Polskie Radio dyscyplinarnie zwolniło Pawła Sołtysa, przewodniczącego radiowego związku zawodowego. Bo bronił koleżanek zdegradowanych za emitowanie „niesłusznych” treści. OKO.press poznało kulisy zastraszania i łamania kręgosłupów, jakie stosują władze na czele z prezes Barbarą Stanisławczyk-Żyłą. Protesty trwają. Kolejne czystki prawdopodobnie już wkrótce

W październiku 2016 r. dwie dziennikarki radiowej Trójki, Małgorzata Spór i Anna Zaleśna, zostały przeniesione – jak mówi się w radiu – „do piwnicy”. Dyrekcja odsunęła je od pracy przy tworzeniu serwisów informacyjnych. Od tamtej pory pracują w dziale dokumentacji Informacyjnej Agencji Radiowej. Wertują i archiwizują materiały radiowe.

Pierwsza została ukarana za to, że po śmierci Andrzeja Wajdy powiedziała na antenie, że „zmarł wybitny reżyser”. Dyrekcja oznajmiła jej, że naruszyła zasady etyki dziennikarskiej, bo użyła słowa „wybitny”, niepotrzebnie wartościującego.

Kłopoty drugiej wynikają z tego, że w serwisie informacyjnym Trójki puściła reportaż z Czarnego Protestu pod domem Jarosława Kaczyńskiego 13 października 2016. Została zrugana i zdegradowana za zajmowanie się „sprawami nieważnymi”.

Nie były to oczywiście oficjalne powody wersje odsunięcia ich od stanowisk.

Podpisz lojalkę, to nie wylecisz

Dziennikarze i dziennikarki Polskiego Radia zaprotestowali przeciwko takiemu potraktowaniu ich koleżanek. Głównie ci zrzeszeni w Związku Zawodowym Dziennikarzy Trójki i Dwójki. Zaczęło się od akcji „Kogo nie słychać” w mediach społecznościowych. Pracownicy radia zamieszczali swoje czarnobiałe zdjęcia z zasłoniętymi ustami i oznaczeniem #kogonieslychac.

Zarząd Radia odpowiedział komunikatem: „Celem akcji podjętej przez kilkoro pracowników Programu Trzeciego jest dyskredytowanie Polskiego Radia jako nadawcy publicznego i tworzenie jego fałszywego obrazu w świadomości społecznej”. Wewnątrz radia zaczęło się prześladowanie pracowników – grożono zwolnieniami i odsunięciem od prowadzenia i tworzenia audycji.

W komunikacie zarząd napisał:

„żaden pracownik, czy współpracownik Polskiego Radia nie ma prawa wykorzystywać dorobku tej instytucji do realizowania własnych celów politycznych, społecznych czy środowiskowych. Wynika to nie tylko z obowiązującego prawa, ale przede wszystkim z kanonów etyki dziennikarskiej”.

Pod oświadczeniem podpisała się Barbara Stanisławczyk-Żyła, prezes zarządu i redaktorka naczelna Polskiego Radia, która swoje stanowisko otrzymała z politycznego nadania ówczesnego ministra skarbu państwa Dawida Jackiewicza, na mocy uchwalonej przez PiS w styczniu 2016 r. tzw. małej ustawy medialnej.

Bezpośrednio po akcji „Kogo nie słychać” z Trójki zwolniono Damiana Kwieka, który wziął w niej udział.



Dziennikarze nie ustępują

125 osób zatrudnionych w Dwójce, Trójce i Informacyjnej Agencji Radiowej podpisało 15 listopada 2016 list do dyrekcji, w którym domagają się przywrócenia Spór i Zaleśnej do dawnej funkcji.

Protestują też przeciwko zastraszaniu pracowników i wprowadzaniu w ten sposób cenzury prewencyjnej. Jak wskazują zabrania tego Konstytucja.

Artykuł 54., ust. 2 mówi: Cenzura prewencyjna środków masowego przekazu oraz koncesjonowanie prasy jest zabronione.

Zarząd Polskiego Radia natychmiast dał do zrozumienia, że nie będzie tolerował sprzeciwu. W odpowiedzi z 17 listopada zamiast odnieść się do zarzutów … zakwestionował autentyczność podpisów pod listem i zażądał dowodów na potwierdzenie zarzutów. Tłumacząc, że „w przeciwnym wypadku noszą one znamiona bezpodstawnego pomówienia oraz m.in. naruszenia dóbr osobistych Barbary Stanisławczyk-Żyły, jak również naruszenia wizerunku Polskiego Radia S.A.”

To nie wszystko.

Do osób, których nazwisko widniało pod listem wysłano e-maile z pytaniem, czy na pewno podpisali go z pełną świadomością. Zaproponowano im podpisanie lojalki.

Każdy mógł przysłać oświadczenie, że dostał „zaćmy” i nie wiedział, co podpisuje lub, że list podpisano za niego/nią. Pracownicy Trójki odczytali to jako ultimatum: „albo wyprzecie się listu, albo wyciągniemy konsekwencje”. Mimo to przytłaczająca większość nie odwołała apelu.

Jak wywalić pracownika „na delegację”

18 listopada 2016 Stanisławczyk- Żyła zwołała spotkanie z pracownikami. OKO.press dotarło do jego nagrania. Słychać na nim, jak prezes domaga się ujawnienia pomysłodawców listu i grozi procesami (potem zarząd publicznie zaprzeczał, że tak było). Po ostrej wymianie zdań, przedstawicielowi związku zawodowego Stanisławczyk-Żyła oznajmiła, że „nie będzie już z nim więcej rozmawiać”.

Na spotkaniu 18 listopada nie było Pawła Sołtysa, który w marcu 2016 r., po pierwszej fali czystek w mediach publicznych, został przewodniczącym związku zawodowego radiowców. Znany słuchaczom Trójki z programów o tematyce ekonomicznej („Salon Ekonomiczny”, „Bardzo ważny projekt”) przebywał wtedy na zagranicznej delegacji.

Wkrótce po powrocie dowiedział się, że został dyscyplinarnie zwolniony. Zarząd wytłumaczył że Sołtys „wywierał presję psychiczną” na zarząd Polskiego Radia, „stosował czarny PR” oraz o „destabilizował pracę Zarządu PRSA oraz samej Spółki poprzez publiczne nękanie Zarządu”.

W opinii szefów radia robił to m.in. „żądając przystąpienia do mediacji”. Pracownicy faktycznie poprosili o profesjonalne mediacje z zarządem. Właśnie po to, by rozwiązać konflikt i uniknąć drogi sądowej. Mimo wyrzucenia Sołtysa, pracownicy nadal namawiają do polubownego rozwiązania konfliktu.

Zdaniem pracowników Sołtysa zwolniono, bo zarząd właśnie jego podejrzewa o koordynację działań protestacyjnych w obronie pokrzywdzonych pracowników.

Dodatkowym powodem, który podało szefostwo radia jest „samowolne opuszczenie miejsca pracy”. Chodzi o dwudniową delegację do Wielkiej Brytanii. Dziennikarz wyjechał za wiedzą i zgodą przełożonych. Ustalił to z nimi z kilkunastodniowym wyprzedzeniem, a przygotowane na miejscu materiały były emitowane na antenie Trójki.

Podstawą oskarżeń jest brak podpisu na jednym dokumencie poświadczającym delegację. Dokument został jednak złożony w terminie w Biurze Współpracy z Zagranicą. Wszystko wskazuje na to, że celowo przetrzymywano go bez podpisu, by mieć podstawę do zwolnienia. Jak twierdzą pracownicy radia – normalnie takie sprawy załatwia się od ręki.

Według pracownikow, z którymi rozmawiało OKO.press, w kolejce do wyrzucenia są kolejne osoby. Dwóch działaczy związkowych, Marcin Majchrowski i Wojciech Dorosz, dostało w zeszłym tygodniu od przełożonych maila z zapytaniem, czy przysługuje im ochrona związkowa przed zwolnieniem.

Rozmówcy „Oka” nie potrafili odpowiedzieć, czy to koniec oporu w radiu publicznym.


Abonament na wolność słowa

Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym