Diagności laboratoryjni i fizjoterapeuci głodują. Ministerstwo obiecało podwyżki, a teraz mówi - daliśmy pieniądze dyrektorom, domagajcie się od nich. Ale dyrektorzy już nie mają, szpitale są zadłużone. „Mamy dość bycia zakładnikami. A bez nas nie ma leczenia” – grożą protestujący. Psychologowie zapowiadają protest jesienią. „Mamy strajkowy system płac”

„Proszę tylko to jakoś ładnie napisać, od tego niejedzenia język się plącze” – uśmiecha się z wysiłkiem Aleksandra Zawiślak, diagnostka z Warszawy. Siedzimy na podłodze Szpitala Pediatrycznego przy ulicy Żwirki i Wigury. Piętro -1. „Nie pozwolili nam protestować na górze, na widoku”.

Głodówkę fizjoterapeuci i diagności rozpoczęli we wtorek (21 maja 2019) o 12:00. Lista postulatów jest krótka:

  • podwyżka o 1200 zł netto;
  • bezpłatne szkolenia;
  • adekwatne wyceny świadczeń;
  • szybszy dostęp pacjenta do fizjoterapii oraz szerszy dostęp do badań laboratoryjnych;
  • poprawa wynagrodzeń i warunków pracy dla innych zawodów medycznych i niemedycznych.

Większość głodowała już w czasie dojazdu do Warszawy, bo protestują tu osoby z różnych części Polski. Justyna Kwolek  z Leska, Lucyna Dziaduch z Mielca, Łukasz Tucki z Łodzi. W drodze jest też sześcioro fizjoterapeutów z Elbląga.


1 czerwca pod Ministerstwem Zdrowia odbędzie się manifestacja lekarzy w proteście przeciwko obniżeniu zapowiadanych nakładów na ochronę zdrowia i braku wizji naprawy publicznej ochrony zdrowia. OKO.press przyłącza się do apelu lekarzy, żebyśmy do manifestacji przyłączyli się także my, pacjenci, bo ochrona zdrowia to problem nas wszystkich.


W środę 22 maja o 16:00 z  ministerstwa zdrowia wracają Matylda Kłudkowska, wiceprezeska Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych i Tomasz Dybek, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii.

Podczas rozmów Łukasz Szumowski obiecał protestującym zwiększenie tzw. kwoty bazowej dla zawodów medycznych z 3900 do 4200 zł. Minister przyznaje, że fizjoterapeuci są grupą pokrzywdzoną, ale daje tyle co nic. Jak wyliczają protestujący fizjoterapeuci, dla nich oznaczałoby to podwyżkę około 100 zł na rękę.

Na spotkanie w Radzie Dialogu Społecznego zaprosiła protestujących wiceminister zdrowia, Józefa Szczurek-Żelazko. Nalegała, żeby protest wstrzymać i żebyśmy wszyscy przenieśli się do Centrum Dialogu Społecznego. „Spodziewaliśmy się, że to będzie taka gra, więc wysłaliśmy tylko reprezentację. Łatwo nas stąd nie wyrzucą” – mówi Lucyna Dziaduch.

„Jutro do protestu dołączą zresztą pracownicy ze szpitala, gdzie dyrektorką jest pani wiceminister [na urlopie na czas pełnienia rządowej funkcji]” – mówi Dybek. „Z obiecanego dodatku 150 zł brutto nic nie dostali”.

Protestujemy dalej

Na środowym spotkaniu minister Łukasz Szumowski zaproponował „odmrożenie” kwoty bazowej, od której oblicza się pensje pracowników według ustalonego ustawowo współczynnika. Najniższe wynagrodzenie dla poszczególnych grup to iloczyn kwoty bazowej i współczynnika przypisanego danej grupie. Aktualna kwota bazowa to 3900 zł brutto. Fizjoterapeucie ze średnim wykształceniem przypisano współczynnik 0,64, czyli najniższe wynagrodzenie – to 2496 brutto.

W 2020 roku kwota bazowa ma być aktualizowana do średniego wynagrodzenia (ok. 4500 zł). Ministerstwo zadeklarowało, że podwyższy je już teraz do 4200 zł.

„Zbyt wiele nam to nie da” – komentuje Kłudkowska. Po tej zmianie ten sam fizjoterapeuta dostanie więc 192 zł brutto więcej. To około 100 zł na rękę.

„Poza tym, minister mówił to, co zwykle” – tłumaczy Kłudkowska. „Że pieniądze na obiecane podwyżki poszły już z NFZ do dyrektorów, że związki powinny się teraz domagać od nich podwyżek”.

Protest głodowy w Szpitalu Pediatrycznym przy ulicy Żwirki i Wigury w Warszawie. Fot. Marta K. Nowak

Bez diagnostów nie ma leczenia

„Ministerstwo nic nam nie oferuje, nie ma zmiany podejścia do pominiętych grup pracowników medycznych” – komentują protestujący.

Diagności zmian domagają się od dawna, fizjoterapeuci też. Teraz idą na wojnę, bo czarę goryczy przelało nierówne traktowanie zawodów medycznych. „Pielęgniarki i lekarze dostali podwyżki, zresztą ciężko wywalczone. Ale to, że nas nie widać, nie znaczy, że jesteśmy w tym systemie mniej istotni” – tłumaczy Dziaduch.

„Jesteśmy trochę, jak pszczoły w ulu – nie widać nas, ale my tam w środku ciężko pracujemy i to pod ogromną presją”.

„Kiedy ktoś trafia po wypadku na SOR, nagle coś złego dzieje się ze zdrowiem, trzeba postawić diagnozę, operować lub przepisać leki – lekarz jest bez pracowników laboratoryjnych bezradny” – mówi. „Wszystko zaczyna się od wyników badań – diagnoza, leczenie… To wielka odpowiedzialność, nasza pomyłka to niewłaściwe leczenie na kolejnych etapach”.

„Laboratoria są obsługiwane 24 godziny na dobę. Pracujemy pod presją czasu, ciągle dzwonią telefony z pytaniami – czy już? Święta nie święta, ratujemy życie i zdrowie”.

Bez fizjoterapeutów nie ma wyleczenia

Bez fizjoterapeuty proces leczenia się wydłuża, a brak rehabilitacji może mieć poważne skutki dla zdrowia pacjenta po operacji. Przy tak niskich zarobkach fizjoterapeuci masowo emigrują.

„Krajowa Izba Fizjoterapii wydaje codziennie zaświadczenia polskim fizjoterapeutom wyjeżdżającym za granicę i jest to zastraszająca liczba. We Francji są szpitale, gdzie pracują wyłącznie polscy fizjoterapeuci. Jest ich wielu w całej Europie, od Norwegii i Szwecji po Austrię, Niemcy, Wielką Brytanię. Szacujemy, że już około 15 tys. fizjoterapeutów opuściło Polskę”– mówił w wywiadzie dla Medexpress dr Maciej Krawczyk, prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów.

„Mam za sobą ponad 30 lat pracy, ale moje wynagrodzenie miesięczne netto wynosi 1800 zł” – mówiła fizjoterapeutka Hanna Kowalewska. „A to ciężka praca z pacjentem”.

„Po 5-letnich studiach wyższych wynagrodzenie fizjoterapeutów jest upokarzające i kształtuje się na poziomie 1600-1800 zł netto” – informuje Krajowy Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Fizjoterapii.

Elastyczne miliony

Mowa o puli 680 mln zł, którą ministerstwo przeznaczyło na realizację swoich obietnic. Nie wiadomo tylko których. 21 stycznia 2019 podwyżki od marca obiecano diagnostom, fizjoterapeutom, psychologom… Szpitalom też naobiecywano.

„Choć minister obiecywał publicznie pieniądze dla szpitali na rekompensatę wzrostu kosztów m.in. z przyznanych w poprzednich latach podwyżek pracownikom placówek, wzrostu cen prądu, leków… teraz zrobił zwrot, odciął się od obietnic i wczoraj stwierdził, że 680 mln zł ma trafić na nowe podwyżki dla pracowników” – informuje portal Polityka Zdrowotna.

„Co ciekawe minister wymienia zwykle dwie, trzy grupy, które mają dostać podwyżki… Ale gdy je wymieniamy, kontaktują się z nami kolejne grupy – choćby psychologów – którym na spotkaniach minister też obiecał podwyżki. Ministerstwo nie wspomina, ile osób może liczyć na wzrost zarobków”.

Psychologowie zaprotestują

Podobnie jak fizjoterapeutom i diagnostom nam także obiecano podwyżki z tej samej puli, czyli wzrostu wycen świadczeń od 1 marca 2019. „Niczego nie dostaliśmy” – mówi OKO.press Katarzyna Sarnicka wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Psychologów.

Psycholog kliniczny ze specjalizacją w publicznym szpitalu zarabia średnio 2 tysiące na rękę. „Mimo że psychologowie szkolą się i robią specjalizację, korzystając często z własnego urlopu wypoczynkowego, płacą za specjalizację z własnej kieszeni (nawet 60 tysięcy złotych ) to te kwalifikacje nadal nie są doceniane przez NFZ”.

„Planujemy protest jesienią, bo widzimy, że w ochronie zdrowia system płac jest dziś strajkowy. Bez protestu w sytuacji psychologów nic się nie zmieni” – mówi Sarnicka.

Mamy dość bycia zakładnikami

Co z tymi pieniędzmi? Czy szpitale je dostały? Czy dyrektorzy je źle wydali? Czy może łatali nimi dziury w budżecie? Ministerstwo zapowiada, że sprawę zbada.

Lucyna Dziaduch jest wyrozumiała. „Widziałam audyt finansowy, mój szpital co miesiąc popada w coraz większe długi. W ciągu trzech miesięcy to już 3 miliony”.

„W szpitalu, w którym pracuję, dyrekcja na początku ucieszyła się ze zwiększonej wyceny, zapowiedzieli, że może uda się przyznać premie” – mówiła OKO.press Agnieszka Gierszon, sekretarz Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych (KZZPMLD).

„Ale kiedy zaczęli liczyć, okazało się, że dostali tak naprawdę pół miliona mniej, a nie więcej. Zarządzeniem prezesa NFZ wycenę pewnych usług podwyższono, ale innych obniżono. Na wybrane zabiegi poszło więc więcej pieniędzy, ale inne ucierpiały. Ministerstwo Zdrowia głośno dało dwie rzeczy, a po cichu zabrało dziesięć”.

„Ale co nas to wszystko obchodzi?” – pyta Kłudkowska. „Jesteśmy pracownikami, chcemy, żeby płacono nam za pracę! Mam dość bycia zakładnikiem między ministerstwem a dyrektorami placówek”.

Minister jako wzór cnót miał podczas spotkania pokazywał instytut, który przekazał pieniądze na podwyżki dla pracowników, mimo że ma 200 mln długów. Żartujemy, że to trochę tak jakby dobra ciocia (minister) dał pieniądze na rower dla dziecka (podwyżki dla pracowników), a rodzic (dyrektor szpitala) posłusznie kupił rower, chociaż nie ma na czynsz. Takie łatanie problemów w ochronie zdrowia przypomina łatanie dziurawej łodzi taśmą klejącą.

Podobna logika stoi za pomysłem ministerstwa na ratowanie sytuacji na SOR. Jak już pisaliśmy, katastrofalna sytuacja na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych jest jedynie symptomem kryzysu, w jakim znalazł się niedofinansowany system ochrony zdrowia. SOR obliczony jest na ratowanie życia, miały tam trafiać tylko osoby w najcięższym stanie, a dziś lądują tam wszyscy ci, którym podstawowa służba zdrowia nie jest w stanie pomóc. Nawet lekarze rodzinni kierują tam często pacjentów, bo inaczej na wizytę czekaliby kilka miesięcy.

Ministerstwo zaproponowało, że w przepracowanych i przeludnionych SOR-ach wprowadzi skuteczniejszą kontrolę personelu. Tak jakby już dziś nie były przez lekarzy traktowane jak zesłanie do piekła.

Aleksandra Zawiślak zwraca uwagę na niepokojącą tendencję, którą widać wyraźnie z perspektywy laboratoriów. „Martwi nas to, że coraz mniej osób kierowanych jest do nas na badania profilaktyczne” – mówi Zawiślak. „Pacjenci przychodzą i sami szukają diagnozy, bo lekarz odesłał ich z niczym. Pytają nas o rady, jakie badania zrobić pod kątem różnych chorób”.

 

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym