorządy dołożyły do edukacji 23 mld zł, a z prognoz ZMP, wynika, że

w 2019 ta kwota przekroczy 25 mld zł.

Marek Wójcik, przedstawiciel Związku Miast Polskich, tłumaczył OKO.press, że jeśli koszty dalej będą rosły w takim tempie, to największe miasta, które już dziś finansują średnio 77 proc. wydatków na oświatę, w 2021 roku będą musiały dokładać 100 proc.

Dlaczego niższy PIT dobija samorządy?

Niższe wpływy z PIT przy rosnącym obciążeniu zadaniami publicznymi i wydatkami to dla samorządów zabójcza polityka.

Podatek od osób fizycznych (PIT) w niecałej połowie trafia bowiem do budżetu państwa. 39,4 proc. zasila budżety gmin, gdzie jest pobierany, 10,25 proc. — powiatu, a 1,60 proc. — województwa.

Do miast na prawach powiatu trafia więc prawie połowa odprowadzanego przez mieszkańców podatku, dlatego PIT często stanowi podstawę dochodów tych miast. Tak jest w Warszawie, gdzie w 2018 roku wpływy z PIT stanowiły 45 proc. dochodów — 5,4 mld z 12 mld zł.

Zmiany uchwalone przez PiS w lipcu 2018 roku dla pracowników oznaczają najczęściej zysk od kilkudziesięciu lub kilkuset złotych miesięcznie. Jak wskazuje Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR, osoba, która zarabia pensję minimalną, może liczyć na 41 złotych więcej, a ten, który zarabia wynagrodzenie przeciętne (5227 brutto według założeń ustawy budżetowej na rok 2020) — 65 złotych.

Za to samorządy tracą sporą część dochodów. Z wyliczeń resortu finansów zawartych w Ocenie Skutków Regulacji wynika, że roczny ubytek wynosi w sumie: 7,2 mld zł. Marek Wójcik dodaje, że w tej kwocie nie mieści się strata związana z likwidacją OFE i przekazaniem pieniędzy, które zostałyby w systemie emerytalnym (a więc opodatkowane) do IKE (Indywidualne Konta Emerytalne).

W sumie ubytek dla samorządów związany z przekształceniami, a liczony na podstawie aktywów z 2019 roku ma wynieść co najmniej 13 mld zł. Jest to strata rozłożona na wiele lat - chodzi o pieniądze, które trafiałaby do samorządów jako cześć podatku dochodowego od wypłacanych emerytur. Zamiast tego budżet państwa w najbliższych dwóch latach zainkasuje jednorazową "opłatę przekształceniową".

Z drugiej strony: kasę samorządów zasili cześć PITu od "13 emerytury", ale to zaledwie ułamek rekompensaty za ubytek dochodów w wyniku zmian w prawie podatkowym.

Jak wydawać, gdy nie ma się pieniędzy?

"Rząd nie zauważa, że wyższe dochody budżetu państwa to wynik działalności samorządów, które realizują 3/4 projektów unijnych. Dorzucając wkład własny, stajemy się płatnikami VAT, którego nie możemy sobie odliczyć. Innymi słowy, aktywna działalność inwestycyjna samorządu ma ogromny udział w rozwoju gospodarczym kraju" — mówi OKO.press Marek Wójcik. I podsumowuje:

"Domagając się bycia udziałowcem dochodów w takim samym stopniu, jak to się dzieje z wydatkami,

samorządy chcą tylko, by rząd wypełniał konstytucyjne wymogi zapewnienia nam adekwatnych środków. Nie możemy być tylko obciążani niekończącymi się wydatkami".

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne