Trzy kolejne pytania Czytelników i Czytelniczek. Pytajcie dalej, czytajcie też nasze teksty - koniecznie krytycznie. Korzystamy z waszych korekt, wasze polemiki dają nam do myślenia

Oto kolejna porcja odpowiedzi na pytania o pandemię koronawirusa, które nurtują czytelników OKO.Press. Pytacie Państwo o wszystko – o sprawy praktyczne, fachowe kwestie z dziedziny epidemiologii i wirusologii, ale też o to, co będzie dalej (któż to wie, ale w odpowiedzi na trzecie pytanie jest o tym, kto ewentualnie może wiedzieć). Dziękujemy za wszystkie pytania i uwagi, także krytyczne, a zwłaszcza krytyczne, polemiczne i wytykanie błędów – staramy się wszystkie korygować. Pracujemy w pocie czoła i czasem zdarza się nam pomylić.

1. „Dlaczego w Niemczech jest tak mało zgonów z powodu COVID-19”?

Obiecałam odpowiedź na to pytanie w poprzednim tekście. Sytuacja w Niemczech wydaje się rzeczywiście niezwykła na tle innych europejskich krajów:

Niemcy mają wyjątkowo małą liczbę śmierci z powodu epidemii, która przyjmuje u nich znaczne rozmiary (27,5 tys, zakażonych 23 marca).

Odsetek zgonów wśród wszystkich zarejestrowanych zakażeń od początku (w tym wyleczonych) wynosi wg danych worldometer z 23 marca:

  • na całym świecie – 4,3 proc. (15,4 tys. zgonów na 356 tys. zakażeń);
  • najwięcej we Włoszech – 9,3 proc.;
  • w Iranie 7,8 proc.;
  • w Hiszpanii – 6,6 proc.;
  • we Francji 4,0 proc.;
  • w Polsce 1,2 proc. (8 zgonów na 692 stwierdzone przypadki)

Tymczasem w Niemczech – tylko 0,4 proc. – umiera jeden zakażony pacjent na 250.

Eksperci proponują kilka wyjaśnień dla tego stanu rzeczy:

  • To dopiero początek fali.Cytowany przez dziennik „Financial Times” Matthias Stoll, profesor medycyny z uniwersytetu w Hanowerze komentuje dane Instytutu Kocha, z których wynika, że 80 proc. zakażonych ma poniżej 60 lat: „Zwłaszcza na początku fali epidemicznej pacjentami byli ludzie, którzy wrócili z nart we Włoszech albo w Austrii. To pacjenci młodsi, wysportowani, w tej grupie śmiertelność jest relatywnie niższa”.
  • Więcej czasu, żeby się przygotować. Z kolei w „Guardianie” Marylyn Addo, zakaźniczka z kliniki uniwersyteckiej w Hamburgu zwraca uwagę, że o ile szpitale w północnych Włoszech zostały zalane pacjentami, których nie było gdzie umieścić, niemieckie wciąż jeszcze nie są pełne i cały czas przegrupowują personel, robią zapasy sprzętu i uwalniają łóżka na intensywnej terapii.
  • Więcej łóżek na intensywnej terapii. Według statystyk OECD Niemcy mają 6 miejsc na terapii intensywnej na 1000 mieszkańców, podczas gdy najbardziej dotknięte koronakryzysem Włochy – tylko 2,3.
  • Więcej testów. Według różnych źródeł, Niemcy są dzisiaj w stanie robić od 12 tys. testów do 22 tys. testów dziennie. Jak zapewnia prof. Lothar Wieler, szef zajmującego się chorobami zakaźnymi Instytutu Roberta Kocha w Berlinie, będą robić ich jeszcze więcej, m.in. angażując do ich analizy laboratoria weterynaryjne. Dla porównania, polskie ministerstwo zdrowia podaje, że w ciągu doby przeprowadzamy obecnie 2,5 tys. testów.
  • Im więcej nosicieli zostaje wychwyconych, tym większa szansa, że na czas trafią do szpitala; tym wydajnie pracuje również wywiad epidemiczny – potencjalni nosiciele zostają izolowani. Niemieckie wytyczne już miesiąc temu mówiły, że trzeba testować wszystkich, którzy mają początkowe objawy choroby, jeśli mieli kontakt z zakażonym lub odwiedzili część świata, w której była już epidemia.
  • Mniej testów post mortem. Wytyczne Instytutu Kocha mówią, że należy testować również osoby zmarłe pod kątem SARS-CoV-2, jednak „Guardian” pisze, że nie jest to jeszcze rutynowa praktyka. Rzeczniczka IRK dementuje jednak informację z mediów społecznościowych, jakoby Niemcy nie zaliczali do zgonów z powodu koronawirusa chorych, którzy mieli choroby współistniejące.

Generalnie niemieccy eksperci są ostrożni i nie popadają w nadmierny optymizm – wręcz przeciwnie. Cytowany przez „The Guardian” prof. Wieler twierdzi, że w dalszym okresie czasu nie będzie znaczących różnic we wskaźniku śmiertelności pomiędzy Niemcami, a innymi krajami.

Jakby na potwierdzenie tych słów liczba zgonów w Niemczech w ostatnich dniach zaczęła rosnąć w szybszym tempie.

 

 

2. „Co z osobami starszymi, które niedomagają fizycznie, ale też umysłowo, w momencie zachorowania na wirusa? Czy jest dopuszczone przyjęcie na oddział wraz z opiekunem, czy trzeba mieć na to jakieś papiery? Wyobrażam sobie najstarszych członków mojej rodziny, z wyraźnymi zanikami pamięci, bez możliwości zapytania, gdzie i co tu robią”.

Niestety, tu odpowiedź jest krótka. Prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologicznego na pytanie, czy przyjąłby na oddział opiekuna takiej osoby, mówi: „Zdecydowanie nie”. Na oddziale zakaźnym wśród chorych na COVID-19 mogą przebywać tylko lekarze i personel medyczny – każda dodatkowa osoba to dodatkowe ryzyko. Trzeba więc zrobić wszystko, aby starsza osoba była odizolowana od kontaktów z potencjalnymi nosicielami wirusa – to samo dotyczy jej bezpośrednich opiekunów.

3. „Czy statystyki dotyczące pandemii są wiarygodne”?

Odpowiedź brzmi – to zależy. Poszczególne kraje raportują tylko twarde dane, jak liczba nowych przypadków, liczba wyleczonych i liczba zgonów. Każda z tych danych zawiera haczyk:

  • nowe przypadki to te, które stwierdzono za pomocą testu laboratoryjnego. Nie jest to rzeczywista liczba zakażonych, bo a) żaden kraj na świecie nie przebadał całej populacji, b) nauka wciąż nie wie, ile jest przypadków bez symptomów, a ile wzięto np. za zwykła grypę, c) dużo zależy też od tego, czy dany kraj robi mało czy dużo testów.
  • liczba wyleczonych/odpornych na koronawirusa nie jest znana z tych samych powodów, co powyżej.
  • liczba zgonów również może zależeć a) od powodów wskazanych powyżej, bo nikt nie robi testów post mortem wszystkim zmarłym, b) od metodologii – jak kwalifikuje się zmarłych, którzy już byli ciężko chorzy, kiedy złapali wirusa.

Jak można się na statystykach przejechać, pokazuje ten świeży przykład z Twittera:

Yaneer Bar–Yam, fizyk i szef New England Complex System Institute zachwycił się malejącą liczbą przypadków SARS-CoV-2 w Danii i przypisał ją wprowadzonemu 10 dni temu zamknięciu granic i innym restrykcyjnym ograniczeniom. Wtedy odezwali się Duńczycy, którzy poinformowali go, że mniejsza liczba przypadków jest związana z tym, że po zamknięciu granicy przestano testować wszystkich powracających z obszarów ryzyka i ich kontakty, ograniczając się tylko do hospitalizowanych pacjentów.

Za każdą podaną liczbą kryje się więc opowieść, która wymaga dużej wiedzy o poszczególnym przypadku i zawierająca wciąż więcej hipotez niż odpowiedzi – z uwagi na to, że systematyczne badania nad pandemią znajdują się wciąż w podstawowej fazie.

Ale po to są modele matematyczne i armia matematyków-epidemiologów pracujących od świtu do nocy, żeby z tych niepełnych danych wyciągnąć, jak najwięcej miarodajnych informacji.

Nasz brytyjski rodak Adam Kucharski z Londyńskiej Szkoły Higieny i Medycyny Tropikalnej pokazał w poniedziałek na TT badanie, w którym tamtejsze Centrum Modelowania Matematycznego Chorób Zakaźnych oblicza, jaki odsetek przypadków mogą wykrywać poszczególne kraje. Używają w tym celu wskaźnika śmiertelności skorygowanego o opóźnienie – bo nie można po prostu podzielić liczby wszystkich przypadków przez liczbę zgonów, nie biorąc pod uwagę długości trwania choroby.

I tak według brytyjskich naukowców Korea Południowa, która bardzo szeroko testuje, wykrywa 65-100 proc. symptomatycznych przypadków. Dla porównania Indonezja – mniej niż 3 proc.

Poligonem modelowania matematycznego przebiegu epidemii jest zwłaszcza grypa sezonowa, która zdarza się co roku, dotyka milionów ludzi i prowadzi nawet do setek tysięcy zgonów na całym świecie. Dlatego resorty zdrowia polegają na badaniach epidemiologów, żeby móc przewidzieć, ile będą potrzebowały środków i sprzętu. Dzieje się tak również w przypadku koronawirusa – tu można znaleźć analizę naukowców z Imperial College London, dzięki której brytyjski rząd zmienił swoje podejście do nadchodzącej epidemii i zaczął wreszcie ograniczać społeczne kontakty pomiędzy Brytyjczykami, m.in. zamykając puby, bary i restauracje.

Zostań w domu. Myj ręce. Dbaj o innych.
OKO.press pilnuje zdrowia Polek i Polaków.

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez ponad 20 lat związana z Gazetą Wyborczą. Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w "Tygodniku Powszechnym", kwartalniku "Książki. Magazyn do Czytania" i serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktor naczelnej kwartalnika Przekrój.


Komentarze

  1. Przemysław Roszek

    Drobna korekta do tekstu. W przypadku Covid-19 nie używa się terminu wyleczeni (ang. cured), gdyż nie ma lekarstwa na tego wirusa. Bardziej adekwatnym terminem jest uzdrowieni (ang. recovered).

Masz cynk?