Rząd próbuje za nas decydować, jakie mamy potrzeby. Ja nie używam pieluchomajtek, a rząd chce mi dać zniżki na pieluchomajtki. Dziecko mojego kumpla nie jeździ na wózku, a chce się mu dać zniżkę na wózek. Ignorancja władzy wobec naszych potrzeb jest duża" - mówi Bartłomiej Skrzyński, którego nie wpuszczono dziś do Sejmu

Trwa 14. dzień protestu opiekunów i opiekunek osób z niepełnosprawnościami. Od 25 kwietnia do Sejmu nie mogą wejść ani obywatele i obywatelki, ani większość dziennikarzy. Ten zakaz analizował w OKO.press Daniel Flis w tekście „Kuchciński zakazał wstępu do Sejmu nawet dziennikarzom. Wbrew Konstytucji. Żeby ukryć protest opiekunów osób niepełnosprawnych”.

Dziś Straż Marszałkowska nie wpuściła do Sejmu Bartłomieja Skrzyńskiego, rzecznika prezydenta Wrocławia ds. osób niepełnosprawnych. Przyjechał wesprzeć protestujących opiekunów osób niepełnosprawnych i – jak mówi – dowiedzieć się czego potrzebują.

O przepustkę wystąpił w zeszłym tygodniu – nie dostał odpowiedzi, czy ją otrzyma, czy nie. „Strażnik stwierdził, że może sprawa utknęła. Nie był niegrzeczny, po prostu przekazał informację” – mówi OKO.press Bartłomiej Skrzyński. – „Wiem z doświadczenia, bo w Sejmie byłem wielokrotnie, nie było problemu, żeby dostać przepustkę w ciągu kilku godzin. Zdarzało mi się, że dostawałem ją w dwie godziny”.

Cała relacja Bartłomieja Skrzyńskiego poniżej.

Bodnara wpuścili

„Nas muszą wpuścić” – mówił Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich, który tego samego dnia odwiedził protestujących. Rzecznik jako organ konstytucyjny ma nieograniczony wstęp do Sejmu.

Sylwia Spurek i Adam Bodnar przed Sejmem

„Brak zgody na wejście do budynku Sejmu dla Bartłomieja Skrzyńskiego należy widzieć w szerszym kontekście – zamykania się tej instytucji przed obywatelami i obywatelami” – uważa dr Sylwia Spurek, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, która dziś wraz z RPO Adamem Bodnarem, była u protestujących w Sejmie.

„Obserwujemy ten protest od początku, temu protestowi towarzyszy stopniowe zamykanie Sejmu, ograniczanie wstępu, ograniczanie wydawania przepustek, izolowanie Sejmu i protestujących od świata zewnętrznego. To z pewnością wpływa na stan protestujących” – komentuje dr Spurek dla OKO.press.

„Obserwuję, że od jakiegoś czasu kuleje przejrzystość funkcjonowania władzy publicznej. Nie możemy w pełni śledzić tego, co się dzieje, jak podejmowane są decyzje, nie możemy dokładnie obserwować procesu decyzyjnego. Zagrożona jest realizacja prawa do informacji” – komentuje dr Spurek.
„Nie mam pełnej wiedzy na temat tej konkretnej sytuacji i nie wiem, jakie przyczyny stały u podstaw takiej decyzji Kancelarii Sejmu – zastrzega dr Spurek – ale zawieźliśmy dziś wraz z Rzecznikiem list Henryka Wujca do protestujących. Chciał sam się wybrać się do Sejmu, ale obawiał się, że nie zostaje wpuszczony. Wiele osób chciałoby się spotkać z protestującymi, ale nie mają takiej możliwości”.


Relacja Bartłomieja Skrzyńskiego

„Chciałem zobaczyć, czy rzeczywiście obecna władza tak się boi osób z niepełnosprawnością, że robi takie zasieki, jakich w życiu nie widziałem. A w Sejmie byłem wcześniej wielokrotnie. Teraz ja, osoba chorująca na postępujący zanik mięśni, nie mogę tu wejść.

Przyjechaliśmy tu we trzech: Adam Komar, prezes fundacji Potrafię Pomóc, Ryszard Kuczyński z Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego, oddział dolnośląski, i ja. Reprezentujemy wrocławską radę konsultacyjną ds. osób niepełnosprawnych. Chcemy wyrazić swoje wsparcie, Wrocław jest za aktywizacją osób z niepełnosprawnościami, za jednoczeniem środowiska, a nie za podziałem, który ekipa rządząca próbuje uskuteczniać.

Zaprosił nas do Sejmu poseł Sławomir Piechota z Platformy Obywatelskiej. Podanie o przepustki złożyliśmy w ubiegłym tygodniu. Nie dostaliśmy odpowiedzi. Poseł Piechota dostał sygnał, że nie otrzymamy przepustek. Poprosiliśmy o odpowiedź na piśmie, ale jej też nie dostaliśmy. Mimo to postanowiliśmy przyjechać.

Tu na miejscu podeszła do nas posłanka Joanna Schoering-Wielgus (N). Jeśli ktoś mi powie, że ona coś robi pod kamery, to zejdę z wózka i będę warczał. Podeszła, pytała, czy coś jest nam potrzebne, poszła z nami pod bramę do Sejmu – pamiętam, że wcześniej tej bramy nie było – i zapytała strażnika, czy może jest jakaś lista. Strażnik odpowiedział, że jest. Ale nie było na niej mojego nazwiska.

Strażnik stwierdził, że może sprawa utknęła. Nie był niegrzeczny, po prostu przekazał informację. Wiem z doświadczenia, bo w Sejmie byłem wielokrotnie, nie było problemu, żeby dostać przepustkę w ciągu kilku godzin. Zdarzało mi się, że dostawałem ją w dwie godziny.
Chcieliśmy wyrazić wsparcie. Po ludzku zapytać, czy czegoś im nie potrzeba. I dać wyraz temu, że te postulaty są bardzo ważne. Są słuszne. Ważne jest też wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

Wiemy, czego chcemy

Rząd próbuje za nas decydować, jakie mamy potrzeby. Ja nie używam pieluchomajtek, a rząd chce mi dać zniżki na pieluchomajtki. Dziecko mojego kumpla nie jeździ na wózku, a chce się mu dać zniżkę na wózek. Wmawia się nam, czego potrzebujemy, a my to wiemy.

Ignorancja władzy wobec naszych potrzeb jest duża. Jakby osoba niewidoma nie chciała przejść na druga stronę ulicy, a ktoś na siłę chciał ją przeprowadzić.

Rząd nie bał się wprowadzenia 500 plus, nie boi się, że dezaktywizuje kobiety, a jest problem, żeby osobom niepełnosprawnym dać pieniądze [do ręki] i wspierać w postaci asystentów. Mnie mama musi 20 razy w nocy przewrócić, kiedyś zrezygnowała z aktywności zawodowej, żeby się mną opiekować.

PR, a nie działania

Ludzie leżą na twardej podłodze, a pani premier do spraw społecznych spływa Dunajcem. Nie wynaturzają tego tabloidy.

Jakiś miesiąc temu napisałem list otwarty do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Biuro prezydialne PiS odpisało, że przekazało list do pełnomocnika rządu. Byłem na pierwszej komisji sejmowej ds. polityki społecznej i rodziny. Pełnomocnik ds. osób niepełnosprawnych w szóstej czy siódmej minucie swojej wypowiedzi powiedział, że po 10 minutach musi wyjść. To świadczy o tym, jak bardzo to jest PR, a jak bardzo realne działania.

Są pieniądze na fundację promującą Polskę, która sama siebie musi promować. A ja dopiero ostatnio mogłem kupić wózek, który kosztuje 35 tys. zł. Raz na 5 lat dostaję od państwa, od NFZ, pieniądze na wózek. Platforma schodowa, którą nabyłem po tym, jak ojciec przez ćwierć wieku mnie wciągał, kosztuje 43 tys. zł. Gdybym wziął na nią kredyt, to spłaciłbym wtedy, co ludzie biorący kredyt na mieszkanie.

Pouśmiechaliśmy się z panami policjantami, ale to jest śmiech przez łzy. Przyszliśmy tu, być razem.

Przywieźliśmy to, co mogliśmy, m.in. karty do gry Piotruś o savoir vivrze wobec osób z niepełnosprawnych. Warto, żeby prezes Kaczyński wpadł kiedyś do niepełnosprawnych i zagrał w te karty.

Chciałbym mocno zaapelować do dwóch osób: panie prezesie, proszę nie dzielcie polskiego społeczeństwa. Pani Beato, jak pani poczuje, że sprawy społeczne są ważne, to proszę wpaść do Sejmu.


Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni.
W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym