W nowej Radzie CBOS większość mają przedstawiciele władzy lub jej sympatycy. To otwiera furtkę do zmiany statutu, a później przejęcia kontroli nad instytucją. Zmiana statutu, jak słyszymy, była już dyskutowana

29 czerwca 2018 została powołana nowa Rada CBOS. Na pierwszym posiedzeniu Rady w lipcu, jak dowiaduje się OKO.press, poruszana była kwestia zmiany uchwalonego w 1997 roku statutu CBOS, chociaż konkretne propozycje jeszcze nie padły. Mają pojawić się we wrześniu.

CBOS powstał w 1982 roku, w czasie stanu wojennego, kiedy władze PRL chciały się dowiedzieć, co naprawdę myślą Polacy. Prowadził jednak rzetelne i profesjonalne badania. W 1997 roku ustawą Sejmu został przekształcony w niezależną fundację, której powierzono zadanie prowadzenia badań społecznych „na użytek publiczny”. CBOS jest finansowany z budżetu państwa (dotacja wynosi ok. 4 mln zł), podlega bezpośrednio preesowi Rady Ministrów, ale de facto jest od władzy niezależny. Przeprowadza m.in. sondaże partyjne, systematyczne badania zaufania do polityków i do instytucji władzy, ale robi też najwięcej w Polsce badań postaw społecznych, w tym na zlecenia prywatnych klientów.

Jak zmienić dyrektor Grabowską

Stawką gry w nowej radzie jest, jak słyszymy od naszych źródeł, przyszłość wieloletniej dyrektor CBOS, prof. Mirosławy Grabowskiej, socjolożki z Uniwersytetu Warszawskiego, oraz niezależność samej instytucji. Prof. Grabowska została wybrana przez poprzednią radę na pięcioletnią kadencję w styczniu 2018 roku. Ma opinię rzetelnej badaczki, która nie spełnia politycznych oczekiwań – czy to poprzedniej władzy, czy obecnej. Bywa krytykowana przez media prawicowe, gdy wnioski z jej badań są sprzeczne z przekazem partyjnym.

Według ustawy o CBOS z 1997 roku w skład rady wchodzą przedstawiciele Sejmu i Senatu (powołani przez prezydia), przedstawiciel prezydenta, przedstawiciel premiera, oraz siedmiu kolejnych przedstawicieli premiera powołanych „spośród osób przedstawionych przez rady naukowe placówek prowadzących działalność w zakresie socjologii, stosowanych nauk społecznych, studiów społecznych i studiów politycznych oraz ogólnopolskie stowarzyszenia naukowe zrzeszające socjologów”. W praktyce większość Rady stanowią więc naukowcy zajmujący się naukami społecznymi.

Dyrektor CBOS może być – zgodnie z ustawą – przed upływem kadencji zawieszony, a potem odwołany przez radę, jeżeli „działanie Dyrektora w istotny sposób narusza przepisy prawa lub postanowienia statutu”.

Obecny statut z 1997 roku jest tak ogólnikowy, że trudno stwierdzić jednoznaczne naruszenie jego zapisów. Zmiana statutu może stanowić więc furtkę do odwołania prof. Grabowskiej i powołania nowego dyrektora związanego z PiS.

Nie jest to proste, ale też PiS usuwał już ze stanowisk nawet osoby chronione przez konstytucję, takie jak prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf, albo mające znacznie mocniejszą formalną ochronę, takie jak dyrektor Muzeum II Wojny Światowej prof. Paweł Machcewicz. Nie należy mieć złudzeń, że nie poradzi sobie z dyrektor ośrodka badawczego, o ile zapadnie taka decyzja „polityczna”.

Kto trafił do nowej Rady? W czasie pierwszego posiedzenia wybrała ona na przewodniczącego prof. Arkadiusza Karwackiego, socjologa z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Prof. Karwacki jest dyrektorem Zakładu Badania Jakości Życia na UMK, ma duży i niekwestionowany dorobek naukowy, jest ekspertem think-tanku Instytutu Spraw Publicznych, stającego często w obronie standardów demokratycznych.

W Radzie znaleźli się jednak także naukowcy, którzy nie ukrywają swoich politycznych sympatii, tacy jak prof. Waldemar Paruch, politolog z Lublina, członek Rady Politycznej PiS oraz dr Barbara Fedyszak-Radziejowska, komentatorka polityczna występująca często np. w portalu wPolityce.pl. Jest też dwóch księży profesorów (z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego), a uczelnie katolickie nie są raczej znane jako krynice liberalnych poglądów.

Po co kontrola nad CBOS

Jest więc prawdopodobne, że taka Rada wykona (ewentualne) polityczne zlecenie i ograniczy niezależność CBOS. PiS nie lubi w ogóle niezależnych instytucji i próbuje poddawać je politycznej kontroli nawet wówczas, kiedy nie ma w tym bezpośredniego zysku. W wypadku CBOS go ma.

Co zyskują rządzący przejmując kontrolę nad centrum badań opinii? Jak usłyszało OKO.press od pracowników CBOS, nie do pomyślenia jest, by socjologowie zatrudnieni w placówce fałszowali sondaże partyjne, co zresztą nie wydaje się konieczne.

Sondaże CBOS przeprowadzane od lat metodą badań bezpośrednich (face to face), a nie telefonicznych, są z reguły korzystne dla PiS.

Jak twierdzili krytycy, ta metoda zawyża wyniki rządzących (wcześniej także PO). Ankieter pukający do drzwi bywa postrzegany jako przedstawiciel władzy i niektórzy ludzie mogą „na wszelki wypadek” nie zdradzać mu lub jej swoich politycznych sympatii.

Faktem jest, że notowania PiS w badaniach bezpośrednich CBOS po wyborach 2015 są wyższe niż badaniach telefonicznych, a czasem różnice są drastyczne. W kwietniu 2018 w sondażu bezpośrednim CBOS określił poparcie dla PiS na poziomie 46 proc. W tym samym czasie w badaniach telefonicznych inne placówki uzyskały wyniki:

  • Kantar Millward Brown – 28 proc.
  • IBRiS – 32 proc.;
  • Kantar Public  – 29 proc.

Notowania PiS w sondażach CBOS od czerwca 2017 tylko raz spadły poniżej 40 proc.

Poparcie dla PiS, PO i Nowoczesnej. Wybory 2015 i sondaże CBOS

Zawsze jednak posłuszny władzy dyrektor może zlecać CBOS przeprowadzanie za publiczne pieniądze badań, za które dziś PiS musi płacić na wolnym rynku. Zamiast „źródłem wiedzy na użytek publiczny” CBOS może więc już na jesieni stać się „źródłem wiedzy na użytek partyjny”, nawet jeśli nie zmieni się ustawa regulująca jego funkcjonowanie. Dla każdego polityka to cenne narzędzie, tym bardziej, że zbliżają się wybory.

PiS mógłby też mieć wpływ na tematy badań. Dzięki stabilnemu budżetowi CBOS badał systematycznie postawy wobec takich „kontrowersyjnych” tematów jak udział Kościoła z życiu publicznym, ustawa o przerywaniu ciąży, preferowane modele rodziny, zasady demokracji, bicie dzieci, eutanazja itp.”

Wystarczy zmienić statut i dyrekcję i profil badań ulegnie zmianie, a w każdym razie zmienią się tytuły komunikatów, jak choćby ten powyższy, z 23 maja 2018 – „Pogorszenie notowań rządu”. Można przecież bardziej neutralnie: „Notowania rządu w maju”.

 

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym